Reklama

Nieprzemijająca młodość

Jednym ze znaków naszych czasów jest zanik wielopokoleniowych rodzin, mieszkających pod jednym dachem. Obserwujemy coraz mniej szacunku dla starszych, których wartość określa się na podstawie wysokości emerytury, potencjalnego po nich spadku oraz ich użyteczności. Często skazani są na samotność, mimo posiadania własnych rodzin. Czy nie jest to wielkim błędem? Czyżby rodzice i dziadkowie w pewnym momencie stawali się kimś bezwartościowym? A może jednak przemijanie i starość mają sens? A może nawet da się zachować młodość pomimo starości? Czy młodzi mogą w tym dopomóc? Jeżeli tak, to warto się zastanowić, jak.

Niedziela Ogólnopolska 7/2009, str. 40-41

Katarzyna Link

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Rok temu, tuż przed Bożym Narodzeniem, usłyszałem od ponad 80-letniej kobiety, mieszkającej samotnie w kilkupokojowym mieszkaniu, że tylko raz w miesiącu odwiedza ją córka ze swoimi dziećmi. Zawsze jest to dzień, kiedy otrzymuje emeryturę. W wyznaniu tym było rozgoryczenie i smutek. Zapewne można byłoby doszukać się niejednego powodu takich sytuacji, lecz głównym jest brak wychowania i miłości. Nie zawsze dzieci wynoszą z domu szacunek i wdzięczność wobec osób starszych. Nieumiejętność życia we wspólnocie i brak wrażliwości na drugiego człowieka wynika również z izolowania się od starszych. Inne powody to ciasne mieszkania czy częste przeprowadzki ze względu na pracę. Rodziców niekiedy traktuje się jako obciążenie i zagrożenie dla wolności. Wartość ich ocenia się wcale nierzadko po tym, ile zarabiają i jakim majątkiem dysponują. Zdarza się, że osoby starsze oddawane są do Domów Spokojnej Starości. Znajomy ksiądz opisywał przypadek pewnej rodziny, która oddała do takiego domu swoją mamę - starszą kobietę, mimo że rodzina ta mieszkała w willi, posiadała ekskluzywny samochód i stać ją było na zapewnienie mamie całodobowej opieki. Kiedy wspomniałem o tym swojej 9-letniej córce, spytała, dlaczego ludzie decydują się na taki krok. Odpowiedziałem, że widocznie rodzice im przeszkadzają. Nie mogła tego zrozumieć: „Jak rodzice mogą przeszkadzać dzieciom?” - zastanawiała się i zaraz dodała: „Nigdy nie oddam Was do domu starców. A jak będę miała dom, to wezmę Was do siebie”.

Dar starości

Warto przypomnieć, co Jan Paweł II mówił o starszych ludziach w Roku Rodziny: „Starość jest darem, za który trzeba dziękować: darem dla samego człowieka starszego oraz darem dla społeczeństwa i Kościoła”. Jeżeli dla społeczeństwa i Kościoła, to przede wszystkim dla rodziny. Starsi rodzice mogą służyć mądrością życiową, dobrą radą, pomocą czy wsparciem duchowym. Często to właśnie dziadkowie pierwsi uczą wnuki znaku krzyża i modlitwy. Dbają o tradycję i wiarę. Ich obecność w domu przypomina, że życie ludzkie przemija, i pobudza do refleksji nad sensem życia. Właściwa postawa rodziców względem starszych pomaga im nauczyć własne dzieci szacunku i czci wobec dziadków i samych siebie. Wierzący powinni dostrzegać w innych - także w starszych - dziecięctwo Boże. Odcięcie się od rodziców w sytuacji, gdy możliwe byłoby wspólne mieszkanie, jest nierzadko krzywdą dla starszych, a stratą dla młodych. Wspólne życie sprawia bowiem, że korzyści są obopólne. Dzieje się tak, ponieważ starsi mogą pomóc, wesprzeć lub doradzić, a młodzi mogą otoczyć troską starzejących się rodziców. Zdarza się, niestety, że młode małżeństwo wynajmuje opiekunkę do dzieci, za co dużo płaci, podczas gdy dziadkowie nie wiedzą, co zrobić z wolnym czasem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Budowanie mostów między pokoleniami

Reklama

Rodzina wielopokoleniowa jest najlepszym środowiskiem wzrastania. Nie dotyczy to jedynie wspólnego dzielenia przestrzeni mieszkaniowej, ale odnosi się nade wszystko do budowania jedności duchowej między pokoleniami. W rodzinach wielopokoleniowych o wiele łatwiej tworzyć i podtrzymywać rodzinne więzi. Mimo że coraz mniej u nas rodzin wielopokoleniowych, to jednak świadectwo życia wielu z nich zachęca do budowania „mostów” między pokoleniami. Oto jeden z przykładów. Kiedy wyjeżdżam z najbliższymi w rodzinne strony, zawsze odwiedzamy znajome małżeństwo z czwórką dzieci, którzy mieszkają w jednym domu z rodzicami męża, jego babcią, a także z sześcioosobową rodziną brata. Jest to przykład rodziny czteropokoleniowej! Podczas każdej wizyty mamy sposobność spotkania się z całą rodziną przy stole. Każdorazowo jest to dla nas wielkie przeżycie. W rodzinie tej panuje klimat życzliwości i miłości. Daje się odczuć wzajemny szacunek i pogodę ducha. Z rozmów z nimi dowiedzieliśmy się, że pomagają sobie nawzajem, wspólnie spożywają posiłki, razem modlą się i chodzą do kościoła. Jedna z córek naszego kolegi powiedziała nam, że uwielbia dziadka, ponieważ czasami czyta jej bajki i opowiada ciekawe historie. Prababcia zaś nie ukrywa zadowolenia ze wspólnego mieszkania z młodymi, gdyż, jak mówi, „są dobrzy i pomocni, a ja czuję się potrzebna”. Interesujące, że nigdy nie zauważyliśmy w tym domu nerwowości, niezadowolenia z życia czy braku uprzejmości, mimo tylu przecież osób w różnym wieku. Młodzi małżonkowie przyznają, że gdy pojawiają się trudności, to starsi - poprzez rozmowę czy nawet samą obecność - pomagają podchodzić do nich z dystansem i przez to łatwiej im rozwiązywać małżeńskie sprzeczki i konflikty. Kiedyś ci sami znajomi wyznali, że nie wyobrażają sobie życia z dala od rodziców i babci. To stwierdzenie naprawdę wiele mówi.

Tajemnica młodości

Wprawdzie nie mamy wpływu na to, że nasz organizm się starzeje, a życie przemija, jednak zawsze możemy być młodzi duchem. Przypomniał o tym z okna na Franciszkańskiej w Krakowie Jan Paweł II podczas ostatniej pielgrzymki do Polski. Odnosząc się do przemijania i starości, powiedział: „Nic nie poradzimy. Jest tylko jedna rada na to. To jest Pan Jezus. «Jam jest zmartwychwstanie i życie», to znaczy - pomimo starości, pomimo śmierci - młodość w Bogu”. To prawda, że tylko w Bogu człowiek może być zawsze młody. Prawdą jest również to, że życie z kochającymi dziećmi, wnukami czy prawnukami pomaga starszym zachować młodość ducha. Na pewno jedną z największych radości dla rodziców i dziadków jest codziennie oglądanie z bliska szczęścia swoich dzieci i wnuków. Z drugiej strony zaś dzielenie się własnym szczęściem z rodzicami jest najpiękniejszą formą wdzięczności za przekazane życie i wychowanie. Musimy pamiętać o tym, że choćby nawet wspólne mieszkanie było bardzo uciążliwe, to winniśmy rodzicom okazywać wielką wdzięczność za wszystko, co dla nas zrobili. Przypominają o tym słowa z Księgi Syracha: „Z całego serca czcij swego ojca, a boleści rodzicielki nie zapominaj! Pamiętaj, że oni cię zrodzili, a cóż im zwrócisz za to, co oni tobie dali?” (Syr 7, 27-28).

Sens życia

Niedawno od 99-letniej Domiceli, babci mojej żony, która leży od kilku lat i prawie nie mówi, usłyszałem: „Moja mama była dobra i bardzo mnie kochała”. Pomyślałem wówczas, czy kiedyś moje dzieci będą mogły tak powiedzieć o mnie? Musimy zdawać sobie sprawę, że rodzice, jeżeli chcą doczekać się wdzięczności ze strony dzieci, muszą najpierw mądrze stawiać wymagania i nauczyć je kochać. Zapewne uda się wypełnić to zadanie, gdy ojcowie i matki zdołają zachować prostotę serca i nie przestaną ufać Bogu, to znaczy dopóki będą młodzi duchem. Na szczęście w Bogu zawsze możemy być młodzi. Dlatego też ludzie starsi wiekiem, ale młodzi duchem, pomimo trudów życiowych i nieraz wielkiego cierpienia nie chcą umierać, bo życie nadal ma dla nich sens ze względu na miłość, której doświadczają od najbliższych i którą pragną obdarowywać.
Życzmy sobie wobec tego, aby naszym rodzicom i dziadkom chciało się jak najdłużej żyć. Ponadto jako przedstawiciele Pokolenia Jana Pawła II czujmy się zobowiązani uczynić wszystko, by mogli oni żyć w „nieprzemijającej młodości”.

Wiele osób znajduje zrozumienie i wsparcie u ludzi starych, samotnych lub chorych, ale umiejących dodać otuchy przez życzliwą radę, milczącą modlitwę, świadectwo cierpienia znoszonego z wytrwałą ufnością. Właśnie wówczas, gdy słabną ich siły i zdolność działania, nasi sędziwi bracia i siostry stają się szczególnie cennymi narzędziami tajemnych zamysłów Opatrzności.
Z listu Jana Pawła II „Do moich Braci i Sióstr - ludzi w podeszłym wieku”, 1999

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niedziela Palmowa

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, czyli Męki Pańskiej, i rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia.

W ciągu wieków otrzymywała różne określenia: Dominica in palmis, Hebdomada VI die Dominica, Dominica indulgentiae, Dominica Hosanna, Mała Pascha, Dominica in autentica. Niemniej, była zawsze niedzielą przygotowującą do Paschy Pana. Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści ( por. Mt 21, 1-10; Mk 11, 1-11; Łk 19, 29-40; J 12, 12-19), a także rozważa Jego Mękę. To właśnie w Niedzielę Palmową ma miejsce obrzęd poświęcenia palm i uroczysta procesja do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się jak najdokładniej "powtarzać" wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria. Według jej wspomnień patriarcha wsiadał na oślicę i wjeżdżał do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go w radości i w uniesieniu, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Anastasis (Zmartwychwstania), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Owa procesja rozpowszechniła się w całym Kościele mniej więcej do XI w. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego była początkowo wyłącznie Niedzielą Męki Pańskiej, kiedy to uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jerusalem. Obie tradycje szybko się połączyły, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i Męka) . Przy czym, w różnych Kościołach lokalnych owe procesje przyjmowały rozmaite formy: biskup szedł piechotą lub jechał na osiołku, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre też przekazy zaświadczają, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów (czyżby nawiązanie do gestu Piłata?). Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem (zaleca, nie nakazuje), gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, że kapłan idący na czele procesji trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, aż mu otworzono. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: "Witaj krzyżu, nadziejo nasza!". Niegdyś Niedzielę Palmową na naszych ziemiach nazywano Kwietnią. W Krakowie (od XVI w.) urządzano uroczystą centralną procesję do kościoła Mariackiego z figurką Pana Jezusa przymocowaną do osiołka. Oto jak wspomina to Mikołaj Rey: "W Kwietnią kto bagniątka (bazi) nie połknął, a będowego (dębowego) Chrystusa do miasta nie doprowadził, to już dusznego zbawienia nie otrzymał (...). Uderzano się także gałązkami palmowymi (wierzbowymi), by rozkwitająca, pulsująca życiem wiosny witka udzieliła mocy, siły i nowej młodości". Zresztą do dnia dzisiejszego najlepszym lekarstwem na wszelkie choroby gardła według naszych dziadków jest właśnie bazia z poświęconej palmy, którą należy połknąć. Owe poświęcone palmy zanoszą dziś wierni do domów i zawieszają najczęściej pod krzyżem. Ma to z jednej strony przypominać zwycięstwo Chrystusa, a z drugiej wypraszać Boże błogosławieństwo dla domowników. Popiół zaś z tych palm w następnym roku zostanie poświęcony i użyty w obrzędzie Środy Popielcowej. Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, wprowadza nas coraz bardziej w nastrój Świąt Paschalnych. Kościół zachęca, aby nie ograniczać się tylko do radosnego wymachiwania palmami i krzyku: " Hosanna Synowi Dawidowemu!", ale wskazuje drogę jeszcze dalszą - ku Wieczernikowi, gdzie "chleb z nieba zstąpił". Potem wprowadza w ciemny ogród Getsemani, pozwala odczuć dramat Jezusa uwięzionego i opuszczonego, daje zasmakować Jego cierpienie w pretorium Piłata i odrzucenie przez człowieka. Wreszcie zachęca, aby pójść dalej, aż na sam szczyt Golgoty i wytrwać do końca. Chrześcijanin nie może obojętnie przejść wobec wiszącego na krzyżu Chrystusa, musi zostać do końca, aż się wszystko wypełni... Musi potem pomóc zdjąć Go z krzyża i mieć odwagę spojrzeć w oczy Matce trzymającej na rękach ciało Syna, by na końcu wreszcie zatoczyć ciężki kamień na Grób. A potem już tylko pozostaje mu czekać na tę Wielką Noc... To właśnie daje nam Wielki Tydzień, rozpoczynający się Niedzielą Palmową. Wejdźmy zatem uczciwie w Misterium naszego Pana Jezusa Chrystusa...
CZYTAJ DALEJ

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Mateusza

Niedziela Ogólnopolska 15/2017, str. 32-33

Karol Porwich/Niedziela

+ – słowa Chrystusa
E. – słowa Ewangelisty
I. – słowa innych osób pojedynczych
T. – słowa kilku osób lub tłumu

E. Jezusa postawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Krajewski w Niedzielę Palmową: Jezus pozwolił się ukrzyżować z miłości do nas!

2026-03-29 12:30

[ TEMATY ]

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień

kard. Konrad Krajewski

Ks. Paweł Kłys

Liturgią Niedzieli Palmowej - Niedzieli Męki Pańskiej - w Kościele rozpoczynają się obchody Wielkiego Tygodnia. W niedzielne przedpołudnie w łódzkiej katedrze liturgii przewodniczył kardynał Konrad Krajewski. Metropolita łódzki poświęcił palmy oraz wsłuchał się wraz z wiernymi w opis Męki Pańskiej wg relacji świętego Mateusza wykonanej przez scholę liturgiczną kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi.

W słowie pouczenia pasterskiego łódzki pasterz powiedział - Kiedy czytam lub słucham Ewangelii, Ona czyta moje życie. Nieprawdopodobna nienawiść. Nieprawdopodobna samotność Jezusa. Okrucieństwo. A z drugiej strony, miłość, która wszystko zwycięża. Jezus pozwolił się ukrzyżować z miłości do nas. - tłumaczył kaznodzieja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję