Reklama
Powrót z wakacji jest jednym z bardziej brutalnych eksperymentów antropologicznych. Przez 2 tygodnie człowiek chodzi w krótkich spodenkach, patrzy na morze, je śniadanie o 11 i zaczyna podejrzewać, że odkrył właściwy rytm życia. Obiecuje sobie, że po powrocie będzie więcej czytał, mniej siedział w telefonie, regularnie się modlił i nie będzie się denerwował na idiotów. Potem wraca do pracy i ok. godz. 9.17 odkrywa, że idioci także wrócili z wakacji. Co gorsza – niektórzy wypoczęli. Ale wracają z nami także inni pasażerowie na gapę: potwory. Lęk o zdrowie, dzieci, pieniądze, pracę, wojnę, starość, Polskę. Miało się przywieźć opaleniznę, przywozi niepokój. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe życie. Nie na plaży, ale przy biurku, w korku, w małżeństwie. „Ja już taki jestem” – to jedno z najbardziej ponurych zdań języka polskiego. Można nim usprawiedliwić niemal wszystko. Tymczasem człowiek, dopóki żyje, pozostaje wersją roboczą. Można zmienić się w 20., 50. i 70. roku życia. Młody chce być lepszy, bo zamierza podbić świat; starszy – jeśli zmądrzał – bo nie chce już zatruwać jego niewielkiego fragmentu. Nie musisz, choć możesz zostać świętym do przyszłego czwartku. Można mniej kłamać, więcej słuchać, oddać dług, przeprosić, przestać pić, nie wrzeszczeć na dzieci i nie traktować współmałżonka jak AGD. Człowiek, który poprawia swój charakter, dokonuje małego remontu Rzeczypospolitej. Polska nie składa się głównie z premiera, prezydenta i pasków telewizyjnych. Polska składa się z Polaków. Jeśli jesteśmy uczciwsi, Polska staje się uczciwsza. Jeśli wychowujemy dzieci na ludzi wolnych i odpowiedzialnych – państwo otrzyma obywateli, a nie klientów systemu.
Dobrze więc przypomnieć sobie nasze narodowe zalety. Jesteśmy odważni, pracowici, zaradni, pomysłowi, gościnni i nieposłuszni wobec rzeczy niemożliwych. Polak potrafi stworzyć firmę z niczego, naprawić samochód trytytką i nakarmić 20 osób obiadem dla ośmiu osób. Ale kiedyś mieliśmy jeszcze coś ważniejszego: bojaźń Bożą. Nie strach przed Bogiem, lecz świadomość, że istnieje Ktoś większy ode mnie; że moje pragnienia nie stają się dobre tylko dlatego, że są moje; że istnieje prawda, której nie ustanawia większość. Człowiek, który przestaje bać się Boga, zadziwiająco szybko zaczyna bać się wszystkiego: choroby, wojny, starości, przyszłości. Potwory rosną, kiedy przed nimi uciekamy. Kto potrafi uklęknąć przed Bogiem, ma większą szansę nie klękać przed światem. Dlatego może program „uwierz w siebie” nie jest najlepszy. Ludzkość uwierzyła już w siebie z rezultatami dość mieszanymi. Poważniejsze jest stare: „Bądź wola Twoja”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Przyda się to Polsce szczególnie. Na zachodzie Niemcy – wielkie, bogate i od czasu do czasu przekonane, że odkryły jedyny rozsądny sposób urządzenia Europy. Na wschodzie Rosja, która od stuleci patrzy na mapę między Moskwą a Berlinem raczej jak na plan zagospodarowania przestrzennego, a nie zbiór suwerennych państw. Między nimi my – naród, który według rozsądnych rachunków, powinien już dawno nie istnieć, lecz najwyraźniej ich nie przeczytał. Dlatego ojczyzna zaczyna się wcześniej niż na granicy. Zaczyna się rano, kiedy człowiek wykonuje swoją robotę porządnie. Przy stole, kiedy ojciec odkłada telefon. W szkole, kiedy nauczycielowi chce się wymagać. Państwa najpierw psują się właśnie tam, a dopiero później widać to na mapie.
Są dni stracone i one są już martwe. Są też dni, które jeszcze nie nadeszły, a które potrafimy zaludnić potworami: co będzie z Polską, ze zdrowiem, z dziećmi, wojną, ze mną? Większość naszych potworów mieszka właśnie tam – w czasie, którego jeszcze nie ma. Między martwym wczoraj a nieistniejącym jutrem pozostaje cudowne teraz – jedyny czas, w którym można przeprosić, przestać, zacząć, odmówić kieliszka, odłożyć telefon, przytulić dziecko i powiedzieć Bogu: „Bądź wola Twoja”. Najważniejsze pytanie po wakacjach brzmi więc nie: „Gdzie byłeś?”, lecz: „Kto wrócił – ty czy twoje potwory?”. Państwa upadają podobno przez wojny, kryzysy i zdradę elit. Być może. Ale wcześniej miliony ludzi postanawiają, że od jutra będą trochę lepsi, a następnego ranka odkładają to na pojutrze. Wtedy nie trzeba już Polski rozbierać. Wystarczy poczekać, aż sami przestaniemy ją codziennie składać.
Bo koniec końców najważniejsze jest – jak w Odysei Homera, która właśnie zdobywa kina i uwagę widzów – to, że choć możesz zobaczyć cały świat, największą sztuką pozostaje wiedzieć, dokąd wracasz i kim chcesz być, kiedy już wrócisz.
