Reklama

gps na życie

Zawołaj Go

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Dokładnie nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. TO, czyli niechlubna strona życia. W moim domu rodzinnym zawsze był alkohol. Początkowo się go bałem; przynosił awantury, hałas tłuczonego szkła. Jako dzieciak często chowałem się w kącie i zatykałem uszy, żeby nie słyszeć tych strasznych odgłosów, zaciskałem oczy, żeby zobaczyć jak najmniej. Nie zawsze się dało i przyznam, że często w ogóle nie pomagało. Zastanawiałem się, jak to jest, że ci sami ludzie, mama i tata, którzy chodzili do pracy, wypełniali jakieś zwyczajne obowiązki, a dla mnie potrafili być ciepli i mili, zmieniali się po alkoholu do tego stopnia, że ja przestawałem istnieć. Tak wtedy czułem. Mogło mnie nie być. Nie bardzo było gdzie się schować, a do tego coraz częściej zdarzało się, że stawałem się czymś w rodzaju karty przetargowej albo jakiegoś „bufora” używanego do przepychanek.

Nie, wtedy jeszcze zupełnie nie miałem pojęcia, że można to tak odbierać, a tym bardziej nazywać. Byłem dzieckiem. Małym chłopcem, który niczego nie rozumie, który myśli tylko o tym, że tata jest zły na mamę, mama na tatę, a ja koniecznie muszę jakoś zadziałać, żeby TO zmienić albo żeby TEGO nie czuć.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Żeby nie czuć

Reklama

Krzyki, hałas, rozbijane szkło, szyby w drzwiach, oknach... Sińce i rany na chwilę maskowane przed zewnętrznym światem, bo w tak zwanym międzyczasie toczyło się „normalne” życie. Rodzice chodzili do pracy, spotykali sąsiadów, uśmiechali się, a ja te chwile lubiłem najbardziej. Za każdym razem wierzyłem, że tamto, co bolało, było jakimś złym snem, a nawet jeśli nim nie było, to z pewnością nigdy już się nie powtórzy.

Powtarzało się. Coraz częściej, coraz silniej... Wraz z moim dorastaniem dorastał też coraz większy wstyd i coraz większa potrzeba, żeby nie czuć.

Moje życie

Zatrzymam się w tym miejscu. Nie chcę opowiadać o swoich porażkach w szkole, którą ledwie skończyłem, o każdej kolejnej pracy, której nie potrafiłem sprostać mimo ogromnych ambicji. I nade wszystko we własnym dorosłym życiu emocjonalnym. Rodzinnym. Zawalałem wszystko. I wszystko się rozpadało. Nie, nie samo. Alkohol. Z mniejszymi czy większymi przerwami był przy mnie zawsze, po jakimś czasie dołączyły też inne substancje. Aby zobaczyć i przekonać się, że potrzebuję pomocy, musiało minąć wiele lat, musiałem stracić to, na czym mi najbardziej zależało. Nie. Właściwie musiałem stracić wszystko.

Ojcze nasz

Reklama

Tak, powiesz, ładnie i nawet składnie to wszystko facet teraz nazywa: rodzice, alkohol, inne substancje, potrzeba pomocy... Ale jeśli choć niewielki fragment tej mojej „spowiedzi” znasz z własnego doświadczenia, wiesz, że aby dotrzeć do tego miejsca, musiało się zatrząść niebo. Musiałem zostać sam, jak to się mówi, sięgnąć dna. Ale „dno” to dla mnie określenie i tak zbyt subtelne dla nazwania tego miejsca, w jakim się znalazłem. Czułem, że to już koniec. Wszystko. Czekałem, w piekielnym cierpieniu czekałem na swój ostatni oddech, próbując wypowiedzieć gdzieś w głowie, a może wywołać słowa, które powtarzał ten mały chłopiec wiele lat temu skulony w kącie rodzinnego domu: „Ojcze nasz, któryś jest...”.

Stało się. On się o mnie upomniał. Zwyczajnie i niewiarygodnie. Przyszedł człowiek, który mnie uratował. Pogotowie, szpital, odwyk, terapie, powrót, szpital, leczenie, terapie...

Dziś jestem trzeźwy

Od kilku lat układam to, co da się ułożyć. Moje życie wcale nie jest łatwe, ale spotkałem wielu ludzi o podobnych doświadczeniach, wielu, którzy pomagali i pomagają zrozumieć, dlaczego pewne rzeczy musiały się stać, także to, że nie jestem sam.

Spotkałem Boga.

Bo wtedy, kiedy Go wołałem,

On właśnie przechodził obok...

***

O co chodzi?

Za chwilę zaczniemy Tydzień Modlitw o Trzeźwość. Ktoś zapytał mnie, po co organizuje się taki tydzień, co to może dać, jak może pomóc tym, którzy zmagają się z nałogami, niszczą siebie i życie swoich bliskich. Przecież ci, którzy mają w swojej rodzinie alkoholika, narkomana, a są ludźmi wierzącymi, zwykle sami szukają pomocy w codziennej modlitwie, działaniu...

Odpowiadając na podobne pytania komuś, szczególnie zupełnie oddalonemu od Kościoła czy nawet wiary, spróbujmy posłużyć się jakimś czytelnym dla tej osoby porównaniem.

Reklama

Mnie przyszło do głowy zestawienie ze stadionem sportowym, na którym rozgrywane są np. mecze piłkarskie. Jaka jest różnica między meczem rozgrywanym przy wypełnionych trybunach od tego przy siedzącym w kąciku jednym kibicu. Nie! To nie oznacza, że modlitwa jednej osoby jest mniej ważna, ale jeśli zdamy sobie sprawę, jak zabrzmi wołanie o pomoc tysięcy osób w tym samym czasie w tej samej intencji, to wyobraźnia z pewnością zadziała. A jaki jest ten niezwykle istotny aspekt tego, że w ciągu jednego tygodnia wszyscy skupiamy się wokół jednego problemu? Jednoczymy się, rozmawiamy, wspieramy i często włączamy się w konkretne działania. A właśnie: łączymy się. Wspólna modlitwa i Eucharystia w intencji tych, którzy może w mniemaniu wielu nie zasługują nawet na uwagę. Łączymy się, przez ten krótki czas budując niewidoczny, lecz silny tunel skierowany do nieba. Otulamy nim, przygarniamy do swoich serc tych, którzy najbardziej tego potrzebują.

Trzeźwość, czyli...

...oderwanie się od uzależnień (alkohol, narkotyki, inne używki) pomaga być spokojnymi, cierpliwymi, wyrozumiałymi, odpowiedzialnymi, a nawet mądrymi życiowo ludźmi.

Uzależnienie = złodziej

Wkrada się niepostrzeżenie, pozbawiając nas niezależności, czyniąc z nas osoby słabe, zależne, podległe czynnikom, które jak złodziej okradają nas z niezależności. Dając ułudę, pozorną i chwilową przyjemność potrafi znakomicie manipulować naszym umysłem i uczuciami. Skutecznie zmienia realną ocenę siebie i otaczającej nas rzeczywistości.

Dlaczego korzystamy?

Spróbujmy wymienić podstawowe czynniki wpływające na to, skąd bierze się chęć sięgania po używki:

• Wpływ obyczajów. Wspólne picie przyjęte jest jako popularny sposób nawiązywania i umacniania kontaktów między ludźmi. Od wczesnych lat uczymy się, obserwując dorosłych, oglądając filmy, czytając, że wspólna konsumpcja napojów alkoholowych jest czymś atrakcyjnym; zbliża ludzi, przełamuje „lody”, tworzy okazje do spotkań, ułatwia zabawę i załatwianie interesów.

• Pragnienie szybkiego poprawienia nastroju. Dotyczy to szczególnie tych chwil, kiedy czujemy się źle, przeżywamy smutek, ból czy rozczarowanie.

Badania dowodzą, że przynajmniej jedna piąta ludzi to abstynenci, co świadczy o tym, że można żyć przyjemnie, dobrze współdziałać z innymi bez tzw. wspomagania.

Czego szukamy?

Reklama

• Uśmierzania przykrych uczuć, traktując używki jako uniwersalne lekarstwo na dolegliwości ciała i dusz.

• Samoobrony przed złymi wiadomościami, pijemy, by nie myśleć (!?).

• Rozluźnienia wewnętrznych zahamowań i obaw, np. gdy chcemy powiedzieć komuś „prawdę”, a brak nam odwagi; także by skłamać, wywołać awanturę lub przeciwnie, by się do kogoś zbliżyć.

• Przeżywania odmiennych stanów psychicznych, gdy rzeczywistość wydaje się zbyt szara i nudna.

• Ułatwiania i umacniania kontaktów z innymi ludźmi. Alkohol stał się częścią tradycji, rytuałów. Pojawia się podczas większości ważnych wydarzeń w naszym życiu, począwszy od narodzin, poprzez wszystkie rodzinne uroczystości, aż po śmierć (?!)

Alkohol oszukuje

Reklama

O zagrożeniach wynikających z nadużywania alkoholu i innych używek przekonało się i wciąż przekonuje mnóstwo ludzi. Okazuje się, że większość „konsumentów” alkoholu przegrywa: doznaje poważnych szkód osobistych i – co istotne – znajduje coś przeciwnego niż to, czego oczekiwali. Skoro więc alkohol potrafi doskonale manipulować naszym umysłem i uczuciami, można chyba postawić wniosek, że prostą drogą prowadzi do samooszukiwania się! Uzależnienie można porównać do gry z oszustem, kiedy podejmując takie zawody, najczęściej odrzucamy fakt, że trzeba się do nich dobrze przygotować. Za chwilowe zyski (jak w grze) można zapłacić wysoką cenę. A ważne jest też to, że płaci nie tylko ten, który gra, ale także jego najbliżsi. To oni często są zmuszeni ponosić konsekwencje nieprzemyślanych, nieodpowiedzialnych czy wręcz głupich zachowań i decyzji.

Pomocy

Można i trzeba jej szukać jak najwcześniej. W dzisiejszych czasach po używki sięga już najmłodsze pokolenie. Jeśli jesteś rodzicem, bratem, siostrą, przyjacielem, nie unikaj problemu, nie udawaj, że tego nie ma lub obędzie się bez konsekwencji. Co możesz zrobić?

• rozmawiaj o alkoholu, narkotykach i uważnie słuchaj,

• pomagaj mu dobrze czuć się z sobą takim, jaki jest,

• pomagaj wykształcić jasny system wartości,

• pomagaj radzić sobie z naciskiem rówieśników,

• ustalaj czytelne zasady dotyczące alkoholu i narkotyków,

• zachęcaj do zdrowych i twórczych zajęć,

• rozmawiaj z tymi, którzy zetknęli się z problemem uzależnienia,

• przygotuj się do sytuacji, w której twój bliski młody człowiek zetknie się z używkami

• bądź dobrym przykładem; pokaż, że modlitwa i wiara w Bożą pomoc działa w najtrudniejszych sytuacjach.

2018-02-07 10:50

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ocena: +3 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Tomasik: przez abstynencję niektórych - do trzeźwości wielu

[ TEMATY ]

trzeźwość

cozadzien.pl

- Bardziej akcentujemy zysk ekonomiczny niż zdrową rodzinę - uważa biskup Henryk Tomasik. 26 lutego rozpocznie się Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu.

Bp Tomasik powiedział, że alkoholizm jest przyczyną wielu rodzinnych tragedii. Stwierdził też, że chrześcijanin w duchu wiary podchodzi do wielu problemów, stąd potrzebna jest modlitwa o przemianę wielu serc, siłę i o opamiętanie. Dodał, że potrzeba wspólnego wysiłku, by tworzyć nową kulturę, w której nie będzie problemu nadużywania alkoholu. - Można powiedzieć, że przez abstynencję niektórych do trzeźwości wielu - mówił gość Radia Plus Radom.
CZYTAJ DALEJ

Wieczny odpoczynek, o który dziś prosimy, jest odpoczynkiem w Kimś, kto żyje

Kościół wraca dziś do słów Hioba, które czytaliśmy miesiąc temu (zob. glossę na 1 X), i kładzie je na usta wszystkich swoich zmarłych: „ja wiem: Wybawca mój żyje”. W liturgii zadusznej to wyznanie zmienia usta. Staje się głosem tych, którzy przeszli przez śmierć i czekają. Goel, krewny-wykupiciel, który wstaje jako ostatni, ma teraz imię i historię. To Chrystus zmartwychwstały, pierworodny spośród umarłych. „Oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. W dzień zaduszny te słowa brzmią jak modlitwa wszystkich bezimiennych, żeby nie zniknąć, żeby ślad pozostał. Ludzka pamięć jest krucha jak inskrypcje. Wietrzeją nagrobki, gasną nazwiska. Kościół odpowiada na tę kruchość inną księgą, liber vitae, księgą życia, w której zapis nie blaknie, bo pisze go Ten, który „wie, kim są Jego” (por. 2 Tm 2,19). „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny”. To zdanie jest w liturgii pogrzebowej od wieków. Śpiewane nad trumną, przestaje być przeczuciem, a staje się programem. Nadzieja chrześcijańska dotycząca zmarłych jest skandalicznie konkretna. Nie „coś z nich przetrwa”, lecz „ich oczy ujrzą”. Modlitwa za zmarłych, którą dziś Kościół zanosi we wszystkich swoich świątyniach, opiera się na tej konkretności. Skoro oni żyją i czekają, można im pomóc. Miłość nie zna granicy grobu, a wstawiennictwo jest jej językiem po tamtej stronie słyszalnym.
CZYTAJ DALEJ

Święty Hubert. Patron odwagi i zmian

2026-11-02 20:49

[ TEMATY ]

św. Hubert

Wiara (nie)oderwana od życia

Adobe Stock

Św. Hubert

Św. Hubert

3 listopada Kościół wspomina św. Huberta, patrona myśliwych i leśników. Jego imię przywołuje obraz lasu, polowania i jelenia z krzyżem między rogami. Za tą dobrze znaną opowieścią kryje się jednak coś więcej – historia człowieka, który niespodziewanie stanął wobec doświadczenia, które odmieniło jego życie.

Według tradycji Hubert był zapalonym myśliwym. Pewnego dnia, podczas polowania, miał ujrzeć jelenia, między którego rogami jaśniał krzyż. To spotkanie skłoniło go do zmiany dotychczasowego życia i zwrócenia się ku Bogu. Choć opowieść ta należy do hagiograficznej tradycji, od wieków inspiruje do zastanowienia się nad tym, co potrafi zmienić człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję