Postawiono mi pytanie: Co zapamiętam z pielgrzymki Papieża Benedykta do Polski? Zapamiętam ciszę, zapamiętam skupioną, milczącą twarz Benedykta w celi śmierci św. Maksymiliana Kolbe, zapamiętam Papieża samotnie idącego przez bramę obozową Auschwitz. Tę ciszę potrafiły przekazać nawet media. Ta cisza pozwalała usłyszeć cierpienie niewinnych. Milczenie i cisza brzemienne modlitwą. W ciszy można było postawić pytanie o milczenie Boga i, jeżeli ktoś wytrwał, usłyszeć odpowiedź: „Nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga - widzimy tylko jej fragmenty i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Nie obronimy w ten sposób człowieka, przeciwnie, przyczynimy się do jego zniszczenia. Nie - ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga...”.
Papież dał przykład ciszy, która jest przestrzenią Ducha Świętego, która jest samą modlitwą, trwaniem przed Bogiem.
Zapamiętam swoją pielgrzymkę. 50 osób udających się pośrodku nocy na spotkanie z Ojcem Świętym w Warszawie. Wyjeżdżałem z Łubianki o godz. 24.00 z czwartku na piątek - 25/26 maja. Do Warszawy dotarłem ok. godz. 3.30. Pół godziny zajęło dojście z parkingu, gdzie pozostał autobus, do placu Mszy św. Przeszedłem przez policyjną kontrolę i wszedłem do sektoru D2. Od godz. 4.00 rano do 9.30 oczekiwałem na Mszę św. Siedziałem na składanym krzesełku, potem na karimacie, modliłem się, drzemałem. O godz. 7.40 na pl. Piłsudskiego rozpoczął się wspólny program: modlitwy, śpiew, refleksja nad dotychczasowym nauczaniem Benedykta, skierowanym wprost do Polaków. Deszczowa pogoda utrudniała spotkanie. Zarazem spowodowała, że było ono bardziej wyciszone, skupione.
Zapamiętam doświadczenie spotkania Kościoła, który w imię Boże zgromadził się w 300-tysięcznej rzeszy pod przewodnictwem Papieża. Ubi Petrus ibi Ecclesia (Gdzie jest Piotr, tam jest Kościół). Zapamiętam szczególny charyzmat miejsca, gdzie spotyka się Kościół ze swoim Piotrem. Zapamiętam refleksje, które towarzyszyły pielgrzymowaniu. Papież, gdy podejmował pielgrzymkę, stawał wobec trudnego zadania: wszystko, co zrobi, będzie porównywane z poprzednikiem Janem Pawłem II, z jego pielgrzymkami do Ojczyzny, z tym, co mówił i jak mówił, jak nawiązywał kontakt z milionowymi zgromadzeniami. Z drugiej strony pielgrzymowanie Benedykta jest ułatwione. Jan Paweł II był mądrym nauczycielem i wychowawcą - wychował nas do pielgrzymowania, do podejmowania trudów podróży, długich godzin oczekiwania, niepogody, po to, aby być razem, modlić się, radować Kościołem jako wspólnotą, uczestniczyć w Eucharystii. Pozwolił nam zasmakować w obecności Boga, której doświadcza się na skrzyżowaniu drogi trudu Pielgrzyma Papieża i trudu pielgrzymów opuszczających ciepły kąt domowy.
Zapamiętam narastającą temperaturę miłości. Z każdym dniem pielgrzymki kochaliśmy Benedykta bardziej. Należy on do tych ludzi, których, gdy pozna się lepiej, kocha się goręcej. Nawiązywało się głębokie duchowe porozumienie. Odkrywaliśmy wspólnotę drogi. Ona była i jest, ale my zobaczyliśmy ją wyraźniej. Papież nie naśladuje Jana Pawła II po to, aby zyskać poklask. Jest mądrym nauczycielem, który nie pragnie doraźnych efektów, nie pragnie niczego dla siebie, nawet aplauzu rzesz. On jest sobą. Zależy mu, aby kontynuować dzieło głoszenia Ewangelii, które zapoczątkował Jan Paweł II, kontynuować z taką samą mocą i konsekwencją. Staje, jak Jan Paweł II, w oknie na Franciszkańskiej 3, w Krakowie, ale mówi jak Benedykt. Dziś już wiemy, że trudno porównywać, że nie wolno porównywać. Żyjemy w tym samym Kościele, ale rozumiemy więcej, rozumiemy co oznacza, że Kościół jest uniwersalny, powszechny i apostolski, że bramy piekielne go nie przemogą.
Na pl. Piłsudskiego, a potem na Błoniach Krakowskich, widziałem młodzież ubraną w koszulki koloru żółtego z napisem: JP 2, a poniżej z drugim napisem: B 16. Na początku nie mogłem skojarzyć, co oznacza owo B 16. Po chwili pomyślałem, że przecież to pokolenie Jana Pawła II i Benedykta XVI - dwóch papieży, pokolenie ludzi Kościoła, o które tak obawialiśmy się, że utknie w ślepej uliczce, że zatrzyma się w drodze po śmierci Pasterza i Przewodnika. Pokolenie dojrzalsze, jak sądziliśmy, czy jak się je opisuje: świadomie wybierające wiarę, Chrystusa, Kościół i otwarcie przyjmujące Piotra swoich czasów.
Podczas wspólnej modlitwy na dawnym pl. Zwycięstwa nasuwała się jeszcze inna refleksja. Oto spoglądam na dojrzałych, wierzących ludzi, którzy reprezentowani są przez wybranych w wolnych wyborach: wierzącego Prezydenta i Premiera, którzy - jak my - klękają do modlitwy, całują papieski Pierścień Rybaka. Widziałem zasłuchane, myślące, inteligentne i rozmodlone twarze ludzi mających świadomość, że przybyli w sprawach duchowych, dla służby Bożej, chcących budować i umacniać swoją wiarę. Ludzie, którzy z całego serca, z wielkimi emocjami, ze łzami w oczach wołają: „Benedetto”, gdy na placu celebry pojawia się Benedykt XVI, którzy na pewno nie poprzestają na emocjach. Ludzie, którzy słuchają i chcą słuchać tak, aby usłyszeć jak najwięcej, aby niczego nie uronić z wypowiadanych słów. A Pasterz mówił łagodnie, ale mocno i wyraźnie.
Jeszcze jedno zapamiętam: Papieża, który staje z pokorą sługi. Głosi z mocą niezmienną wiarę, ale mówi natychmiast: pragnę zaczerpnąć z waszego tysiącletniego dziedzictwa wiary.
Zapamiętam spotkanie z Bogiem, który wybrał i posłał swego Sługę, którego serce wypełnione zostało po brzegi Bożą dobrocią i miłością.
Zapamiętam uczniów Chrystusa, którzy wpatrują się w niebo i widzą tęczę - znak światła, słońca, które właśnie przebija się przez ciemność chmur.
Wstaje świt...
Zapraszamy do modlitwy nowenną przed wspomnieniem św. Józefa Rzemieślnika w intencji znalezienia dobrej pracy: stabilnej, uczciwej, rozwijającej i dającej pokój serca.
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
Papamobile wyruszy latem w niezwykłą podróż przez Stany Zjednoczone, by zwrócić uwagę na dramat dzieci dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Inicjatywa wspierana przez Dykasterię ds. Posługi Miłosierdzia oraz organizację Cross Catholic Outreach połączy pomoc humanitarną z modlitwą i refleksją - podaje Vatican News.
We wtorek 28 kwietnia papieski jałmużnik abp Luis Marín de San Martín przekazał klucze do papamobile prezes organizacji Michele Sagarino. Dzień później spotkała się ona z Papieżem Leonem XIV po audiencji generalnej. To symbolicznie rozpoczęło projekt „American Catholic Heroes: The Road Trip for Hope”.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.