Kiedy pojawia się temat autorytetu papieża, rozmowa szybko schodzi na dwa skrajne tory. Jedni sądzą, że katolik powinien przyjmować każde papieskie zdanie z takim samym stopniem zobowiązania, niezależnie od tego, czy chodzi o definicję dogmatyczną, homilię podczas porannej Mszy św. czy o wywiad udzielony dziennikarzom w samolocie. Inni reagują odwrotnie: uznają papieża za ważny symbol jedności, ale jego nauczanie traktują jak prywatną opinię teologa, którą można przyjąć lub odrzucić według własnego uznania. Obie postawy są uproszczeniem.
Dogmat o nieomylności
Reklama
Kościół Katolicki nigdy nie twierdził, że papież jest nieomylny we wszystkim, co mówi. Dogmat o nieomylności, ogłoszony przez Sobór Watykański I, jest bardzo precyzyjny. Papież korzysta z tego przywileju tylko wtedy, gdy jako najwyższy pasterz całego Kościoła, działając ex cathedra (z katedry), ostatecznie definiuje naukę dotyczącą wiary lub moralności, która ma być przyjęta przez wszystkich wiernych. Chodzi więc nie o każde publiczne wystąpienie, ale o szczególny akt urzędowego nauczania. W praktyce takie sytuacje należą do rzadkości. Najczęściej przywołuje się dwie definicje: dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny ogłoszony przez Piusa IX (1854 r.) oraz dogmat o Wniebowzięciu Maryi ogłoszony przez Piusa XII (1950 r.). Sam fakt, że w ciągu ostatnich stuleci papieże tak rzadko sięgali po tę formę nauczania, pokazuje, że nieomylność nie jest codziennym narzędziem sprawowania urzędu, lecz jest zabezpieczeniem depozytu wiary.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Papieskie nauczanie
Nie znaczy to jednak, że poza wypowiedziami ex cathedra papieskie nauczanie staje się teologicznie obojętne. Istnieje przecież zwyczajne nauczanie papieskie: encykliki, adhortacje, katechezy, listy, przemówienia. Nie wszystkie mają ten sam ciężar, ale wszystkie domagają się od katolika szacunku i poważnego namysłu. Nie każda wypowiedź papieża wymaga aktu wiary, ale też nie każdą wolno zbyć wzruszeniem ramion.
Są wreszcie sytuacje, w których papież wypowiada się bardziej jako teolog, duszpasterz czy komentator wydarzeń. Wtedy możemy mieć do czynienia z opinią roztropną, nieraz cenną i inspirującą, ale niekoniecznie wiążącą w ścisłym sensie doktrynalnym. Katolicka dojrzałość polega właśnie na umiejętności odróżnienia tych poziomów.
Na straży jedności
Nie jest to jedynie kwestia teoretyczna, w praktyce życia kościelnego bywa bardzo potrzebna. Zdarza się, że ktoś powołuje się na jakieś papieskie zdanie wyrwane z kontekstu i buduje wokół niego niemal nowy dogmat. Ktoś inny z kolei znajduje w papieskiej wypowiedzi element niewygodny dla siebie i natychmiast ogłasza, że to przecież tylko prywatna opinia papieża. Jedno i drugie świadczy raczej o emocjonalnym podejściu do urzędu Piotrowego niż o rozumieniu natury Magisterium.
Reklama
Pomaga w tym historia Kościoła. Starożytna zasada: Roma locuta, causa finita (Rzym przemówił, sprawa zakończona), nie oznaczała nigdy, że każda wypowiedź biskupa Rzymu kończy wszelką dyskusję. Oznaczała raczej, że w sprawach zasadniczych, gdy rodziły się spory grożące rozbiciem jedności wiary, ostateczne odniesienie znajdowano w Stolicy Apostolskiej.
Dobrze widać to na tle historii chrześcijaństwa zachodniego po reformacji. Tam, gdzie odrzucono trwały urząd rozstrzygający spory doktrynalne, szybko pojawiło się zjawisko mnożenia interpretacji. Chodzi tu nie o polemikę z protestantami, lecz o prosty fakt historyczny. Skoro ostatecznym kryterium staje się prywatna interpretacja Pisma, trudno uniknąć kolejnych podziałów. Katolicyzm również znał konflikty i kryzysy, ale istnienie urzędu Piotrowego pomagało zachować jedność.
Prawo do pytań
Warto dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz. Posłuszeństwo wobec papieskiego nauczania nie oznacza zawieszenia rozumu. Kościół nigdy nie wymagał od wiernych intelektualnej bierności. Teologia katolicka zna rozwój doktryny, pogłębianie rozumienia prawd wiary i dojrzewanie sposobu ich wyrażania. Sam fakt stawiania pytań nie jest więc jeszcze buntem przeciwko Kościołowi. Istotne jest raczej to, w jakim duchu pytania te są stawiane.
Można pytać po to, by lepiej zrozumieć, ale można też pytać tylko po to, by usprawiedliwić własny sprzeciw. Można szukać głębszego sensu nauczania Kościoła, ale można również wybierać z niego tylko to, co wygodne. Właśnie dlatego tak ważna jest wewnętrzna postawa wiary. Katolik słucha papieża nie dlatego, że ma on zawsze rację, w każdej sprawie praktycznej czy politycznej. Słucha go dlatego, że wierzy, iż Chrystus nie zostawił swojego Kościoła bez pasterza i bez pomocy Ducha Świętego.
Dziedzictwo papieży
Reklama
Nieprzypadkowo kolejne pontyfikaty zostawiają po sobie nie tylko osobisty styl sprawowania urzędu, lecz także określoną spuściznę duchową i teologiczną.
Największym dziedzictwem św. Jana Pawła II pozostaje chrześcijańska wizja człowieka. Od encykliki Veritatis splendor, przez Evangelium vitae, po katechezy o teologii ciała przewija się jedno zasadnicze przekonanie: człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa. W epoce relatywizmu moralnego Jan Paweł II przypominał, że wolność nie polega na dowolności, lecz polega na wyborze dobra i prawdy.
Benedykt XVI pozostawił Kościołowi coś innego, choć równie ważnego. Jego wielkim tematem była relacja między wiarą i rozumem. Przypominał, że chrześcijaństwo nie jest ślepym uczuciem, ale jest spotkaniem z Logosem. W encyklikach Deus caritas est i Spe salvi pokazał zarazem, że centrum chrześcijaństwa stanowi nie idea ani system moralny, lecz wydarzenie miłości Boga objawionej w Chrystusie.
Pontyfikat Franciszka wielu kojarzy przede wszystkim z gestami duszpasterskimi, ale i tutaj istnieje wyraźna linia. Jego największą spuścizną wydaje się przypomnienie o misyjnym charakterze Kościoła oraz o prymacie miłosierdzia w duszpasterstwie. Evangelii gaudium, Laudato si’, Fratelli tutti podkreślają, że Kościół nie może zamknąć się w sobie, lecz ma wychodzić ku człowiekowi, nieraz poranionemu i zagubionemu.
Reklama
Jeśli chodzi o początki nauczania Leona XIV – jest jeszcze za wcześnie na ostateczne syntezy. Można jednak dostrzec kilka wyraźnych akcentów. Powracają temat jedności Kościoła, potrzeba ponownego odczytania Soboru Watykańskiego II oraz podkreślenie więzi między Pismem i Tradycją. Są to elementy zwyczajnego nauczania, a nie orzeczenia ex cathedra, ale już dziś pozwalają rozpoznać pewien kierunek pontyfikatu.
Warto zauważyć istotną rzecz. Ostatni papieże nie ogłaszali nowych dogmatów. Ich największy wpływ dokonywał się właśnie przez zwyczajne nauczanie. To ono formowało katolicką wyobraźnię, język duszpasterski i sposób rozumienia człowieka, Kościoła i świata.
W gruncie rzeczy autorytet papieski nie jest konkurencją dla Ewangelii, lecz jest służbą wobec niej. Papież nie stoi ponad słowem Bożym, ale jest jego strażnikiem. Został ustanowiony nie po to, by wymyślać nową wiarę dla kolejnych epok, ale w tym celu, by strzec wiary apostolskiej, przekazanej raz na zawsze świętym.
Ostatecznie pytanie nie brzmi więc: czy katolik ma zawsze słuchać papieża? Trafniejsze byłoby inne: jak słuchać papieża po katolicku? To znaczy z jednej strony bez papolatrii, która każde jego słowo traktuje jak definicję dogmatyczną, a z drugiej – bez selektywnego posłuszeństwa, które uznaje tylko to, co akurat współgra z moimi przekonaniami.
Dojrzała wiara rozumie, że urząd Piotrowy został dany Kościołowi nie po to, by zastąpić sumienie, rozum i teologiczną refleksję, ale po to, by wśród historycznych burz zachować jedność wiary. A to nie jest mało. W czasach gdy niemal każda wspólnota rozpada się pod ciężarem własnych sporów, sam fakt, że od 2 tys. lat Kościół wciąż rozpoznaje w biskupie Rzymu widzialny znak jedności, może być dla wierzącego nie tyle argumentem w dyskusji, ile powodem do spokojnego zaufania.
