Reklama

Maryjny apostolat

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Piętnaście lat temu odbyliśmy małżeńską pielgrzymkę do francuskiego sanktuarium maryjnego w La Salette, gdzie w 1846 r. Matka Boża objawiła się dwojgu dzieciom - opowiada Leokadia Rak, pionierka Gryfina. - Maryja nawoływała do pokuty i nawrócenia grzeszników w celu wymodlenia trwałego pokoju na świecie. Niezwykłość tego górskiego miejsca maryjnych objawień tak nas zafascynowała, że postanowiliśmy swoje dalsze małżeńskie i rodzinne życie powierzyć Płaczącej Madonnie z La Salette.
- W jubileuszowym Roku Chrześcijaństwa, czyli w roku 2000, udaliśmy się na rekolekcje dla małżeństw do Dębowca, gdzie znajduje się sanktuarium Pięknej Pani z La Salette - dodaje mąż Leokadii, Antoni. - Akurat teraz trwają obchody stulecia tegoż sanktuarium, prowadzonego przez Misjonarzy Matki Bożej z La Salette, czyli Księży Saletynów. Charyzmat Apostolstwa Rodziny Saletyńskiej tak nas pochłonął, że postanowiliśmy w naszym rodzinnym Gryfinie powołać Koło Czcicieli Matki Bożej Płaczącej.
Antoni Rak sprawił, że w ogrodzie stanęła figura Saletyńskiej Matki, która została uroczyście poświęcona przez kapłana - redaktora naczelnego „Posłańca Matki Boskiej Saletyńskiej”, a Mszę św. odprawił ks. kan. Bronisław Kozłowski z Gryfina. Na posesji zebrało się wówczas kilkadziesiąt osób, z których zawiązało się Apostolstwo Rodziny Saletyńskiej liczące obecnie 35 osób. Raz w miesiącu w obu parafiach Gryfina z ich inicjatywy odprawiana jest środowa Msza św. ze specjalnymi modlitwami w intencji pokoju w ojczyźnie i świecie oraz zanoszone są przez Matkę Bożą Płaczącą do Boga indywidualne prośby. Latem po takiej saletyńskiej Najświętszej Ofierze i nabożeństwie maryjnym, wszyscy członkowie Apostolstwa zbierają się w ogrodzie państwa Raków, gdzie pod figurą maryjną modlą się, śpiewają, słuchają specjalnych pieśni i oglądają filmy poświęcone rodzinie saletyńskiej. Jest to też okazja do serdecznych rozmów o nękających ich problemach.
- Jesteśmy pod nieustanną opieką Matki Bożej Saletyńskiej i dlatego doznajemy tyle łask od Płaczącej Pani, która nas ciągle zachęca do trwania w modlitwie o pokój, którego tak bardzo brakuje we współczesnym świecie - podkreśla Leokadia Rak.
Państwo Rakowie są szczęśliwi, że taki kult Matki Bożej z La Salette udało się im jako jedynym wprowadzić na terenie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej za zgodą proboszcza.
Tę pobożną parę, znaną też ze świeckiego społecznikowania, odwiedziłem z okazji ich złotych godów małżeńskich, które obchodzili we wrześniu 2010 r. w Gryfinie, gdzie otrzymali przyznane przez Prezydenta RP „Medale za długoletnie pożycie małżeńskie”, wręczone przez burmistrza miasta i gminy, oraz dziękowali Bogu za udane Chrystusowe życie na Mszy św. w parafialnym kościele wraz z rodziną i mieszkańcami nadodrzańskiego miasta.
Złoty jubilat urodził się 1 stycznia 1937 r. w ponad 30-tysięcznym Samborze niedaleko Lwowa (obecnie Ukraina) w patriotycznej rodzinie. Ojca Jana nie pamięta, bo zmarł, gdy Antoni miał zaledwie półtora roku. Cały trud prowadzenia rodziny spadł na matkę Katarzynę, a miała pod swoją opieką jedną córkę i dwóch synów. Rakowie wraz z innymi zostali wywiezieni 10 lutego 1940 r. na Syberię - Nowosybirsk, gdzie przeszli gehennę Golgoty Wschodu. Na tej nieludzkiej ziemi matka musiała na równi z mężczyznami ciężko pracować przy wyrębie lasu, aby utrzymać przy życiu trójkę dzieci i siebie. Sowieci przestrzegali żelaznej zasady: kto nie pracuje, ten nie je. W 1944 r. zostali przetransportowani w głąb lądu, na teren Ukrainy Zachodniej. Wreszcie po sześciu latach czterech miesiącach Rakowie jako repatrianci po przeszło miesięcznej podróży w „bydlęcych” wagonach dotarli do Gryfina, blisko granicy niemieckiej, gdzie obdarci i bosi rozpoczęli nowe życie.
- Jesteśmy wdzięczni Bogu, że cała nasza rodzina wróciła z tej przymusowej zsyłki - wyjaśnia Antoni - tylko dzięki silnej wierze w Chrystusa i pośrednictwu Jego Matki przetrwaliśmy. Gdy Sowieci nas wypędzili z rodzinnego Sambora, matka zdołała zabrać ze sobą stary obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, liczący chyba teraz ponad 90 lat. Bowiem ta Matka Boża w tym obliczu była dla nas Nadzieją i Opiekunką w tej bezkresnej tajdze syberyjskiej, która w swojej ziemi kryje tyle polskich ciał zesłańców.
Ze wzruszeniem patrzę na stary obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, którego drewniane ramy zjadły już korniki, ale święte Oblicze Matki Chrystusa promienieje jakimś niepojętym blaskiem i siłą.
Jeszcze wcześniej, bo w czerwcu 1945 r. do Gryfina przybyła z rodzinnego Poznania ze swoimi rodzicami 6-letnia Leokadia. Jej ojciec był tutaj organizatorem powojennego życia, pracując w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym. W Gryfinie przeszła całą swoją edukację - od przedszkola do szkoły średniej.
W 1960 r. poznała Antoniego Raka, zakochała się w tym silnym charakterem i fizycznie młodym mężczyźnie, natomiast jesienią stanęła z nim przed ołtarzem w zabytkowym kościele gryfińskim, by sakramentem małżeństwa związać swoje życie na dobre i na złe. To pracowite małżeństwo znajdowało pracę w różnych firmach, ale ostatnie lata przed przejściem na emeryturę byli zatrudnieni w Elektrowni „Dolna Odra” w zakładowej turystyce i hotelarstwie. To dzięki działaniom Antoniego Gryfino zawdzięcza rozmaite inwestycje sportowo-rekreacyjne, które służą kreowaniu zdrowia jego mieszkańcom. On też przez 12 lat był radnym Gryfina, przyczyniając się swoją społeczną służbą do wszechstronnego rozwoju miasta, które od tylu lat jest ich domem. Jubilaci są rodzicami dwóch usamodzielnionych synów oraz czworga wnucząt. W prowadzeniu rodziny pomagała im Sybiraczka, matka Antoniego, która zmarła w wieku 96 lat.
Antoni Rak nie zapomniał o tych, którzy podobnie, jak on byli przymusowo zesłani na Sybir. Gdy w 1989 r. nasza ojczyzna wyzwoliła się z pęt totalitaryzmu, skutecznie zabiegał o utworzenie Związku Sybiraków w Szczecinie, którego był pierwszym prezesem. Później zrezygnował z tej godności z powodu częstych wyjazdów do Szczecina, by poświęcić się wyłącznie prowadzeniu koła, a następnie oddziału w Gryfinie, który obecnie ma nazwę Zachodniopomorski Związek Sybiraków. Gryfińscy Sybiracy za swego patrona obrali św. Rafała Kalinowskiego (1835-1907). Organizacja sybiraków oddziału gryfińskiego liczy ponad 180 członków, ciągle aktywizując swój „wieczór życia” poprzez rozmaite imprezy, spotkania, społeczne czyny.
Zesłańcy są dumni z licznych w tym mieście znaków syberyjskich („znaki pamięci”), z symbolicznej mogiły „Golgoty Wschodu” wraz z tablicami pamiątkowymi ku czci gen. Władysława Andersa oraz wielu innych, pl. Pamięci Sybiraków czy tablicy pamiątkowej w kościele Mariackim.
- Udało się mi sprowadzić relikwie św. Rafała Kalinowskiego z klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej, gdzie spoczywają jego doczesne szczątki i ufundować sztandar z jego wizerunkiem z myślą o powstaniu Kaplicy Sybiraków w naszym budującym się kościele parafialnym na Górnym Tarasie - cieszy się pan Antoni. - Wprawdzie nasza świątynia ma już wezwanie - św. Maksymiliana M. Kolbego, ale mogłaby też mieć drugiego patrona w osobie św. Rafała Kalinowskiego, zwłaszcza że w naszym powiecie tylu jest syberyjskich zesłańców. W czasie wizytacji naszej parafii w 2009 r. metropolita szczecińsko-kamieński publicznie wziął pod uwagę nasze życzenie nadania kościołowi wspomnianego drugiego patrona. Wierzę, że doczekamy się takiego domu Bożego z własnym Patronem, który podobnie jak my przeżył gehennę zsyłki do największego więzienia świata, jaką jest Syberia”.
Gryfiński inicjator Związku Sybiraków nie zapomina o rodzinnym Samborze, bowiem dzięki niemu od kilkunastu lat w lipcu do Gryfina na dwutygodniowe kolonie przyjeżdża 15-osobowa grupa polskich dzieci z polonistkami ze Szkoły Języka Polskiego im. sługi Bożego Jana Pawła II.
Antoni Rak wielokrotnie gościł w Samborze, dostarczając do Domu Polskiego i szkoły potrzebne tam cenne książki polskie i czasopisma katolickie, w tym Tygodnik „Niedziela”. Również z inicjatywy tego patriotycznego społecznika udało się sprowadzić do Gryfina pięć polskich rodzin z Kazachstanu.
Państwo Leokadia i Antoni w swoim maryjnym domu są mocni wiarą przekazaną im przez rodziców w myśl starego polskiego przysłowia: Bez Boga, nawet do proga.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarł Angelo Gugel - kamerdyner trzech papieży, zaufany współpracownik św. Jana Pawła II

2026-01-16 08:53

[ TEMATY ]

Angelo Gugel

kamerdyner

Vatican Media

Angelo Gugel podtrzymuje papieża Jana Pawła II tuż po zamachu, 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra

Angelo Gugel podtrzymuje papieża Jana Pawła II tuż po zamachu, 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra

W wieku 90. lat zmarł Angelo Gugel, kamerdyner trzech papieży – Jana Pawła I, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI. W Watykanie pracował od czasów Piusa XII. Tuż po zamachu 13 maja 1981 r. to on podtrzymywał rannego papieża w papamobile w drodze do ambulatorium, a od początku pontyfikatu św. Jana Pawła II należał do grona jego najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników.

Pochodzący z Miane na północy Włoch Angelo Gugel w Watykanie pracował przez 50 lat. Najpierw służył w żandarmerii watykańskiej, następnie w Gubernatoracie Państwa Watykańskiego, zaś od 1978 r. pełnił funkcję papieskiego kamerdynera – najpierw Jana Pawła II, potem św. Jana Pawła II, a następnie Benedykta XVI, któremu towarzyszył w pierwszych miesiącach jego pontyfikatu.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo: Cud w Kanadzie

2025-12-30 11:57

Niedziela Ogólnopolska 1/2026, str. 68-69

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Magdalena Pijewska/Niedziela

„Boże Miłosierdzie spowodowało, że z bycia świeckim, światowym Amerykaninem, który dbał tylko o swoją dziewczynę i biznes, stałem się katolickim księdzem” – mówi ks. Chris Alar.

Dzienniczek św. Siostry Faustyny oraz orędzie Jezusa przekazane polskiej zakonnicy zainspirowały jego drogę do kapłaństwa. 10 listopada 2025 r. na instagramie Parousia Media marianin opublikował historię cudu eucharystycznego, którego był świadkiem w Kanadzie.
CZYTAJ DALEJ

Francuscy biskupi krytykują projekt ustawy o eutanazji: nie dba się o życie, zadając śmierć

2026-01-16 18:48

[ TEMATY ]

Francja

eutanazja

biskupi

projekt ustawy

Adobe.Stock.pl

Określanie nowego projektu ustawy o „prawie do pomocy w umieraniu” mianem „ustawy o braterstwie”, kiedy w rzeczywistości chodzi o „spowodowanie śmierci, zgodę na podanie zabójczej substancji lub nakłanianie do asystowania przy tym wbrew własnemu sumieniu, jest kłamstwem” - napisali francuscy biskupi w nocie opublikowanej w katolickim dzienniku „La Croix” przez zaplanowanym na 20 stycznia rozpoczęciem debaty w Senacie nad projektem ustawy o końcu życia i eutanazji. Wspierany jest on przez prezydenta Emmanuela Macrona, który nazwał go „ustawą o braterstwie”.

„Braterstwo, podstawowa wartość naszej Republiki, nie polega na przyspieszaniu śmierci cierpiącego ani na zmuszaniu do jej spowodowania, ale na tym, by nigdy nie opuszczać tych, którzy przeżywają te niesamowicie trudne i bolesne chwile” - przekonują członkowie Rady Stałej Konferencji Biskupów Francji z jej przewodniczącym kard. Jeanem-Markiem Aveline. Odwołują się do dotychczas obowiązującej ustawy o końcu życia i towarzyszeniu chorym, wskazując na znaczenie opieki paliatywnej jako „jedynej naprawdę skutecznej odpowiedzi” w ostatniej fazie życia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję