Reklama

Rodzina

Szczęśliwa 7

Dla Anny i Andrzeja Mieleckich, ich dwóch córek: Anny i Anieli oraz trzech synów: Andrzeja, Antoniego i Anatola najważniejsza jest miłość. Zgodnie podkreślają: – Nie doświadczylibyśmy jej, będąc w mniejszym składzie

Niedziela Ogólnopolska 27/2019, str. 10-12

[ TEMATY ]

rodzina

Sylwia Dymnicka-Iwaniuk/archiwum rodzinne

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Codzienne radości i troski Mieleccy przeżywają w Warszawie. W samym centrum Polski, wśród wydarzeń znanych z telewizji i pierwszych stron gazet, wiodą zwykłe życie, w którym pozwalają się zaskakiwać Panu Bogu. – Jestem jedynaczką, mój mąż ma tylko jedną siostrę. Im byłam starsza, tym bardziej myślałam o tym, że dobrze jest mieć rodzeństwo. Gdy w młodości myślałam o własnej rodzinie, nie chciałam, by było w niej tylko jedno dziecko, ale też nigdy z mężem nie myśleliśmy o piątce... Jak to się stało, że jest nas tyle, wie tylko Pan Bóg. To jest Jego tajemnica – mówi Anna Mielecka. Trójka starszych dzieci: Anna, Andrzej i Aniela to już nastolatki; bliźniaki mają dopiero półtora roku. – Życie nas zaskoczyło, różnica wieku między najstarszą córką a najmłodszymi chłopcami wynosi 15 lat – wyjaśnia pani Anna i jednocześnie podkreśla, że z każdym dniem bardziej dostrzega wielką wartość takiego daru. – Sami nie wymyślilibyśmy sobie bliźniaków, ale z drugiej strony to też błogosławieństwo, bo przy takiej różnicy wieku jedno dziecko chowałoby się jak jedynak – dodaje pan Andrzej.

Rodzinna tradycja

Reklama

W licznej rodzinie każdy ma swoje miejsce; każdy potrzebuje być i jest zauważony i dostrzeżony, a przede wszystkim tak samo mocno kochany. Czasem tylko osobom z zewnątrz trudno się połapać w zawiłości relacji i rodzinnych zależności, zwłaszcza że w jednym domu są dwie Anny i dwóch Andrzejów... – Gdy spodziewałam się pierwszego dziecka, postanowiliśmy, że jak będzie chłopiec, otrzyma imię po ojcu i po dziadku Andrzeju. Kiedy się okazało, że pierwsza jest dziewczynka, pomyślałam sobie, że może być Ania. I tak stworzyliśmy nową tradycję w rodzinie – śmieje się mama Anna. – Kiedy na świecie pojawił się pierwszy syn, wybór imienia był oczywisty. Postanowiliśmy, że nasze dzieci będą się nazywać na „A”. Ale przed narodzinami Anieli mała Ania stwierdziła, że skoro wszyscy mamy imiona na „An”, to kolejne dziecko też musi – i wyszła Aniela, a potem byliśmy konsekwentni. Z bliźniakami było trochę kłopotu, bo lista męskich imion na „An” jest skończona, ale i tym razem udało się dokonać właściwego wyboru – opowiada.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bogactwo talentów

U Mieleckich każdy ma swoje miejsce i swoje sprawy. – Ja kończę ciąg urlopów macierzyńskich i wracam do pracy zawodowej; mój mąż pracuje w przeróżnych konfiguracjach czasowych, zajmując się wieloma sprawami. Starsze dzieci chodzą do szkoły muzycznej, na dodatkowe zajęcia, tańce, języki. Mają swoje obowiązki w domu, a jak trzeba pomóc przy bliźniakach, nie mają problemu, by zostać z młodszym rodzeństwem – mówi Anna. W jej rodzinie duża różnica wieku między potomstwem stała się wartością dodaną.

– Mam ogromną pomoc ze strony starszych dzieci – podkreśla z wdzięcznością mama. Każdy ma jednak czas na realizowanie własnych talentów i pasji. – Ania, siedemnastolatka, wciąż nas zaskakuje różnorodnością talentów. Odnajduje się w różnych miejscach w szkole, osiąga doskonałe wyniki w nauce, a jej wielką pasją jest śpiew. Chociaż jeszcze nie jest pewna, czy to jest właśnie to dobro, które ma rozwijać w dorosłym życiu, wkłada w nie całe serce – mówi dumna mama. Andrzej, który w tym roku zdaje do liceum, wiąże swoją przyszłość z nauką; jego wielką pasją jest taniec. Najmłodsza z córek, Aniela, też ma artystyczną duszę. Przejęty po dziadkach i ojcu talent muzyczny u starszych dzieci pewnie z czasem dojdzie do głosu u bliźniaków. – Chłopcy zaskoczą nas jeszcze milion razy – mówi ze śmiechem Anna.

Dobre wybory

Reklama

Życie rodzinne, choćby najlepiej zorganizowane i poukładane, nigdy nie jest sielanką. Doba zawsze ma 24 godziny, tylko i aż tyle. – Na wszystko nigdy nie wystarcza czasu, i to nie tylko w dużej rodzinie. Jak się ma tylko jedno dziecko, pewnie jest podobnie. Chociaż ja już nie pamiętam tamtych czasów... Dzieciństwo starszych dzieci wydaje mi się taką idealną krainą, w przeciwieństwie do tego, co jest teraz, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Dobre wybory nie zawsze są proste, to moje motto ostatniego czasu – dzieli się Anna. Jak podkreśla, w domu trzeba wybierać kompromisy, rozdzielać zadania, walczyć o swoje, a czasem po prostu odpuścić. Tak myśli „na fali dobrych wydarzeń”. Gdy przychodzi trudniejszy czas, marzy o tym, by wyjechać na bezludną wyspę. – Matka piątki dzieci może miewać takie myśli, ale z pewnością nie powinna ich realizować – wyjaśnia. Po ludzku patrząc, w przezwyciężeniu trudności pomagają nieuchronność wydarzeń i podejmowanie codziennych obowiązków. Ludzkie starania bez łaski Bożej byłyby jednak niczym. – Im bardziej chcemy sami rozwiązać problemy, tym gorzej dla nas. Jestem pewna, że Bóg zawsze nas ratuje – opowiada Anna.

Blisko Boga

Wiara jest ważnym spoiwem życia małżeńskiego i rodzinnego; ustawia wszystko w odpowiedniej perspektywie, nadaje sens różnym sprawom, porządkuje, wyjaśnia. Spoglądanie w tym samym kierunku jednoczy i umacnia, daje siłę do przezwyciężenia trudności. – Nasza rodzina zawsze jest obecna w kościele. Teraz wprawdzie nie należymy do żadnej wspólnoty, ale mój mąż wyrósł z oazy, a ja przez długie lata byłam związana z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży. Blisko jest nam do duchowości dominikańskiej; w Warszawie szukaliśmy swojego miejsca w duszpasterstwie Ojców Dominikanów – mówi Anna. – Chciałabym powiedzieć, że modlimy się wspólnie, ale tak nie jest. Najważniejsza jest dla nas jednak niedzielna Msza św. Staramy się przeżywać ją razem, nawet rzadko zdarza nam się chorować, tak by ktoś z nas opuścił Eucharystię. Chociaż teraz, w towarzystwie półtorarocznych bliźniaków, jest to prawdziwe wyzwanie – dodaje pani Ania.

Dużą pomocą w umacnianiu wiary i pogłębianiu pobożności są piesze pielgrzymki. Mieleccy wędrowali na Jasną Górę jeszcze długo przed tym, zanim się pobrali. Teraz pielgrzymują do Matki Bożej z dzieciakami. W ubiegłym roku podczas pielgrzymki poprosili o chrzest dla najmłodszych chłopców, którzy swoją pierwszą podróż do Częstochowy odbyli już pod sercem mamy. – Piesza pielgrzymka jest dla mnie źródłem mocy i taką realną możliwością naładowania duchowych akumulatorów. To mój sposób na zatrzymanie się w pędzie codzienności, na nabranie sił do realizacji niezliczonych obowiązków – opowiada pani Ania. Z doświadczenia rodziców czerpią dzieci, które nie tylko wzrastają w wierze, ale też poszukują przyjaciół wśród rówieśników o podobnym systemie wartości.

Tylko miłość

Największą wartością rodziny jest miłość. – Jakkolwiek patetycznie to brzmi, jest to prawda. Takiej miłości, jaką możemy sobie wzajemnie dawać z mężem, jaką dają nam dzieci, jaką obdarza się nawzajem rodzeństwo, nie doświadczylibyśmy, będąc w innym składzie. Miłość w rodzinie to nieskończone źródło radości, czułości i troski – zdecydowanie mówi mama. Na przeciwległym biegunie, wśród największych trudności, stawia ilość codziennych spraw i obowiązków, które mnożą się niewyobrażalnie, ale też wysiłek, który trzeba włożyć w budowanie rodzinnych relacji. – Każdy czegoś potrzebuje, każdym trzeba się zainteresować, z każdym porozmawiać, a jeszcze warto wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie. Jest to niezwykle trudne, ale nie niemożliwe do zrealizowania, właśnie dzięki miłości – podkreśla. Pan Andrzej puentuje rozmowę powiedzeniem, że „Bóg, dając kolejne dziecko, daje środki na jego utrzymanie”. Ta myśl odnosi się do nie tylko materialnej płaszczyzny rodziny. – Nie mamy wszystkiego, ale niczego nam nie brakuje. Pan Bóg troszczy się o nas i codziennie nam błogosławi – mówią zgodnie Mieleccy.

Anna – najstarsza córka:
– W naszej rodzinie najwięcej radości dają nam chwile, które nazywamy „family life”, czyli czas, kiedy jesteśmy razem; nikt nie musi się zajmować niczym innym, mamy czas dla siebie nawzajem. Czasem są to wspólne niedzielne śniadania, czasem sobotnie wieczory czy długie spacery. Łapiemy takie chwile, kiedy możemy. Często się wtedy śmiejemy, rozmawiamy. Doceniamy ten czas, bo w codziennym natłoku spraw rzadko robimy coś WSZYSCY, całą siódemką. A przecież to jest najważniejsze – nasza siódemka, nasza rodzina!

2019-07-03 08:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Boży projekt

Od jakości małżeństwa zależy jakość rodziny i całego społeczeństwa. Co więc zrobić, żeby była ona wysoka? O tym, czy istnieje recepta na udane małżeństwo, mówi Mieczysław Guzewicz, znawca tematyki rodzinnej.

Karolina Mysłek: Powiedział Pan kiedyś, że „małżeństwo warunkuje rodzinę”. Czyli – jak rozumiem – porządkuje pewną hierarchię. W jaki sposób? Mieczysław Guzewicz: Trzeba zacząć od słowa Bożego, w którym jest wszystko na ten temat. Lubię mówić, że w Księdze Rodzaju jest projekt Pana Boga na ludzkość: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (1, 27). Człowiek od początku został stworzony jako para małżeńska. Nie jako dwoje samotnych ludzi w różnorodności płci. „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się»”. Komu błogosławił? Konkretnej parze małżeńskiej. Tu zawarta jest następczość: najpierw małżeństwo, potem rodzina. Ono jest fundamentem rodziny, a co za tym idzie – relacja między małżonkami jest fundamentem wszystkich innych relacji.
CZYTAJ DALEJ

Co Jan Paweł II mówił o św. Augustynie?

2026-01-20 09:04

[ TEMATY ]

św. Augustyn

św. Jan Paweł II

biskup Hippony

Vatican Media

Papież Jan Paweł II o św. Augustynie

Papież Jan Paweł II o św. Augustynie

Nie da się zrozumieć pontyfikatu Leona XIV bez św. Augustyna. Biskup Hippony to duchowy i teologiczny punkt odniesienia dla obecnego papieża, który wywodzi się z zakonu augustianów. Aby przybliżyć myśl i postać tego wielkiego Ojca Kościoła przytaczamy archiwalne nagranie przemówienia, jakie na temat św. Augustyna wygłosił w 1986 r. św. Jan Paweł II na Papieskim Instytucie Patrystycznym w Rzymie.

Jan Paweł II odwiedził Papieski Instytut Patrystyczny Augustinianum 17 września 1986 r. Kilka tygodni wcześniej ogłosił List Apostolski Augustinum Hipponensem z okazji 1600-lecia nawrócenia św. Augustyna.
CZYTAJ DALEJ

Prokurator Witkowski: Ks. Popiełuszko był dwukrotnie wrzucany do Wisły [część III]

2026-01-20 14:25

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Wikimedia (domena publiczna)

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, o tym, co działo się z księdzem Popiełuszką między 25 a 31 października 1984, rozmawia Milena Kindziuk (część III).

- Wieloletni obrońca ustaleń Pana Prokuratora - Piotr Litka - dotarł do taksówkarza, który w jednym z filmów dokumentalnych przyznał się, że 25 października 1984 roku wieczorem był na tamie i widział, jak właśnie wtedy wrzucono ciało ks. Jerzego do Wisły. Taksówkarz dokładnie opisuje, jak 25 października na tamie we Włocławku dwaj mężczyźni wrzucili ciało do Wisły. Potem rozmówca przyznaje: „za dużo powiedziałem…Trzeba zapomnieć”. Co Pan na to? Czy ustalenia red. Litki są wiarygodne?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję