Reklama

Jednak kocham ludzi

2019-02-06 11:52


Edycja toruńska 6/2019, str. VI

Helena Maniakowska
Opatrzność Boża nas nie opuszczała – wspomina bohaterka wywiadu

Z Sybiraczką Danutą Martą Jatczak z Torunia rozmawia Helena Maniakowska

Helena Maniakowska: – Urodziła się Pani w 1947 r. w szpitalu w Wilnie, została zarejestrowana w księgach kościelnych w posiadłości w Niewojniance, a już w 1948 r. wywieziono Pani rodzinę na Syberię. Działo się to wówczas, kiedy zakończyła się już II wojna światowa, a jednak dla Pani rodziny był to czas zawieruchy wojennej. Czy wspomina Pani jakieś fakty z tamtego okresu?

Danuta Marta Jatczak: – Był to okres tzw. czystki, kiedy wywożono głównie żołnierzy Armii Krajowej oraz posiadaczy ziemskich. Po 17 dniach podróży w tragicznych warunkach, w zaryglowanych wagonach towarowych, bez dostępu do światła i powietrza, brudni, zawszeni i głodni, wycieńczeni i bezradni dotarliśmy do celu przeznaczenia – obozu w tajdze syberyjskiej w Kraju Krasnojarskim w rejonie mańskim. Osiedlono nas w Nowoaleksiejewce. Nie mogłam pamiętać początkowych faktów, znam je tylko z opowiadań. Przygarnęła nas Rosjanka Dunia, której mąż zginął na wojnie. Sądziła, że to nie potrwa długo. Miała trójkę małych dzieci i mieszkaliśmy wraz z nimi w jedynej wspólnej izbie cały rok, oczywiście nie za darmo. Gdy nas wywozili, roztropny tatuś zabrał ze sobą ruble w złocie i to dało nam szansę na opłacenie naszego pobytu. Mieszkaliśmy najpierw w ziemiance, później w jednoizbowej chatce. Opatrzność Boża czuwała nad nami cały czas. Przypominam sobie sytuację, że gdy zaczęłam dobrze mówić, to wyglądałam przez szybkę małego okna w chatce i gdy widziałam, że idą w naszym kierunku żołnierze, to krzyczałam: „salaty” (sołdaty). Uciekałyśmy wtedy z babcią w chaszcze za domkiem, bo oni przychodzili na rodzaj kontroli, jak dziecko jest wychowywane, czy w duchu rosyjskim. Pamiętam ten strach, to we mnie tkwi cały czas. Kiedy poszłam do szkoły, tak częstych kontroli już nie było. Gdy miałam 5 lat, urodził się brat, a po 2,5 roku – siostra, było więc nas troje małych dzieci. Babcia opiekująca się nami w 1953 r. zmarła na tyfus. Została pochowana w tajdze pod brzozowym krzyżem. Z tego okresu pamiętam jeszcze przejmujący głód i zimno. Płakałam przez to całe dnie i noce. Jako dzieci chodziliśmy na pola tubylców i wcześniejszych zesłańców. Szukaliśmy tam pozostawionych przypadkiem ziemniaków, zbieraliśmy lebiodę, pokrzywy, korzonki, czasem znaleźliśmy jakiś grzybek. Rodzice otrzymywali ok. 20 dag czarnego chleba na osobę. Wyglądał jak niedopieczona glina. Po wodę trzeba było iść do strumyka oddalonego ok. 500 metrów dalej. Mamusia przynosiła ją w wiadrach na koromysłach. Zimą pozyskiwaliśmy wodę ze śniegu. Szyby były zamarznięte, a śnieg po pachy, mróz ok. 50 stopni, natomiast lato było krótkie, wilgotne i bardzo upalne.

– A czas trochę późniejszy spędziła Pani w szkole, czy także wśród dorosłych?

– Było mi wówczas trudno, ponieważ byłam jedynym dzieckiem polskim i nie znałam języka rosyjskiego, którego musiałam się szybko nauczyć. Do innych dzieci zwracano się po imieniu, ja byłam określana „Polaczka”. Oprócz rosyjskich były tam też dzieci ukraińskie, litewskie i mongolskie, jednak zarówno między dziećmi, jak i dorosłymi były dobre relacje. Wszyscy zesłańcy byli dla siebie bardzo życzliwi. Mój tatuś grał na harmonii i – szczególnie podczas uroczystości – skupiał wokół siebie tubylców i zesłańców bez względu na wiek i narodowość. Ludzie z radością śpiewali (co prawda rosyjskie piosenki). Wszyscy mieli taką samą biedę, szanowali się i dzielili tym, co mieli. Przyjaźniliśmy się, a wśród dorosłych dochodziło do zawierania małżeństw, także mieszanych narodowościowo.

– Potem nadszedł czas powrotu z Syberii…

– Gdy po śmierci Stalina w 1956 r. zaistniała szansa na wyjazd i wybór, gdzie wyjechać, rodzice nie zdecydowali się pozostać tam na miejscu, choć do tego namawiał ich komendant obozu. Rodzice, otrzymując wyrok zesłania na całe życie, pragnęli zawsze wrócić do Polski. Komendant, który ojca bardzo szanował za jego pracowitość, rzetelność, ogromną empatię do zwykłych, prostych ludzi, mówił: „Zastanów się, bo twój wymarzony raj może okazać się zupełnie innym rajem”. Doszło do tego, że wszyscy zesłańcy wyjechali do Polski na koszt państwa, a o sześciu rodzinach z Nowoaleksiejewki zapomniano. W efekcie zdecydowanego protestu taty wyznaczono nam warunek posiadania zaproszenia na przyjazd do Polski z aktualnych jej terenów. Opatrzność Boża nadal nas nie opuszczała: rodzice cudem odnaleźli brata mamusi, mieszkającego na ziemi lubuskiej, i od niego otrzymaliśmy tak ważne dla nas zaproszenie. Ostatecznie zamieszkaliśmy w Sulechowie, w dwupokojowym mieszkaniu w dwie rodziny – razem dziesięć osób. A w szkole, o ile w Rosji byłam „Polaczka”, tak tu byłam nazywana „Ruska”. Wspominaliśmy wówczas często słowa komendanta. Jednak ojciec ciągle powtarzał: „Pamiętajcie, dzieci, wy się tylko uczcie, bo tego, co będziecie mieli w głowach, nikt wam nie zabierze, a majątek może przepaść”. Gdy inne dzieci zobaczyły, że mam dobre oceny z nauki i zachowania, zaczęły mnie szanować. Potem mieliśmy mieszkanie w Gdańsku, a na końcu w Toruniu, którym ojciec się zachwycił, także z powodu obecności tylu ludzi z Wileńszczyzny. Był rok 1962 – zamieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu z łazienką. Tu już było lepiej. Pamiętam granatową sukienkę ze zmienianymi kołnierzykami, każdego dnia innym. Ojciec uczył nas szacunku wobec ludzi, mówił, że każdy spotkany Polak to nasz brat. Potem nastał czas kontaktów z Sybirakami z całej Polski. Jednak to, co się za mną wlecze, to trauma wczesnego dzieciństwa. Czasem mam sny, w których widzę żołnierzy w mundurach, jak mnie gonią, uciekam, spadam gdzieś… Mamy poorane serca… Rodzice nauczyli nas, aby cieszyć się ze wszystkiego, co osiągnęliśmy w naszym skromnym, patriotycznym życiu. Czasem martwię się stosunkami wzajemnymi między Sybirakami. Lata mijają, a Sybiracy są zniszczeni trudnymi latami na zesłaniu, schorowani, czują się osamotnieni, często zrezygnowani. Widać to na naszych corocznych, wrześniowych uroczystościach, na które z roku na rok przychodzi coraz mniejsza grupa. Ja jednak kocham tych wspaniałych, cudownych ludzi o gołębich sercach, w których jest cząstka mojego życia.

Tagi:
Sybiracy

Pamięć zmarłym, żyjącym pojednanie – Sybiracy na Jasnej Górze

2019-05-05 20:58

mir / Jasna Góra (KAI)

Zesłano ich na Syberię, do największego więzienia świata, tylko za to, że byliśmy Polakami. Dziś pielgrzymowali na Jasną Górę, by wspomnieć zmarłych. Już po raz 30. zabrzmiał Apel Poległych Sybiraków.

Krzysztof Świertok/Niedziela

Centralnym punktem pielgrzymki była Msza św. w intencji wszystkich Sybiraków - żyjących oraz zmarłych. Eucharystii przewodniczył ks. Zdzisław Banaś. Krajowy kapelan Sybiraków i kustosz Sanktuarium Matki Boskiej Sybiraków w Grodźcu podkreślał w homilii wielka wiarę zesłańców, która była „jedyną nadzieją na tych katorżniczych drogach. Nie wiedzieli, co będzie, co się z nimi stanie, ale ufali do końca Bogu”.

Daniela Okleska była malutkim dzieckiem, kiedy z mamą i trójką rodzeństwa trafiła na z Kresów do Kazachstanu w 1950r. – Tylko dlatego, że byliśmy Polakami, byliśmy przeznaczeni na zagładę - mówiła w rozmowie z KAI. - To co pozwalało nam przetrwać, to wiara w Boga i ogromna solidarność między Polakami zaświadcza Janina Sienkiewicz, która mieszkała w okolicach Wolna. - Modliliśmy się także wspólnie po domach, np. na nabożeństwach majowych, choć za to w razie wykrycia groziła kula w głowę – opowiada. Dla rodziny największym skarbem był wywieziony z domu obraz Matki Bożej - wiano ślubne babci Janiny Sienkiewicz. Z tym obrazem wróciły też do Polski.

W pamięci pani Janiny – jako 5-letniej dziewczynki – mocno zapisało się wspomnienie, kiedy po wyjściu z pociągu w Giżycku wszyscy zesłańcy na klęczkach całowali polską ziemię.

W dwudniowej 30. pielgrzymce dawnych zesłańców tradycyjnie wzięli udział: harcerze – seniorzy tzw. „Piątacy - uczestnicy wydarzeń poznańskich z 1956r., młodzież ze środowisk harcerskich oraz szkół współpracujących ze Związkiem Sybiraków

Tylko podczas II wojny światowej Związek Sowiecki przeprowadził cztery wielkie akcje deportacyjne polskich obywateli: nocą z 9 na 10 lutego 1940 r., 12/13 kwietnia 1940 r., 28/29 czerwca 1940 r. i w maju 1941 r. Wywieziono na „nieludzką ziemię" (Syberia, Kazachstan, Kirgizja, Tadżykistan, Turkmenia, Uzbekistan, wschodnie części ZSRR) w bydlęcych wagonach ponad 300 tys. ludzi, choć Sybiracy mówią nawet o 1,5 mln Polaków. Wywózki trwały także po wojnie, do śmierci Stalina w 1953r.

Ci, którzy ocaleli, próbowali przedostać się do Ojczyzny w ramach Armii Andersa, wędrując przez Azję i Afrykę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Leon Knabit o atakach na abp. Jędraszewskiego

2019-08-08 07:26

Wiem, co piszę. Spodziewałem się, że kiedyś ktoś zażąda dymisji O. Gużyńskigo. I stało się tak, choć ja takiej postawy nie popieram, jak to ostatnio pisałem. Natomiast ataki na abpa Jędraszewskiego uważam za kolejne akcje przeciwko krakowskim Pasterzom.

Piotr Drzewiecki

Księcia Metropolitę Sapiehę chciano aresztować i potem wyrzucić z Polski. „Wojtyła zdrajca” -pisało na budynku przy Franciszkańskiej 3, Kardynałowi Macharskiemu grożono śmiercią. I ci wszyscy krzykacze przeminęli. Przeminą i ci aktualni, a Kraków? Będzie miał kolejnego arcybiskupa. Cała ta Czwórka odznaczała się głębokim patriotyzmem, rozumiała wartości, na których budowało się i trwało Państwo Polskie i nigdy nie występowała przeciw konkretnemu człowiekowi. Kardynał Wojtyła, już jako papież wołał na Błoniach 10 czerwca 1979 roku: „Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście że można. Człowiek jest wolny.

Ale - pytanie zasadnicze - czy wolno? I w imię czego „wolno?” Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć: NIE temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło?” I upłynęło czterdzieści lat, by metropolita szczeciński, abp Andrzej Dzięga, mógł napisać:

„Obserwując obecne zmaganie kulturowe, w ostatnich kilkunastu latach szczególnie intensywne w Polsce, a w ostatnich miesiącach jeszcze nasilające się na polskiej ziemi, widzimy, że nie jest to zwykłe przeciwstawienie społeczno-politycznych poglądów tzw. lewicowych i prawicowych, ale że jest to radykalne przeciwstawienie: Droga Bożej Prawdy przeciwko drodze zwykłego, pogańskiego bezbożnictwa.”

A więc jasne. Wybierajmy. Jeśli zaś ktoś wystąpi jako katolik przeciw własnemu biskupowi, to stawia się sam po określonej stronie. Załączone zdjęcie pokazuje, co się działo na Franciszkańskiej po śmierci Jana Pawła II. Nie będziemy się licytowali co do ilości uczestników sobotniego spotkania, ale przyjdźmy na modlitwę na 15-ą. Śpiewaliśmy Papieżowi przed laty „Cracovia semper Fidelis – Kraków zawsze wierny”. Czy usłyszy te słowa w Domu Ojca 10 sierpnia, właśnie w rocznicę Bierzmowania Dziejów?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prawnicy udostępniają przewodnik „Prawa rodziców w szkole”

2019-08-21 08:41

Informacja prasowa

W nowym roku szkolnym w wielu placówkach oświatowych realizowane mają być programy edukacji seksualnej zgodne z kontrowersyjnymi „standardami WHO”. Ich wdrożenie może naruszać konstytucyjne prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Jako wsparcie dla rodziców eksperci Instytutu Ordo Iuris przygotowali przewodnik „Prawa Rodziców w Szkole”, skrótowy informator zawierający najczęściej zadawane pytania i odpowiedzi oraz rodzicielskie oświadczenie wychowawcze chroniące dziecko przed wulgarną edukacją seksualną. Materiały, stanowiące owoc dwuletniej kampanii „Chrońmy dzieci!” oraz konsultacji z organizacjami rodzicielskimi i nauczycielami, są dostępne na stronie dlarodzicow.ordoiuris.pl.

candy1812/fotolia.com

W toku prowadzonej od 2017 roku kampanii społecznej „Chrońmy dzieci!” prawnicy Ordo Iuris zbadali blisko 1000 wskazanych przez rodziców szkół, uzyskując informacje o obecnych w nich organizacjach zewnętrznych i oferowanych przez nie programach. Obawy rodziców w wielu przypadkach okazały się całkowicie zasadne. Opublikowany w 2018 roku na stronach MEN raport z kampanii wskazywał, że 57% dyrektorów szkół nie znało ustawowych przepisów chroniących prawa rodziców, a organizacje prowadzące edukację seksualną lub inne kontrowersyjne zajęcia tylko w 13% przypadków uzyskały wymaganą ustawą zgodę Rady Rodziców na prowadzenie działalności w szkole.

„Zagrożenie dla dzieci przybrało zupełnie nowe kształty po podpisaniu przez Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+ zapowiadającej wdrożenie edukacji seksualnej zgodnej ze «standardami WHO». Podobne programy zapowiedziano także w innych miastach. Masowe protesty rodziców i wyrazy oburzenia wielu nauczycieli zainspirowały nas do przygotowania wyczerpującego poradnika o prawach rodziców, któremu towarzyszy informator z najczęściej zadawanymi pytaniami i odpowiedziami oraz precyzyjne rodzicielskie oświadczenie wychowawcze. Chcemy, by te dokumenty dotarły jak najszerzej do rodziców” – mówi adw. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris

Towarzyszące przewodnikowi „Prawa rodziców w szkole” rodzicielskie oświadczenie wychowawcze, wskazuje precyzyjnie podstawy prawne wiążącego sprzeciwu wobec uczestnictwa dziecka w wulgarnej edukacji seksualnej. Poprzez podpisanie oświadczenia rodzic zastrzega, że udział dziecka w zajęciach z edukacji seksualnej wymaga każdorazowej, odrębnej zgody rodzica wyrażanej po zapoznaniu się z programem i treścią tych zajęć. Złożone w szkole oświadczenie jest także wsparciem dla dyrektorów szkół, którzy spotykają się z naciskami ze strony organizacji zewnętrznych oraz niektórych samorządów.

Publikacja przewodnika jest odpowiedzią na liczne apele środowisk rodzicielskich, nauczycielskich oraz niedawny apel Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, która podkreśliła, że dziecko nie może uczestniczyć w tego typu zajęciach bez zgody prawnych opiekunów.

„Zarówno przewodnik «Prawa rodziców w szkole», jak i informator zawierający najczęściej zadawane pytania i odpowiedzi oraz samo oświadczenie rodzicielskie będą aktualizowane, a wszyscy którzy pobiorą je z naszej strony będą informowani o nowych materiałach udostępnianych przez Instytut Ordo Iuris. W ten sposób chcemy wyposażyć rodziców i zatroskanych o dobro dzieci nauczycieli w zawsze aktualne informacje i materiały” – zaznacza dr Tymoteusz Zych, wiceprezes Ordo Iuris oraz współautor przewodnika dla rodziców.

Przewodnik „Prawa rodziców w szkole”, informator zawierający najczęściej zadawane pytania i odpowiedzi oraz rodzicielskie oświadczenie wychowawcze dostępne są bezpłatnie na stronie dlarodzicow.ordoiuris.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem