Patrząc na nich i słuchając ich, ma się przekonanie, że muzyka może prowadzić człowieka do Boga. Mała Armia Janosika od lat zachwyca nie tylko poziomem artystycznym, ale przede wszystkim atmosferą, która panuje między jej członkami. Nieprzypadkowo najczęściej powtarzanym podczas naszej rozmowy słowem była... rodzina.
Boży dar
Reklama
– Bardzo się cieszymy, że możemy uczestniczyć w wydarzeniach ewangelizacyjnych – mówi Paulina Gibadło, mama dwóch dziewczynek śpiewających w zespole. – To nie są dla nas tylko zwykłe występy. Wiemy, że tym śpiewem i grą pomagamy innym. Pokazujemy naszym dzieciom, że warto angażować się w dobre dzieła i że talent jest darem, którym należy się dzielić. Jak podkreśla, rodzice starają się wychowywać dzieci na wartościach, które sami wynieśli z domu. – Dziś świat bardzo często podpowiada młodym ludziom, że liczą się rozpoznawalność, sukces czy szybki pieniądz wynikający z popularności. My chcemy pokazać coś zupełnie innego. Chcemy, aby dzieci wiedziały, że najważniejsze są dobroć, uczciwość, wiara i drugi człowiek obok nas. W Małej Armii Janosika nikt nie oczekuje błyskawicznej kariery. Tutaj liczy się rozwój. Dzieci zaczynają od śpiewu, potem uczą się sceny, współpracy i odpowiedzialności. Z czasem przychodzą też gra na instrumentach i kolejne wyzwania. Dzięki temu dojrzewają nie tylko muzycznie, ale także jako ludzie – opowiada pani Paulina. To właśnie ten spokój i cierpliwość sprawiają, że młodzi artyści wychodzą na scenę z uśmiechem, a nie ze stresem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zespół
Historie dzieci pokazują, że do Małej Armii Janosika prowadzą bardzo różne drogi. Liliana Łopata miała zaledwie 4 lata, gdy zobaczyła nagrania swojej kuzynki występującej w zespole. – Pomyślałam wtedy, że też chcę tam być. Dziś jestem tutaj już szósty rok i ani przez chwilę tego nie żałowałam. Przyznaje, że egzaminy bywają stresujące. – Ale później zostaje już tylko radość.
Reklama
Za każdym koncertem stoją także rodzice. To oni pakują instrumenty, szykują stroje, pokonują setki kilometrów i czuwają nad tym, aby niczego nie zabrakło. – Można powiedzieć, że mamy już wprawę – śmieje się Gabriel Klesiewicz, tata Maurycego. – Dzień przed wyjazdem wszystko jest dokładnie sprawdzane. Strój musi być przygotowany, instrument zabezpieczony. Potem zbiórka, próba i koncert. Jeszcze kilka lat temu wraz z żoną i dzieckiem oglądał występy jako widz. – Podczas jednego z takich oglądanych koncertów żona powiedziała, że byłoby pięknie, gdyby nasz syn kiedyś też znalazł się na scenie. Odbył się nabór. Dziś jesteśmy bardzo dumni, że syn jest częścią tej wielkiej muzycznej rodziny. Rodziny, bo w Małej Armii Janosika spotykają się i dzieci, i młodzież, rodzice i seniorzy. Najstarszy z muzyków ma ponad 70 lat. – Na początku wiadomo, każdy jest trochę nieśmiały – przyznaje basista Mateusz Worwa. – Ale bardzo szybko okazuje się, że wszyscy sobie pomagamy. Młodsi uczą się od starszych, starsi troszczą się o tych młodszych. To naprawdę przypomina rodzinę. Ta wielopokoleniowość jest jedną z największych sił zespołu. Dzieci uczą się szacunku wobec starszych, a dorośli zarażają się młodzieńczą energią.
Rodzina
Choć koncertów jest bardzo dużo, młodzi muzycy nie zapominają o codziennych obowiązkach. – Wszystko zależy od dobrej organizacji – mówi Zuzanna Misterka, która gra na kilku instrumentach i śpiewa w zespole. – Pracuję też zawodowo, koncertuję i nadal mam czas dla rodziny oraz przyjaciół. Trzeba po prostu dobrze zarządzać swoim czasem. Czy wyobraża sobie życie bez Małej Armii Janosika? – Mam nadzieję, że ta przygoda będzie trwała jeszcze bardzo długo – mówi. Z kolei dla Kingi Węglarz udział w zespole to misja. – Dzięki naszej muzyce możemy pokazywać całej Polsce piękno podhalańskiej tradycji i naszej kultury. Ale przede wszystkim przekazujemy ludziom naszą radość.
I wzruszenie zwłaszcza za przyczyną Barki. – Za każdym razem, gdy ją wykonujemy, ze sceny widzimy tysiące świateł od telefonów. Wyglądają one jak rozgwieżdżone niebo. Czuję wtedy, że św. Jan Paweł II jest z nami. Wtedy też koncert zamienia się we wspólną modlitwę – przyznaje skrzypaczka Milena Flak.
Słuchając tych młodych ludzi, trudno oprzeć się wrażeniu, że ich największym sukcesem nie są kolejne koncerty ani miliony odsłon w internecie. Choć i to mają. Największym osiągnięciem jest jednak stworzona przez nich wspólnota, zespół jak rodzina, która wychowuje kolejne pokolenia do odpowiedzialności, wiary i służby drugiemu człowiekowi. Bo kiedy talent spotyka się z pokorą, a muzyka staje się modlitwą, wtedy koncert przestaje być tylko wydarzeniem artystycznym. Staje się świadectwem. I właśnie takie świadectwo od lat daje Mała Armia Janosika.?
