Warszawa 8 maja stanie się miejscem wyjątkowego wydarzenia: przy ul. Karowej odsłonięty zostanie pomnik Stanisławy Leszczyńskiej, której odwaga i wierność powołaniu stały się symbolem bezwarunkowej obrony życia. Uroczystościom towarzyszyć będzie Msza św. (o godz. 12.00) w Kościele Sióstr Wizytek. To właśnie w tej świątyni niemal 100 lat temu młoda absolwentka położnictwa złożyła przysięgę służby rodzącym kobietom. Od tego wydarzenia zaczyna się opowieść o kobiecie, która w najciemniejszym miejscu XX w. potrafiła ocalić światło.
Droga powołania
Stanisława Leszczyńska przyszła na świat 8 maja 1896 r. w Łodzi, w rodzinie robotniczej. Jej dzieciństwo upłynęło w atmosferze pracy, skromności i solidarności z najuboższymi. Krótki pobyt w Brazylii, dokąd wyjechała z rodzicami, poszerzył jej horyzonty, ale to powrót do Polski i doświadczenia I wojny światowej ukształtowały jej wrażliwość społeczną. Już jako młoda dziewczyna angażowała się w pomoc potrzebującym. W 1920 r. podjęła decyzję, która określiła całe jej życie – rozpoczęła naukę w Szkole Położniczej w Warszawie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Naukę w stolicy ukończyła z wyróżnieniem. Według przekazów, po odebraniu świadectwa udała się do Kościoła Sióstr Wizytek, gdzie w ciszy złożyła Bogu przyrzeczenie, że będzie służyć rodzącym tak długo, jak pozwoli jej zdrowie. I dopóki żadna matka ani dziecko nie umrą pod jej opieką. Słowa te okazały się prorocze. Przez całą jej zawodową drogę, także w obozie koncentracyjnym, nie zmarła ani jedna rodząca kobieta.
Piekło Birkenau
Przed wojną Leszczyńska mieszkała w Łodzi wraz z mężem Bronisławem i czworgiem dzieci. Rodzina angażowała się w działalność konspiracyjną, co w lutym 1943 r. doprowadziło do aresztowania. Stanisława wraz z córką trafiła do więzienia, a następnie została deportowana do Auschwitz-Birkenau. Otrzymała numer 41335. W obozie skierowano ją do pracy jako położną. A przecież tam życie miało nie istnieć.
Warunki, w jakich przyjmowała porody, były niewyobrażalne: barak bez podłogi, wody, narzędzi czy środków sanitarnych. Kobiety rodziły na piecu, pryczy lub gołej ziemi. A jednak Leszczyńska nie przestawała pomagać. Współwięźniarki nazywały ją „Mamą”, bo w świecie, w którym panowała śmierć, ona jedna niosła życie. Szacuje się, że przyjęła ok. 3 tys. porodów.
Gdy niemiecki lekarz nakazał jej zabijanie nowo narodzonych dzieci, odpowiedziała słowami, które przeszły do historii: „Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci”. Był to akt niezwykłej odwagi, bo odmowa wykonania rozkazu mogła oznaczać natychmiastową śmierć. A jednak nikt nie odważył się jej ukarać. Współwięźniarki wspominały, że jej spokój i determinacja budziły respekt nawet wśród oprawców.
Reklama
Jej siłą była wiara. W chwilach największej bezradności modliła się prostymi słowami: „Matko Boża, załóż tylko jeden pantofelek i przybądź szybko na ratunek”. Jej głęboka religijność dodawała nadziei także innym kobietom. Jak wspominała współwięźniarka dr Elżbieta Pawłowska: „Nawet w piekle Oświęcimia uczyła miłości do nieprzyjaciół. Jej dobroć udzielała się innym. Tworzyła się nić życzliwości. Przestawało się myśleć o ratowaniu tylko własnego życia”.
Wspomnienia kobiet, które spotkały Stanisławę Leszczyńską w obozie, są jednym z najpiękniejszych świadectw jej życia. Uwięzione mówiły, że w miejscu zaprojektowanym przez nazistów jako przestrzeń śmierci potrafiła przywrócić poczucie godności i nadziei. Jedna z matek wspominała: „Kiedy przychodziła do rodzącej, nagle robiło się ciszej. Mówiła spokojnie, modliła się, dodawała odwagi. Wtedy człowiek wierzył, że jeszcze można żyć”.
Inna była więźniarka zapamiętała moment narodzin swojego dziecka: „Wzięła maleństwo na ręce, zrobiła nad nim znak krzyża i powiedziała cicho: «Dziecko żyje». W tym miejscu śmierci te słowa były jak cud”.
W zachowanych relacjach powtarza się także obraz jej niezwykłej odwagi. Jedna z byłych więźniarek mówiła: „Wiedziałyśmy, że ryzykuje życie. Ale nigdy nie zgodziła się na krzywdę dziecka. Powtarzała: «Nie wolno zabijać dzieci»”.
Po latach wiele matek podkreślało, że w obozie Leszczyńska była dla nich znakiem nadziei: „W Birkenau wszystko mówiło o śmierci. A ona przypominała nam, że życie jest silniejsze”.
Świadectwa te pokazują, jak wielki wpływ miała na ludzi, których spotkała. W pamięci współwięźniarek pozostała nie tylko jako odważna położna, ale przede wszystkim jako kobieta głębokiej wiary i niezwykłej miłości do człowieka.
Pamięć i dziedzictwo
Reklama
Po wyzwoleniu obozu Leszczyńska wróciła do Łodzi i nadal pracowała jako położna. Na emeryturze spisała swoje obozowe doświadczenia w „Raporcie położnej z Oświęcimia”, opublikowanym w 1965 r. Zostawiła w nim przesłanie, które dziś brzmi równie mocno jak wtedy: „Wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli w obronie życia i praw dziecka”.
Losy Leszczyńskiej splatają się również z tragiczną historią Warszawy. Mąż Stanisławy, Bronisław Leszczyński, zginął w czasie Powstania Warszawskiego, dzieląc los tysięcy mieszkańców stolicy. Ona zmarła w 1974 r., a jej pogrzeb zgromadził tłumy wdzięcznych rodzin, matek i dzieci, którym pomogła przyjść na świat.
Dziś trwa jej proces beatyfikacyjny, a wielu nazywa ją „świętą położną z Auschwitz”. W 130. rocznicę jej urodzin Warszawa odda jej hołd w miejscu, gdzie zaczęła się jej droga zawodowa – na Karowej.
– Inicjatorzy przedsięwzięcia skupieni w Komitecie Budowy Pomnika, Stowarzyszeniu Pamięci Położnej Stanisławy Leszczyńskiej oraz Okręgowa Izba Pielęgniarek i Położnych zapraszają wszystkich ludzi dobrej woli do włączenia się w dzieło upamiętnienia kobiety, która w najciemniejszych czasach pozostała wierna życiu – mówi „Niedzieli” Mariola Sienkiewicz ze Stowarzyszenia Pamięci Położnej Stanisławy Leszczyńskiej.
