Reklama

Jak we mgle

Małgorzata miała wtedy osiemnaście lat. Bała się bardzo. Ale jeszcze bardziej pragnęła dowiedzieć się u źródła, jak wyglądała w Gdańsku grudniowa rewolta roku 1970

Niedziela Ogólnopolska 2/2014, str. 44-45

Mateusz Wyrwich

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rodzina Małgorzaty zawsze brała czynny udział w wielkich wydarzeniach historycznych Rzeczypospolitej. Osiadli od kilku wieków w Warszawie mieszczanie wyznania ewangelicko-augsburskiego żyli zgodnie z Pismem Świętym. Edukowali swoje dzieci, które z czasem robiły kariery – głównie naukowe. W II Rzeczypospolitej jeden z pradziadków ze strony mamy – August Loth był w stolicy pastorem ewangelickiej świątyni pw. Świętej Trójcy. Natomiast ojciec mamy – Stefan Loth cieszył się sławą wybitnego piłkarza i trenera warszawskiej Polonii. Jako młodzieniec walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Wybrał karierę w armii. Po studiach wojskowych mianowany dyplomowanym podpułkownikiem WP, pełnił wysokie i odpowiedzialne funkcje. Był m.in. szefem sztabu 28. Dywizji Piechoty. Pracował też na eksponowanym stanowisku w Głównym Inspektoracie Sił Zbrojnych. Zginął w katastrofie lotniczej 3 lata przed II wojną światową.

Historia była w domu

Reklama

Ojciec Małgorzaty Borowskiej, później Naimskiej, wojnę spędził na terenie Związku Sowieckiego, tułając się po więzieniach, kołchozach, w końcu łagrach. Udało mu się wyrwać do Polski z armią Berlinga. Mama w czasie Powstania Warszawskiego była łączniczką. Rodzice poznali się już po wojnie. W PRL nie zajmowali się działalnością polityczną, starając się przede wszystkim godnie wychować dwie córki, które urodziły się w latach pięćdziesiątych. Tym niemniej w domu często słuchano radia, czerpiąc wiadomości głównie z Radia Wolna Europa. Wiele też rozmawiano z dziewczynkami o tym, co dzieje się w kraju. Rozmowy były dostosowywane do wieku dzieci i zawsze zakończone uprzedzeniem, aby nie mówiły o wszystkim na podwórku. Szczególną prośbę kierowano do Małgosi, która – jak sama mówi o sobie – była gadatliwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Szkołę podstawową skończyła bez większego wysiłku – w klasie fortepianu. Nie chciała jednak zostać pianistką, jej marzeniem było dostać się do szkoły żeńskiej im. Klementyny Hoffmanowej. Nie zniechęcała jej nawet perspektywa godzinnych dojazdów na lekcje, co zresztą wypraktykowała już wcześniej, podczas nauki w szkole muzycznej. Rodzice postanowili jednak inaczej – ich wybór padł na pobliskie, niewymagające żadnych dojazdów Liceum im. Tadeusza Reytana. Choć niezbyt zachwycona, Małgorzata podporządkowała się woli rodziców i w 1967 r. zdała do najbliższego „ogólniaka”. Do dzisiaj z tej decyzji rodziców jest zadowolona.

Harcerstwo przede wszystkim

Reklama

W szkole muzycznej Małgorzata nie należała do żadnej organizacji, więc w liceum postanowiła to „nadrobić” i zapisała się do… wszystkich możliwych. Kilka miesięcy później została już tylko w harcerstwie. Drużyna, do której weszła, cieszyła się wówczas niezwykłą sławą. Nazywano ją potocznie „Czarną Jedynką”, od koloru chusty, lecz jej pełna nazwa brzmiała: 1. Warszawska Drużyna Harcerska im. Romualda Traugutta. Była to jedna z najstarszych drużyn w Polsce. Powstała bowiem jeszcze podczas zaborów w 1911 r., a jej harcerze niemal w całości poszli walczyć przeciwko bolszewikom w 1920 r. W czasie II wojny światowej walczyli z kolei w Szarych Szeregach. W latach 50. jej kierownictwo, by nie dopuścić do wchłonięcia drużyny przez stalinowskie harcerstwo, rozwiązało „Czarną Jedynkę”. Reaktywowana została dopiero w 1957 r. Zachowano przedwojenne stopnie harcerskie, w tym ćwika. Przede wszystkim zaś przedwojenną rotę Przyrzeczenia Harcerskiego. Wśród harcerzy i instruktorów „Czarnej Jedynki” byli późniejsi artyści, naukowcy i politycy, m.in.: Urszula Doroszewska, Ludwik Dorn, Michał Kulesza, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Krzysztof Żurowski.

Małgorzatę Borowską najbardziej jednak fascynowała atmosfera panująca w drużynie, w tym ogniska podczas obozów i tzw. kominki, czyli rozmowy przy kominku o sztuce, kulturze i polityce, na które zapraszano również ludzi działających wówczas w opozycji. Spotkaniom często towarzyszył śpiew „zakazanych piosenek”: pieśni legionowych i tych z czasu II wojny światowej, zwłaszcza powstańczych.

Zobaczyć historię

Przez lata liceum Małgorzata aktywnie działała w drużynie i zdobywała kolejne stopnie harcerskie. Był to rezultat nie tylko całorocznej pracy, trzeba było również zaliczyć „bieg” na stopień. W zależności od stopnia różna była skala trudności. Różne też były powierzone zadania. Małgorzata już jako dorastająca panna zdobyła stopień najpierw wywiadowcy, zaś na zakończenie liceum miała uzyskać – ćwika. Zadanie, jakie jej wyznaczono, było nie lada wyzwaniem: dowiedzieć się o tym, co się wydarzyło pół roku wcześniej w Gdańsku – „u źródła”. Miała także zrobić fotografie miejsc wydarzeń oraz pochówków ofiar. O samych wydarzeniach wiedziała na bieżąco z RWE. W grudniu 1970 r., podczas zimowiska w Komańczy, szli „Czarną Jedynką” śladami prymasa Stefana Wyszyńskiego. Po powrocie do Warszawy – oddawali krew rannym z Grudnia’70.

Reklama

Kiedy w 1971 r. podjęła się zadania na stopień ćwika, jej drużyna stacjonowała nad jeziorem Serwent, niedaleko Olsztyna. Był sierpień. Osiemnastoletnia Małgorzata i czterech szesnastolatków: Paweł Barański, Krzysztof Żurowski, Janek Znosko i Paweł Konic wyruszyli w nocy, żeby dojść kilkanaście kilometrów do pociągu. Mieli za zadanie dojechać do Gdańska i szukać „śladów Grudnia’70”. Rozdzielili się na dwie grupy – Małgorzata została z Pawłem Barańskim i Krzysztofem Żurowskim. Zadanie było tym bardziej niebezpieczne, że – jak dziś wiadomo – w tym czasie władza starała się jak najskrupulatniej zacierać ślady swojej zbrodni.

Enklawa strachu

– Dotarliśmy do domu mojej cioci, ale akurat jej nie było. W domu zastaliśmy tylko mojego ciotecznego brata – Jurka Kołyszko. Widzieliśmy się ostatnio, kiedy on miał… dwa lata, a teraz był uczniem liceum. Musiałam więc najpierw go przekonać, że jestem jego siostrą, że powinien ugościć nie tylko mnie, ale jeszcze moich dwóch kolegów. Udało się – wspomina Małgorzata Borowska-Naimska. – Poinformowaliśmy go o mojej misji. Z jego strony nie było oporu, bo podczas wydarzeń Grudnia’70 rozrzucał z kolegami ulotki. Brał udział w manifestacjach czy raczej ganiał się z zomowcami. Tak dokładnie już nie pamiętam. Dowiedzieliśmy się też od niego, że w tym czasie miasto było enklawą strachu. Atmosfera była ciężka. Niewiele już dzisiaj pamiętam z tego, cośmy tam zebrali, ale najbardziej utkwił mi w pamięci strach ludzi i mój własny lęk… Właściwie moje ówczesne uczucia nie były jednorodne. Bo owszem, z jednej strony bałam się, ale z drugiej – była we mnie wściekłość, że żyjemy w kraju, gdzie możliwe są bezkarne zbrodnie. Jednocześnie narastało we mnie przekonanie, że nie mogą one być zapomniane.

Chodząc po mieście, bez trudu natrafiali na ślady grudniowych walk: podziurawione kulami mury kamienic, spalony budynek KW PZPR, uszkodzony dworzec. Szukając śladów grudniowej masakry, Małgorzata postanowiła pójść z chłopcami na gdański cmentarz Srebrzysko, gdzie pochowanych zostało kilku zastrzelonych stoczniowców. Najpierw jednak poszli do księdza proboszcza w parafii nieopodal nekropolii. Przedstawili swoją misję. Był bardzo nieufny, ale pokazał groby. Na każdym z nich, na betonowym lastryku albo na tabliczce, było potajemnie wydrapane: „Zamordowany w grudniu 1970 roku”. Na krzyżach wisiały biało-czerwone szarfy. Harcerze zrobili fotografie nagrobków. Na niektórych grobach znaleźli zleżałe szarfy jeszcze z grudniowych wieńców. – Dziś już nie pamiętam nazwiska tego księdza. Zresztą nie wiem, czy je poznałam. Był na początku bardzo nieufny, kiedy mu powiedzieliśmy, z czym przychodzimy. Zapewnialiśmy, że jesteśmy harcerzami z Warszawy i mamy takie nietypowe zadanie. Nie kłamaliśmy. Niczego nie musieliśmy udawać i zachowywaliśmy się całkiem naturalnie. W końcu więc nam zaufał – wspomina Małgorzata Borowska-Naimska. – Powiedzieliśmy mu też, że nas interesuje historia. Wreszcie bardzo ostrożnie zaczął mówić, że no tak, były pochówki, że nie w każdym rodzina brała udział. Powiedział, że odbywały się w nocy. Takie szybkie, po kryjomu. Umówiliśmy się na następny dzień. Mógł nas zignorować, wymówić się jakimiś pilnymi pracami, ale nie. Przyszedł na spotkanie. Nic się nie stało, nie przyjechało za nami SB, więc bardziej się otworzył. Powiedział, że wierzy w nasze czyste intencje i podarował nam kilka oryginalnych szarf z grudniowych wieńców, które miał u siebie na plebanii. Powiedział też, że SB nie pozwalała na otwieranie trumien i identyfikowanie ciał. Nie pozwalała też brać udziału w pogrzebie rodzinom z wyjątkiem żony, dzieci, czasem rodzeństwa. Chyba powiedział nam także, że rodziny musiały podpisywać zobowiązanie, iż nie powiedzą, gdzie odbył się pogrzeb. Ale dziś z całą pewnością nie mogę tego powiedzieć, czy nie dowiedziałam się o tym później. Chciałam chyba porozmawiać z jakąś rodziną ofiar, jednak ksiądz do rodzin nie chciał nas kierować, bo było to zbyt niebezpieczne. Nie rozmawialiśmy też z nikim ze stoczni. Proboszcz… tak, bo to był proboszcz, skontaktował nas z grabarzem. Co nam opowiadał grabarz, nie pamiętam. Czy nie powtarzał tego, co ksiądz, też dziś nie umiem powiedzieć. Na pewno uczestniczył w fotografowaniu grobów pomordowanych, które robił któryś z naszych chłopaków. Ja stałam na czatach. I strasznie się bałam. Na cmentarzu miałam mały notesik i ołówek. Najważniejsze rzeczy notowałam. Na pewno nazwiska zamordowanych. Wtedy sporo się dowiedzieliśmy, bo po przyjściu do obozu zapisałam szesnastokartkowy zeszyt w kratkę. Pewnie było tam sporo ważnych informacji, bo zostałam „ćwikiem”. A tych stopni nie uzyskiwało się ot, tak sobie. Zeszyt jednak zaginął. Ale bałam się, strasznie się bałam. Jeśli ktoś mówi mi, że nie bał się w takich chwilach, to ja mu nie wierzę. Dziś ten strach wyparł moją pamięć. Jak przez mgłę pamiętam, że brat załatwił nam spotkanie z jakimś nauczycielem. Coś nam opowiadał, ale nie był to bezpośredni uczestnik Grudnia’70. Relacjonował jakieś opowieści uczniów, może ich rodziców…? Nie pamiętam już. To budziło we mnie tak silne emocje, że tamte wydarzenia ukryły się… jak we mgle.

2014-01-07 14:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Leon XIV śladami św. Augustyna. Biskup Scanavino – to okazja do przypomnienia fundamentalnych wartości życia chrześcijańskiego

2026-04-13 11:51

[ TEMATY ]

Leon XIV

Leon XIV w Afryce

Vatican Media

Bp Scanavino przy relikwiach sw. Augustyna w bazylice św. Piotra in Ciel d'Oro

Bp Scanavino przy relikwiach sw. Augustyna w bazylice św. Piotra in Ciel d'Oro

W tym roku Leon XIV postanowił odbyć dwie podróże o wielkim znaczeniu symbolicznym: do Annaby w Algierii, niedaleko Tagasty (będzie tam 14 kwietna) oraz do Pawii (20 czerwca), aby odwiedzić bazylikę św. Piotra w „Złotym Niebie” (San Pietro in Ciel d'Oro). Te dwa miejsca mają ogromne znaczenie dla Papieża augustianina.

Aureliusz Augustyn, który przeszedł do historii jako św. Augustyn, urodził się w Tagaście 13 listopada 354 r. Był filozofem, biskupem, teologiem, a dziś jest doktorem i świętym Kościoła katolickiego. Siedemdziesiąt pięć lat później, podczas gdy Wandalowie pod wodzą Genzeryka oblegali Hipponę, Augustyn zapadł na śmiertelną chorobę i zmarł 28 sierpnia 430 r. Jego trumna została przewieziona do Cagliari (Sardynia) przez chrześcijan uciekających przed inwazją Wandalów na Afrykę Północną - przez wieki była czczona przez mieszkańców wyspy.
CZYTAJ DALEJ

Węgry/ Magyar: Orban pogratulował mi zwycięstwa w wyborach

2026-04-12 21:27

[ TEMATY ]

Węgry

PAP/EPA/Tibor Illyes

Peter Magyar

Peter Magyar

Lider opozycyjnej partii Tisza Peter Magyar poinformował w niedzielę wieczorem na Facebooku, że premier Węgier Viktor Orban złożył mu gratulacje z okazji zwycięstwa w wyborach parlamentarnych.

- Przed chwilą premier Viktor Orban zadzwonił i pogratulował nam zwycięstwa – napisał Magyar niedługo po godz. 21, kiedy Narodowe Biuro Wyborcze (NVI) ogłosiło częściowe wyniki po przeliczeniu ponad 53 proc. głosów.
CZYTAJ DALEJ

Wrocław uczcił 86. rocznicę Zbrodni Katyńskiej. „To Sowieci Polakom zgotowali ten los”

2026-04-13 14:46

ks. Łukasz Romańczuk

Przemawia p. Teresa Gwara

Przemawia p. Teresa Gwara

Przy pomniku Ofiar Zbrodni Katyńskiej w Parku Słowackiego odbyły się uroczystości upamiętniające 86. rocznicę mordu dokonanego przez NKWD na polskich oficerach, policjantach i przedstawicielach inteligencji. W wydarzeniu wzięli udział m.in. przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, kościelnych, wojska, Instytutu Pamięci Narodowej oraz Dolnośląskiej Rodziny Katyńskiej.

Wiosną 1940 roku funkcjonariusze NKWD zamordowali blisko 21 857 polskich obywateli wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę. Wśród nich byli oficerowie Wojska Polskiego, policjanci, urzędnicy, naukowcy, lekarze, artyści i nauczyciele. Była to “elita narodu stanowiąca jego potencjał obronny, intelektualny i twórczy”, co wielokrotnie podkreślono podczas uroczystości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję