Reklama

Edukacja

Im głupiej, tym lepiej

Na początku roku szkolnego warto zadać pytanie ważniejsze niż to, czy dzieci mają podręczniki, a nauczyciele podwyżki. Po co właściwie istnieje szkoła?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czy szkoła ma uczyć młodego człowieka rozpoznawać prawdę, rozwijać rozum i charakter, wprowadzać w dziedzictwo kultury? Czy ma być laboratorium, w którym każde pokolenie reformatorów testuje na cudzych dzieciach swoją najnowszą teorię człowieka? Bo spór o polską edukację nie jest już sporem o liczbę godzin biologii. To spór o człowieka.

Rewolucja bez barykad

Antonio Gramsci zrozumiał rzecz fundamentalną: w rozwiniętych społeczeństwach nie wystarczy zdobyć parlamentu. Trzeba zdobyć kulturę, szkołę, uniwersytet, media, język i autorytety. To tam rozstrzyga się, co kolejne pokolenie uzna za normalne.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Popularne określenie „długi marsz przez instytucje” pochodzi wprawdzie nie od Gramsciego, lecz od Rudiego Dutschkego, przywódcy niemieckiej rewolty studenckiej, ale znakomicie streszcza strategię zmiany Zachodu. Rewolucjonista z koktajlem Mołotowa jest groźny przez kwadrans. Rewolucjonista układający program nauczania może być skuteczny przez pokolenia. Dlatego najskuteczniejsza rewolucja Zachodu odbyła się bez plutonów egzekucyjnych – weszła na uniwersytety, a następnie do mediów, kultury, prawa i szkół.

Rewolucja seksualna zaczęła się od hasła: człowiek nie musi żyć według zasad swoich rodziców. Potem usłyszeliśmy, że sam może ustanawiać zasady. Wreszcie – że może ustanawiać samego siebie. Najpierw „wyzwalano” człowieka od obyczaju, potem od rodziny i religii, w końcu nawet od biologii.

Reklama

Dawniej młody człowiek buntował się przeciwko ojcu, bo sam chciał decydować o swoim życiu. Dziś kultura potrafi go namawiać, żeby zbuntował się przeciwko własnemu ciału. I to wszystko nazywa się postępem. Pociąg do nowoczesności. Przez pół wieku Zachód sprzedawał kolejne eksperymenty pod jedną niezwykle skuteczną marką: nowoczesność. Nowe miało znaczyć lepsze.

Rodzina była stara. Dekalog był stary. Wierność była stara. Powściągliwość była stara. Tymczasem postęp technologiczny nie jest postępem moralnym. Można mieć telefon szybszy od komputerów, które wysłały człowieka na Księżyc, i nie wiedzieć, po co się żyje. Można mieć 5 tys. znajomych i nie mieć do kogo zadzwonić w rozpaczy. Można wiedzieć wszystko o seksie i prawie nic o miłości.

Zachód przypomina dziś pociąg, którego maszynista z dumą ogłasza kolejny rekord prędkości, a pytanie o to, dokąd prowadzą tory, uważa za mowę nienawiści. Być może tego pociągu nie da się już łatwo zatrzymać, ale można z niego wysiąść. Wyskoczyć.

Można też rozpalić przy torach ogniska, żeby ostrzec tych, którzy jeszcze siedzą w wagonach. Problem w tym, że mam wrażenie, iż polska reforma edukacji rozpala ogniska w innym celu. Sprawdza, jak dobrze palą się w nich rzeczy odziedziczone: Biblia, tradycja, autorytet, rodzina.

Oczywiście, nie pali się ich literalnie. Robi się coś bardziej eleganckiego. Tradycyjną antropologię przedstawia się jako „światopogląd”, podczas gdy najnowsze koncepcje człowieka otrzymują pieczątkę „wiedzy”. To jedna z najstarszych sztuczek ideologii: własne założenia nazywa nauką, cudze – przesądami.

TikTok ministrem edukacji?

Reklama

Od września rusza kolejny etap reformy edukacji. Edukacja zdrowotna staje się przedmiotem obowiązkowym, choć – i trzeba to uczciwie zaznaczyć – moduł dotyczący zdrowia seksualnego pozostaje nieobowiązkowy. Obowiązkowe są natomiast serwowane z buta moduły, że seks to nie prokreacja plus miłość plus wierność plus radość, ale że to rodzaj zajęć z jogi, w której im więcej wariantów współistnienia poznamy i im większy galimatias poznawczy, im większy płodozmian i im mniej przywiązania, tym lepiej, mądrzej i nowocześniej.

Dla porządku. Sama edukacja zdrowotna zawiera mnóstwo zagadnień potrzebnych: profilaktykę uzależnień, zdrowie psychiczne, odżywianie, bezpieczeństwo cyfrowe. Spór zaczyna się gdzie indziej. Jakiego człowieka szkoła opisuje dziecku? Czy seksualność jest częścią osoby związaną z cielesnością, płodnością, miłością, odpowiedzialnością i konsekwencjami? Czy staje się przede wszystkim przestrzenią indywidualnej ekspresji?

To nie jest spór katolika z nowoczesnością. To spór antropologiczny. Owszem, nasze dzieci znajdą w telefonach treści znacznie bardziej demoralizujące niż w szkolnych podręcznikach. Tyle że to argument za silniejszym wychowaniem, a nie za jego kapitulacją.

Reklama

TikTok nie może zostać ministrem edukacji. Pornografia nie może być wychowawcą, a influencer – nauczycielem sensu życia. Jeżeli internet podaje dzieciom truciznę, rolą szkoły nie jest proponowanie trucizny bardziej higienicznie opakowanej. W całej tej dyskusji ginie jedna rzecz elementarna. Dziecko nie należy do państwa. Nie należy do ministerstwa, partii ani szkoły. Rodzice pozostają pierwszymi wychowawcami. Państwo ma im pomagać, a nie konstruować za ich plecami „nowego człowieka”. Nowego człowieka Europa produkowała już wiele razy. Komunistycznego. Faszystowskiego. Nazistowskiego. Rewolucyjnego. Za każdym razem miał być wolny. I za każdym razem okazywało się, że jego wolność zaczyna się od obowiązku zgadzania się z tymi, którzy go „wyzwalają”.

Z królików – królowie

Potrzebujemy więc nie kolejnej kontrideologii, lecz powrotu zdrowego rozsądku. Pytajmy o owoce.

Czy po półwieczu rewolucji obyczajowej rodziny są silniejsze? Czy młodzi ludzie łatwiej tworzą trwałe związki? Czy są mniej samotni? Czy lepiej panują nad sobą? Czy wiedzą, kim są i po co żyją?

Bo jeśli lekarz przez 50 lat stosuje terapię, a pacjent czuje się coraz gorzej, to być może należy przynajmniej sprawdzić, czy problemem rzeczywiście jest zbyt mała dawka lekarstwa.

Głupota ma nad prawdą jedną przewagę: jest głośniejsza. Lubi konferencje, manifesty, nowe słowniki i ogłaszanie początku nowej ery.

Prawda jest fatalna marketingowo. Po prostu trwa.

Dwa plus dwa nadal jest cztery, choćby ministerstwo powołało zespół ekspertów do zbadania inkluzywnego spektrum możliwych wyników. Eksperyment rozpoczęty przed dekadami trwa. Ale polskie dzieci nie muszą być jego królikami doświadczalnymi. Nie potrzebują wychowania zabarwionego na czerwono, brunatno, różowo czy tęczowo. Niech z królików staną się królami. Królami własnych sumień. Władcami własnej woli. Ludźmi, którzy potrafią powiedzieć „tak”, kiedy rozpoznają dobro, i „nie”, kiedy tłum będzie krzyczał, że właśnie zmieniła się jego definicja.

Bo ideologie przemijają. Rewolucje zjadają własne dzieci, a potem piszą podręczniki, w których przekonują, że obiad był sukcesem. Prawda ma natomiast tę nieznośną właściwość, że nie chce przeminąć. I dlatego pozostaje ciekawsza od głupoty.

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Najlepszy wybór

Niedziela małopolska 44/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

szkoła

poświęcenie

uczniowie

Andrzej Świgost

Mszę św. sprawowali ks. inf. Adam Kokoszka, byli księża proboszczowie, księża rodacy oraz obecny proboszcz parafii

Mszę św. sprawowali ks. inf. Adam Kokoszka, byli księża proboszczowie, księża rodacy oraz obecny proboszcz parafii

Ten słoneczny, jesienny dzień społeczność Szkoły Podstawowej w Muchówce zapamięta na zawsze. Będą się do niego odnosić nie tylko obecni, ale i przyszli uczniowie, a także ich nauczyciele i wychowawcy oraz mieszkańcy wioski

Uroczystość nadania szkole patrona – kard. Stefana Wyszyńskiego rozpoczęła się w parafialnym kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego rankiem 15 października. W Mszy św., którą w imieniu biskupa diecezji tarnowskiej Andrzeja Jeża sprawował ks. inf. Adam Kokoszka, wspólnie z obecnym proboszczem, ks. Pawłem Bartulą, jego poprzednikami oraz kapłanami rodakami, uczestniczyli również zaproszeni goście – przedstawiciele władz oświatowych, samorządowych powiatowych i gminnych, byli pracownicy szkoły, a przede wszystkim szkolna społeczność, nauczyciele, uczniowie i ich rodzice.
CZYTAJ DALEJ

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję