Reklama

W wolnej chwili

Pogorzelcy

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

– Zobacz no, który mądry tak tłucze.

Proboszcz mocuje się natenczas z latarką i kiepsko mu idzie. Wymienił knot, a wyczyszczony cylinder nie chce wejść na swoje miejsce. Pomóc sobie nie pozwoli, bo potrafi sam.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Za chwilę dojdzie do obrazy Boskiej albo potłukę to w drobiazgi.

I wtedy rozległ się ten dźwięk z zewnątrz, jakby sprzed plebanii. Ktoś czymś metalowym uderzał rytmicznie o inny metal. Jak się okazało – długą śrubą o lemiesz od pługa. To taki tu powszechny zwyczaj, jeśli się chce kogoś wywołać z podwórka czy domu. Używają go nagminnie obwoźni sprzedawcy garnków skupujący skóry czy stare ubrania i jeszcze jeden, na którego proboszcz poluje, sprzedawca świętych obrazów.

– Zobacz, czy to czasem nie ten oszust od obrazów, a jeśli on, to leć i go przytrzymaj, już ja mu dam.

Wyglądam przez okno. Przed plebanią stoi furmanka, a wąsaty woźnica idzie w stronę kancelarii z batem w ręku i co chwila, pewnie z obawą, ogląda się na pozostawionego samopas konia. Mówię proboszczowi, co widać.

– Co ma na wozie? – pyta, nie odwracając wzroku od latarki.

– Nic chyba – odpowiadam. – W każdym razie nic ze skrzyni nie wystaje.

Reklama

– Dziwne – mówi proboszcz i za chwilę dodaje dramatycznym głosem: – Psia krew. Weź to ode mnie, bo jak tym pizgnę, to się skończy. Żeby takie gówno człowieka spokojnego z równowagi wyprowadzało. Zobacz, może tobie się uda, choć wątpię. Albo nie. Ty idź zobaczyć, o co chodzi. Ja jeszcze spróbuję, przecież to niemożliwe, żeby nie weszło.

Wracam za moment i mówię, że pogorzelec, chyba z sąsiedniej parafii. – Tak powiedział i wrócił się do konia, bo niespokojny.

– Weź to wreszcie ode mnie, bo mnie szlag jasny trafi. Przepraszam cię, Panie Boże. Idę do niego. Nic więcej nie mówił?

– Mówił, że chce z proboszczem, bo od swojego proboszcza coś ma czy coś takiego. Co to ten pogorzelec? – pytam niemądrze i zaraz tego pożałuję.

– Skąd was biorą, z księżyca czy też z innego układu planetarnego, a może i galaktyki? Pożoga to nawet tytuł książki taki jest. Spalił mu się pewne i dom, i może całe obejście – to jest ruina, bo nie ma nic. Dzieci pewnie kilka i co teraz, mądralo? Jadą po innych wsiach i proszą o cokolwiek. I ludzie dają, bo wiedzą, jaka to bieda, kiedyś może sami byli w takiej sytuacji albo, nie daj Boże, będą. Jeden da kartofli, drugi może żyta albo jakie prosię czy kurę i tak się tułają i żebrzą, bo co mają zrobić.

Reklama

Wstydzę się swojej ignorancji, więc nie chwalę się wcale, że jednym pchnięciem włożyłem cylinder na miejsce. Jakie to ma teraz znaczenie. Idę więc za proboszczem poruszony całą historią. Woźnica trzyma konia za uzdę, jakiś płochliwy wydaje się ten koń, może tym pożarem wystraszony, myślę. Czapkę zdejmuje, kłania się proboszczowi i jakąś kartkę podaje. Pewnie od swojego proboszcza z prośbą o pomoc i poświadczeniem, że nieszczęście naprawdę się zdarzyło. Nie mam śmiałości podejść bliżej. Słyszę tylko fragmenty rozmowy i pojedyncze słowa. Proboszcz, co dziwne, nie pociesza go, ale mobilizuje do wysiłku i nadziei. Potem, bardziej z gestów niż ze słów, rozumiem, że pokazuje, skąd ma zacząć i jak jechać. Odchodząc, odwrócony już w moją stronę, mówi:

– Niech pan mówi, że ja również ich proszę o pomoc dla was. A jak pan będzie wracał, to proszę zajechać na plebanię, my też coś przygotujemy. No, z Bogiem. Nie zawiedzie się pan, to dobrzy ludzie. Mijając mnie, burknął niemiło: – Czego tak stoisz? Nieszczęście przyszedłeś oglądać?

O latarce już nie pamiętał, coś innego zaprzątało teraz jego głowę. Nie wszedł do plebanii, tylko poszedł na podwórko, mówiąc coś do siebie półgłosem, a może się modlił.

– Gdzie proboszcz? – pyta mnie mijana właśnie gospodyni.

– Poszedł do obejścia, jakiś nerwowy i niemiły – skarżę się przy okazji.

– To akurat nic nowego. Latarkę naprawił?

– Tak, jest gotowa, tylko nafty trzeba nalać. A czemu proboszcz poluje na tego sprzedawcę obrazów?

– Stara historia. Świętą Cecylię miał malować w kościele. Zadatek wziął i szukaj wiatru w polu. Podobny gdzieś tam po okolicy jeździł ostatnio. Weź ksiądz tę latarkę i pójdziemy nafty nalać od razu, bo jak będzie potrzebna, to potem kicha.

Nie zdążyłem się wrócić z latarką do kuchni, a już słychać podniesiony głos gospodyni: – Gdzieś mi tu wlazł w tych buciorach z obory?! Dopiero co podłogę umyłam.

Proboszcz się zmitygował. – Suche mam, a te jedną czy dwie słomki zaraz podniosę. Przyszedłem ci powiedzieć, że owca się będzie kocić niedługo.

Reklama

– Ja jej pilnować nie będę na pewno. To już na twojej głowie. Zobacz, coś zrobił na podłodze.

Proboszcz się cofa niezdarnie i nowe smugi rozciera na gumolicie. Chcąc pewnie udobruchać siostrę, mówi: – Żeby nie było jak w tej historii kryminalnej.

– Jakiej zaś historii?

– Na milicję doniesiono, że w jednym domu dokonano zbrodni. Wysłany patrol wraca i raportuje komendantowi: „Żona zabiła męża, bo wlazł na niewyschniętą podłogę”. „Czemu żeście jej nie aresztowali?” – pyta komendant. „Podłoga jeszcze nie wyschła”.

– I to ma być śmieszne? Idź mi już stąd.

Proboszcz zza drzwi kuchni, w ganku, zawraca i samą głowę tylko w drzwi wtyka. Coś mi się wydaje, że nie o samo kocenie chodziło.

– Po co nam tyle owiec. To może pogorzelcowi dać tę kotną?

– A daj, komu chcesz, przynajmniej nie będzie kłopotu. Tylko mi tu nie wchodź teraz. Od kancelarii wchodźcie – odpowiada wkurzona gospodyni, wycierając ślady na podłodze.

Poszliśmy do swoich zajęć. Przed wieczorną liturgią nagle proboszcz mnie zatrzymuje w korytarzu i mówi: – Idź no do swojej skarpety i parę groszy przynieś, zaraz pewno ten pogorzelec nadjedzie, żeby wstydu nie było.

– Przecież owce miałeś dać? – mówi gospodyni.

– A dajcie spokój, ledwie wziąłem ją na postronek, a tak się żałośnie rozbeczały, ona i ta druga, że serce się kroi. One od dziecka razem tu z nami. Nie mogę. Idź, przynieś od razu.

Reklama

Pewnie widząc moją zaskoczoną minę, rzucił jeszcze za mną cytatem z Biblii: – I pamiętaj, że radosnego dawcę miłuje Pan.

Schodzę, podaję nieśmiało proboszczowi. Ogląda, marszczy się. – Więcej nie masz? Rozrzutny tryb życia prowadzisz. Trudno, dołożę.

W drodze do kościoła pytam o św. Cecylię. Zatrzymuje się poirytowany. – Żeby tylko to. On tu pobożne niewiasty oszukał. Najbardziej na św. Józefie. Tanie były, na dobrym papierze, ramka licha, ale brali, bo ładny. Po jakimś czasie jedna przychodzi i nieśmiało mówi, że coś dziwnego się u niej w kuchni dzieje. Jakieś diabelskie sztuczki. Idę ci ja to obejrzeć i aż mną zatrzęsło. Nakupił Leninów czy Marksów rozmaitych za grosze, podmalował, aureole nad nimi i jako świętych sprzedawał. Jak kto powiesił w pokoju, to się trzymało, ale w kuchni się paruje, bo gotują i dla siebie, i dla zwierząt, i to wszystko spłynęło, i wylazł szkaradziec jeden albo drugi. Ze mną też pograł, ale ja go znajdę. Trzeba oddać, że zdolny był. Szkic zostawił, jak będzie wyglądać. Fachowo, św. Cecylia z pozytywem, nuty nawet wyraźne, i to nie tak jak czasem, że współczesny zapis, tylko z neumami. Te wprawdzie ze średniowiecza, ale zawsze bliżej do niej. Jedzie pewnie. Zobacz, lepsze oczy masz.

– Tutejszy – mówię, bo widzę sąsiada.

– Do konfesjonału usiądź na chwilę i odprawcie, ja tu na niego poczekam.

Reklama

Wieczorem po liturgii kościelny uzupełnia wiadomości o pożarze. – Moja ma tam kuzynkę. Widziały się w mieście. Mówiła mojej, że cała kolonia poszła z dymem.

– Dlaczego mówi pan o żonie „moja”?

Kościelny unosi brwi ze zdziwienia, aż mu się czapka nieodłączna krzywi na głowie. Proboszcz zaś wzdycha znacząco.

– A jaka? Przecież nie cudza. Przed Panem Bogiem mi ślubowała i ja jej, to czyja? Przecież od Niego ją dostałem, nie? Jak to tam szło? „Jedno ciało oboje będą” czy podobnie. No to ręka moja, to i żona moja.

Proboszcz ze zdziwienia przestał jeść. Łyżka uniesiona nie dotarła już do rozdziawionych ust. Zawisła w powietrzu mniej więcej w połowie drogi. Słucha. Wydaje się, że z podziwem i aprobatą.

Gospodyni psuje nastrój skrzekliwym i niecierpliwym głosem. – Z łyżki ci kapie na obrus.

Proboszcz posłusznie opuszcza łyżkę na talerz. – No, no. Widzę, że nauka nie poszła w las. Nasłuchałeś się w kościele przez te lata i proszę, piękna teologia.

– Co się nasłuchałem? Co to, sam nie wiem? Dom tej kuzynki mojej kobiety się ostał, bo na tej kolonii to tylko kilka chałup w ciasnej zabudowie, a reszta to każdy siedzi na swoim polu i dzięki temu tylko to się sfajczyło. Od kuźni się zajęło. Ten kowal to pijanica niezmierny, ale na robocie się zna. Konia podkuje, młockarnie sporządzi, a jak trzeba, to i traktor naprawi. Co z tego, wszystko w ruinę. A ten, co tu dzisiaj jeździł, jak się nazywał? Dużo mu nadawali. Czemu po naszej stronie nie jechał?

Reklama

– Bo tam chytre ludzie. Co mam ci odpowiedzieć, przez jeden dzień nie mógł być wszędzie. Przecież to schodzi, każdy ciekawy. Sporo miał, wstydu nie będzie. Zadowolony był, aż się popłakał. Mówił, że mu to przywróciło wiarę w dobro, w ludzi. Cały wóz miał, zboża sporo, ale i mąka, i kartofle, jajek koszyk, trzy prosiaki i jagnię, ale takie małe od matki, tak się darło. Nie chciał powiedzieć, który to mądry mu je dał, już bym mu powiedział. On się cieszył, mówił, że się odkarmi, urośnie. Gościnnie go przyjmowali, nakarmili jego i konia. Muszę w niedzielę powiedzieć, podziękować. Dumny jestem z takich parafian.

– Pewnie się komu okociły ze trzy i matka nie mogła wykarmić. Dali, żeby kłopotu się pozbyć.

– Ty zawsze musisz łyżkę dziegciu wsadzić. Krowom siana zapomniałem podrzucić. Patrzcie, do czego dochodzi.

– To ja pójdę do stodoły i dam po drodze. To mi proboszcz zapisze za dobry uczynek.

– Jak ty? Wiesz które? Nie z tego sąsieka dasz, bo tam jest takie, co tylko do sieczki się nadaje.

– Wielkie mecyje. Co to małe dzieci czy krowy?

– No właśnie. Widzisz, teraz wiadomo, czemu moje dają po dwadzieścia litrów mleka, a twoje po siedem.

– Co mi tu proboszcz będzie urągał, nie po siedem, tylko najmniej dwanaście i piętnaście. Po wycieleniu też będą dawały przeszło dwadzieścia. Co, ja się na krowach nie znam?

– Niech ci będzie, ale sam jednak pójdę. Zgadzasz się?

Kościelny aż prychnął. Czapką o blat stołu uderzył i wyszedł bez słowa.

– Patrz, jaki raptus. A co ja mu takiego powiedziałem?

2025-05-27 14:43

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Klauzura

Na tydzień przed świętami zamieszanie na plebanii co się zowie. Pani gospodyni wreszcie zrealizowała swoje groźby. Jedzie na święta do dzieci. Koniec, kropka. Na nic się zdały utyskiwania proboszcza, apelowanie do jej sumienia czy próba wzbudzania poczucia winy, że nas zostawia, osieroca, i to w takim właśnie czasie.
CZYTAJ DALEJ

Marta Nawrocka: jesienią w Warszawie zorganizuję spotkanie poświęcone bezpieczeństwu dzieci w sieci

2026-07-09 06:56

[ TEMATY ]

Marta Nawrocka

PAP/Marcin Obara

Marta Nawrocka

Marta Nawrocka

Marta Nawrocka zapowiedziała w środę w Ankarze, że jesienią tego roku zorganizuje w Warszawie spotkanie poświęcone bezpieczeństwu dzieci i młodzieży w sieci. Małżonka Prezydenta RP przekonywała, że internet daje dzieciom „morze możliwości”, ale niesie ze sobą też hejt i manipulację.

Marta Nawrocka, na zaproszenie pierwszej damy Republiki Turcji Emine Erdogan, wzięła udział w spotkaniu Małżonek Prezydentów Szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego NATO. Obrady toczyły się pod hasłem „Dzieci, technologia i bezpieczeństwo: ochrona przyszłych pokoleń”.
CZYTAJ DALEJ

Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała?

2026-07-09 11:40

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Siewcą jest przede wszystkim Bóg. On rozsiewa hojnie dobro. Udziela obficie swoich łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!» Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję