Reklama

W wolnej chwili

Zapaska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mój drogi, spowiedź to jest delikatna sprawa i niebezpieczna dla penitenta. Primum non nocere tu też obowiązuje. Jeszcze mocniej niż w medycynie. My jesteśmy tylko narzędziem. To On, On, nie ty. Jak chcesz być surowy, to na ambonie. Nas tak uczyli: na ambonie lew, a w konfesjonale baranek. Powiedz, co masz powiedzieć, ale zawsze na koniec pociesz. Pamiętaj – my jesteśmy od tego, żeby ludziom było lżej, a nie ciężej – proboszcz mówi to podniesionym głosem, gestykulując, w drodze z zakrystii do plebanii. Nie wiem, co go sprowokowało tak nagle. Mówi z rosnącą irytacją, odnosi się chyba do mnie, bo do kogo? Kościelny mi wyjaśni potem. Rano proboszcz widział, jak jedna z pań płakała w ławce. Myślał, że po spowiedzi u mnie, bo rzeczywiście siedziałem w konfesjonale. Nie będę prostował, bo po co. Kolejny raz okazuje się, jaki to wrażliwiec kryje się w tej, na oko, surowej posturze. Kilka dni temu jakaś pobożna dusza przyniosła wiadomość, że Krysia uciekła od chłopa z dziećmi, bo już nie dało się wytrzymać. Nie bardzo wiedziałem, o kim mówią, ale dla wszystkich to były znane postacie.

– Idź tam, wywiedz się, jak sobie radzą. Może by trzeba...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– To rozwódka – odpowiada kościelny.

– A tyś głupi. Nie wiadomo, które nieszczęście większe.

Proboszcz jest raptus, ale mityguje się prędko. Przeprasza go za chwilę, poklepuje dobrotliwie po plecach, tłumaczy:

Reklama

– Masz rację. Sam pójdę. Może trzeba by ten pokój na organistówce?

– A jak przyjedzie rekolekcjonista, to gdzie go położę? U proboszcza?

– A co się na zapas będziemy martwić. Troje dzieci. Gdzie oni tam na kupie.

– To tego jej męża za łeb trzeba wziąć – sierdzi się gospodyni.

– Pojadę, żebyś wiedziała, ale na teraz trzeba im jakiego schronienia. Dzieci do szkoły, tam nie będą miały gdzie lekcji odrobić nawet.

Ustalają w końcu po naradzie, że pójdzie kościelny, dowie się, co i jak, zobaczy, czego najbardziej potrzeba.

– Z pustymi rękami nie idź. Daj mu z kuchni, wiesz, coś tam i dla dzieci. Poczekaj. Przynieś mu parę groszy, niech im da na początek – zwraca się do mnie. – Z kasy weź.

Nasza kasa to pudełko po czekoladkach, owinięte gumką od weków, bo wieczko ze starości ma poobrywane boki i pokrywka nie trzyma się reszty. Tam jest zeszyt, w którym zapisuje się posługę i złożoną ofiarę. Idę więc do kancelarii, wydobywam tę, mocno na wyrost nazwaną, kasę i otwieram. Zeszyt tam w środku jest z kilkoma pozycjami na ten miesiąc nawet, pieniędzy natomiast niewiele. Proboszcz nakłania nas, żebyśmy się złożyli wszyscy.

– Radosnego dawcę miłuje Pan – cytuje psalm, mobilizując nas do ofiarności.

Reklama

Z tej wrażliwości proboszcza rodzą się prozaiczne problemy pod koniec miesiąca, bo zbyt często sięga po te zasoby w naszej kasie. Tytuł do niej mamy: organista, kościelny i my dwaj, choć w różnej proporcji, a pośrednio też gospodyni. W dzień rozliczenia zaczyna się ból głowy proboszcza. Dla panów musi się znaleźć, bo mają rodziny, gospodyni to, co należy się od nas. Często więc słyszę: – Będę ci winien. A poza tym nie przyzwyczajaj się do pieniędzy. To niezdrowe.

Jakby zmartwień było mało, posyła mnie proboszcz z rekolekcjami do odległej parafii. Podobno zachorował czy zawalił ustalony rekolekcjonista i jest problem, a że proboszcz ma zobowiązania wobec tamtego, to ja powinienem. Bronię się, jak mogę, ale wszelki opór jest nieskuteczny, każdy mój argument zbity, przywoływane są moce niebieskie, padają też groźby i przestrogi, co może spotkać kogoś wymawiającego się tak uparcie od głoszenia słowa. Moje obawy, że nigdy wcześniej tego nie robiłem, wywołują tylko wzruszenie ramion.

– No widzisz, powinieneś być wdzięczny. Umożliwiam ci. O, inny by cię nie puścił tak od razu.

– Ależ ja wcale nie chcę. Poza tym nie mam przygotowanych.

– Pozwolę ci korzystać z moich, mam notatki, sprawdzone wielokrotnie. Tylko po połowie, wiesz. To chyba uczciwie. Na moje wymówki, że dziękuję, bo to inna estetyka i sposób mówienia, niezrażony udziela mi kilku rad.

Reklama

– Zawsze zaczynaj od kobiet. Uszanuj je, doceń trud, bo naprawdę rodziny stoją na nich i ich ofierze. Jak do nich trafisz, to masz rekolekcje udane. Poproś, a przyślą ci wszystkich z domu – i mężów, i dzieci, i młodzież. Już one to potrafią, muszą tylko najpierw zobaczyć w tobie sprzymierzeńca. Nie mów długo, nie o wszystkim naraz, nigdy nie groź palcem i pamiętaj, że masz głosić dobrą, a nie złą nowinę. Mają wyjść zbudowani, masz im przypomnieć, że nie są sami, że ważne jest to ich trudne życie, że to się liczy.

Przytłoczony tym wszystkim mówię mu: – Proboszcz to potrafi wesprzeć i pocieszyć. Jestem jeszcze bardziej przybity. Może ja jednak zostanę?

– O ciebie prosił, nie o mnie. Tylko sobie nie obrzydzaj i nie mazgaj mi się. Pojedziesz, zrobisz najlepiej, jak będziesz umiał, i tyle. Ty się tylko przykładaj, a o resztę się nie martw. W końcu nie o ciebie tu idzie, nie? Tylko żebyś wstydu nie przyniósł parafii.

W niedzielę po Sumie miejscowy proboszcz mówi mi, że teraz jedziemy do jednej z kaplic, najbardziej odległej. – Ani my tam już nie pojedziemy, ani oni już nie przyjdą. Musimy całe rekolekcje odprawić od razu i wyspowiadać wszystkich.

Dziwne to trochę, ale za niedługo się przekonuję, że innego sposobu po prostu nie ma. Jedziemy najpierw po asfaltowej drodze kilka kilometrów, potem zostawiamy dotychczasowy pojazd na podwórku i przesiadamy się na traktor o bardzo wysokich kołach. Polna droga to ekstremalny poligon. Niczym innym absolutnie nie da się po czymś takim przejechać, no, może amfibią. Dziury, kałuże rozmiarami przypominające stawy czy jeziora i wszechobecne błoto. Siedzimy, każdy z nas na kole ciągnika, trzymając się z całej siły, żeby nie zlecieć w tę bryję głową w dół. Kierowca zna drogę i wie, w którą kałużę jak wjechać i gdzie w ogóle ta droga się znajduje.

– Zawsze tak tu jest? – pytam, kiedy już dojechaliśmy do celu, ledwie wierząc w ocalenie.

Reklama

– Nie, tylko wiosną, jak odwilż i dużo śniegu, a w ciągu roku to jak solidnie popada. No i jesienią, w szarugi. Radzimy sobie – dodaje rozpromieniony, widząc moje zadziwienie. Nieco oszołomiony po tej godzinnej przeprawie rozglądam się ciekawie po okolicy. Ładna wieś z dużym placem w centrum i zgrabnym kościółkiem. Ludzi bardzo dużo, świątecznie poubierani, radośni, witają się z proboszczem, pytają o wiele spraw. Mnie głównie, czy mi się podoba i jak droga. Wiedzą, że na przybyszach to akurat może robić największe wrażenie.

– Ja będę odprawiał, a ty jak tylko wygłosisz naukę, to siadaj do konfesjonału, bo widzisz, ile ludzi. Żebyśmy tylko zdążyli do następnej kaplicy.

Idę przez środek kościółka, szukając wzrokiem tego konfesjonału, pokazują mi krzesło pod filarem. Siadam i od razu formuje się kolejka, aż po drzwi wejściowe. Trochę to krępujące, ludzie dookoła, jak tu dyskretnie spowiadać. Okazuje się, że mają sposób. O mało nie przypłaciłem tego omdleniem, palpitacją czy kompromitującym wrzaskiem. Proboszcz miejscowy mnie nie uprzedził, jakie tu mają zwyczaje. Otóż podchodzi pierwsza penitentka, starsza pani, pochylam się w jej stronę, zasłaniam stułą ucho, a tu nagle robi się ciemno przed oczami. Nie wiem zupełnie, co się stało, mam ochotę wrzasnąć i wybiec, a ona chwyta mnie za ucho i rozpoczyna spowiedź. Powoli zaczynam rozumieć, co się wydarzyło i skąd ta nagła ślepota. Założyła mi, a właściwie zarzuciła zapaskę na głowę i tak odgrodzeni odprawiamy święte czynności.

Reklama

Śpiewają bardzo głośno, z całego serca, jak to się mówi, i rozciągają końcówki do granic możliwości. Słychać mocne męskie głosy, ale dominuje piskliwy i przenikliwy głos kobiet; jakby konkurując z tamtymi, musiały uciec w wyższe tony, bo nie dają rady samą siłą głosu. Słyszę, że proboszcz już skończył Mszę św. i ogłoszenia, ale śpiew nie ustaje. Trwa do ostatniego penitenta. Kiedy wreszcie zapaska zostaje zdjęta, widzę naprzeciw podobny kokon, barwny i falujący. Kiedy i on się odsłania, proboszcz kicha tak zamaszyście, że biret z jego głowy ląduje pod ławkami.

– Mam uczulenie na te paździerze.

Wszyscy kichanie proboszcza biorą za dobrą wróżbę i mówią, że nie na wodę.

I jako się rzekło, wracamy z gąsiorkiem miejscowej okowity. To prezent dla mnie. Po powrocie do domu mój proboszcz rekwiruje go w całości za swój wkład w rekolekcje, jak oznajmia.

2023-10-24 14:46

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Między Ranczem a U Pana Boga za piecem

"Niedziela" rzadko oddaje swoje łamy literaturze. Jesteśmy bowiem z definicji tygodnikiem informacyjnym i formacyjnym, a nie kulturalnym. Wyjątkiem są święta – wtedy staramy się ubrać numer w nieco inne niż zazwyczaj szaty, czyli zaoferować czytelnikowi więcej tekstów wyjątkowych, poszerzyć ofertę, dać okazję do refleksji, zadumy, czasem uśmiechu. Tak dzieje się i tym razem, choć nasz literacki gość w dwójnasób jest niecodzienny: po pierwsze – to ksiądz, a ci zazwyczaj wolą poezję niż prozę. Po drugie – to jego debiut pisarski na łamach Niedzieli.
CZYTAJ DALEJ

Morze ruin i środowisko skrajnej nędzy - tak o sytuacji w Gazie mówi komisarz UNRWA

2026-01-13 08:49

[ TEMATY ]

Gaza

Vatican Media

Gaza jest morzem ruin. Pomimo formalnego zakończenia wojny, konflikt trwa nadal, a pomoc humanitarna nie dociera w takiej ilości, jak powinna. Dziś to środowisko skrajnej nędzy – mówi Vatican News Philippe Lazzarini, komisarz generalny UNRWA – Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie. W poniedziałek Lazzarini spotkał się z Leonem XIV.

11 maja 2023 r. Philippe Lazzarini, komisarz generalny UNRWA – Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie – został przyjęty na audiencji przez papieża Franciszka w Watykanie. W rozmowie z mediami watykańskimi przypominał wówczas, że konflikt izraelsko-palestyński jest „najstarszym konfliktem świata”, oraz ubolewał nad tym, że społeczność międzynarodowa odwróciła wzrok od losu palestyńskich uchodźców. Dwa i pół roku później szwajcarski dyplomata ponownie udał się do Pałacu Apostolskiego, gdzie w poniedziałek 12 stycznia został przyjęty na prywatnej audiencji przez Papieża Leona XIV.
CZYTAJ DALEJ

Asteroida nazwana na cześć św. Faustyny

2026-01-13 16:54

[ TEMATY ]

niebo

Adobe.Stock

Święta Faustyna Kowalska została uhonorowana asteroidą. Grupa Robocza ds. Nazewnictwa Małych Ciał Niebieskich Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU) ogłosiła w swoim najnowszym biuletynie (styczeń 2026 r.) uhonorowanie polskiej zakonnicy i mistyczki. Asteroida w pasie planetoid między Marsem a Jowiszem oficjalnie nosi teraz imię „(798737) Faustyna”. W zeszłym roku jej spowiednik, jezuita ks. Józef Andrasz, również został uhonorowany asteroidą.

Cudowny obraz Matki Bożej Miłosierdzia, czczony na całym świecie, a zwłaszcza w jej rodzinnej Polsce, jest inspirowany wizjami św. Faustyny. Zaproponowała również obchody Niedzieli Miłosierdzia Bożego, ustanowionej w 2000 roku przez papieża Jana Pawła II z okazji jej kanonizacji. Od tego czasu Niedziela Miłosierdzia Bożego obchodzona jest w drugą niedzielę Wielkanocy. Wspomnienie świętej przypada 5 października.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję