Reklama

Historia

Ostatnia ofiara Katynia

Ksiądz Niedzielak był postacią powszechnie znaną i szanowaną, symbolem oporu wobec komunizmu. Dlatego musiał zginąć.

Niedziela Ogólnopolska 3/2026, str. 60-61

[ TEMATY ]

Katyń

commons.wikimedia.org

Ks. Stefan Niedzielak

Ks. Stefan Niedzielak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rankiem 21 stycznia 1989 r. wierni, którzy przyszli na poranną Mszę św. w warszawskim Kościele św. Karola Boromeusza, z zaniepokojeniem oczekiwali na przybycie swego proboszcza. Udali się na pobliską plebanię. Ich duszpasterz – ks. Stefan Niedzielak leżał na ziemi martwy, a jego mieszkanie było doszczętnie splądrowane.

Zbrodnia w cieniu Okrągłego Stołu

Reklama

Do mieszkania księdza udał się zaalarmowany przez jego brata przyjaciel kapłana, wybitny obrońca w procesach politycznych, a później pierwszy premier rządu wybranego w demokratycznych wyborach – Jan Olszewski. „Zastałem funkcjonariuszy milicji i SB, nikogo nie wpuszczali” – wspominał po latach. „Spróbowałem skontaktować się z prokuraturą, żeby otrzymać dostęp do czynności śledczych. Tam rozkładano ręce. Słyszałem: «Wciąż nie mamy odpowiedniej informacji i nic nie możemy zrobić»”. Czas, w którym zginął ksiądz, był wyjątkowy: za kilkanaście dni miały się rozpocząć obrady Okrągłego Stołu, czyli rozmowy części opozycji solidarnościowej z przedstawicielami komunistycznej władzy, reprezentowanej przez szefa MSW Czesława Kiszczaka. Kierowany przez niego resort dość szybko wydał komunikat, w którym sugerowano, że kapłan był w stanie nietrzeźwym, a gdy szukał czegoś w szafce, wszedł na krzesło, przewrócił się, upadł na fotel, który pod jego ciężarem rozpadł się, w wyniku czego ksiądz skręcił kark i natychmiast umarł. W komunistycznych mediach, na które znaczący wpływ miał ówczesny rzecznik rządu PRL – osławiony Jerzy Urban, pojawiały się insynuacje o alkoholizmie księdza, niemoralnym prowadzeniu się, porachunkach z półświatkiem. Sekcja zwłok, w której uczestniczył mec. Olszewski, rozwiewała jednak wszelkie wątpliwości co do przyczyny śmierci. „Przeprowadzone natychmiast badanie krwi całkowicie wykluczyło stan nietrzeźwości – wspominał późniejszy premier. – Śmierć nastąpiła na skutek złamania kręgów szyjnych kręgosłupa. Musiał to zrobić ktoś, kto doskonale orientował się, w jaki sposób gołymi rękami zamordować człowieka. Odpowiednie kwalifikacje mają tu ludzie wyszkoleni przez służby specjalne. Istnieje sposób mordowania (...), który powoduje natychmiastowy zgon, i tego rodzaju chwyt zastosowano wobec ks. Niedzielaka” – opisywał mec. Olszewski, a jego raport trafił natychmiast do prymasa Józefa Glempa i do Watykanu. Po kilkunastu dniach Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych wydał kuriozalny komunikat: kapłan wprawdzie został zamordowany, ale zbrodnia na pewno „nie miała charakteru rabunkowego ani politycznego”. W tym samym dniu, gdy wydawano ów komunikat, w Białymstoku zginął kolejny duchowny – kapelan Solidarności, przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki ks. Stanisław Suchowolec. W oficjalne wersje ogłaszane przez władze PRL nikt nie wierzył. Nie dało się ukryć, że w kraju grasuje „komando śmierci”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Długie ramię Moskwy

Reklama

Ksiądz Niedzielak był postacią powszechnie znaną i szanowaną. Urodzony w 1914 r. w Płocku wstąpił przed wojną do stołecznego seminarium duchownego. Święcenia przyjął już w czasie okupacji niemieckiej z rąk bp. Stanisława Galla. Został kapelanem Armii Krajowej, ale powierzano mu też najbardziej skomplikowane i wymagające głębokiej konspiracji zadania. Gdy latem 1944 r. ofensywa sowiecka zbliżała się do Warszawy, został poproszony o wywiezienie do Krakowa i przekazanie abp. Adamowi Sapieże tzw. depozytu katyńskiego. Były to pamiątki po oficerach zamordowanych przez NKWD i wydobyte przez pracowników Czerwonego Krzyża w dołach śmierci, gdy mogiły odkryli w 1943 r. Niemcy i przeprowadzili wstępne ekshumacje. To dokumenty, fotografie, notatki, a także szczątki korespondencji z najbliższymi. Zwłaszcza pamiętniki i listy były bezcenne, ponieważ na ich podstawie można było precyzyjnie ustalić, że zbrodnia ludobójstwa katyńskiego dokonana została wiosną 1940 r., a zatem że jej sprawcami byli Sowieci. W tamtym czasie była to niezwykle ważna, ale i niebezpieczna wiedza, bo sowiecka Rosja uruchamiała wszelkie zasoby propagandy i agentury, aby wykazać, że bulwersującej zbrodni dokonali Niemcy. Część tzw. wolnego świata wierzyła w to lub udawała, że wierzy. Dobrym przykładem były tu słowa premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, który w rozmowie z premierem polskiego rządu gen. Władysławem Sikorskim stwierdzał cynicznie: „Są rzeczy, które choć wiarygodne, nie nadają się do tego, aby mówić o nich publicznie”. Prawda o Katyniu przegrywała z doraźnymi układami geopolitycznymi. Dokumenty, które zawiózł do Krakowa ks. Niedzielak, były częścią depozytu. Pozostałe artefakty ukrywał z narażeniem życia zespół polskich naukowców kierowanych przez dr. Jana Robla z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Część z nich wywieźli uciekający przed Armią Czerwoną Niemcy, ale to spłonęło w czasie działań wojennych w Dreźnie. Ukryty depozyt katyński był gotowym aktem oskarżenia. Dlatego przez wiele powojennych lat szukali go bezskutecznie funkcjonariusze Smierszu i rodzimej bezpieki. Pamięć o zbrodni katyńskiej i innych komunistycznych zbrodniach zdeterminowała działania podejmowane przez ks. Niedzielaka w czasie, gdy brunatną okupację zastąpiła okupacja czerwona. Tuż po wojnie działał w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”, a gdy objął probostwo na warszawskich Powązkach, rozpoczął odprawianie Mszy św. za Ojczyznę i wspólnie z działaczem opozycji niepodległościowej Wojciechem Ziembińskim utworzył przy kościele Sanktuarium Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. Do dzielnego kapłana zgłaszały się rodziny ofiar zbrodni, a nazwiska oficerów zamordowanych w 1940 r. strzałem w tył głowy wykuwane były na tabliczkach umieszczanych przy krzyżu usytuowanym na ścianie Kościoła św. Karola Boromeusza od strony Cmentarza Powązkowskiego.

Sprawcy uchodzą bezkarni

„Jeżeli pojawiała się w środowisku niepodległościowym potrzeba przeprowadzenia jakichś półkonspiracyjnych działań, to zawsze mogliśmy liczyć na ks. Niedzielaka i jego plebanię” – wspominał Jan Olszewski, który poznał księdza, gdy ten jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku w kazaniu opowiadał o męczeńskiej śmierci w komunistycznych kazamatach jednego z przywódców PPS – Kazimierza Pużaka. Ksiądz jako jeden z pierwszych zaczął się też interesować tajnymi pochówkami, których od końca lat 40. dokonywali komuniści, mordujący na Rakowieckiej polskich patriotów. Chciał rozwikłać zagadkę miejsca, które nazwano powązkowską „Kwaterą Ł”, na której – już w latach 80. – zaczęto oficjalnie grzebać osoby zasłużone dla reżimu komunistycznego. Zbierał relacje ludzi, którzy opowiadali, że pod grobami prokuratorów, sędziów, wojskowych z PRL znajdują się bezimienne doły śmierci, do których wrzucano ofiary czerwonego terroru. To, oczywiście, nie umknęło uwadze komunistycznej bezpieki, która operacyjnie rozpracowywała przez lata działalność księdza. W ocenie Jana Olszewskiego kapłan przez zaangażowanie w walkę o prawdę o zbrodni katyńskiej znajdował się też „w kręgu szczególnego zainteresowania odpowiednich sowieckich służb”. Jego działalność w czasie wojny i po niej była dla komunistów wystarczająca, aby wydać na niego wyrok śmierci. Zresztą do ostatnich chwil życia otrzymywał jednoznacznie brzmiące anonimowe pogróżki. „Jak nie przestaniesz, to skończysz jak Popiełuszko” – napisano na karteczce, którą znalazł w mieszkaniu na kilka dni przed męczeńską śmiercią. Mordercy działali z ogromną precyzją: weszli bezszelestnie do mieszkania, gdy ksiądz był na codziennym spacerze, pozbawili go życia w sposób, który znany jest tylko zawodowym mordercom, spenetrowali dokładnie dom, ale rzeczy wartościowych nie zabrali, nie pozostawili też śladów. A jedyny ślad, czyli fragment lateksowej rękawiczki, zniknął wraz z innymi dowodami z akt śledztwa prowadzonego już w III RP przez prokuraturę. Sprawcy zbrodni pozostali nieznani.

Gdy w lutym 1989 r. zaczęły się obrady Okrągłego Stołu, mec. Władysław Siła-Nowicki poprosił, aby zebrani uczcili minutą ciszy pamięć ks. Stefana Niedzielaka i ks. Stanisława Suchowolca. Komuniści wymusili na tzw. stronie opozycyjnej, aby uznała, że apel ten nie był z nią konsultowany, co też się stało. Został on także wycięty z protokołów obrad i z transmisji telewizyjno-radiowej, którą – z lekkim opóźnieniem podawanego sygnału – oglądała i słuchała cała Polska. Tak zaczynała się III RP.

Autor jest historykiem, doradcą Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2026-01-13 14:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katyń w Cytadeli

Niedziela Ogólnopolska 39/2015, str. 29

[ TEMATY ]

Katyń

muzea

muzeum

Muzeum Katyńskie

Przedmioty wydobyte z mogił katyńskich

Przedmioty wydobyte z mogił katyńskich

W zabytkowej kaponierze w Cytadeli Warszawskiej otwarto długo oczekiwane Muzeum Katyńskie. Tradycyjną muzealną ekspozycję wspierają instalacje multimedialne. Przedmioty wydobyte z mogił polskich oficerów ukazują przebieg zbrodni katyńskiej, a także jej ofiary

Muzeum Katyńskie założono w 1993 r. w Forcie Czerniakowskim, ale miało charakter tymczasowy, oczekiwało na właściwą ekspozycję. Powstało staraniem środowisk związanych z Rodzinami Katyńskimi, ze wsparciem Muzeum Wojska Polskiego. W 2010 r. rozstrzygnięto konkurs na aranżację siedziby muzeum w kaponierze Cytadeli Warszawskiej, w pobliżu zbiegu Wybrzeża Gdyńskiego i ul. Rafała Krajewskiego. Stanowi ono dziś oddział Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Zgromadziło kilkadziesiąt tysięcy eksponatów, w większości wydobytych ze zbiorowych mogił w Katyniu, Charkowie, Miednoje i Bykowni. Są to m.in. fotografie, przedmioty, archiwalia.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

[ TEMATY ]

modlitwa

Królowa Pokoju

Adobe Stock

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore
Maryjo, Królowo Pokoju,
CZYTAJ DALEJ

Wojewoda lubelski: w regionie uruchomiono 630 syren, w 120 budynkach zarządzono ewakuację

2026-09-17 21:35

[ TEMATY ]

alarm

Adobe Stock

We wszystkich powiatach zostało uruchomionych 630 syren, w 120 budynkach zarządzono ewakuację – tak wojewoda lubelski Krzysztof Komorski podsumował czwartkowy alert o zagrożeniu z powietrza w regionie. Dodał, że ewakuowani zostali m.in. uczniowie, nauczyciele i urzędnicy.

Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że nie odnotowano naruszenia granicy RP. Po około godzinie alarm odwołano.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję