Reklama

Wiara

Strefa serdeczności

Wszyscy pragniemy pięknej i ciepłej atmosfery przy świątecznym stole. To od nas zależy, czy taka będzie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wieczór wigilijny, łamanie się opłatkiem, kolędy, wieczerza w gronie najbliższych – wiele osób czeka na to z utęsknieniem. Dla wielu, niestety, jest to trudny czas mierzenia się z nietaktownymi uwagami, niedyskretnymi pytaniami, życzeniami wprawiającymi w zakłopotanie, burzliwymi dyskusjami itd. Bywa, że ludzie, mając dość przykrych doświadczeń z poprzednich lat, rezygnują z udziału w rodzinnym świętowaniu. Jak tego uniknąć? Przecież chyba wszystkim zależy na pogodnej, ciepłej atmosferze przy świątecznym stole!

Patrząc z miłością

Bardzo często uwagi czy pytania rzucamy bez zastanowienia, nie chcąc tak naprawdę sprawić komuś przykrości. Musimy sobie jednak uzmysłowić, że nawet bez złej woli możemy kogoś zasmucić, a nawet upokorzyć. Dlatego przede wszystkim zastanówmy się, czy wigilia, to odpowiedni czas na lekcje wychowawcze, komentowanie cudzego życia albo plotkowanie o nieobecnych? Nieprzypadkowo wierzący ludzie zaczynają wigilię odczytaniem fragmentu Pisma Świętego i modlitwą – to kieruje nasze myśli ku betlejemskiej stajence i Bogu, który stał się człowiekiem dla każdego z nas. Zasiadając do wigilijnego stołu, pomyślmy właśnie o tym, że Jezus kocha absolutnie każdego człowieka i na każdego patrzy z miłością. Spróbujmy i my spojrzeć na siebie z taką miłością, to powinno nam ułatwić budowanie dobrej atmosfery, nawet jeśli w poprzednich latach nam się to nie udawało.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

O tym nie rozmawiajcie

Reklama

Wspólny stół to nie tylko jedzenie, ale też rozmowy. I tutaj warto podjąć mocne postanowienie nieporuszania trudnych lub drażliwych tematów. Takim numerem jeden na liście tych niepolecanych jest polityka. Chociaż na jeden wieczór odpuśćmy sobie starcie poglądów i narzekanie. Nie chcemy przecież, żeby obok dwunastu potraw i sianka pod obrusem kolejną tradycją stała się rodzinna kłótnia.

Do listy drażliwych tematów najlepiej dołączyć też wszystkie dotyczące trudności w czyimś życiu osobistym. Nie pytajmy więc: kiedy wreszcie wyjdziesz za mąż/ożenisz się? I co z tym dzieckiem, może byście się już postarali? Zwykle nie znamy całej sytuacji, zresztą wywlekanie takich spraw na forum zawsze sprawi komuś przykrość. Nie komentujmy cudzego wyglądu bądź stanu zdrowia. Nie zaglądajmy nikomu w talerz i nie krytykujmy nawyków żywieniowych. Nie dyskutujmy o finansach, nie pytajmy, czy ktoś wreszcie znalazł sobie pracę albo kiedy zacznie w końcu porządnie zarabiać i się ustatkuje. Nie pytajmy dzieci o oceny, licealistów o maturę, a studentom nie przypominajmy o zbliżającej się sesji.

Nie chodzi o to, że doczekaliśmy czasów, kiedy każdy obraża się o wszystko, bo niektóre tematy naprawdę są przykre – bez względu na czas i okoliczności.

W takim razie o czym?

Reklama

Lista niewskazanych tematów jest długa. Czy zatem można rozmawiać już tylko o pogodzie? Absolutnie nie! Bardzo dobrym pomysłem jest wspominanie świąt sprzed lat – może towarzyszą im jakieś ciepłe lub zabawne rodzinne anegdoty? Można też powspominać osoby, których już z nami nie ma. Jeżeli nie widzieliśmy się z kimś dłuższy czas, wymieńmy się opowieściami o tym, co się wydarzyło od ostatniego spotkania. Książki lub filmy też są wdzięcznym tematem. Miłe jest na pewno pochwalenie jakiejś potrawy, ładnie udekorowanego stołu czy choinki. Starajmy się być empatyczni i uważni na współbiesiadników.

Nie tylko mówmy, ale też słuchajmy, tak naprawdę, z zainteresowaniem. Cieszmy się nawzajem swoją obecnością, szczególnie jeśli w takim gronie spotykamy się rzadko.

Zadaniem gospodarza domu jest zadbanie o to, by każdy czuł się dobrze. A to oznacza m.in. szybką reakcję, gdy rozmowa zmierza w niebezpiecznym kierunku. Dobrze mieć w zanadrzu kilka tematów, które można szybko podrzucić i w ten sposób zdusić ewentualny konflikt w zarodku. Ale tak naprawdę każdy z nas może zareagować w takiej sytuacji i zręcznie zmienić temat.

Pamiętajmy, że przy wigilijnym stole nie trzeba przez cały czas rozmawiać. Idealnym przerywnikiem są kolędy!

Życzę ci...

Łamanie się opłatkiem to piękna tradycja wywodząca się od pierwszych chrześcijan, którzy łamali się chlebem w swoich wspólnotach. Opłatek wigilijny to symbol przebaczenia, pojednania, przyjaźni i miłości. I to przede wszystkim powinniśmy mieć na uwadze, biorąc go do ręki i podchodząc do bliskich. Najczęściej w tym momencie ludzie składają sobie życzenia, a to wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. Skoro jednak potrafimy poświęcić dużo czasu na świąteczne porządki i inne przygotowania, znajdźmy go też na przemyślenie świątecznych życzeń. Naprawdę warto!

Reklama

Nie życzmy tego, co nam się wydaje najlepsze – powiedzmy raczej: oby twoje życie potoczyło się tak, jak tego pragniesz. Nie próbujmy w tym momencie „naprawiać” komuś życia, nawiązując do tego, co komuś nie wyszło. Wyrzućmy z naszego słownika zdania: obyś WRESZCIE dostał się na studia, znalazł pracę, wyszła za mąż itd. Nigdy nie wiemy, co tak naprawdę kryje się w czyimś sercu i ile bólu mogą sprawić nasze nieprzemyślane słowa. Nie wypominajmy też minionych błędów i krzywd – to nie czas ani miejsce. Kiedy naprawdę nie wiesz, co powiedzieć, zdecyduj się na proste, ale piękne: niech ci Pan Bóg błogosławi!

Pamiętajmy też, że łamaniu się opłatkiem wcale nie muszą towarzyszyć życzenia. Liczy się dobre słowo: kocham cię, dziękuję, że przy mnie jesteś, dajesz mi tyle szczęścia.

Możemy też wykorzystać ten moment na przeprosiny. Dobrze jest jednak mieć świadomość, że samo przełamanie się opłatkiem nie naprawi wszystkiego, co nie przeszkadza, by było pięknym wstępem do późniejszej rozmowy.

Życzliwość na pierwszym miejscu

A co, jeśli jednak zdarzy się jakaś gafa? Gdy to ty padłeś jej ofiarą, spróbuj zachować spokój, nie wdawaj się w dyskusję. Czasem warto grzecznie powiedzieć, że nie chcesz teraz o tym rozmawiać. Spróbuj też pamiętać, że cudze opinie są... cudze. Nie musisz żyć według czyichś wyobrażeń, nawet podyktowanych dobrymi intencjami. Jeśli wiesz, że w twojej rodzinie są osoby lubiące się wtrącać, przyjdź na wigilię z nastawieniem, że nie dasz się wyprowadzić z równowagi. Powiedz sobie, że prawdopodobnie nikt nie chciał cię zranić, tylko widocznie ta osoba inaczej nie potrafi. Koncentruj się przede wszystkim na przejawach życzliwości, sam też patrz życzliwie na cudze niedociągnięcia czy potknięcia towarzyskie.

Jeśli natomiast to ty jesteś autorem nietaktownej wypowiedzi, postaraj się znaleźć odpowiedni moment, żeby przeprosić. Może to być od razu po gafie. Możesz też wykorzystać moment, gdy już odejdziecie od stołu, i dyskretnie powiedzieć, że ci przykro, że nie pomyślałeś, wyrwało ci się i przepraszasz.

Kiedyś powiadano, że jaka Wigilia, taki cały rok. Jest w tym głęboka mądrość, bo takie rodzinne spotkania pokazują dużo prawdy o każdym z nas. Dlatego gdy zasiądziemy już do wspólnego stołu, bądźmy dla siebie po prostu dobrzy.

2023-12-18 10:58

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozkolędowani w Orszaku

Trwałość radości świąt Bożego Narodzenia zależy nie od tego, jak wiele pieniędzy włożymy w okołoświąteczne zakupy, ale od tego, na ile przygotowaliśmy swoje serca na spotkanie z Bogiem, który rodzi się w ubóstwie.

Doskonałą okazją do pogłębienia przeżyć tego szczególnie rodzinnego czasu jest dołączenie z całymi rodzinami do ulicznych jasełek – Orszaku Trzech Króli, który w Rzeszowie wyruszy w tym roku po raz ósmy. Nie zabraknie też orszaków w mniejszych miejscowościach diecezji, warto śledzić ogłoszenia na stronach czy profilach mediów społecznościowych parafii czy organizacji włączających się w ideę orszakową, aby wziąć udział w tym przedsięwzięciu i wyrazić swoją wiarę, radość z narodzenia Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Zapomniany patron leśników

Niedziela zamojsko-lubaczowska 40/2009

wikipedia.org

św. Jan Gwalbert

św. Jan Gwalbert

Kto jest patronem leśników? Pewien niemal jestem, że mało kto zna właściwą odpowiedź na to pytanie. Zapewne wymieniano by postaci św. Franciszka, św. Huberta. A tymczasem już od ponad pół wieku patronem tym jest św. Jan Gwalbert, o czym - przekonany jestem, nawet wielu leśników nie wie. Bo czy widział ktoś kiedyś w lesie, czy gdziekolwiek indziej jego figurkę, obraz itd.? Szczerze wątpię.

Urodził się w 995 r. (wg innej wersji w 1000 r.) w arystokratycznej rodzinie we Florencji. Podczas wojny między miastami został zabity jego brat Ugo. Zgodnie z panującym wówczas zwyczajem Jan winien pomścić śmierć brata. I rzeczywiście chwycił za miecz i tropił mordercę. Dopadł go przy gospodzie w Wielki Piątek. Ten jednak błagał go o przebaczenie, żałując swego czynu i zaklinając Jana, by go oszczędził. Rozłożył ręce jak Chrystus na krzyżu. Jan opuścił miecz i powiedział: „Idź w pokoju, gdzie chcesz; niech ci Bóg przebaczy i ja ci przebaczam” (według innej wersji wziął go nawet do swego domu w miejsce zabitego brata). Kiedy modlił się w pobliskim kościółku przemówił do niego Chrystus słowami: „Ponieważ przebaczyłeś swojemu wrogowi, pójdź za Mną”. Mimo protestów rodziny, zwłaszcza swojego ojca, wstąpił do klasztoru benedyktynów. Nie zagrzał tu jednak długo miejsca. Podjął walkę z symonią, co nie spodobało się jego przełożonym. Wystąpił z klasztoru i usunął się na ubocze. Osiadł w lasach w Vallombrosa (Vallis Umbrosae - Cienista Dolina) zbudował tam klasztor i założył zakon, którego członkowie są nazywani wallombrozjanami. Mnisi ci, wierni przesłaniu „ora et labora”, żyli bardzo skromnie, modląc się i sadząc las. Poznawali prawa rządzące życiem lasu, troszczyli się o drzewa, ptaki i zwierzęta leśne. Las dla św. Jana Gwalberta był przebogatą księgą, rozczytywał się w niej, w każdym drzewie, zwierzęciu, ptaku, roślinie widział ukrytą mądrość Boga Stwórcy i Jego dobroć. Jan Gwalbert zmarł 12 lipca 1073 r. w Passigniano pod Florencją. Kanonizowany został w 1193 r. przez papieża Celestyna III, a w 1951 r. ogłoszony przez papieża Piusa XII patronem ludzi lasu. Historia nadała mu także tytuł „bohater przebaczenia” ze względu na wielkie miłosierdzie, jakim się wykazał. Założony przez niego zakon istnieje do dzisiaj. Według jego zasad żyje około 100 zakonników w ośmiu klasztorach we Włoszech, Brazylii oraz Indiach. Jana Paweł II przypominał postać Jana Gwalberta. W 1987 r. w Dolomitach odprawił Mszę św. dla leśników przed kościółkiem Matki Bożej Śnieżnej. Mówił wówczas: „Jan Gwalbert (...) wraz ze swymi współbraćmi poświęcił się w leśnym zaciszu Apeninów Toskańskich modlitwie i sadzeniu lasów. Oddając się tej pracy, uczniowie św. Jana Gwalberta poznawali prawa rządzące życiem i wzrostem lasu. W czasach, kiedy nie istniała jeszcze żadna norma dotycząca leśnictwa, zakonnicy z Vallombrosa, pracując cierpliwie i wytrwale, odnajdywali właściwe metody pomnażania leśnych bogactw”. Papież Polak wspominał św. Jana także w 1999 r. przy okazji obchodów 1000-lecia urodzin świętego. Mimo to jego postać zdaje się nie być powszechnie znana. Warto to zmienić. Emerytowany profesor Uniwersytetu Przyrodniczego im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu, leśnik i autor wspaniałych książek na temat kulturotwórczej roli lasu, Jerzy Wiśniewski, od wielu już lat apeluje i do leśników i do Episkopatu o godne uczczenie tego właściwego patrona ludzi lasu. Solidaryzując się z apelem zacnego profesora przytoczę jego słowa: „Warto by na rozstajach dróg, w rodzimych borach i lasach stawiano nie tylko kapliczki poświęcone patronowi myśliwych, ale także nieznanemu patronowi leśników. Będą to miejsca należnego kultu, a także podziękowania za pracę w lesie, który jest boskim dziełem stworzenia. A kiedy nadejdą ciemne chmury związane z pracą codzienną, reorganizacjami, bezrobociem, będzie można zawsze prosić o pomoc i wsparcie św. Jana Gwalberta, któremu losy leśników nie są obce”.
CZYTAJ DALEJ

„Matka” tysiąca dzieci

2026-07-11 07:00

[ TEMATY ]

felieton

Stanisława Leszczyńska

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

W łódzkim kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny odprawiona zostanie dziś kolejna Msza święta w intencji rychłej beatyfikacji Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej. To dobra okazja, by przypomnieć kobietę, która nie dowodziła armią, nie wygłaszała płomiennych przemówień i nie miała żadnej politycznej władzy. Miała za to odwagę większą niż wielu generałów. W miejscu, gdzie śmierć była codziennością, ona każdego dnia wybierała życie.

Historia Stanisławy Leszczyńskiej jest jednym z najpiękniejszych świadectw kobiecej siły. Łódzka położna trafiła do niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau w 1943 roku. Tam, w piekle stworzonym przez ludzi, odebrała około trzech tysięcy porodów. Bez sterylnych narzędzi, leków, bieżącej wody, często przy świetle świecy i na brudnych pryczach. Każdy poród był walką z głodem, chorobami i systemem, który chciał odebrać człowiekowi nawet prawo do narodzin.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję