Pracuje w Rzymie od 1996 r. Był naocznym świadkiem życia i świętości papieża Polaka, jego wieloletnim i bliskim współpracownikiem. Kierował sekcjami polską i słowiańską Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. Obecnie jest przewodniczącym Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II, rektorem polskiego Kościoła św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie oraz duszpasterzem Polaków w diecezji rzymskiej. 25 maja w Duszpasterstwie Akademickim Emaus w Częstochowie był gościem kolejnego spotkania z cyklu „Życie na Gigancie”. Rozmowę z nim prowadził ks. Tomasz Podlewski, dyrektor biura ds. mediów i wydarzeń Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II.
Więcej niż skryba
Reklama
Zadaniami ks. prał. Ptasznika były spisywanie i korekta tekstów dyktowanych przez papieża oraz tłumaczenie ich na język włoski. Ojciec Święty zaczął dyktować swoje teksty w 1993 r., po tym, jak podczas jednej z audiencji przewrócił się i złamał ramię, które musiało zostać unieruchomione. Ale i później, kiedy mógł już pisać, Jan Paweł II stwierdził, że podoba mu się ten rodzaj pracy, bo dzięki temu był w stanie przygotować więcej tekstów, niż sam mógłby napisać w tym samym czasie. – To była piękna praca, dlatego że Ojciec Święty od pierwszego dnia, po podyktowaniu tekstu, pytał mnie, co o tym myślę. Nie traktował mnie jak zwykłego skrybę, ale chciał, żeby to była współpraca – wspominał ksiądz prałat. Przyznał, że podczas pracy nad tekstami poznał szkołę myślenia Jana Pawła II oraz jego sposób wartościowania spraw.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zwyczajność
Ksiądz Ptasznik zaświadczył, że dopóki papież żył, jego współpracownicy nie mówili o nim w kategoriach świętości. – Może nie mieliśmy odwagi, ale to się brało też stąd, że Ojciec Święty był taki zwyczajny i prosty w swoich relacjach. Nigdy nie roztaczał aury nadzwyczajności. Wiedzieliśmy doskonale, że to jest Boży i niezwykły człowiek, ale nigdy nie nazywaliśmy tego świętością – podkreślił kapłan. – Mam do siebie o to trochę pretensji, ponieważ gdybym wcześniej to zauważył, to mógłbym się więcej nauczyć i bardziej zbliżyć się do świętości – dodał.
Cierpliwość
Opowiadając o ostatnich tygodniach życia Jana Pawła II, ksiądz prałat zwrócił uwagę na jego cierpliwość w przeżywaniu cierpienia oraz na fakt, że Ojciec Święty nie krył się z nim, chociaż byli tacy, którzy krytykowali go za to, twierdząc, że w tym stanie nie powinien się publicznie pokazywać. Ksiądz Ptasznik zauważył, że ostatnia audiencja, podczas której papież samodzielnie wygłosił katechezę, odbyła się 25 stycznia 2005 r. Wtedy komentował Psalm 116, w którym są słowa: „Powróć, moja duszo, do swego spokoju, bo Pan dobro ci wyświadczył. (...) Będę chodził w obecności Pana w krainie żyjących”. – To był początek odchodzenia i Ojciec Święty zdawał sobie z tego sprawę – zaznaczył.
Do śmiechu
Ksiądz prałat podzielił się również zabawnymi historiami z życia Jana Pawła II. Jedna z nich miała miejsce podczas Wigilii Paschalnej, kiedy papież udzielał chrztu dorosłym. – Jeden z katechumenów, zamiast schylić głowę i zaczekać, aż Ojciec Święty poleje go wodą, włożył głowę do naczynia z wodą. To rozbawiło papieża na tyle, że zmarszczył się, a nawet popłynęła mu łza. Później gazety pisały, że bardzo się wzruszył, a ja myślałem, że pęknę ze śmiechu – wspominał ks. Ptasznik.
