Z trasy S11 tuż przed Koszalinem zjeżdżam na wąskie dróżki, którymi docieram do Giezkowa. Tam odnajduję interesujący mnie dom. Przekraczam próg nieniepokojony przez nikogo. Wychodzi młody chłopak z dużym psem. Zwierzę łasi się przyjacielsko. Zerkam jeszcze przez drzwi do kolejnego pomieszczenia, gdzie przy prostych stołach grupa mężczyzn spożywa równie prosty posiłek. Jeszcze jedno spojrzenie i widzę po lewej stronie kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Jestem we wspólnocie mężczyzn Cenacolo. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Ale kiedy odjeżdżam, żegna mnie ta sama otwartość i życzliwość, której doświadczyłem na początku wizyty.
Szkoła wolności
Osobą, która mnie pierwsza przywitała, był 33-letni Paweł Rachlak. W czasie rozmowy przy smakowitej, mocnej kawie zwierzył mi się z powodów zamieszkania w Giezkowie. Miał trudne relacje rodzinne, szczególnie z ojcem. Dwóch starszych braci wybrało złą drogę życiową, a on poszedł za nimi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Zaczęło się od alkoholu, potem przyszły narkotyki. Z czasem trafiły się drobne przestępstwa... aż w końcu dotarł na dno. W międzyczasie jeden z braci założył rodzinę, nawrócił się i próbował wpłynąć na młodszego brata, by też zmienił swoje życie. Ale stało się to dopiero wtedy, kiedy córeczka brata zachorowała. – Poczułem wtedy, że muszę coś zmienić. Brat opowiedział mi o wspólnocie Cenacolo. Sam poznał ją kilka lat wcześniej – relacjonuje Paweł. Dodaje: – Miałem wtedy 28 lat, a czułem się, jakbym przeżył dwa razy tyle. Byłem zmęczony, przemielony przez życie. Nie miałem już siły okłamywać siebie ani innych. Wszedłem we wspólnotę całym sercem. To było jak światełko w tunelu. Brat pokazał mi drogę, a ja postanowiłem iść nią do końca. Jestem tu już 4 lata – podkreśla.
Podobną historię „sprzedaje” mi Krzysztof Urbański, który jest we wspólnocie prawie 3 lata. – Zaczęło się u niego niewinnie, od pierwszego papierosa w wieku 13 lat, pierwszych wagarów. Potem pojawiły się alkohol i miękkie narkotyki, a w wieku 17 lat spróbował już twardych. Zdarzały mu się kradzieże, pobicia, napady, po drodze było i więzienie. – Gdy byłem w więzieniu, mój brat był w Medjugorie. Tam usłyszał świadectwa chłopaków. Jemu też bardzo Pan Bóg pomógł. Miał depresję, próbował terapii u psychologów, ale dopiero Pan Bóg go z tego wyciągnął. A w Medjugorie dowiedział się o wspólnocie. Usłyszał chłopaków mówiących swoje świadectwa i pomyślał o mnie – że to dobre miejsce dla mnie – zwierza się Krzysztof.
Mama Elvira i ks. Wacław
Reklama
Wspólnoty Cenacolo nie opierają się na psychologii, tylko na formacji człowieka. Uczą mieszkańców umiejętności ignorowania zła, wybierania dobra i życia w wolności. – Taki jest sens Cenacolo – tłumaczy ks. Wacław Grądalski i przypomina historię pierwszego domu wspólnoty w Polsce, który powstał dzięki jego zapobiegliwości: – W latach 90. na rekolekcjach dla kapłanów w Medjugorie poznałem założycielkę Cenacolo – s. Elvirę Petrozzi. W programie rekolekcji był punkt niespodzianka. Po obiedzie wbiegła do sali siostra zakonna, niskiego wzrostu, ok. pięćdziesiątki, a za nią czterech śpiewających chłopaków z gitarą. Potem powiedziała: – Jestem prostą niewykształconą kobietą, mam tylko trzy klasy szkoły podstawowej. Mój tata był alkoholikiem. Mam na imię Elvira. Kiedy poszłam do klasztoru, przełożona powiedziała: „Ale głupia... Jakie jej dać imię?”. A u nas, w Piemoncie, na gęś woła się „vira”. Więc damy jej na imię Elvira. Pomyślałem wtedy: „Jaka wolna kobieta”. Opowiedziała, jak zaczynała od jednego domu, potem drugiego, trzeciego. Nie miała nic, a jednak powstała wspólnota, w której ludzie odnajdywali sens i wolność. Po spotkaniu podszedłem do niej i mówię: „Elviro, otwórz taki dom w Polsce”. A ona odpowiedziała: „Daj mi dom, to otworzę”. I tak się stało.
Pierwszy dom powstał w marcu 2001 r. w Giezkowie pod Koszalinem. Potem były kolejne. Ostatnio otworzono dom w Częstochowie.
Dzięki Opatrzności Bożej
W domach wspólnoty Cenacolo nie ma przełożonych. Małą społeczność, ok. dwudziestu osób, prowadzi wyznaczony spośród nich najstarszy z jej mieszkańców. Panuje samodyscyplina. Nie przyjmują żadnych dotacji, środków unijnych, gminnych czy państwowych. Utrzymują się z pracy własnych rąk, sami nad sobą czuwają, utrzymują dom, produkują różne rzeczy, uprawiają ziemię, hodują zwierzęta i się modlą. Codziennie adorują Pana Jezusa i odmawiają Różaniec. Sami nie wychodzą poza wspólnotę, ale każdy inny może ich odwiedzać i z nimi rozmawiać. Wspólnota opiera się na trzech filarach: modlitwie, pracy i przyjaźni. To fundamenty ich życia. Wszystko czynią z dobrej woli. Wstają o szóstej rano, modlą się, potem są śniadanie i praca. Jedni pracują w ogrodzie, inni w kuchni, ktoś przy zwierzętach, a ktoś przy remoncie. Po południu kolejna modlitwa, Różaniec, adoracja. Wieczorem spotkanie, rozmowy, dzielenie się tym, co przeżywają.
Reklama
Wspólnota żyje skromnie, ale czysto i godnie. Jak podkreślają moi rozmówcy, żyją głównie dzięki Opatrzności Bożej. – Mama Elvira, kiedy zakładała wspólnotę, powiedziała takie słowa do Pana Boga: „Ja ich do Ciebie przyprowadzę, a Ty pokaż im, jakim jesteś Ojcem”. I od tamtego momentu żyjemy z tego, co nam ześle Pan Bóg przez dobrych ludzi – mówi Krzysztof.
Każdy z nich jest historią
Kiedy do wspólnoty trafia „nowy”, przez pierwszy miesiąc ma przydzielonego „anioła stróża” – starszego chłopaka, który wprowadza go do społeczności Cenacolo. Przez cały miesiąc odpowiada za niego, spędza z nim każdą godzinę, śpi obok niego i razem z nim pracuje. Wspólnie są na drodze wychodzenia z egoizmu i uczenia się odpowiedzialności. – Bo tu nie chodzi tylko o wyjście z nałogu. Uczymy się też, jak być dobrym synem, bratem, ojcem, mężem. Z czasem każdy bierze coraz więcej odpowiedzialność za innych – wyjaśnia Paweł.
Jeżeli ktoś coś zawini, staje przed wszystkimi, przeprasza, tłumaczy się i zobowiązuje do pewnych wyrzeczeń, może np. zrezygnować na tydzień z kawy, słodyczy czy przekąski między posiłkami. W ostateczności może nastąpić i wydalenie ze wspólnoty, ale raczej walczymy o każdego chłopaka i rzadko do tego dochodzi – zapewniają Paweł i Krzysztof.
Na zakończenie moi rozmówcy kierują optymistyczne przesłanie dla wszystkich, którzy jeszcze trwają w złu, w nałogach, są pogubieni i w rozpaczy, że nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa. Ci, których spotkałem w Giezkowie, są zapewne tego przykładem, bo przecież każdy z nich staje się historią, którą Bóg pisze na nowo.
We wspólnocie można zostać tyle czasu, ile się chce, ale proponuje się wchodzącym w społeczność Cenacolo 3-letnią formację. Po tym pomyślnie przebytym okresie niektórzy nie odchodzą i zostają tu na zawsze, stają się np. kapłanami. Wspólnota jest międzynarodowa, ma ok. 12 księży, w tym dwóch Polaków.
Zapraszamy na: cenacolo.pl
