Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Samo życie

– Pawełek jest idealnym mężczyzną. Można się przy nim wygadać, do końca wysłucha i nie wnosi głosu sprzeciwu. Moje zdanie jest dla niego najważniejsze – mówi z uśmiechem Wioletta, czterdziestoletnia mama 10-letniego dziecka urodzonego z przepukliną oponową i z zespołem wad wrodzonych, tzw. wielowadziem.

Niedziela bielsko-żywiecka 47/2020, str. IV

[ TEMATY ]

życie

niepełnosprawność

Archiwum

Blondynek, o którego warto walczyć

Blondynek, o którego warto walczyć

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Chłopiec waży 15 kg i wygląda jak dwulatek. Gdy przyszedł na świat miał 3,6 kg i 53 cm wzrostu. – Mały dzidziuś. Chory. Jaki biedulek – rozczulała się nad nim dwuletnia dziewczynka w przychodni. Śmiałam się w duchu. Gdybyś ty wiedziała, że ten dzidziuś jest o osiem lat starszy od ciebie – mówi kobieta.

– Dzieci są bezpośrednie. Nie są tak wycofane jak dorośli. Ci patrzą z zaciekawieniem, ale kompletnie nie wiedzą, jak się zachować, co powiedzieć – zauważa. – Problem z tym, jak się odnaleźć przy Pawełku mają również kapłani. Po kolędzie trochę już ich naprzyjmowałam i wiem, co mówię. Większość z nich chyba boi się podjąć tematu chorego dziecka, ale dwóch pokazało wielką klasę. Przyszli i bez podchodów zaczęli zagadywać, a to o zdrowie Pawełka, a to o opiekę nad nim. To była normalna rozmowa – podkreśla Wioletta.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Od momentu narodzin szpital stał się dla Pawełka drugim domem. W dobę po przyjściu na świat trafił do Ligoty, a stamtąd na operację do Bielska-Białej.

Podziel się cytatem

Świat stanął w miejscu

Diagnoza wybrzmiała w 20. tygodniu ciąży. USG nie pozostawiało wątpliwości. Żeby nie było niedomówień, dodatkowe badania wykonano tydzień później w klinice w Katowicach. Łzy były nieuniknione. Popłakali się oboje z mężem. Od lekarzy usłyszeli, że muszą podjąć decyzję. Nikt nie naciskał, nie namawiał.

Reklama

Gdy Pawełek się urodził, personel szpitala w Rudzie Śląskiej stanął na wysokości zadania. Nie było ostracyzmu. – Nikt nie dał nam odczuć, że nasza decyzja była błędna. Że skoro zdecydowałam się urodzić niepełnosprawne dziecko, to teraz sama muszę się nim zająć – podkreśla Wioletta.

Od momentu narodzin szpital stał się dla Pawełka drugim domem. W dobę po przyjściu na świat trafił do Ligoty, a stamtąd na operację do Bielska-Białej. Zdarzało się, że w jednym roku nawet pięciokrotnie bywał w szpitalu. Najdłużej zatrzymano go na pięć miesięcy. Na szczęście im jest starszy, tym tych wizyt potrzebuje mniej. W ostatnich trzech latach zaledwie raz musiał korzystać ze szpitalnej opieki.

Charakterek

Pawełek jak jest pojedzony, to mruczy. Karmienie odbywa się przez PEG, bezpośrednio do żołądka. Zmiksowany pokarm rodzice serwują mu średnio co 3,5 godziny. Głodny Pawełek też mruczy. Zadowolony, bolejący – również. Jego nastroje w mig wychwytują najbliżsi.

– Niekiedy zazdroszczę mężowi, że lepiej kojarzy, co synowi potrzeba. On jest z nim non stop. Rolami opiekunów zamieniamy się, gdy mam wakacje. Wtedy mąż bierze dwójkę naszych zdrowych dzieci i na jakiś czas rusza w plener. O nie też musimy się troszczyć. Gdy Pawełek miał niespełna roczek i trafił do szpitala, jego starszy o trzy lata brat skomentował to dosadnie: „I bardzo dobrze, bo teraz mamo będę miał cię tylko dla siebie” – wspomina Wioletta.

Reklama

Rodzeństwo znacznie od tego czasu podrosło i nabrało w tym temacie ogłady. Wie, że brat ma u rodziców pewne względy i trzeba to zaakceptować. Paweł tymczasem lubi zapatrzyć się na zabawy swoich domowników. Na twarzy pojawia się wtedy maleńki uśmieszek. Zupełnie taki sam, gdy mama i tata biorą go w ramiona i z nim figlują. Jego świat to także bajki i muzyka. Wtedy zastyga, wycisza się, skupia. I mruczy.

Codzienność

Z Pawełkiem rodzice wychodzą na spacery, gdy jest ciepło. Jego słaba odporność eliminuje wszelkie podróżnicze eksperymenty. Nie omijają jednak rodzinnych rautów, ognisk, czy duszonek. Jedyne, z czego świadomie zrezygnowali, to z relaksu we dwoje. Kino, teatr – tego w zasadzie nie ma.

– Bez Pawełka wytrzymujemy dwie godziny. To maksimum. Mimo że robiąc zakupy, wiemy, że jest przy nim mama lub teściowa, to i tak co jakiś czas telefonujemy lub piszemy SMS-y. Wolimy mieć wszystko pod kontrolą – tłumaczy Wioletta.

Jako uczeń bielskiej SP 17 Pawełek korzysta z pomocy psychologa, tyflopedagoga oraz rehabilitanta, który przychodzi do niego trzy razy w tygodniu. Odpowiedni tembr mruczenia daje pewność, że chłopak lubi ćwiczenia ze swoimi nauczycielami.

Wnioski na przyszłość

Wiadomość o niepełnosprawności syna, którą przyniosło USG, Wioletta i Marek, przyjęli z płaczem. Pytanie – „dlaczego” – skierowane do Pana Boga też padło. Była nowenna do św. Mikołaja i do św. Judy Tadeusza.

Rodzeństwo Pawełka wie, że brat ma u rodziców większe względy i że trzeba to zaakceptować.

Podziel się cytatem

Reklama

– W ogóle nie myśleliśmy o aborcji. Dziecko zabić. Bez przesady. Gdzieś tam tliła się nadzieja, że będzie lepiej, niż mówią. Może brało się to z tego, że jestem optymistką – mówi Wioletta. I dodaje, że po porodzie znów na chwilę przyszły czarne myśli. – Zauważyłam wtedy, że im bardziej się negatywnie nakręcałam, tym było gorzej. Wygadałam się więc tak od serca przy Pawełku, przed Panem Bogiem i pomogło. Nikt tu niczemu nie był winny – podkreśla kobieta.

Może dlatego najbardziej denerwują ją teraz osoby, które użalają się nad jej dzieckiem i nad nią samą.

– Nie wyobrażam sobie życia bez Pawełka. Gdybym mogła cofnąć czas, niczego bym nie zmieniła. Cieszę się z jego obecności i z mruczącego zadowolenia. Różowo nie jest, ale inni mają jeszcze gorzej. Niektórym z dobrobytu poprzewracało się w głowach i uciekają od tego, co trudne i wymagające. A ja biorę życie takim, jakim jest – stwierdza Wioletta.

Wiadomość o niepełnosprawności syna, którą przyniosło USG, Wioletta i Marek, przyjęli z płaczem. Pytanie – „dlaczego” – skierowane do Pana Boga też padło.

Podziel się cytatem

I dodaje: – Patrząc w blond loczki Pawełka, pomyślałam sobie, nie każdy może kąpać aniołka. Mój aniołek jest cichy i uczy mnie oraz męża cierpliwości. Mając go, wiem, że nie słowa są ważne, ale miłość, która je napędza i czyny, które ją konkretyzują.

Modlitwa

– Wiem, że jak jest źle, to mogę się pomodlić i, co doświadczyłam wielokrotnie, ta modlitwa pomaga. I to jest dla mnie dowód, że Pan Bóg się o nas troszczy. Nie otrzymaliśmy zdrowego dziecka, choć modliliśmy się o cud. Bóg jednak nie zakpił sobie z lekarskiej diagnozy, ale pozwolił nam przyjąć chore dziecko i je pokochać. Pomoc od Niego nie jest spektakularna. Bo czym niby jest dar ukojenia i spokoju? Dla wielu jest pewnie banalny, ale dla nas bardzo ważny. Pan Bóg zresztą wie, co robi. Tak miało być i myśmy się z Jego decyzją pogodzili. Wychodzimy z założenia, że inni mają jeszcze gorzej, a mimo to dają sobie radę. Dlatego nie stronię od modlitwy – wyjawia Wioletta.

I dodaje: – Zawsze chciałam mieć drugiego syna i mam. Pawełek jest taki, jaki jest, i cieszę się, że jest z nami. On jest pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Pan Bóg spełnił więc moją prośbę, choć potraktował ją po swojemu. Cieszę się, że dostaliśmy od Niego siłę do odnalezienia się w tej sytuacji.

2020-11-18 11:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W klubie milionerów

Anna Hedenus, szwedzka badaczka, postanowiła prześledzić historię ludzi, którzy wygrali większą sumę pieniędzy na loterii. Sprawdzała, w jaki sposób zmieniają swoje życie, np. czy porzucają dotychczasową pracę, oddając się bez opamiętania beztroskiej konsumpcji, itd. Przepytała za pomocą specjalnych kwestionariuszy 420 osób, które wygrały na szwedzkiej loterii. Okazało się, że większość nowych w „klubie milionerów” wolała raczej zatrzymać pieniądze jako zabezpieczenie na przyszłość, niż w krótkim czasie zmieniać swoje życie poprzez ich wydawanie. Gdy bogaty młodzieniec staje przed Chrystusem, Pan już wie, czego mu brak. Wysłuchuje zwierzenia, a potem, patrząc z miłością, udziela mu rady: „IDŹ, SPRZEDAJ WSZYSTKO, CO MASZ” (Mk 10, 21). Rada jest bolesna, wymaganie zbyt trudne, rodzi więc sprzeciw w sercu słuchacza. Ma wiele dóbr, wiele posiadłości. Czy to wszystko jest złe? Zapracowane uczciwie, zgromadzone przez lata uczciwymi metodami. Czy jest złe? Chrystus ma świadomość, że wymaganie jest ogromne, że może oszołomić, zrodzić myśl: nie dam rady. A jednak je stawia. I po chwili wyjaśnia uczniom, że trudności z wejściem do królestwa Bożego mają ci, którzy w dostatkach pokładają ufność. A więc nie samo posiadanie dóbr jest niebezpieczne, ale przywiązanie do bogactw. Myśl, że one dają gwarancję, bezpieczeństwo, że są drogą, celem, szczęściem. Stefan Kisielewski mawiał, że pieniądze szczęścia nie dają, lecz każdy chce to sprawdzić osobiście. Chrystus miał świadomość ryzyka, które niesie ze sobą ten eksperyment.
CZYTAJ DALEJ

Ksiądz z Archidiecezji wrocławskiej we Fraterni Kapłańskiej św. Dominika

2026-08-21 15:30

Jakub Gonciarz OP

Ks. Krzysztof Wojtaś [z lewej] i ks. Kamil z warszawsko-praskiej rozpoczęli swój nowicjat dla Fraterni, otrzymując dominikański krzyż

Ks. Krzysztof Wojtaś [z lewej] i ks. Kamil z warszawsko-praskiej rozpoczęli swój nowicjat dla Fraterni, otrzymując dominikański krzyż

Ks. Krzysztof Wojtaś, wikariusz parafii Najświętszego Zbawiciela we Wrocławiu‑Wojszycach, od roku należy do Fraterni Kapłańskiej św. Dominika. Dla czytelników Niedzieli Wrocławskiej opowiada, jak wygląda formacja księży diecezjalnych w rodzinie dominikańskiej oraz jak św. Pier Giorgio Frassati poprowadził go do złożenia przyrzeczenia i życia duchowością św. Dominika.

Jak zaznacza ks. Krzysztof Wojtaś jego spotkania z rodziną dominikańską zaczęła się dzięki spotkaniom w Lednicy. - Pierwszy raz pojechałem na Lednicę w 2002 roku i od tamtej pory to miejsce stało się dla mnie przestrzenią duchowego wzrostu. Później, już jako ksiądz, uczestniczyłem w rekolekcjach dla duchownych na Jamnej czy Lednicy, gdzie poznałem wielu braci kaznodziejów. Ich styl życia, prostota i duchowość św. Dominika zawsze mnie pociągały - podkreśla kapłan w Wojszyc, podkreślając, że rok temu dowiedział się, że powstaje Fraternia Kapłańska św. Dominika — wspólnota dla księży diecezjalnych, którzy chcą żyć duchowością dominikańską. - Napisałem maila do o. Pawła Koniarka OP, promotora fraterni, i zacząłem uczestniczyć w spotkaniach jako postulant. W sierpniu przeżyłem ważny moment: 19 sierpnia odbyły się moje obłóczyny. Prowincjał wręczył mi krzyż dominikański, znak przynależności do rodziny dominikańskiej. Zachowujemy sutannę, ale krzyż jest widocznym symbolem tego, że żyjemy duchowością Zakonu Kaznodziejskiego. W czasie obrzędu otrzymuje się również patrona — świętego lub błogosławionego z rodziny dominikańskiej. Moim został św. Pier Giorgio Frassati, którego kanonizacja była dla mnie impulsem do podjęcia tej drogi. On jako tercjarz należał do dominikańskiej rodziny, więc jego przykład bardzo mnie poruszył - opowiada ks. Wojtaś.
CZYTAJ DALEJ

Znamy program papieskiej wizyty w San Marino i Rimini godzina po godzinie

2026-08-22 09:30

[ TEMATY ]

program

Rimini

San Marino

papieskiej wizyty

godzina po godzinie

Vatican Media

Papież Leon XIV uda się w sobotę do San Marino i Rimini

Papież Leon XIV uda się w sobotę do San Marino i Rimini

Dziś Leon XIV odwiedzi Republikę San Marino, gdzie spotka się z władzami w Palazzo Pubblico. Będzie przewodniczył adoracji eucharystycznej w bazylice św. Maryna. W Rimini natomist weźmie udział w Meetingu Przyjaźni Między Narodami (transmisja na Vatican News o godz. 15.30) , a następnie spotka się z chorymi, osobami z niepełnosprawnościami oraz ubogimi objętymi pomocą Caritas. Na zakończenie odprawi Mszę św. Zapraszamy do śledzenia transmisji w mediach watykańskich.

Bogata w wydarzenia będzie jednodniowa wizyta duszpasterska, którą Leon XIV odbędzie dziś w Republice San Marino i w ramach Meetingu w Rimini – międzynarodowego spotkania kulturalno-społecznego organizowanego przez środowisko Comunione e Liberazione.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję