Polska Rzeczpospolita Ludowa miała ambitne cele budowy schronów i miejsc schronienia dla 100% ludności miejskiej. Rzeczywistość była nieco inna, niemniej w największych miastach schronienie mogło znaleźć 50-60% ludności. W latach 80 XX w. w stolicy aż 70-80% jej mieszkańców mogło ukryć się w: budynkach rządowych, szkołach, urzędach, zakładach pracy i powojennych osiedlach.
Współczesna Warszawa jest o wiele bardziej nowoczesnym i kolorowym miastem, ale pod względem schronów z prawdziwego zdarzenia obraz stolicy jest bardziej ponury niż w czasach szarego PRL-u. Na osiedlach z wielkiej płyty miejsca schronienia są zagracone, a potężnych schronów w zakładach pracy już nie ma, bo w latach 90. zakłady upadły. W ich miejsce wybudowano nowe osiedla i szklane wieżowce, ale bez schronów.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
„Nowość” na Bemowie
Warszawa kryje pod swoimi ulicami dziesiątki schronów, których historia i stan techniczny są owiane tajemnicą. Na mapie inwentaryzacji – wykonanej przez strażaków – wskazano, że potencjalnych miejsc schronienia jest dużo, ale nie są one przystosowane do użytkowania. Po 4 latach wojny na Ukrainie, gdy wrogie drony latają także nad Polską, prezydent Rafał Trzaskowski zapowiada, że miejsca te zostaną przystosowane i wyposażone. Funkcje ochronną dla ok. 100 tys. osób ma pełnić również metro, lecz wcześniej trzeba je dodatkowo wyposażyć.
Reklama
Pozytywnym, choć skromnym przykładem może być Bemowo, gdzie decyzją mieszkańców z budżetu obywatelskiego odremontowano schron w ratuszu. Niestety, może on pomieścić jedynie 100 osób w dzielnicy, która liczy aż 145 tys. mieszkańców. Inne przykłady są o wiele bardziej bulwersujące. Sporo zamieszania było na Ochocie przy ul. Filtrowej, gdzie w 2025 r. Zakład Gospodarowania Nieruchomościami planował remont podwórka, który wiązałby się z zasypaniem schronu mogącego pomieścić 800 osób. Z kolei przy ul. Kłobudzkiej miasto chciało sprzedać działkę ze schronem. Oznacza to, że nikt w Warszawie nie koordynuje ochrony przeciwlotniczej dla ludności.
Brak schronów i szkoleń
Pozytywny przykład z Bemowa jest ciekawy także dlatego, że w ratuszu dzielnicy jest jeden z najmłodszych schronów w Warszawie. Budynek został wybudowany przed 2002 r., gdy weszła w życie nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej. Zniesiono wówczas powszechny obowiązek budowy schronów dla obiektów m.in. użyteczności publicznej i zakładów pracy. Po wejściu Polski do NATO przestano także interesować się wybudowanymi już schronami.
Zupełnie inaczej jest w Finlandii i Szwajcarii, gdzie dobrze wyposażone schrony mogą pomieścić ponad 100% populacji kraju. Szkołą obsługi szwajcarskich schronów jest powszechna służba wojskowa. W ramach obowiązkowego szkolenia każdy mężczyzna musi przetrwać dwa tygodnie w schronie odciętym od świata zewnętrznego.
W Polsce nie ma schronów, szkoleń i obowiązkowej służby. Jak się zachować w czasie kryzysu lub wojny nie wiedzą nauczyciele, wychowawcy, urzędnicy, a nawet niektórzy funkcjonariusze służb publicznych. Do tej pory nie było szkoleń na wypadek „W” dla nauczycieli w szkołach i przedszkolach.
Dlatego najlepszą lekcją na radzenie sobie w takich sytuacjach, jak ataki bombowe, rakietowe i dronowe, jest obserwacja naszych sąsiadów na Ukrainie.
Nawet jak nie ma schronu, to można zejść do piwnicy albo we własnym mieszkaniu schronić się w pomieszczeniu bez okien – w przedpokoju czy klatce schodowej, gdzie od zagrożenia chroni nas przynajmniej kilka grubych ścian nośnych. Schronieniem może być także łazienka bez lustra i z oklejoną szybą w drzwiach. Przykłady z Ukrainy wskazują, że w trakcie nalotów przydaje się także żeliwna wanna, która jest niczym osobisty pancerz.
