Reklama

Niedziela Podlaska

W oczekiwaniu na…

O symbolice Rorat, oczekiwaniu i recepcie na dobre przeżycie Adwentu mówi ks. kan. Andrzej Witerski, proboszcz parafii w Łysowie, odpowiedzialny w diecezji za Odnowę w Duchu Świętym, egzorcysta

Niedziela podlaska 48/2019, str. 7

[ TEMATY ]

wywiad

adwent

roraty

rozmowa

Bozena Sztajner/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MONIKA KANABRODZKA: – W tę niedzielę rozpoczynamy nowy okres liturgiczny – Adwent. Każdego roku szukamy odpowiedzi na pytanie, jak go dobrze przeżyć. Jaka jest Księdza recepta na Adwent?

Reklama

KS. ANDRZEJ WITERSKI: – Myślę, że na początku trzeba zwrócić uwagę na to, co jest codziennością chrześcijanina w każdym okresie roku Kościoła – modlitwa osobista, lektura Pisma Świętego z medytacją, modlitwa rodzinna, Eucharystia, życie według Bożych zasad. Następnie zauważmy adwentową receptę oczekiwania, podpowiadaną przez Kościół: Roraty, rekolekcje parafialne, ze szczególnym rysem nauczania, związany z nimi sakrament pojednania – spowiedź, która pozwoli bardzo osobiście powiedzieć Jezusowi: Przyjdź, moje serce jest przygotowane, ale też zawiera w sobie wymiar wspólnotowy – nasza parafia jest przygotowana. To jest ważne doświadczenie, kiedy niemal wszyscy uczestnicy Mszy św. podchodzą w procesji komunijnej, by przyjąć Ciało Pana. Bóg stał się Człowiekiem, przeniknął Bóstwem naturę ludzką i w Komunii przenika każdego z nas, byśmy, jak mówi Janowy prolog Ewangelii, z Jego pełności otrzymali wszyscy łaskę, czyli szczególne doświadczenie obecności Boga w naszym życiu czy może raczej naszej obecności w życiu Boga. Słyszymy o tym w anielskim pozdrowieniu Maryi: Bądź pozdrowiona, jesteś pełna łaski – Pan jest z Tobą, czy w Pawłowym stwierdzeniu z ateńskiego areopagu: w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Skoro przywołaliśmy przed chwilą osobę Matki Bożej, to ważnym doświadczeniem adwentowym są Roraty, ze swoim wołaniem: Oczkujemy Zbawiciela, który przemieni nasze ciało. W parafii Matki Bożej Różańcowej w Łysowie, poprzedzamy to roratnie wołanie dziesiątkiem Różańca, który ma tyle „Zdrowaś”, ile jest dzieci. Nie trwa to zbyt długo, bo jesteśmy niezbyt dużą parafią, ale jest budującą chwilą – poranne modlitewne wołanie dziecięcych głosów. Roraty dają możliwość, by uczynić Adwent rodzinnym doświadczeniem wiary i Kościoła.

– Czy istotą tego nabożeństwa jest konkurs na najpiękniejszy lampion, czy może chodzi tu o coś więcej?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– To na pewno ożywia i mobilizuje, jest okazją do rodzinnych prac ręcznych – polecam zamiast gotowców, ale oczywiście, że nie jest najważniejsze. Liturgia Światła wpisana w adwentowy lampion nawiązuje do Chrystusa, który jest Światłością świata, który rozświetla ciemności. Jest też okazją do świadectwa. U nas po Mszy św., jeżeli to jest możliwe, wracamy z zapalonymi świecami, lampionami do domów i tam jeszcze chwilę trwamy na modlitwie, wnosząc Światło Chrystusa do domu, w przestrzeń, która nas otacza i którą mamy kształtować na sposób Boży. To my – chrześcijanie mamy wnieść w ten świat światło Boga, który stał się Człowiekiem, nie zrobią tego za nas inni.

– Jakie postaci mogę być przewodnikami i pomocnikami w czasie Adwentu?

Reklama

– Chciałbym przywołać dwie: św. Jan Chrzciciel – przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego i Matka Boża Maryja – oto Ja, służebnica Pana mojego. Św. Jan mówił jeszcze, że ma się umniejszać, aby wzrastał Bóg – Jezus. Dzisiaj wydaje się być dość mocno rozbudowany „antropocentryzm”, który łatwo przeradza się w „egocentryzm” – ja jestem najważniejszy. Św. Jan zaś z pokorą mówi: mam się umniejszać, by robić miejsce Bogu w moim życiu, by to Bóg kształtował moje „ja”. On mnie stworzył, przenika, zna i kładzie na mnie swoją rękę, jak pięknie o tym mówi Psalmista (Ps 139). A Maryja? Po Zwiastowaniu idzie z pośpiechem w góry do swojej krewnej. Pomaga jej, wnosi w jej dom radość i pokój, wnosi Księcia Pokoju, Przedziwnego Doradcę – Jezusa. Duch Święty przenika to spotkanie dwóch matek. Otwartość na życie, wzajemna pomoc, wsparcie, wyjście poza krąg własnych tylko spraw – królestwo Boże jest pośród nas.

– Rozpoczynający się rok duszpasterski poświęcony jest Eucharystii. Na co powinniśmy zwrócić uwagę w tym czasie?

– Warto odnieść się do encykliki o Eucharystii, którą ogłosił św. Jan Paweł II. Zapisał tam zdanie, które jest ciągle aktualne: Jak nie odczuwać potrzeby nakłaniania wszystkich do odnowionego przeżywania tego – eucharystycznego, doświadczenia. Program duszpasterski Kościoła w Polsce wpisuje się w realizację papieskiego przesłania. Odnowione to także pogłębione, uświadomione na nowo, ożywione, poparte głębszym zrozumieniem dziejących się celebracji liturgicznych. Jest tu miejsce dla rekolekcji eucharystycznych czy katechezy dorosłych. Kolejny aspekt, to zdanie mówiące o wartości zbawczej dla całego świata czy wręcz wszechświata, Mszy św. sprawowanej na ołtarzu małego, wiejskiego kościółka, takiego jak u nas w Łysowie. Jesteśmy przez wiarę zaproszeni do udziału w zbawczym planie Pana Boga i dlatego mamy wspólnie celebrować Eucharystię.

– Odpowiada Ksiądz za Odnowę w Duchu Świętym w naszej diecezji. W jaki sposób pobożność Eucharystyczna wyraża się w tym ruchu?

– Nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć: Panem jest Jezus. Duch przenika głębokości Boga samego, jak mówi Słowo Boże. Jakże więc Odnowa w Duchu Świętym mogłaby zrezygnować z kontemplacji Jezusa w Eucharystii, z tego eucharystycznego wpisania w „głębokości Boga”, w spożywanie Chleba przemienionego mocą Ducha Świętego w Ciało Pańskie? Każde spotkanie wspólnot Odnowy, a jest ich sześć w naszej diecezji, poprzedzone jest udziałem w Eucharystii i jest jej niejako przedłużeniem. Każde większe spotkanie charyzmatyczne skoncentrowane jest wokół Eucharystii lub do niej prowadzi. Jak każdy ruch w Kościele katolickim jest oparty na tym eucharystycznym filarze i z niego czerpie dla wspólnego dobra.

2019-11-26 12:50

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Strażnicy „przestarzałych wartości”

Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Grzegorz Boguszewski

Edmund Muszyński

Edmund Muszyński

Z Edmundem Muszyńskim i Mirosławem Widlickim o nowym szturmie na PAST-ę i walce o ideały Armii Krajowej rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jest Pan, Panie Prezesie, jednym z nielicznych już, niestety, przedstawicieli pokolenia Armii Krajowej... EDMUND MUSZYŃSKI: – Jednym z ostatnich i coraz bardziej bezsilnych, nie tylko z powodu stanu zdrowia. Bardzo martwi mnie stan naszego AK-owskiego środowiska. Choć jest w nim wciąż jeszcze wielu ludzi prawdziwych, doskonale czujących przesłanie Armii Krajowej, to jestem bardzo zniesmaczony postawą tych, którzy od kilku już lat decydują o naszym Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Tak naprawdę trudno mi powiedzieć, kim są ci ludzie, bo na pewno nie rozumieją słów: „Bóg, Honor i Ojczyzna”. – Kim zatem są dzisiejsi członkowie Światowego Związku Żołnierzy AK? MIROSŁAW WIDLICKI: – W ostatnich latach rzeczywiście coraz trudniej to określić. I takie pytania zadają nam członkowie terenowych kół AK. Sprawa była oczywista w latach 90. ubiegłego wieku, gdy żyło jeszcze wielu dowódców AK, gdy wszyscy dobrze się znali i na ogół znali swoją przeszłość. Po 2000 r. szeregi poszerzały się o wolontariuszy – takich jak ja – niekombatantów, ale przybywało też członków kombatantów, których nie miał kto weryfikować i którzy następnie trafiali do władz różnych szczebli, również do Zarządu Głównego. – Czy częste są dziś życiorysy AK-owskie niedostatecznie uwierzytelnione? M. W.: – To przykre, ale krążą takie opinie, a te przypadki, nawet jeśli nie są zbyt częste, to i tak podważają wiarygodność całego związku. Poza tym w ostatnich latach, w czasach docierającej do nas liberalizacji, można zaobserwować odchodzenie związku od swoich ideałów. Gdy pan prezes Muszyński napisał piękną „Preambułę” do naszego statutu (aby przeciwstawić się tej liberalizacji), wywołało to protesty, Zarząd Główny przegłosował odrzucenie „Preambuły”. – Dlaczego? M. W.: – Dlatego, że była zbyt „bogoojczyźniana”, a teraz to nie na czasie. Dwadzieścia lat temu taka reakcja byłaby nie do pomyślenia. Bardzo więc stępiła się ta szczególna czujność, nawet w ludziach powołujących się na etos AK, a niedługo już nie będzie tych, którzy dziś starają się tę czujność budzić... – Światowy Związek Żołnierzy AK stara się jednak przekazać swą wartę następnemu pokoleniu, poprzez tzw. członków nadzwyczajnych... M.W.: – Ludzie młodsi, niekombatanci, jeśli deklarują przywiązanie do wartości i etosu Armii Krajowej i chcą czynnie i całkowicie bezinteresownie pracować w związku, by zaszczepić ten etos szczególnie w młodym pokoleniu, otrzymują status członka nadzwyczajnego – bez praw wyborczych. Po roku działalności i pozytywnej opinii prezes okręgu ma prawo nadać im status członka zwyczajnego – z prawami wyborczymi, lecz oczywiście bez uprawnień kombatanckich. Taki właśnie status ja posiadam. Mimo że jestem z młodszego pokolenia, to podobnie jak pan prezes Muszyński ubolewam nad odchodzeniem (mam nadzieję, że to wyjątki) od Boga, ale i z honorem jest różnie. E. M.: – Niedawno byłem bardzo zdumiony tym, że kilka osób przyjęło medale zasługi od... prezydenta Niemiec. Choć tego nie nagłaśniano. M. W.: – Prezydent Niemiec wręczył te odznaczenia powstańcom warszawskim, odpowiednio dobranym członkom naszego związku. Naszym zdaniem, przyjmowanie ich było co najmniej dwuznaczne moralnie i mogło budzić niesmak. E. M.: – Ja z zasady odmawiałem przyjmowania odznaczeń. Przyjąłem tylko Krzyż Armii Krajowej i Krzyż Partyzancki. – Kiedy, Panów zdaniem, zaczęły się te „budzące niesmak” zmiany? E. M.: – Moim zdaniem, widać je wyraźnie od czasu, gdy w Polsce zaczęli rządzić liberałowie, czyli Platforma Obywatelska. Wcześniej nikt w naszym środowisku nie ośmielał się kwestionować wartości, z których wyrasta etos AK. Nagle okazało się, że wszystko można wyśmiać, nawet splugawić, a w najlepszym razie przemilczeć. M. W.: – Dwa lata temu pewna szkoła przyjęła imię jednego z naszych bohaterów lotników i... na jej sztandarze zabrakło słowa „Bóg”, jest tylko „Honor i Ojczyzna”. Komuś przyszło do głowy, żeby tak ocenzurować sztandar. – Pytaliście, dlaczego tak się stało? E. M.: – Nie miał kto zadać tego pytania, bo na uroczystość nawet nas nie zaproszono. Może dlatego, że byśmy tam tylko przeszkadzali jako strażnicy „przestarzałych wartości”. M. W.: – Po prostu atmosfera poprawności politycznej trafiła pod strzechy. Decyzję w tej konkretnie sprawie najprawdopodobniej podjęli sami nauczyciele tej szkoły, może rodzice, a w najmniejszym stopniu młodzież. – Kłopoty z wypełnianiem misji ŚZŻAK nie polegają więc dziś tylko na tym, że odchodzą już ci, którzy swym życiem zaświadczali, czym jest hasło: „Bóg, Honor i Ojczyzna”... M. W.: – Faktem jest, że jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy wśród nas była większa liczba dowódców o niekwestionowanym autorytecie, łatwiej było wypełniać tę patriotyczną misję w obronie najważniejszych polskich wartości. E. M.: – Istotnie, od kilkunastu lat nie tylko na tym polegają nasze kłopoty. Wystarczy tu przypomnieć perturbacje z zakładaniem Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego, która miała być materialną bazą dla działalności ŚZŻAK. Kiedy zaczynaliśmy powoływać fundację w roku 1998, było jeszcze całkiem uczciwie... – Co to znaczy? E. M.: – Założycielami fundacji mieli być pospołu Światowy Związek Żołnierzy AK i warszawski Urząd Wojewódzki. W końcu jednak jedynym fundatorem został nasz związek. Tak się złożyło, że wybrano mnie na pierwszego prezesa fundacji. To było w czasie, kiedy kończyły się rządy Jerzego Buzka, a AWS tracił poczucie bycia partią uczciwą. Przygotowałem wtedy projekt statutu, potem kolejne, których z jakiegoś powodu długo nie chciano zaakceptować w Krajowym Rejestrze Sądowym. W końcu, po pokonaniu licznych kłód pod nogami, we wrześniu 1999 r. statut został zarejestrowany. Fundacja mogła więc wreszcie przyjąć darowiznę – czyli przejąć budynek PAST-y. Ale to nie koniec kłopotów. Prawdziwa walka dopiero się zaczęła. – Zaczęła się nowa walka o PAST-ę? E. M.: – Tak, i to równie zacięta jak ta w 1944 r. Od początku było jasne, że ktoś za wszelką cenę chce nam uniemożliwić przejęcie PAST-y, czyli jej nieodpłatne scedowanie przez Skarb Państwa na rzecz naszej fundacji. Państwo musiało wypłacić sowite odszkodowanie firmie do tej pory administrującej tym budynkiem tylko w zamian za to, że nie będzie ona pretendowała do tytułu własności. O ile pamiętam, było to 960 tys. zł – ostatnie pieniądze, które miał do dyspozycji premier Buzek przed podaniem się do dymisji. M. W.: – Gdyby nie to odszkodowanie, sprawa przez lata toczyłaby się w sądach, a z darowizny na rzecz naszego związku nic by nie wyszło. I tamta firma nadal by sobie pasożytowała na budynku PAST-y, podobnie jak czyniło to w innych miejscach wiele pokomunistycznych firm. – Można powiedzieć, że to pan prezes Muszyński ponownie odbił PAST-ę? M. W.: – Jak najbardziej, choć dzisiaj wielu się do tego przyznaje... E. M.: – ...a nie mają nawet bladego pojęcia, jak ostro wtedy było. Po zarejestrowaniu statutu zaczęła się wojna podjazdowa – i to na wielu frontach – mająca nam uniemożliwić przejęcie PAST-y. W urzędzie wojewódzkim zadziałał ktoś wpływowy; urzędnicy zaczęli mnożyć trudności, zwłaszcza wicedyrektor wydziału gospodarki ziemią i geodezji, który aby rzecz maksymalnie utrudnić, przygotował specjalne plany geodezyjne wręcz uniemożliwiające przekazanie nam działki, na której stoi budynek PAST-y. M. W.: – Działkę podzielono na dwie części – umyślnie w taki sposób, że część budynku PAST-y z windą wydzielono i przypisano do działki sąsiedniej! Chciano tak skomplikować sytuację prawną, by uniemożliwić, a co najmniej na bardzo długo odwlec przekazanie budynku Związkowi AK. To wszystko by się powiodło – bo ten chytry zabieg utrzymywano w ścisłej tajemnicy – gdyby nie to, że jedna z wysokich urzędniczek uczciwie ostrzegła pana prezesa Muszyńskiego, że coś takiego się kroi. E. M.: – To prawda. Nikomu o tym nie mówiłem, ale wtedy zacząłem osobiście atakować wojewodę. Umowę przekazania darowizny, oczywiście, przedłożyłem wcześniej radcom prawnym w Ministerstwie Skarbu Państwa. Nikt tam nie miał żadnych zastrzeżeń. Pojawiły się one potem nagle – zaczęto domagać się od nas kolejnych bezsensownych dokumentów. Do końca nie byliśmy pewni, czy podpisanie umowy w ogóle kiedykolwiek nastąpi, gdyż targi były niezwykle ostre. Strona przeciwna – na dobrą sprawę nie wiadomo kogo reprezentująca, nieżyczliwa – do końca miała chyba nadzieję, że do tego podpisania, mimo wcześniejszych uzgodnień, jednak nie dojdzie. Pomogły wspierające nas działania dyrektor Wydziału Skarbu Państwa i Przekształceń Własnościowych Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego Bożeny Grad, a szczególnie szefa Kancelarii Premiera Buzka ministra Mirosława Koźlakiewicza; przyszło polecenie od premiera, aby pan wojewoda podpisał dokument. To było 10 listopada 1999 r. – Miał Pan wówczas wielką satysfakcję, poczucie zwycięstwa? E. M.: – Tak, ale to poczucie trwało krótko, ponieważ już następnego dnia nie dostąpiłem zaszczytu uroczystego przejęcia budynku z rąk premiera Buzka... PAST-ę przejmował ówczesny prezes Światowego Związku Żołnierzy AK płk Stanisław Karolkiewicz, sam. Mnie zignorowano... Mimo że przecież byłem prezesem zarządu fundacji, adresatem całej korespondencji w tej sprawie, mimo że – powiem nieskromnie – przez wiele miesięcy sam walczyłem o PAST-ę. – Cóż, taki zawsze był w Polsce los prawdziwych, najbardziej zasłużonych AK-owców, Panie Prezesie. E. M.: – Pozostała mi tylko satysfakcja, że się udało, bo sam najlepiej wiem, że mogło się nie udać. – Ale zasłużył Pan chyba na wdzięczność AK-owskiego środowiska? E. M.: – No właśnie, najsmutniejsze jest, że tego nie jestem pewien... M. W.: – Obydwaj z Prezesem jesteśmy w komisji statutowej związku i tak się składa, że wszystkie nasze najważniejsze poprawki do statutu zostały w głosowaniu odrzucone, m.in. wprowadzenie do statutu „Preambuły” i przywrócenie może nie Rady Naczelnej, ale Rady Starszych (złożonej z kilku powszechnie szanowanych kombatantów), która dbałaby o kręgosłup moralny związku i zabierałaby głos w sprawach ważnych dla Polski, którego dziś brakuje. E. M.: – A ja mimo wszystko nie tracę nadziei, że w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej zajdzie jakaś dobra zmiana. * * *
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Jana Marii Vianney’a

[ TEMATY ]

nowenna

św. Jan Maria Vianney

Adobe Stock

Święty Jan Maria Vianney

Święty Jan Maria Vianney

Zapraszamy do wspólnej modlitwy nowennowej.

CZYTAJ DALEJ

Zaczyna się szczyt pielgrzymkowy na Jasnej Górze

2026-08-03 18:02

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymki

Karol Porwich/Niedziela

W sierpniu zapowiedziano przyjście na Jasną Górę 193 grup z 80 tys. pątników. W lipcu dotarło 45 grup z 10 tys. osób. Kulminacją pielgrzymek będą dni poprzedzające święta: Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia i Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia.

Zgłoszone na sierpień grupy są w większości piesze, ale będą także rowerowe czy rolkowe.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję