Reklama

Kultura

NIE dla Rosjan w Wenecji

Są chwile, kiedy mosty trzeba zamknąć, bo po drugiej stronie idzie nie pielgrzym z otwartą dłonią, lecz imperium z butem na cudzym gardle. Są chwile, kiedy uprzejmość wobec agresora staje się nieuprzejmością wobec ofiary. I są chwile, kiedy najpiękniejszym gestem kultury jest nie zaproszenie, lecz odmowa.

Niedziela Ogólnopolska 21/2026, str. 54-55

[ TEMATY ]

Wenecja

o. Waldemar Gonczaruk CSsR

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy rosyjski neocar rozpętał wojnę przeciw Ukrainie, wielu ludzi Zachodu chciało jeszcze wierzyć, że po drugiej stronie istnieje inna Rosja. Nie ta z telewizyjnych studiów nienawiści, nie ta od czołgów, rakiet spadających na bloki mieszkalne, lecz Rosja ludzi wrażliwych, myślących, wykształconych, obytych w świecie. Rosja artystów, uczonych, podróżników, pisarzy, dyplomatów, kosmonautów, dawnych znajomych z konferencji i salonów. Rosja, z którą przez lata budowano mosty, czasem naiwnie, czasem szczerze, zawsze jednak z nadzieją, że kultura i osobiste relacje będą silniejsze od imperialnego Kremla.

Sam przez długi czas należałem do tych, którzy chcieli w to wierzyć. Przez lata spotykałem tam ludzi niezwykłych, odważnych, szerokich horyzontów. Byłem świadkiem agonii radzieckiego imperium, obserwowałem narodziny rosyjskiego kapitalizmu z jego dziką energią, ale także z bezprawiem, korupcją i przemocą. Widziałem kraj wielki, fascynujący, pociągający swoim ogromem i zarazem odpychający pychą władzy. Zanim zdobyłem światowy biegun zimna, zanim stanąłem w miejscach, gdzie człowiekowi zamarza oddech, znalazłem w Rosji ludzi, którzy pomagali, wierzyli, otwierali drzwi. Na fali pierestrojki byli politycy, dziennikarze, kosmonauci, którzy uznali mnie za swojego. Człowieka z zewnątrz, ale jakoś bliskiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Miałem już dwie dusze: polską i włoską. Z czasem doszedł do nich solidny kawałek rosyjskiej duszy. Tym boleśniejsze było przebudzenie. Kiedy zaczęła się pełnoskalowa napaść na Ukrainę, chciałem wierzyć, że przynajmniej ci, których znałem, ludzie obyci ze światem, z salonową ogładą i deklarowaną wrażliwością, podniosą głos. Chciałem wierzyć, że powiedzą: nie w naszym imieniu. Że zawstydzą się za własne państwo. Że przestaną udawać, iż wojna jest tylko „geopolitycznym konfliktem”.

Ze zgrozą uświadomiłem sobie, że duża część tych ludzi nie zamierzała się wstydzić. Dlatego nie potrafię dziś patrzeć na rosyjską obecność w Wenecji jak na zwykłe wydarzenie artystyczne. Biennale nie jest prywatnym atelier, w którym ktoś samotnie maluje obraz, nie pytając świata o pozwolenie. Pawilon narodowy nie jest neutralną przestrzenią ducha. To instytucja, znak państwowy, element prestiżu, miękkiej siły, dyplomatycznej obecności. W Wenecji nie występuje jedynie artysta z paszportem. Występuje państwo. Występuje flaga. Występuje narracja. Występuje przekaz: Rosja jest z powrotem, Rosja należy do Europy, Rosji nie wolno wykluczać.

Reklama

Otóż wolno. A nawet trzeba. Rosjanie nie powinni dziś uczestniczyć w weneckim Biennale nie dlatego, że sztuka jest mało ważna, ale z tego powodu, że jest ważna ogromnie. Gdyby była tylko dekoracją, można by machnąć ręką. Niech sobie powieszą obrazy, niech wygłoszą mętne manifesty, niech włączą projektory i otworzą Prosecco. Ale kultura nie jest ozdobnym abażurem na lampie polityki. Jest jednym z języków, którymi narody mówią o sobie światu. A Rosja od lat używa tego języka z wielką sprawnością. Raz pokazuje Tołstoja, raz balet, raz awangardę, a innym razem melancholijną głębię rosyjskiej duszy. Za tą fasadą idą jednak czołgi, więzienia, trucizny, deportacje, rakiety i przemoc wobec sąsiadów. Europa zbyt długo dawała się uwodzić tej podwójnej grze.

Wenecja staje się więc testem. Nie tylko dla organizatorów Biennale, lecz także dla całej Europy. Czy potrafimy powiedzieć: „dość”? Nie może być tak, że jedni giną pod rosyjskimi bombami, a inni, z tym samym paszportem i często z tą samą mentalną lojalnością wobec imperium, spacerują po Lazurowym Wybrzeżu, zasiadają w lożach festiwali i korzystają z gościnności Zachodu.

Kogo zatem wystawiono w Wenecji? Wystarczy napomknąć, że komisarzem rosyjskiego pawilonu jest Anastazja Karniejewa, córka zastępcy dyrektora generalnego Rostechu, giganta rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Że p. Karniejewa zarządza pawilonem za pośrednictwem Smart Art, spółki założonej wraz z Jekateriną Winokurową, córką ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Komentarz jest zbyteczny.

Reklama

Bez rozliczenia się z winą nie ma powrotu do normalności. To zdanie brzmi surowo, lecz historia Europy zna jego wagę. Niemcy po II wojnie światowej wróciły do wspólnoty cywilizowanych narodów nie dlatego, że świat uznał nagle, iż „nie należy mieszać kultury z polityką”. Wróciły, ponieważ przeszły przez długi, bolesny, niedoskonały, ale konieczny proces uznania winy. Rosja takiego procesu nie rozpoczęła. Przeciwnie – ona swoją winę wypiera, upiększa, zakłamuje i celebruje. Zbrodnie nazywa obroną. Agresję – wyzwoleniem. Imperializm – misją dziejową. Ofiary – nazistami. W takim stanie moralnym nie idzie się na Biennale. W takim stanie moralnym staje się przed sądem historii.

Ktoś powie: a co z odpowiedzialnością jednostki? Czy każdy rosyjski artysta jest winny? Odpowiem: nie każdy w tym samym sensie. Nie każdy naciskał spust, nie każdy pisał propagandowe przemówienia, nie każdy donosił, nie każdy bił czołem pokłony skorumpowanej władzy. Ale w czasie wojny paszport państwa agresora przestaje być tylko dokumentem podróży. Staje się znakiem politycznym. Jeśli społeczeństwo nie potrafi powstrzymać własnego państwa, jeśli nie potrafi masowo zaprotestować, jeśli nie potrafi przynajmniej odmówić mu moralnego przyzwolenia, musi ponieść konsekwencje izolacji.

To nie jest zbiorowa zemsta. To jest forma nacisku.

Sankcje zawsze dotykają nie tylko generałów i ministrów. Mają wpływ także na wygodne życie klas średnich, ambicję elit, przyzwyczajenia ludzi, którzy chcieliby korzystać z Zachodu, ale nie chcą ponosić odpowiedzialności za Wschód. I bardzo dobrze. Bo rosyjska bierność legitymizuje okrucieństwa agresora. Kreml trwa nie tylko dzięki policji, armii i propagandzie. Trwa także dzięki oportunizmowi milionów ludzi, którzy prywatnie może coś tam sobie myślą, lecz publicznie wybierają święty spokój. W czasie pokoju można to nazywać konformizmem. W czasie wojny jest to współudział przez milczenie.

Reklama

Argument, że sztuka powinna pozostać ponad polityką, jest w tym przyypadku szczególnie obłudny. Pawilony narodowe są polityką w czystej postaci. Są finansowane, zatwierdzane, firmowane i wykorzystywane przez państwa. Flaga przy wejściu nie jest przypadkiem. Nazwa kraju w katalogu nie jest poetycką metaforą. Obecność oficjalnej Rosji w Wenecji nie jest obecnością samotnego malarza z pracowni na emigracji. Jest powrotem państwa agresora do rytuału europejskiego prestiżu.

Kreml bardzo dobrze rozumie znaczenie takich gestów. On nie potrzebuje, by Europa go kochała. Wystarczy, że Europa się przyzwyczai. Najpierw pawilon w Wenecji. Potem koncert. Potem konferencja. Potem film. Potem panel dyskusyjny o „złożoności konfliktu”. Potem pytanie, czy sankcje nie są już przypadkiem przesadą. Rosja od lat stosuje metodę rozmiękczania Zachodu. Nie zawsze wchodzi drzwiami frontowymi. Czasem sączy się przez kulturę, pieniądze, sentyment, znajomości, dawne przyjaźnie i zmęczenie opinii publicznej.

Właśnie dlatego trzeba stawiać granice.

Europa musi zrozumieć, że nie ma niewinnej normalizacji Rosji w czasie wojny. Każde zaproszenie oficjalnej rosyjskiej instytucji, każdy narodowy pawilon, każdy elegancki bankiet z udziałem przedstawicieli kraju agresora stają się sygnałem: można przeczekać oburzenie, można wrócić, można znów być częścią świata bez uznania swojej winy. To sygnał katastrofalny. Dla Ukrainy – upokarzający. Dla Rosji – zachęcający. Dla Europy – kompromitujący.

A salon powinien powiedzieć: najpierw rozliczenie, potem zaproszenie.

Są chwile, kiedy mosty trzeba zamknąć, bo po drugiej stronie idzie nie pielgrzym z otwartą dłonią, lecz imperium z butem na cudzym gardle. Są chwile, kiedy uprzejmość wobec agresora staje się nieuprzejmością wobec ofiary. I są chwile, kiedy najpiękniejszym gestem kultury jest nie zaproszenie, lecz odmowa.

Wenecki pawilon Rosji powinien więc pozostać zamknięty. Do czasu, aż Rosja przestanie być imperium przemocy i zacznie prosić o przebaczenie. Dopiero wtedy będzie można wrócić do rozmowy o mostach. Dziś trzeba pilnować granic.

2026-05-19 14:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Arcybiskup Wenecji chce przywrócenia liturgii w kościołach

[ TEMATY ]

liturgia

Włochy

koronawirus

Wenecja

Kościół we Włoszech zaczyna się zastanawiać nad zasadnością radykalnych środków bezpieczeństwa, jakie nałożono w tych dniach na wspólnoty chrześcijańskie w regionach dotkniętych koronawirusem.

Od kliku dni na wniosek władz państwowych biskupi zawiesili tam sprawowanie publicznych liturgii. Dotyczy to przede wszystkim diecezji lombardzkich, takich jak Mediolan, ale też Wenecji.
CZYTAJ DALEJ

Nowy kanonik Kapituły Radomszczańskiej. Wyróżnienie dla ks. Roberta Grohsa

W uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, 29 czerwca, społeczność archidiecezji częstochowskiej świętowała szczególne wydarzenie. Ksiądz Robert Grohs, proboszcz parafii we Wręczycy Wielkiej oraz dyrektor ośrodka „Nazaret”, został uhonorowany godnością kanonika honorowego.

Decyzją abp Wacława Depo metropolity częstochowskiego, ks. mgr lic. Robert Grohs otrzymał godność Kanonika Honorowego Kapituły Radomszczańskiej pw. św. Jadwigi Królowej przy Kolegiacie św. Lamberta w Radomsku. Akt nominacyjny, datowany na 24 czerwca 2026 roku, jest wyrazem wdzięczności za jego ofiarną, sumienną i rzetelną służbę Kościołowi Częstochowskiemu.
CZYTAJ DALEJ

Belgia: Dramatyczne tempo wzrostu liczby eutanazji

2026-07-01 14:17

[ TEMATY ]

Belgia

Vatican Media

W Belgii w dramatycznym tempie wzrasta liczba eutanazji. W większości przypadków (57 proc.) uśmierceni pacjenci nie znajdują się w końcowej fazie życia. Co znamienne, Belgia ma dobrze rozwiniętą opiekę paliatywną. Jednakże chorzy albo o niej nie wiedzą, albo z niej nie korzystają, bo nie potrafią się pogodzić z własną kruchością.

O stosowaniu eutanazji w Belgii informuje portal episkopatu. Według oficjalnych danych w ubiegłym roku przeprowadzono 4486 eutanazji, dwa razy więcej niż przed 5 laty. To już 4 proc. wszystkich zgonów w tym kraju. Co więcej, w tym samym czasie dziesięciokrotnie (z 5,9 do 57,3 proc.) wzrósł odsetek przypadków, w których pacjent nie znajdował się w fazie terminalnej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję