Reklama

Wiadomości

Jowialny grubasek

Antoni Dezyderiusz Fertner, aktor teatralny i filmowy, reżyser, dyrektor teatru, pionier polskiej kinematografii. Wystąpił w pierwszym polskim filmie fabularnym, a wielką popularność przyniosły mu role już w filmach dźwiękowych okresu międzywojennego

Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 40-41

[ TEMATY ]

ludzie

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Antoni Dezyderiusz Fertner

Antoni Dezyderiusz Fertner

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Fertnerowie przez 200 lat byli związani z ziemią morawską, na której rodzili się w wielodzietnych rodzinach. Pozostaje niewiadome ich pochodzenie w Rothwasser, ale najprawdopodobniej mieli czeskie korzenie. I to właśnie z Rothwasser pochodzili bracia Fertnerowie Karol i Piotr, którzy przywędrowali do Częstochowy. Ale nie razem. Pierwszy chyba był Karol, miedziorytnik: mieszkał w Częstochowie w latach 30. XIX wieku, miał tu pracownię i sklep. W przewodniku po mieście z 1860 r. wymieniono sklep Karola Fertnera przy ul. Wieluńskiej, z droższymi towarami dla pielgrzymów. Były to zapewne obrazy, bo ten sam przewodnik informuje, że wśród częstochowskich malarzy wyróżniają się Fertner i Ciesielski. Piotr był rzeźbiarzem. Pracował dla kościołów, głównie tego przy ul. św. Rocha. Specjalizował się w przedstawieniach Chrystusa na krzyżu oraz Madonny. Prawdopodobnie spod jego ręki wyszła płaskorzeźba na drzwiach oddzielających Bazylikę Jasnogórską od przedsionka Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, tych bliżej zakrystii. Roman, syn Karola, to z kolei stalorytnik i litograf, kierownik szkoły rysunkowej przy cechu rzemieślników. Jan, syn Piotra, też został rzeźbiarzem. Tę samą profesję obrał jego syn Andrzej. Za to syn Romana – Teofil (ojciec Antoniego Dezyderiusza Fertnera), jak przystało na dziedzictwo genów, był również artystą. Jego sztuka nie mieściła się jednak w malarstwie czy muzyce, Teofil rozmiłował się bowiem w wytwarzaniu wyrobów stanowiących pokusę dla podniebienia. Wybrała go Eleonora Pleszyńska, córka woźnego Sądu Pokoju Łukasza Pleszyńskiego. Małżeństwo zostało zawarte 7 listopada 1860 r. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze.

Młodość

Matką Antoniego była właśnie Eleonora z d. Pleszyńska. Słynny aktor przyszedł na świat 23 maja 1874 r., którą to okoliczność sam po latach opisał w książce „Podróże komiczne” (ukazała się w 1960 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego). Zanotował: „Urodziłem się wesolutki i do tego bardzo młodo. Nawet nie pamiętam już kiedy. Jeśli płakałem, to jedynie ze śmiechu. (...) Zanim się urodziłem, w domu panował smutek. No cóż – do tej pory rodzice musieli się kontentować tylko córkami. I to aż trzema! Nie wiem, czy wmieszała się w te sprawy Matka Boska Częstochowska, ale wkrótce urodził się długo oczekiwany syn. Chyba w nagrodę za mękę z dziewczętami. Syn – to ja. Przypominam sobie, że na tak radosny widok wszyscy zgromadzeni przy matce krewni zakrzyknęli: – O, mamy już Antosia! Uśmiechnąłem się ze względów towarzyskich. Byłem bowiem dziecięciem towarzyskim od samego urodzenia. (...) A zresztą nastrój, jaki zapanował od tego dnia, nie mógł być jeszcze zmącony jasnowidzeniem, iż wybiorę zawód aktora. Choć działo się to pod Jasną Górą”. I to dosłownie – Fertnerowie mieli do klasztoru 5 minut spacerkiem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Teofil Fertner prowadził swój zakład przy ul. Wieluńskiej, blisko skrzyżowania z dzisiejszą ul. 3 Maja. Gdy Antoni uczył się w częstochowskim progimnazjum, zmarli jego rodzice. Odnalazłem jedynie informację, że Teofil Fertner zmarł 5 kwietnia 1888 r. w wieku 47 lat. Nie wiadomo, co się stało, ale był to z pewnością wielki wstrząs, gdyż nawet w swej książce Antoni całkiem przemilczał ten okres swego życia. Prawdopodobnie z dziadkami i swoimi siostrami przeprowadził się do Piotrkowa. W gimnazjum przejawiał zdolności matematyczne. Jako jedyny z całej klasy rozwiązywał najtrudniejsze zadania. Nie wiadomo jednak, czy ukończył je już w Piotrkowie, czy jeszcze w Częstochowie. Na stronie internetowej absolwentów LO im. H. Sienkiewicza, w którego budynku kiedyś mieściło się gimnazjum, do którego uczęszczał Antoni, jest zamieszczona informacja, że Fertner zakończył tam naukę w 1892 r.

Początki i kino dźwiękowe

Po ukończeniu Klasy Deklamacji i Dykcji przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym w 1895 r. występował w warszawskim teatrzyku Wodewil, a następnie przeniósł się do Łodzi, gdzie grał do 1899 r. W 1902 r. wrócił do Warszawy. Występował w teatrze, a później również grał w niemym kinie w Polsce i w Rosji. Wystąpił w pierwszym polskim filmie fabularnym – „Antoś pierwszy raz w Warszawie”. Fertner był więc pionierem polskiej kinematografii.

Reklama

Po wybuchu I wojny światowej wyjechał wraz z żoną do Rosji w ramach przymusowej ewakuacji. W tamtym czasie zagrał w 25 rosyjskich filmach (w reżyserii Edwarda Puchalskiego). Kreacje filmowe przyniosły mu dużą popularność, a zwłaszcza role Antosia – dobrodusznego i zabawnego prostaka-niezdary w filmach o jego przygodach. Prawdziwy sukces wiąże się jednak z nastaniem ery kina dźwiękowego, czyli od 1932 r. aż do wybuchu II wojny światowej. To ona zapewniła Antoniemu „sławę najzabawniejszego i najbardziej eleganckiego staruszka polskiego ekranu”. Jego postacie były pełne ciepła i dobroci. Ze swej otyłości i łysiny potrafił zrobić atut i znak rozpoznawczy. Pisano o nim wówczas jako o „jowialnym grubasku, z okrągłą twarzą rozjaśnioną bezradnym uśmiechem”. O jego popularności niech świadczy fakt, że miał w swoim dorobku ok. 500 ról filmowych i teatralnych. Przed wojną był krótko współwłaścicielem wytwórni filmowej i kinematografu „Oaza”, ale była to nieudana inwestycja. W latach 1926-27 prowadził przez jeden sezon teatralny wraz z Mieczysławą Ćwiklińską Teatr Ćwiklińskiej i Fertnera.

Okupacja i czas powojenny

Fertner w Warszawie miał swój dom zwany willą „Pod Kogutkiem”, w dzielnicy Radość – podobno sam wymyślił jej nazwę. Podczas okupacji reżyserował i grał w jawnych teatrach: Niebieski Motyl, Złoty Ul, Wodewil i Nowości (wbrew zakazowi konspiracyjnego ZASP-u). W 1944 r. w Grodzisku pod Warszawą zmarła jego żona – aktorka Helena Pawłowska i tam została pochowana. Po Powstaniu Warszawskim Antoni osiadł w Krakowie, gdyż jego willę w Warszawie zabrały mu władze komunistyczne. Występy w jawnych teatrach praktycznie uniemożliwiły mu powrót na warszawską scenę po wojnie. W 1945 r. grał w zespole objazdowym, potem był aktorem Teatru Kameralnego TUR (1945-46) i Miejskich Teatrów Dramatycznych (1947-54). Do filmu już nie wrócił. Zmarł w wieku 85 lat 16 kwietnia 1959 r. w Krakowie. Jest pochowany na cmentarzu Rakowickim w Alei Zasłużonych. W 1987 r. nakręcono o nim film dokumentalny „Demon komizmu. Antoni Fertner”.

Życie osobiste

Reklama

Pierwszą żoną Antoniego Fertnera była pochodząca z Piotrkowa Kazimiera Matylda Habrowska. Ślub wzięli w 1895 r. w Warszawie w parafii ewangelicko-reformowanej. Rozwiedli się w 1911 r. Z drugą żoną – Heleną Pawłowską poznali się w szkole – w Klasie Deklamacji i Dykcji przy Warszawskim Towarzystwie Muzycznym. Sakramentalny związek został zawarty w 1911 r. w Warszawie. W tym samym roku urodziła się córka Antoniego i Heleny – po matce Helena. Dziewczyna zmarła w wieku 22 lat, jej grób znajduje się na Powązkach.

Ostatnią żoną Antoniego Fertnera była Janina Zaleska, z którą był związany przez ok. 10 ostatnich lat swego życia. 9 października 1950 r. urodził im się syn Antoni Fertner junior, który obecnie mieszka w Szwecji. Sakramentalny związek zawarli dopiero 17 marca 1958 r. w parafii św. Floriana w Krakowie, rok przed śmiercią aktora. Wpływ na tę decyzję miało być może pogarszające się zdrowie Antoniego, który 7 lutego 1957 r., wstając z fotela, poślizgnął się i złamał nogę w biodrze. Potem długo przebywał w szpitalu. Ponieważ jego stan się nie poprawiał, wrócił do domu, aby przed śmiercią uporządkować swoje sprawy życiowe.

Willa „Pod Kogutkiem” i ławeczka w Częstochowie

Piętrowa willa z przeszklonymi werandami i figurą koguta na szczycie (stąd nazwa) jest nie tylko jednym z najcenniejszych zabytków dzielnicy Wawer w Warszawie, ale też ważnym obiektem dla polskiej kultury. Od ponad wieku stoi u zbiegu ulic Patriotów i Junaków, wyróżnia się bogatym kostiumem architektonicznym. W domu „Pod Kogutkiem” bywały sławy: Mieczysława Ćwiklińska, Eugeniusz Bodo, Leopold Staff. Po wojnie Fertner zamieszkał w Krakowie, a w jego willi administracja zakwaterowała lokatorów. Obecnie budynek jest w opłakanym stanie, zniszczony przez dzikich lokatorów. W obronie willi stanęła społeczność Radości i okolic, ale nie wiadomo, jaki los ją czeka.

W Częstochowie u szczytu ul. Wieluńskiej (tam gdzie była cukiernia Teofila Fertnera) 16 kwietnia 2016 r. odsłonięto pomnik-ławeczkę Antoniego Fertnera. Ławeczkę ufundował syn aktora, Antoni. Odsłonił ją razem z Marzeną Kołodziejczyk – prawnuczką siostry Fertnera Wiktorii. Ławeczkę zdobi tabliczka z napisem: Antoni Dezyderiusz Fertner ur. w 1874 r. w Częstochowie przy ul. Wieluńskiej – zm. w 1959 r. w Krakowie. Wielki polski komik, aktor teatralny i filmowy, reżyser, dyrektor teatru, pionier polskiej kinematografii. W 1908 r. wystąpił w pierwszym polskim filmie fabularnym „Antoś pierwszy raz w Warszawie”. Znany z serii komedii rosyjskich z okresu I wojny światowej o przygodach Antoszy. Zagrał także w wielu filmach polskich okresu międzywojennego, takich jak: „Jaśnie pan szofer”, „Ada, to nie wypada”, „Papa się żeni”, „Zapomniana melodia”. Po II wojnie światowej grał w Teatrze Starym oraz w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

2019-05-21 13:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

I Młodzieżowy Zjazd Rycerstwa Niepokalanej

Niedziela przemyska 29/2014

[ TEMATY ]

młodzi

ludzie

ARCHIWUM SIÓSTR MI

Uczestnicy i organizatorzy I Młodzieżowego Zjazdu Rycerstwa Niepokalanej

Uczestnicy i organizatorzy I Młodzieżowego Zjazdu Rycerstwa Niepokalanej
Ten, kogo nie było w dniach 20-22 czerwca br. w Strachocinie u Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej niech żałuje, bo jest czego. Hasłem rekolekcji były słowa: „Wierzyć to znaczy chodzić po wodzie, czyli wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia przez Niepokalaną”. Tak z przymrużeniem oka, wybierając się do Strachociny, zastanawiałam się, czy będzie tylko teoria, czy można się też spodziewać chodzenia po wodzie w praktyce. O. Andrzej Sąsiadek, franciszkanin, w  konferencjach przekonywał nas: „Jak człowiek wierzy, to się da! Naprawdę się da! Szatan kłamie i próbuje nam wmówić: to niemożliwe!”. Były to słowa, które zostały poparte opowieściami o konkretnych, wyjętych z życia sytuacjach, co pomagało uwierzyć, że Bóg działa również dziś i w codziennym życiu każdego z nas. Przedstawienie Apostołów, szczególnie św. Piotra, jako normalnych ludzi, którym też nie wszystko w życiu wychodziło, a jednak dali radę, pomogło uwierzyć we własne siły i możliwości oraz w to, że można, „że się jednak da”. Tu przypominają mi się gdzieś usłyszane słowa, że „Bóg nie powołuje świętych, lecz uświęca powołanych”. Ważną rzeczą było także uświadomienie nam, że szatan z reguły nie przychodzi ze słowami: „Jestem Lucyfer. Czy mogę zamieszkać w twoim sercu?”, lecz często działa bardzo podstępnie i pod pozorem dobra, np. odwlekając spowiedź przez podsuwanie myśli: „bo nie jestem jeszcze dobrze przygotowany...”. Również to, że o. Andrzej mówił całym sobą sprawiało, że treści, które przekazywał, przyswajało się nie tylko uszami, ale niemal wszystkimi zmysłami. Słyszeć te konferencje to mało, to trzeba było również widzieć. Po czasie słuchania trzeba było również wykazać się wiedzą. Ponieważ Rycerzy Niepokalanej, tych już pasowanych oraz kandydatów, przyjechało w sumie ponad 60, to pierwszego dnia zostaliśmy podzieleni na mniejsze grupy. Każda z grup miała swojego animatora, opiekuna i świętego patrona. Pierwszym zadaniem było odgadnięcie świętych, którzy mieli się za nami wstawiać u Boga i pomagać Niepokalanej, byśmy z tych rekolekcji skorzystali jak najwięcej. Każdy z animatorów wraz z opiekunem grupy przygotował scenkę z życia świętego patrona – tu brawa dla nich za pomysłowość i zaangażowanie. Towarzyszyli nam tacy święci jak: św. Maksymilian M. Kolbe, św. Franciszek z Asyżu, św. Józef, św. Jan Paweł II i św. Andrzej Bobola. Patronem mojej grupy był św. Andrzej Bobola, który od pierwszego przyjazdu do Strachociny stał mi się szczególnie bliski. Niepokalana, biorąc sobie do pomocy właśnie tego świętego, przyprowadziła mnie w to niezwykłe miejsce. Ponieważ na rekolekcje jechałam z bardzo osobistą sprawą, to pierwsze kroki skierowałam pod pomnik św. Andrzeja, a kolejne były spacerem po Bobolówce, by poprosić go o szczególną opiekę na ten ważny czas. I tym razem św. Andrzej w konkretny sposób wstawił się za mną, dodając odwagi i przez o. Andrzeja uciszył burze w mojej duszy. 20 czerwca, poza znajomością faktów z życia świętych, można było się też wykazać odwagą i zaufaniem do Niepokalanej, która podczas pogodnego wieczorku postawiła niełatwe zadania. Pierwszy wyzwanie podjął o. Andrzej, który miał nas uczyć chodzenia po wodzie, a w rezultacie musiał nurkować w basenie, by odczytać hasło z rebusu na dnie. Kolejne zadanie polegało na czerpaniu wody sitkiem – łatwo się domyślić, jakie to efekty przynosiło. Na koniec tor przeszkód z zawiązanymi oczami. Ponieważ Maryja nigdy nie zostawia swoich dzieci bez opieki i pomocy, to i tym razem pomagała w konkretny sposób, dając okulary do nurkowania i lupę, by odczytać rebus, miskę, by wody naczerpać i pokazać, jak działa jako Pośredniczka łask wszelakich, oraz siostrę, która prowadziła za rękę, pomagała pokonać przeszkody i dodawała otuchy przed wejściem do wody. Przez wesołą zabawę mogliśmy się przekonać, jak wiele zyskujemy, pozwalając działać w naszym życiu najtroskliwszej Matuchnie, i jak ona nam pomaga. 21 czerwca pozostawił w pamięci rycerskie podchody. Przejście przygotowanym szlakiem zdecydowanie ułatwiała znajomość terenu i rozmieszczenia najważniejszych punktów, co siostry w kolejnych wskazówkach potrafiły opisać w bardzo ciekawych i niepowtarzalnych słowach. W wyzwaniu tym liczyła się również współpraca, czasem również między rywalizującymi między sobą grupami. Poza odnalezieniem strategicznych punktów i kolejnych wskazówek mieliśmy do wykonania bardzo praktyczne zadania, które polegały m.in. na podlaniu kwiatków na Bobolówce. Było również zadanie apostolskie, które miało także znaczenie duchowe, bo przez świadectwo o Rycerstwie Niepokalanej dla odwiedzonej pani pozwalało umocnić także naszą reakcję z Niepokalaną. Jednak mimo wspomnianej zdrowej rywalizacji dopiero zebranie owoców pracy wszystkich grup pozwoliło odczytać końcowe hasło rycerskich podchodów. Był również czas na skupienie oraz bardzo prywatne i osobiste spotkanie z Jezusem. Czas wyciszenia, przemyślenia różnych spraw, usłyszanego słowa oraz duchowej rozmowy z Bogiem zapewniony był podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Także w każdej wolnej chwili można było udać się do kaplicy, by w ciszy pobyć z Jezusem. W kaplicy stał słój wypełniony cytatami z Pisma Świętego, by wylosować i zatrzymać dla siebie to, co Pan chce nam powiedzieć. Pozwalało to na łatwiejsze nawiązanie rozmowy z Bogiem, a czasem skłaniało do konkretnych refleksji. Osobiście czułam szczególne prowadzenie tym Słowem przez cały czas rekolekcji. Bardzo trafione i cenne okazały się również słowa św. Maksymiliana, które każdy zabierał dla siebie na zakończenie rekolekcji. Ważnym czasem spotkania z żywym Bogiem była codzienna Eucharystia w sanktuarium św. Andrzeja Boboli, która z racji oktawy Bożego Ciała połączona była z procesją. Na zakończenie rekolekcji, 22 czerwca, odbyło się rycerskie pasowanie. Grono Rycerzy Niepokalanej powiększyło się o kolejne 12 osób, które zdecydowały się oddać całych siebie na własność i do pełnej dyspozycji Niepokalanej. Moment ten przywołał piękne wspomnienia z poprzednich rekolekcji, kiedy to sama byłam w gronie giermków, którzy dostąpili zaszczytu wstąpienia w zastępy tej szczególnej wspólnoty. Przez cały czas Zjazdu troskliwą opieką otaczały nas siostry, które dbały nie tylko o sprawy duchowe, piękną oprawę tego świętego czasu i urozmaicenie wesołych wieczorków, ale i o strawę dla wzmocnienia sił fizycznych, za co serdeczne Bóg zapłać wszystkim razem i każdej z osobna. Jeśli ktoś chciał i mimo sporej dawki wrażeń nie brakowało mu sił, to mógł jeszcze zostać na ponadplanowy czas, którym była rekreacja na świeżym powietrzu zakończona ogniskiem. Czas zacieśniania nowych przyjaźni, rozmów i dzielenia się wrażeniami tych niezwykłych trzech dni. Praktycznie każde słowa są zbyt małe, by opisać i oddać atmosferę, uczucia, wrażenia i przeżycia czasu spędzonego podczas Zjazdu w Strachocinie. Tutaj trzeba po prostu przyjechać i samemu poczuć wszystkimi zmysłami to miejsce, które Niepokalana wybrała sobie na swoją zagrodę. Trzeba osobiście spotkać się z ludźmi, odczuć ich życzliwość, jedność i te szczególne więzi, jakie się tutaj zawiązują. Zdecydowanie jest to miejsce, z którego nie chce się wyjeżdżać i czeka się na każdą okazję, by móc wrócić.
CZYTAJ DALEJ

Największe i jedyne pragnienie Boga – nasze wieczne szczęście

2026-04-23 12:43

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

To jest największe i jedyne pragnienie Boga – nasze wieczne szczęście. I jeśli nawet nas karci, to tylko dlatego, abyśmy mieli wieczne szczęście, abyśmy się nie pogubili na drogach świata, a jeśli się pogubiliśmy, abyśmy odnaleźli właściwą drogę do Niego i bezpiecznie doszli ku obfitości życia wiecznego.

1. Woła on swoje owce po imieniu. W oczach Boga nikt nie jest anonimowy. Każdy z nas, mały czy wielki, bogaty czy biedny, osoba wpływowa czy bez znaczenia, młody czy star szy wiekiem – dla Boga każdy jest jedyny, ważny, wyjątkowy. Nikt zatem nie może czuć się pominięty czy niedostrzeżony. Wszyscy ludzie, każdy z nas, są członkami rodziny Jezusa. Każdemu z ludzi Chrystus rezerwuje czas, tak długi, jakiego potrzebuje, aby mógł się odnaleźć w natłoku różnych spraw i problemów, w kontekście cierpienia czy choroby, sytuacji smutnych czy radosnych. Chrystus mnie widzi i wie, czego potrzeba mi najbardziej, za czym tęsknię, czego się boję, czego pragnę… Bóg widzi, kim jestem i widzi mnie takim, jaki jestem. Nawet jeśli Mu nic nie mówię, On o tym wie i to widzi. Bywa często tak, że nie wiem, w jakich słowach opowiedzieć Bogu o tym, co mnie spotyka, czego doświadczam, co mnie boli lub smuci. Lecz On wie o tym na długo przedtem, zanim ja Mu o tym opowiem. I to jest piękne! Prawda o tym rodzi nadzieję, rozwesela serce. Ewangelia mówi ponadto: Wyprowadza je. Jezus „wyprowadza” nas „na zewnątrz”. Czyli gdzie? Jezus nie trzyma nas w naszych trudnościach. Nie są Mu miłe nasze cierpienia, strapienia, lęki, niepokoje. Owszem, zna je, ale nie jest bez silny względem nich. Jest Bogiem, dlatego może i chce „wy prowadzić” nas na zewnątrz, poza nie, na nowe przestrzenie. Kiedy to czyni? I w tym właśnie jest problem. Wyłącznie On, Bóg, zna czas i miejsce, kiedy i gdzie nas wyprowadza. Ważne więc, aby Mu zaufać. Wiara mówi, że nasz Bóg jest Bogiem wielkich perspektyw, przestrzeni otwartych, wizji szerokich, przyszłości bez granic. Jezus Chrystus jest Panem życia, nie śmierci.
CZYTAJ DALEJ

Papież do nowo wyświęcanych kapłanów: Zawsze trzymajcie otwarte drzwi do Kościoła

2026-04-26 10:11

[ TEMATY ]

Watykan

święcenia kapłańskie

Leon XIV

Vatican Media

Zawsze trzymajcie otwarte drzwi do Misterium Jezusa. Nie ukrywajcie ich i niczym ich nie zastawiajcie. Nie stawajcie się przeszkodą dla tych, którzy chcą wejść – mówił Leon XIV do diakonów, którym następnie udzielił sakramentu święceń w niedzielę Dobrego Pasterza. Wezwał, by w czasach dystansu między ludźmi a Kościołem byli gotowi także wyjść przez te drzwi do potrzebujących.

W czwartą Niedzielę Wielkanocną, zwaną niedzielą Dobrego Pasterza, Leon XIV wyświęcił w Bazylice św. Piotra dziesięciu nowych prezbiterów. To mężczyźni w różnym wieku, wychowani w rodzinach pochodzących z różnych krajów. Będą posługiwać w diecezji rzymskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję