Watykan
Reklama
W watykańskich annałach rok 2025 zapisze się przede wszystkim tym, że był rokiem śmierci 265. następcy św. Piotra i wyboru 266. Papież Franciszek na początku swojego pontyfikatu przewidywał – albo lepiej: mówił, że przeczuwa – iż będzie on krótki. Nie było to, oczywiście, głoszone ex cathedra, nie miało nic wspólnego z nauczaniem Kościoła. Pierwszy papież z Argentyny mylił się w swych przeczuciach. Jego pontyfikat był stosunkowo długi. Ostatnie lata naznaczone były kłopotami zdrowotnymi, które Ojciec Święty dzielnie znosił, nie zwalniając tempa pracy, w tym nie rezygnując z wyczerpujących, przeznaczonych dla osób o końskim zdrowiu zagranicznych pielgrzymek. Planował kolejne, ostatniego jednak załamania stanu zdrowia, które rozpoczęło się lutową hospitalizacją w Poliklinice Gemelli, Franciszek już nie przezwyciężył. Jego pobyt w szpitalu zwiastował większe kłopoty niż zwykle, obawiano się nawet śmierci, ale później, w marcu, kiedy papież opuścił szpital, wydawało się, że najgorsze już za nim. Przechodził rehabilitację. Ostatni raz publicznie pojawił się w uroczystość wielkanocną 20 kwietnia, w największe święto kościelne. Choć nie miał siły, aby odczytać przemówienie przed tradycyjnym błogosławieństwem Urbi et Orbi, to pobłogosławił miastu i światu, potem długo objeżdżał Plac św. Piotra, aby pozdrowić przybyłych pielgrzymów. Okazało się, że się żegnał. Zmarł następnego dnia rano. Jako przyczynę śmierci podano udar i nieodwracalną zapaść kardiologiczną. Miał 88 lat. Warto zauważyć, że jednymi z jego ostatnich słów wypowiedzianych przed hospitalizacją była zachęta do ustalenia przez chrześcijan świętowania Wielkanocy w jednym dniu, a zmarł w oktawie uroczystości Zmartwychwstania. Takie znaki też się liczą i są bardzo wymowne. Pogrzeb odbył się 26 kwietnia, w oktawie Wielkanocy, a ciało, zgodnie z wolą papieża, złożono nie w Bazylice św. Piotra, ale w Bazylice Matki Bożej Większej, którą nawiedzał zawsze przed każdą ze swoich 49 podróży apostolskich i po nich oraz przy innych okazjach.
Po Franciszku – Leon
Reklama
Kolejny papież przyjął imię Leon XIV. Kardynałowie elektorzy wybrali kard. Roberta Prevosta. Nie było to może zupełne zaskoczenie, tak jak było w przypadku papieża Franciszka, którego przed konklawe w 2013 r. nikt nie brał pod uwagę, ale na pewno dotychczasowy prefekt Dykasterii ds. Biskupów nie był uznawany za „frontmana” konklawe. Wybrano go szybko – już w czwartym głosowaniu, 8 maja 2025 r. Sensacją było to, że wybrano Amerykanina, choć jeszcze jakiś czas temu uznawano powszechnie, że z racji roli USA jako światowego supermocarstwa żaden Amerykanin nigdy nie zostanie papieżem. Choć zapewne dla Kościoła z uboższego Południa ważne było, że nowy papież jest „swój”, bo dużą część życia spędził jako misjonarz w Peru i ma nawet tamtejsze obywatelstwo. W każdym razie wola kardynałów była jednoznaczna, a wybrane przez nowego papieża imię – Leon odczytywano powszechnie jako nawiązanie do Leona XIII, papieża zaangażowanego w dialog ze światem, a jednocześnie stawiającego na wierność tradycji Kościoła. „Budujmy Kościół oparty na miłości Boga i będący znakiem jedności, Kościół misyjny, który otwiera ramiona na świat, głosi Słowo, pozwala, by go niepokoiła historia, i który staje się zaczynem zgody dla ludzkości. Razem, jako jeden lud, jako fratelli tutti, idźmy ku Bogu i miłujmy się wzajemnie” – powiedział Leon XIV podczas inauguracji pontyfikatu, 18 maja. W słowach papieża można było dostrzec wizję Kościoła, który patrzy na siebie, by być znakiem jedności, koncentrując się przede wszystkim na działaniach dla świata i dla zbawienia człowieka. Słowa o otwartych ramionach Kościoła, o jego misyjności, o pozwalaniu na to, by go niepokoiła historia, wskazywały właśnie na to zaangażowanie. Po pierwszym półroczu nowego pontyfikatu można powiedzieć przede wszystkim o bardzo spokojnym, stonowanym, wyważonym stylu jego sprawowania. Choć widać ciągłość i kontynuowanie linii Franciszka, to jednak widać też, że osobowościowo będzie to inny czas.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rok Jubileuszowy
Te dwa jednostkowe wydarzenia miały miejsce w Roku Jubileuszowym, który, oczywiście, pod względem duchowym, jako czas szczególnej okazji do zyskiwania łask Bożych, był wydarzeniem najważniejszym. Otworzył go jeszcze papież Franciszek. On nadał mu swoisty charakter, który wyrażało zawołanie: „Pielgrzymi nadziei”. Drzwi Jubileuszowe w Watykanie zamknął papież Leon XIV. Organizatorzy spodziewali się, że do samego Rzymu przybędzie w 2025 r. ok. 30 mln pielgrzymów. Na początku września odliczono już 24 mln. Było tradycyjnie, ale były też nowości. Wśród tych ostatnich należy zauważyć Jubileusz Influencerów oraz wizytę w Watykanie, a właściwie przejazd najlepszych kolarzy świata uczestniczących w Giro d’Italia. Szacunki można więc określić jako ostrożne, a przecież Rok Jubileuszowy to nie tylko Watykan i Rzym. W całym Kościele pielgrzymowano do kościołów jubileuszowych, by zyskać łaski, które dają nadzieję.
W Watykanie ciągle trwały prace w ramach synodu o synodalności. Stolica Apostolska wypowiadała się coraz częściej o sztucznej inteligencji, podkreślając, że koniecznie trzeba ją objąć zasadami etycznymi, aby przyniosła więcej pożytku niż szkody. Działała też dyplomacja watykańska, szczególnie w kontekście najbardziej gorących konfliktów na Ukrainie i w Strefie Gazy.
Kościół w Polsce
Reklama
Kościół w Polsce również pamiętał o tych miejscach. Dawał wyraz tej pamięci przez pomoc charytatywną katolików w Polsce, która docierała do cierpiących i poszkodowanych przez okrutne działania zbrojne. Było to owocem chrześcijańskiego ducha, a zarazem jego pożywieniem. Bo caritas – miłość – jest takim stanem, który im więcej daje, im więcej się dzieli, tym bardziej wzrasta.
Bitwa o lekcje religii w szkole
Reklama
W pierwszej połowie minionego roku hierarchia Kościoła w Polsce „miała na głowie” wygenerowany przez lewicowe kierownictwo MEN problem z katechezą. Zamysł min. Barbary Nowackiej i jej drużyny był jednym z głównych elementów nieformalnego i rzeczywistego programu Koalicji Obywatelskiej – bo 100 konkretów powstało zgodnie z zasadą „cóż szkodzi obiecać” – opiłowywania katolików. Konkretny cel był jasny: marginalizacja lekcji religii, a w dalszej perspektywie ich całkowita likwidacja. Najpierw wyrzucono więc ocenę z religii ze średniej, a następnie zredukowano ten przedmiot do jednej godziny tygodniowo i nakazano dyrektorom umieszczanie go wyłącznie na pierwszej albo ostatniej godzinie lekcyjnej. Nikt się przy tym nie przejmował społecznymi skutkami ministerialnego rozporządzenia. Przed widmem utraty pracy stanęły tysiące nauczycieli religii. Nie wiadomo było również, jak dyskryminacyjne zarządzenie o lokowaniu lekcji religii w planie wpłynie na frekwencję uczniów. Biskupi próbowali rozmawiać. Powoływali się na zapisy prawne. Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy wydawały orzeczenia, w których wskazywały na bezprawne i niekonstytucyjne działania ministerstwa. Strona rządowa zbywała je milczeniem, czym demonstrowała, że liczy się nie siła argumentów, ale argument siły, który daje parlamentarna większość. Mobilizowali się katecheci świeccy, którzy zebrali pod obywatelskim projektem ustawy „Tak dla lekcji religii i etyki w szkole”, mającym na celu zagwarantowanie obecności religii i etyki w systemie oświaty, 500 tys. podpisów. Projekt złożono w Sejmie. Skierowano go do komisji i – pewnie trafił do zamrażarki. Cóż z tego, że 2 lata rządów wykazały wyjątkową nieudolność obecnych władz ministerstwa i katastrofalne oceny wdrożonych pomysłów, takich jak likwidacja prac domowych czy słynna edukacja zdrowotna, która cieszy się marnym zainteresowaniem uczniów, a w szkołach ponadpodstawowych – wręcz śladowym. Lekcje religii bronią się przed szkodnictwem MEN i dramatu, jeśli chodzi o frekwencję, nie było, tylko czy cała polska szkoła te lewicowe eksperymenty przetrwa? Na odwilż się nie zanosi. Raczej na przykręcenie śruby z obowiązkową edukacją zdrowotną włącznie. Z taką zapowiedzią pożegnaliśmy miniony rok.
Kościół a wybory
Kościołowi w Polsce przyszło działać w minionym roku w kontekście ważnych wyborów politycznych, którymi były wybory prezydenckie. Kościół hierarchiczny zachowywał w nich bezstronność, choć wśród głównych kandydatów na pewno nie mógł większości wyborców odpowiadać ten, który zdejmował krzyże w podległym sobie urzędzie. Jego zwycięstwo niechybnie doprowadziłoby do jeszcze silniejszego opiłowywania katolików. Wygrał Karol Nawrocki, zyskując potężny mandat. W przeddzień zaprzysiężenia modlił się na Jasnej Górze, a w pierwszą zagraniczną podróż udał się do Waszyngtonu oraz do Watykanu i zaprosił Leona XIV do Polski. Jak dotąd w rankingach zaufania do polityków bije rekordy popularności.
Nowi biskupi i nowi kapłani
Reklama
Katolicka opinia publiczna, szczególnie w wakujących diecezjach, oczekiwała w 2025 r. na nowych pasterzy. W tymże roku papież Leon wybrał dla Polski trzech arcybiskupów: w Poznaniu, Katowicach i w Krakowie. To jedne z ważniejszych polskich stolic biskupich. Do Poznania z Koszalina przeniósł się bp Zbigniew Zieliński, z Częstochowy do Katowic – bp Andrzej Przybylski, co także środowisku Niedzieli i jej czytelnikom przysporzyło radości z racji długoletniej współpracy, a z Łodzi do Krakowa – kard. Grzegorz Ryś. Nowi biskupi pojawili się w Toruniu – bp Arkadiusz Okroj i w Elblągu – bp Wojciech Skibicki. Kościołowi katolickiemu w Polsce przybyło w tym roku 206 nowych księży – 139 diecezjalnych i 67 zakonnych. To o 29 kapłanów mniej niż w roku 2024. Wzrastać zaczyna liczba diecezji, w których nie pojawił się żaden nowy kapłan. Formację do kapłaństwa rozpoczęło z kolei 289 mężczyzn.
Kościół na świecie
Liczba katolików na świecie zbliża się do 1,5 mld. Z danych, które opublikowała przed kościelnym Tygodniem Misyjnym agencja Fides, wynika, że w 2024 r. przybyło na całym świecie blisko 16 mln katolików, a ogólna liczba członków Kościoła rzymskokatolickiego wyniosła 1 405 454 tys. Wzrost liczby katolików jest najbardziej widoczny w Afryce (+8 309 000) i Ameryce (+5 668 000). Kolejne miejsca zajmują Azja (+954 000), Europa (+740 000) i Oceania (+210 000). Liczba katolików rośnie minimalnie szybciej niż liczba ludności całego świata. W powyższym zestawieniu uwagę przykuwa zanotowany wzrost liczby katolików na Starym Kontynencie. Szczególnie w kontekście obowiązującej i wspomaganej narracji o szybkiej laicyzacji starych państw chrześcijańskich. Czym spowodowany jest ten wzrost? Wydaje się, że przede wszystkim migracją. Ale to w całości nie tłumaczy fenomenu. Coraz częściej docierają bowiem informacje z Francji, Wielkiej Brytanii czy nawet ze Szwecji o wzroście zainteresowania Kościołem, i to przede wszystkim ludzi młodych. To zapewne pochodna zmian w globalnej architekturze społecznej, ale także dowód na to, że laicyzacja nie jest procesem koniecznym, bo słowo Boże jest żywe i skuteczne.
Prześladowania mają się dobrze
Reklama
Wart podkreślenia jest także kontekst tego zjawiska, a mianowicie pogorszenie sytuacji w zakresie prawa do wolności religijnej. Z tym na świecie jest coraz gorzej. Według raportu stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, ponad dwie trzecie ludzkości (5,4 mld osób) żyje w krajach, gdzie to podstawowe prawo człowieka nie jest w pełni respektowane. Spośród 196 analizowanych państw w 62 dochodzi do poważnych naruszeń wolności religijnej, z czego 24 uznano za kraje prześladowań, a 38 – za dyskryminujące. Wzrasta również skala prześladowania chrześcijan. Według Open Doors (dane za rok 2024), o 4% wzrosła liczba chrześcijan narażona na wysoki poziom „prześladowań i dyskryminacji”. W liczbach bezwzględnych mowa o 380 mln wyznawców Chrystusa.
Takie informacje niezmiennie bardzo rzadko pojawiają się w liberalnych mediach. Są po prostu przemilczane, tymczasem mamy do czynienia – biorąc pod uwagę choćby liczby – z problemem wagi ciężkiej. No, ale przecież chodzi „tylko o chrześcijan”.
Rok 2026?
Co będzie zajmowało katolików w 2026 r.? Dyplomacja watykańska pewnie będzie z uwagą przyglądała się trwającej przebudowie ładu (duże słowo) światowego, będzie działała i zabierała głos w tej sprawie. Częstsze będą głosy w coraz bardziej palącej sprawie związanej z rozwojem sztucznej inteligencji. W Polsce należy się spodziewać dalszych kroków w ramach programu opiłowywania katolików, czego zapowiedzią są próby likwidacji toruńskiego Muzeum Pamięć i Tożsamość, które – według o. Tadeusza Rydzyka – są przygrywką do likwidacji Radia Maryja i innych dzieł tego środowiska. Kościół na świecie, w różnych uwarunkowaniach, będzie zapewne, jak to było przez ponad 2 tys. lat, troszczył się o to, aby był jeden, powszechny i apostolski.
