Angelika Kawecka: Kamila, pamiętasz ten moment, kiedy po raz pierwszy weszłaś do zakrystii jako ta, która za wszystko odpowiada?
Kamila Suchańska: To ciekawe, bo byłam wtedy w klasie maturalnej i popsuły mi się okulary. Potrzebowałam trochę grosza, żeby je naprawić. Pan, który był wtedy kościelnym, odchodził na emeryturę. Ksiądz proboszcz szukał osoby do pracy, wiedział, w jakiej byłam sytuacji, i zaproponował mi tę posadę w zakrystii. Od razu się zgodziłam. Uznałam, że to jakiś znak Boży – mogę być bliżej Jezusa, a zarazem coś dorobić. I jeszcze mogę się uczyć, przygotowywać do matury. Wszystko miało swój czas i myślę, że to właśnie zadziało się z woli Bożej.
Przez lata byłaś prezesem KSM-u – energia, ludzie, akcje, wyjazdy. A dziś – cisza zakrystii. To była naturalna droga czy raczej niespodziewany zakręt w Twoim życiu?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Najpierw rozpoczęłam pracę jako zakrystianka, a 2 miesiące później zostałam prezesem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w archidiecezji częstochowskiej. Pamiętam ten moment, gdy modliłam się przed tabernakulum, że jeśli to jest ta droga, jeśli to ma być KSM, to daj mi to, Boże, jakoś połączyć. Udawało mi się to przez 6 lat. Wydaje mi się, że to Jezus pozwolił mi przygotowywać się do tej służby przez służbę właśnie. Dzięki temu mogłam i mogę dalej działać. Przyznaję, że był to niespodziewany zakręt w moim życiu, ale to Jezus tak mnie poprowadził. Dzięki tej drodze poznałam wielu wspaniałych księży, kleryków, osoby życia konsekrowanego i świeckich, którzy dali mi piękne świadectwo życia w Kościele.
Co najbardziej lubisz w tej przestrzeni? Czy jest jakiś moment tuż przed Mszą św., który zawsze zatrzymuje Cię na chwilę?
Myślę, że moim ulubionym momentem jest przygotowywanie ornatów. Jako kobieta uwielbiam stroje i tutaj mam taki wybór, że wow (śmiech). Gdy obsługuję pogrzeby, to mogę również rozpalić kadzidło. To także jest jedna z moich ulubionych czynności w zakrystii, bo jednak nie każdy ma taki przywilej. Przed Mszą św. uwielbiam moment, gdy mogę zapalić świeczki, a później, przed samą Eucharystią – to przygotowanie i ciszę, kiedy księża zaraz mają wyjść do ołtarza i dosłownie za moment sprawować Najświętszą Ofiarę.
Co czujesz, kiedy dotykasz komunikantów, które za chwilę staną się Ciałem Chrystusa?
To jest bardzo wyjątkowy moment, bo wiem, że za chwilę ta hostia stanie się Ciałem naszego Pana. Zawsze mnie to mocno dotyka. Mimo że robię to już 6 lat, to zawsze mam taki moment zatrzymania, bo jednak to nadal tajemnica, która wywołuje ten mały dreszczyk.
Opowiedz, jak wygląda przygotowanie kościoła do liturgii. Co jest absolutnie święte i nie do przeoczenia? Masz swoją małą checklistę w głowie?
Reklama
Jak zaczynałam tę pracę, to założyłam sobie zeszyt. To trochę śmieszne, ale na początku było mi trochę trudno nauczyć się tego wszystkiego, co dziś robię niemal odruchowo. Na pewno święte jest zawsze dla mnie przygotowanie kielicha – robię to bardzo skrupulatnie, bo mam świadomość, że to naprawdę ważne. Jest to największa tajemnica! Checklista? Nie, po prostu zaczynam od otwarcia kościoła, a później to już dosłownie samo idzie.
Jesteś młodą, piękną kobietą i mówisz: „pracuję jako zakrystianka”. Jak ludzie na to reagują? Zaskoczeniem? Niedowierzaniem?
Zawsze jest to zaskoczenie. Często słyszę: „ale jak to, zbierasz tacę?” albo: „jeździsz na pogrzeby?”, „jak wygląda ta praca?”, „opowiedz coś więcej!”. Lubię odpowiadać na takie pytania. Jestem bardzo komunikatywna, dla mnie to żaden problem. Lubię to, co robię, a nie robię tego dla siebie, tylko właśnie dla ludzi i dla Pana Boga. A pytania zawsze się znajdują, bo ludzie lubią zadawać pytania, to ich interesuje.
Co w tej posłudze bywa najtrudniejsze? Fizyczne zmęczenie? Odpowiedzialność? A może to, że jesteś zawsze trochę w cieniu?
Po 6 latach bycia prezesem KSM-u ten cień jest dla mnie bardzo wygodny. Wiem, że nie trzeba zawsze być w centrum, aby robić coś dla Jezusa i dla ludzi. Czasami najtrudniejsze jest po prostu wstanie wcześnie rano i otworzenie kościoła. Na pewno są też dni, kiedy jest trudniej. Wiadomo, każdy ma czasem gorszy dzień. Ale zawsze wiem, że mogę więcej i bardziej dla Boga!
Czy bycie tak blisko ołtarza zmieniło Twoje przeżywanie Eucharystii? Łatwiej się modlisz czy trudniej – bo widzisz te wszystkie „techniczne” szczegóły?
Reklama
Na pewno zmieniło to moje podejście, ponieważ kiedyś nie zauważałam pewnych szczegółów, które widzę teraz. Jeśli chodzi o modlitwę, to dzięki zakrystii mam jej więcej. Po prostu. Jak jestem bliżej ołtarza, to jest mi z tym łatwiej. Wiadomo, przychodzą też momenty zwątpienia. Czasami tzw. techniczne sytuacje potrafią mnie osłabić. Uczę się natomiast cały czas, po to też są sakramenty, aby wracać do Boga.
Czy, Twoim zdaniem, każdy może być zakrystianem czy zakrystianką? Czy potrzeba do tego konkretnej wrażliwości, formacji, a może po prostu zakochania się w liturgii?
To nie jest praca dla każdego. To trzeba po prostu lubić. Trzeba być choć trochę ciekawym liturgii, otwartym na drugiego człowieka. Nie zawsze jest tak, że siedzi się w zakrystii samemu. Mamy dużo sytuacji, gdy ludzie przychodzą i pytają o coś, chcą zamówić Mszę św. albo zwyczajnie porozmawiać. Nie każdy jest taki w obyciu, więc absolutnie nie jest to profesja, którą może wykonywać każdy. Trzeba mieć taką wrażliwość na drugiego człowieka, na to, że ludzie przychodzą z problemami i należy ich przyjąć.
Gdybyś miała powiedzieć jednym zdaniem, czego zakrystia nauczyła Cię o Bogu – co by to było?
Zakrystia nauczyła mnie przede wszystkim mocnego zaufania i tego, że wszystko należy powierzać Bogu. On zawsze będzie prowadził i dzięki temu będzie dobrze. Myślę, że dzięki zakrystii poznałam też bardziej Maryję i wiem, że Jej jako kobieta mogę powierzać nie tylko swoje problemy, ale i swoją pracę. Żeby jeszcze piękniej i lepiej służyć przy Jezusie.
autorka profilu na Instagramie @oczami_zakrystianki
