Reklama

Świat

Ewangelia wśród latających kul

Obecnie na świecie działa 1,8 tys. polskich misjonarzy i misjonarek. Służą miłością i poświęceniem na pięciu kontynentach w dziewięćdziesięciu dziewięciu krajach. Wiele z nich jest bardzo niebezpiecznych. Które z tych miejsc budzą największe przerażenie? Czy sama odwaga wystarcza, aby tam ewangelizować?

Niedziela Ogólnopolska 43/2021, str. 18-19

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

Archiwum o.Krzysztofa Zębika

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Każdego roku australijski Instytut Ekonomii i Pokoju (Institute for Economics and Peace) publikuje raport nazwany Global Peace Index. Jest to jedyny na świecie dokument, w którym mierzy się stopień bezpieczeństwa danego kraju w oparciu o ponad dwadzieścia różnych wskaźników, takich jak: zagrożenia polityczne, konflikty wewnętrzne czy liczba morderstw.

Z analizy raportu wynika, że do najbardziej niebezpiecznych krajów świata, w których pracują polscy misjonarze, zaliczamy m.in.: Syrię, Republikę Środkowoafrykańską, Kongo, Sudan, Nigerię, Kamerun czy nawet Brazylię.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Najlepsza polska wizytówka

Co powoduje, że polscy misjonarze, mimo tak wielkiego ryzyka, decydują się na wyjazd na misje do tych krajów? Zapytaliśmy o to ks. Mariusza Boguszewskiego, dyrektora warszawskiego biura Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP). – Nie jest możliwe podjęcie odpowiedzialnej decyzji o byciu misjonarzem bez wiary w Boga. Brak bliskich, inna kultura, ubóstwo, zagrożenie czyhające z wielu różnych stron bardzo szybko weryfikują ten zamiar. Warto dodać, że jest to piękna misja Kościoła, poparta wieloma przykładami świętych. Ciągle mamy ok. 2 tys. polskich misjonarzy, z których należy się cieszyć, ale trzeba ich też wspierać – mówi ks. Boguszewski i dodaje: – Pamiętam zdanie wypowiedziane przez patriarchę kard. Louisa Raphaëla I Sako z Iraku: „Dziękuję za wasze modlitwy, za wasze pieniądze, ale przede wszystkim za to, że tu przyjechaliście. Nie zostawiliście nas samych”. To było podziękowanie za naszą kilkudniową obecność. A misjonarze często sprawują swoją posługę na misjach przez całe lata, nieraz do końca życia. W Afryce jest takie miejsce, gdzie u początków misji misjonarze, gdy przypływali na ten kontynent, wyrzucali do oceanu swoje paszporty. Oni wiedzieli, że powrotu nie będzie. To wielkie poświęcenie. Misjonarze często nazywani są ambasadorami. Wiele razy widziałem wielkie oddanie tych wspaniałych księży, sióstr zakonnych, ale coraz częściej również świeckich, którzy nie licząc na zyski, służą biednym, opuszczonym, stają się jednymi z nich. Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nasi misjonarze są najlepszą polską wizytówką.

Reklama

Na celowniku zła

Jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc posługi polskich misjonarzy jest Sudan Południowy.

„Żołnierze, którzy powinni dbać o bezpieczeństwo i chronić obywateli, stali się tymi, którzy zabijają, poniżają, kradną, gwałcą kobiety, nie liczą się z drugim człowiekiem. Używają munduru, aby nękać innych. W kraju panują wszelkiego rodzaju konflikty zbrojne; konflikty między wspólnotami, plemionami. Kradzież bydła czy prawo zemsty prowadzą do setek zabitych” – relacjonuje w rozmowie z PKWP posługujący w Sudanie o. Krzysztof Zębik, kombonianin.

Misjonarz opowiada, że w parafii, w której pracuje, trwające konflikty często uniemożliwiają dojazd do kaplic, gdzie wierni czekają na duszpasterza. Młodzież w Sudanie Południowym jest uzbrojona. Drogi na ogół są niebezpieczne. Dochodzi do napadów. Nikt nie może czuć się bezpieczny.

„Samochody są ostrzeliwane i okradane. Wiele osób traci przy tym życie” – podkreśla o. Zębik i podaje konkretne przykłady. W ataku na jeden z samochodów organizacji pozarządowej zginęło jej dwóch pracowników. Na innej drodze zostali zastrzeleni dwie siostry zakonne i pozostali pasażerowie.

„Do mnie celowano raz, ale na szczęście nic mi się nie stało. Innym razem uciekałem przed dwoma pasterzami, którzy zaczęli strzelać do siebie. Ci ludzie nie boją się atakować nawet konwoju ONZ. Choć lokalna ludność ma respekt do misjonarzy, to jednak w momencie napadu czy konfliktu napastnicy nie wahają się do nas strzelać” – mówi polski misjonarz.

Nie trzeba być politologiem czy specjalistą od światowych konfliktów, aby stwierdzić, że w takim kraju szalenie trudno jest żyć, a co dopiero mówić o ewangelizacji. Mimo wszystko przykład o. Krzysztofa pokazuje, że warto to robić, nawet w tak „niesprzyjających” okolicznościach. „W naszej parafii prawie wszystkie szkoły zostały wybudowane przez Kościół katolicki. Formacja duchowa w naszych kaplicach ma wychować młodego człowieka, bazując na wartościach Ewangelii, czyli w oparciu o miłość, dobro, wiarę, przebaczenie, życie w pokoju, miłość bliźniego. Są to wartości, które mogą przybliżyć ludzi do Boga i do siebie nawzajem, pokonując konflikty, wojny i nienawiść do siebie nawzajem” – tłumaczy o. Zębik.

Reklama

Strzały i krzyki zabijanych

Równie mocnym świadectwem podzielił się misjonarz z Konga ks. Piotr Kalinowski, pallotyn.

„Przeżyłem z ludźmi z Konga wiele bardzo trudnych chwil. Towarzyszyłem im w czasie dwóch wojen” – mówi na początku swojego świadectwa na antenie SalveNET. „Najtrudniejszą chwilą była noc z 28 na 29 stycznia, kiedy z parafianami leżeliśmy na betonie, a wokół słychać było tylko strzały i krzyki dobijanych rannych. Kiedy leżałem na tym betonie, to myślałem sobie nie tyle, że mogę umrzeć, ile bardziej bałem się cierpienia, dlatego że oni potrafili mordować w różny sposób. Dla nas, jako misjonarzy, faktem podstawowym jest to, że jesteśmy wtedy z tymi ludźmi, którzy cierpią” – opowiada z przejęciem ks. Piotr.

Zapytany o to, jak świadczyć o Chrystusie w obliczu tak wielkiego dramatu, odpowiada: „Najważniejsze jest bycie z ludźmi. To zrozumiałem po tej nocy, kiedy leżałem z nimi pod kulami, a potem trzeba było uciekać. Kiedy po pewnym czasie spotkaliśmy się, ktoś z nich powiedział: «Padri, ty mogłeś uciekać, a z nami zostałeś». Odpowiedziałem mu: nie przyjechałem po to, aby was wspierać, kiedy jest dobrze, chcę z wami być zawsze. Wtedy jeden z nich oświadczył: «Teraz wiem, że jesteś jednym z nas». To było bardzo mocne i głębokie. Kapłan to ktoś dla drugich. Ja po prostu z nimi byłem, nic nie zrobiłem” – opowiada ks. Kalinowski.

Reklama

Na koniec rozmowy z Niedzielą ks. Boguszewski mówi: – W miejscach naszego zaangażowania ludzie zwykle żyją niepewnością, lękiem. Wielu z nich doświadczyło zabójstwa kogoś z najbliższej rodziny. Muszą uciekać ze swoich domów. Znalezienie kogoś, kto jest w stanie ich wysłuchać, pomóc im, jest na wagę złota. Wiara zawsze daje nadzieję. Widziałem wiele grobów misjonarzy – zawsze były zadbane, ze świeżymi kwiatami. Zdarza się też, że misjonarze nie chcą opuszczać swoich placówek misyjnych w momentach zagrożenia, aby tym samym chronić swoich parafian.

I dodaje: – Pewnie wiele współczesnych konfliktów zostało zażegnanych dzięki obecności i mądrości misjonarzy. Warto dodać to, co kiedyś usłyszałem od jednego człowieka w kraju muzułmańskim: „Zrób coś, żeby chrześcijanie tu powrócili. My was bardzo potrzebujemy, bo wy wiecie, że Bóg jest miłością. My sami się tu pozabijamy”.

2021-10-19 13:47

Ocena: +10 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rodzi się misjonarz...

Niedziela sosnowiecka 3/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

misje

misjonarz

Archiwum prywatne Joanny Śliwińskiej

Kiedy mówi się o misyjnym zaangażowaniu Kościoła, myśli się najczęściej o działalności księży, zakonników i sióstr zakonnych, rzadko wspomina się w tym kontekście misyjną posługę ludzi świeckich. Zaangażowanie laikatu na rzecz najbardziej potrzebujących to ciche i pokorne służenie Bogu w drugim człowieku; nawet wówczas, kiedy trzeba poświęcić wygodne i bezpieczne życie, opuścić najbliższych i przyjaciół. Postawa świeckich misjonarzy to budujący przykład. Misyjne zaangażowanie wymaga wiele samozaparcia i wyrzeczeń, otwartości na drugiego człowieka oraz gotowości do poświęceń, często z narażeniem zdrowia, a niejednokrotnie i życia. Decyzja o wyjeździe na misje nie jest łatwa, kiedy bowiem misjonarz świecki wraca po latach pracy misyjnej do domu, musi na nowo uczyć się rzeczywistości rodzinnego kraju. Mimo to nie brakuje „Bożych szaleńców” – świeckich, którzy decydują się na taki życiowy wybór.
Obecnie osoba świecka, która chce wyjechać na misje, ma dwie możliwości zrealizowania swoich pragnień: jako misjonarz świecki lub jako wolontariusz. Misjonarz świecki swój wyjazd traktuje jako życiowe powołanie i opuszcza kraj rodzinny na kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat. Komisja Episkopatu Polski ds. Misji utworzyła w Warszawie Centrum Formacji Misyjnej (CFM), w którym kandydaci przez rok przygotowują się do wyjazdu na misje. W CFM przygotowują się nie tylko osoby świeckie, ale także księża, bracia i siostry zakonne. Jest to dla nich również czas upewnienia się w swoim powołaniu misyjnym.

AGNIESZKA LOREK: – Funkcjonuje pewien stereotyp, który zawęża pojęcie „misjonarz” do księży czy sióstr zakonnych, tym bardziej że dla wielu z nich praca w najuboższych regionach świata to element powołania lub charyzmatu zgromadzenia. Co sprawia, że świeccy – ludzie młodzi – podejmują decyzję o wyjeździe na misje i kierują swoje kroki do Centrum Formacji Misyjnej?

CZYTAJ DALEJ

Papież w Wenecji: Młody człowieku - wstań i idź!

2024-04-28 10:52

[ TEMATY ]

papież Franciszek

PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT

"Młody człowieku, który chcesz wziąć w ręce swe życie, wstań! Otwórz swoje serce przed Bogiem, podziękuj Mu, przyjmij piękno, którym jesteś; zakochaj się w swoim życiu. A potem idź! Wyjdź, idź z innymi, szukaj samotnych, nadaj barwy światu swoją kreatywnością, pomaluj drogi życia Ewangelią. Wstań i idź" - wezwał Franciszek podczas spotkania z młodzieżą na placu przed bazyliką Santa Maria della Salute w Wenecji. Papież zachęcił: "Weź życie w swoje ręce, zaangażuj się; wyłącz telewizor i otwórz Ewangelię; zostaw telefon komórkowy i spotkaj się z osobami!

Franciszek zachęcił młodych do dzielenia się doświadczeniami, które są tak piękne, że nie można ich zatrzymać dla siebie. "Jesteśmy tu dzisiaj właśnie po to: aby na nowo odkryć w Panu piękno, którym jesteśmy i by radować się w imię Jezusa, Boga młodego, który miłuje młodych i który zawsze zaskakuje" - powiedział papież.

CZYTAJ DALEJ

Powiedzieć Bogu „tak”

2024-04-29 09:09

[ TEMATY ]

modlitwa o powołania

Rokitno sanktuarium

Paradyż sanktuarium

piesza pielgrzymka powołaniowa

Katarzyna Krawcewicz

W pielgrzymce szło ponad 200 osób

W pielgrzymce szło ponad 200 osób

27 kwietnia z Paradyża wyruszyła kolejna piesza pielgrzymka powołaniowa do Rokitna – w tym roku pod hasłem „Powołanie – łaska i misja”. Szlakiem wędrowało ponad 200 osób.

Pielgrzymi przybyli do Paradyża w sobotni poranek z kilku punktów diecezji. Na drogę pobłogosławił ich bp Tadeusz Lityński, który przez kilka godzin towarzyszył pątnikom w wędrówce. – Chcemy dziś Panu Bogu podziękować za wszelki dar, za każde powołanie do kapłaństwa, do życia konsekrowanego. Ale także chcemy prosić. Papież Franciszek 21 stycznia po zakończeniu modlitwy Anioł Pański ogłosił Rok Modlitwy, prosząc, aby modlitwa została zintensyfikowana, zarówno ta prywatna, osobista, jak też i wspólnotowa, w świecie. Aby bardziej stanąć w obecności Boga, bardziej stanąć w obecności naszego Pana – mówił pasterz diecezji. - Myślę, że pielgrzymka jest takim czasem naszej bardzo intensywnej modlitwy. Chciałbym, żebyśmy oprócz tych wszystkich walorów poznawczych, turystycznych, które są wpisane w pielgrzymowanie, mieli również na uwadze życie modlitwy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję