Archidiecezja lubelska dziękowała Bogu za wielkiego syna Kościoła i dobrego pasterza, który poszedł po nagrodę do swojego Mistrza i Pana. Śp. abp Bolesław Pylak, najstarszy biskup w Polsce i w Europie, zmarł 6 czerwca 2019 r.
Uroczystości pogrzebowe śp. abp. Bolesława Pylaka rozpoczęły się 10 czerwca wprowadzeniem trumny z ciałem Zmarłego do archikatedry lubelskiej. Mszy św. żałobnej przewodniczył metropolita częstochowski abp Wacław Depo. – Katedra była umiłowanym kościołem śp. abp. Pylaka. To tutaj zaczęła się jego kapłańska droga, potem biskupia posługa. Dlatego wyruszając w tę ostatnią podróż do archikatedry, nie możemy mówić o pożegnaniu, ale powrocie do domu. – To nie czas smutku, ale dziękczynienia za lata życia, pracy, modlitwy i troski – mówił abp Stanisław Budzik. Wokół trumny zgromadziła się rzesza wiernych, spieszących z odległych zakątków diecezji, by pożegnać swojego Pasterza. Niemal stuletnie życie abp. Pylaka sprawiło, że na Lubelszczyźnie nie ma rodziny, w której nie byłby znany i ceniony. Niezliczone Msze św. w parafiach, bierzmowania, poświęcenia nowych kościołów i lokalne uroczystości z udziałem Pasterza pozostawiły w sercach trwały ślad wdzięcznej pamięci.
Oddany Maryi
Reklama
Wspominając wybitego, a zarazem skromnego człowieka, kapłana i biskupa, który do końca pozostał wierny Bogu i Ojczyźnie, bp Mieczysław Cisło nawiązał do testamentu Chrystusa z krzyża i słów: „Oto Matka twoja”. – Słowa Chrystusa o Matce abp Bolesław wziął na serio, z całą powagą wiary i miłości. Pobożność maryjna, którą wyniósł z domu rodzinnego, stała się z latami dominantą jego życia religijnego – mówił. Abp Pylak uczył się zaufania Maryi od bp. Stefana Wyszyńskiego, któremu służył jako diakon. Maryjny styl pasterzowania towarzyszył mu przez całe życie. – Wielu z nas widziało, jak w trudnych sytuacjach odwoływał się do wstawiennictwa Maryi, sięgał po różaniec. Jak umiłowany uczeń spod krzyża abp Bolesław Pylak wziął Maryję do swojego domu i serca; szerzył Jej kult, koronował łaskami słynące wizerunki Matki Bożej – mówił bp Cisło. Podkreślał, że Zmarły nie był wojującym rycerzem, ale pokornym sługą w winnicy Pańskiej. Jego cechy to: skromność, prostota, służebność, wprost dziecięca wiara; rzadkim widokiem był święty gniew. Gdy patrzył na zło w Kościele, odpowiadał na nie bólem i osobistą pokutą.
Nawiązując do długiego, pięknego i pracowitego, ale niepozbawionego krzyża życia śp. abp. Pylaka, bp Cisło mówił: – Patrząc na złożonego niemocą, przykutego do łóżka Pasterza, zdawało się, że będzie trwał dalej, pokonując granice czasu. Ostatnie tchnienie przyszło w pierwszy czwartek miesiąca, gdy Chrystus przytulił go do serca jak umiłowanego ucznia. Usłyszał wtedy słowa: sługo dobry i wierny, wejdź do radości swego Pana.
Wierny Chrystusowi
Mottem uroczystości pogrzebowych, jakie odbyły się w archikatedrze lubelskiej 11 czerwca, było biskupie zawołanie zmarłego Pasterza: „Tobie, Panie, zaufałem”. W żałobnej liturgii, zakończonej złożeniem ciała śp. abp. Bolesława Pylaka w kryptach katedry, uczestniczyli przedstawiciele Konferencji Episkopatu Polski, kilkuset duchownych, reprezentanci różnego szczebla władz i instytucji, osoby życia konsekrowanego, wierni oraz najbliższa rodzina i troskliwie opiekujące się seniorem siostry Służki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej: Krystyna i Stanisława. Szczególną grupę stanowiła społeczność Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, gdzie przez lata Zmarły pełnił funkcję Wielkiego Kanclerza.
– Cała archidiecezja lubelska, cała Polska i ci, którzy znali zmarłego Arcybiskupa, śpiewają uroczyste „Te Deum” za jego długie, piękne i bogate w owoce Ducha Świętego życie, za jego niezmordowaną pasterską posługę. Prosimy Chrystusa Zmartwychwstałego, by sługę, którego obdarzył hojnie na ziemi i błogosławił jego pracy, przyjął po apostolskich trudach do społeczności świętych – mówił abp Stanisław Budzik. Przedstawiając życie i bogatą działalność duszpasterską, Metropolita Lubelski podkreślił, że śp. abp Bolesław Pylak przyjął święcenia biskupie jako pierwszy w nowym tysiącleciu chrześcijaństwa w Polsce, pół roku po zakończeniu Soboru Watykańskiego II. – Jednym z priorytetów jego niezmordowanej posługi była troska o pogłębienie odpowiedzialności za Kościół u ludzi świeckich. Wspierał powstawanie posoborowych ruchów religijnych i przywiązywał wagę do solidnego przygotowania narzeczonych do sakramentu małżeństwa. Odnowił duszpasterstwo, zachęcając laikat do służby w Kościele. Troszczył się o ubogich, doceniał rolę mediów w głoszeniu Dobrej Nowiny, był otwarty na misje i dialog ekumeniczny. Stworzył struktury duszpasterskie diecezji w czasach komunizmu, tworząc nowe parafie, budując ponad 400 kościołów i kaplic, udzielając święceń kapłańskich niemal 700 księżom – mówił abp Budzik. Metropolita podkreślił, że każde z podejmowanych przez Zmarłego działań miało wręcz epokowe znaczenie. Dzieląc się osobistą refleksją, mówił: – Z wdzięcznością wspominam niezmierną życzliwość, jaką mnie darzył od pierwszego dnia mojego przybycia do Lublina po ostatnie z nim spotkanie 29 maja, w dniu 53. rocznicy jego święceń biskupich. Zawsze widziałem w nim ojca.
Ostatnie słowa, jakie zmarły Pasterz zapisał w testamencie, są potwierdzeniem ponad pół wieku wcześniej obranego zawołania „Tobie, Panie, zaufałem” i pełnym nadziei oczekiwaniem na spotkanie po drugiej stronie życia: – „Do zobaczenia w domu Ojca”.
AGNIESZKA LOREK: - Strata dziecka to dla rodziców dramat. Kiedy umiera dziecko po urodzeniu, każdy człowiek rozumie tę tragedię. W przypadku śmierci dziecka w okresie prenatalnym odbiór społeczny jest inny. Skąd ta różnica w postrzeganiu?
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
Zespołowi naukowców ze szkockiego Uniwersytetu w Glasgow udało się odzyskać 42 strony, które wcześniej zaginęły z rękopisu Nowego Testamentu. Chodzi o Kodeks H - niezwykle cenną, VI-wieczną kopię Listów św. Pawła. Odkrycie stało się możliwe dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii.
Między X a XIII wiekiem w klasztorze Wielka Ławra na greckiej górze Athos mnisi wykorzystywali stare rękopisy jako materiał introligatorski do oprawiania nowych ksiąg oraz jako strony tytułowe do innych tekstów. Wynikało to z faktu, że pergamin był wówczas bardzo drogim i cennym materiałem. Stare karty manuskryptów zeskrobywano i powtórnie pokrywano atramentem czy też cięto na kawałki, stosując jako wypełniacz wzmacniający oprawę innych dokumentów. Taki los spotkał właśnie Kodeks H - niezwykle cenną, VI-wieczną kopię Listów św. Pawła, będącą jednym z najstarszych wydań Nowego Testamentu. Z biegiem wieków ocalałe fragmenty Kodeksu H uległy rozproszeniu. Tylko dzięki zapobiegliwości XVIII-wiecznego francuskiego mnicha zagubione kartki udało się zlokalizować w bibliotekach Włoch, Grecji, Francji, a nawet Ukrainy i Rosji. Dzięki najnowszym technologiom udało się je teraz odnaleźć i złożyć w całość.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.