Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Pretekst do odkrywania przeszłości

O przygotowaniach do pogrzebu księcia Ekkehardta i unikatowej zastawie obiadowej z dr. Grzegorzem Madejem z bielskiego Muzeum Historycznego, naukowcem zajmującym się rodem Sułkowskich, rozmawia Mariusz Rzymek.

2026-09-15 13:02

Niedziela bielsko-żywiecka 38/2026, str. IV

[ TEMATY ]

Bielsko‑Biała

Marian Szpak

Urna spoczęła w rodowej krypcie

Urna spoczęła w rodowej krypcie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mariusz Rzymek: Z jak dużym wyprzedzeniem ruszyły przygotowania do pogrzebu księcia Ekkehardta?

Dr Grzegorz Madej: Niemal rok trwały starania nad sfinalizowaniem pochówku. Trzeba było przejść odpowiednie procedury zarówno po polskiej, jak i kanadyjskiej stronie. Co może zaskoczyć, o wiele więcej biurokratycznych formalności czekało na nas za Oceanem.

Jak to się stało, że człowiek z kanadyjskiej linii rodu Sułkowskich chciał spocząć wśród przodków na bielskim zamku?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przez ostatni rok życia księcia Ekkehardta utrzymywałem z nim intensywny korespondencyjny kontakt. To było pokłosie bezpotomnej śmierci Aleksandra Józefa, 10. tytularnego księcia, po którym tytulatura przeszła na jego kuzyna z młodszej linii, który mieszkał w Kanadzie. Z nowym sukcesorem nawiązałem znajomość i szerzej wprowadziłem w arkana genealogii i życia rodzinnego Sułkowskich w Bielsku. Bardzo chciał odwiedzić Bielsko, ale miał świadomość, że ze względów zdrowotnych nie będzie mu to dane. Zgodnie z jego wolą, którą potwierdził syn, chciał zostać pochowany w Kaplicy św. Anny. Dla nas ta decyzja oznaczała utrzymanie sukcesji funeralnej w tym miejscu.

Jaka była u niego świadomość bielskiego rozdziału w historii rodu?

Reklama

Miał świadomość genealogii, która jego rodową gałąź wywodzi od jednego z 12 dzieci arcyksięcia Ludwika. Nie obcy mu był Aleksander Józef, któremu cały ród zawdzięcza tytuł arcyksięcia. Kontakt ze mną spowodował, że ta wiedza uległa znacznemu poszerzeniu. To zainteresowanie historią przodków przeszło też na jego najbliższych.

W jakim stopniu wasza znajomość wpłynęła na odkrywanie polskości przez Sułkowskich z Kanady?

Zarówno Ekkehardt, jak i jego syn Carl zaczęli interesować się nauką języka polskiego. W korespondencji były próby posługiwania się językiem polskim, co można uznać za kurtuazję. Maile, które teraz przychodzą do mnie od Carla, pisane są po polsku. To o tyle znamienne, że Carl jest przedstawicielem linii, która osiadła w Austrii i tam się zasymilowała. Los rzucił ich do Kanady dopiero po 1945 r.

Co wymiernego miastu i muzeum przynosi znajomość z Sułkowskimi?

Bliższe relacje z przedstawicielami Sułkowskich udało się nawiązać w 2002 r., gdy doszło do zjazdu rodu w Bielsku-Białej. Stał za tym Hubertus Sułkowski. On też skrzyknął rodzinę, aby na rzecz naszego muzeum przekazać rodzinne pamiątki. Dzięki temu trafiło do nas kilka portretów czy elementy ze srebrnej zastawy. Od Aleksandra Józefa otrzymaliśmy archiwum rodzinne, na które składały się dyplomy, nadania czy korespondencje sięgającą czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego i Napoleona. Z kolei Carl wraz ze swoim kuzynostwem wspiera finansowo publikacje muzealne dotyczące przeszłości rodu.

Koniec sierpnia był w bielskim muzeum ostatnią szansą na zobaczenie oryginalnej zastawy stołowej Aleksandra Józefa?

Reklama

– To była wyjątkowa okazja przyjrzenia się porcelanie miśnieńskiej, która 290 lat temu powstała na zamówienie Sułkowskiego. Z 32 elementów, jakie zgromadziliśmy, 7 pochodziło z naszych własnych zbiorów, 16 ze zbiorów wnuka księcia Romana z Wiednia, 6 z Zamku Królewskiego w Warszawie i po jednym eksponacie z Muzeów Narodowych w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu. W ten sposób stworzyliśmy drugą pod względem wielkości ekspozycję serwisu Sułkowskich na świecie, ustępującą jedynie tej z Bawarskiego Narodowego Muzeum w Monachium.

Co sprawia, że wspomniana zastawa obiadowa jest unikatowa?

Była przełomowa pod kilkoma względami. Po pierwsze była pierwszym personalizowanym serwisem wyprodukowanym przez królewską manufakturę dla urzędnika królewskiego. Dlatego m.in. posiadała herb Sułkowskiego. Liczyła ponad tysiąc elementów, a takiego zamówienia nigdy wcześniej nie realizowano. W odróżnieniu od innych serwisów wzbogacono ją o patery, solniczki, menaże na przyprawy. Przełomowe było też odejście od kopiowania wzornictwa azjatyckiego na rzecz naśladowania motywów złotnictwa europejskiego. Co ciekawe z serwisem tym Aleksander Józef złamał protokół dworski, podając królowi Augustowi III posiłek nie na srebrnej tacy, jak było to w zwyczaju, ale na porcelanie. To był precedens, który kilka lat później stał się normą zadekretowaną protokolarnie.

Kultywowanie pamięci o Sułkowskich zakłada również wskazywanie na niechlubne epizody w dziejach rodziny, takie jak choćby wyparcie się polskości w czasach III Rzeszy.

To dość złożona historia. Podpisując volkslistę, Sułkowski nie tylko zadbał o siebie, ale pośrednio zapewniał bezpieczeństwo Polakom pracującym w jego dobrach w Bielsku. W ten sposób zabezpieczył im zatrudnienie oraz kwaterunek. W mieście, w którym nie miał prawa mieszkać żaden Polak, stworzył enklawę, wolną od niemieckiej dyskryminacji. Tego bez volkslisty by nie było. Więcej na ten temat można przeczytać w mojej książce „Pedanteria. Pralnia pamięci”, do której odsyłam.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bielsko-Biała: „Veintidós”, czyli 22 pielgrzymów bielsko-żywieckich na ŚDM w Panamie

22 osoby z diecezji bielsko-żywieckiej wyjadą do Panamy na odbywające się tam od 22 stycznia Światowe Dni Młodzieży. W grupie znalazło się trzech księży, młode małżeństwo oraz młodzi ze śląskiej i małopolskiej części ziemi beskidzkiej. Niektórzy kwotę potrzebną na pielgrzymkę uzbierali dzięki swej przedsiębiorczości, uczestnicząc w różnych akcjach.

Ks. Andrzej Wołpiuk, który był koordynatorem departamentu rejestracji podczas ŚDM 2016 w Krakowie, powiedział, że grupa pielgrzymów z Podbeskidzia zatrzyma się w parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w panamskiej diecezji Chitré.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Ponad 700 dzieci wołało z Papieżem: obdarz nas pokojem!

2026-10-01 19:08

[ TEMATY ]

dzieci

różaniec

Ogrody Watykańskie

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Różaniec z papieżem

Różaniec z papieżem

Dzieci z Włoch, Pakistanu, Syrii, Niemiec i Argentyny, Brazylii, Portugalii, Szwajcarii i Ukrainy modliły się z Leonem XIV w Ogrodach Watykańskich o pokój dla najmłodszych dotkniętych wojną. Około tysiąca uczestników spotkania włączyło się w inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. „Pomyślcie: pięćdziesiąt milionów «Zdrowaś Maryjo», które wznoszą się ku Niebu z prośbą o pokój” - mówił Papież.

Dzieci z różnych krajów i kontynentów, różne języki, a jedna modlitwa. Przy Grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich najmłodsi zgromadzili się wokół Leona XIV, aby prosić o pokój. Były kwiaty składane jako znak miłości, zapalone światła i Różaniec. Szczególne miejsce w tej modlitwie zajęły dzieci, które każdego dnia doświadczają wojny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję