Reklama

Wiadomości

Głos wolność ubezpieczający

Niedziela Ogólnopolska 3/2018, str. 14-15

[ TEMATY ]

media

kite_rin/fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przybysze z całej Europy podkreślają, że Polska jest dziś krajem, w którym panuje największa wolność prezentowania swoich opinii, dyskusji i wymiany poglądów. Podczas gdy w większości europejskich krajów szaleje tyrania politycznej poprawności, pojmowanej jako wykładnia neomarksistowskich frazesów i złudzeń, w Polsce – pomimo wielu interwencji Adama Michnika oraz TVN – nie udało się zakneblować wolnych ludzi.

Nie oznacza to jednak, że w tej dziedzinie ludzie prezentujący wyraziste opinie nie mają kłopotów. Ostatnie miesiące przyniosły w Polsce renesans myślenia w kategoriach stadionowych. Większość dziennikarzy, publicystów i komentatorów zachowuje się dziś jak rasowi kibole. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli należę do jakiejś grupy, a ta grupa popiera rząd, to nie wolno mi się wychylić z żadną opinią, która by ten rząd krytykowała lub tylko podawała w wątpliwość jego propagandowe konstrukcje. Podobnie jest z drugiej strony. Tam obowiązuje żelazna dyscyplina krytykowania rządu i wszystkiego, co wiąże się z konserwatywnym światopoglądem, chrześcijaństwem i tradycją. Można głosić największe brednie, byleby jednak nie wychylać się poza partyjnie ustaloną linię demarkacyjną.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Taka sytuacja sprawia, że jednak tej wolności słowa, a więc źrenicy wolności obywatelskich w ogóle, jest znacząco mniej. Doświadczam tego wielokrotnie na własnej skórze, kiedy staram się prezentować zdroworozsądkowy sposób widzenia rzeczy i wytykam rządzącym głupoty, niesprawności lub choćby logiczne niekonsekwencje. Natychmiast z kręgów najświeższych zwolenników dobrej zmiany słyszę, że tak nie można, że ktoś, kto głosi takie myśli, z gruntu jest podejrzany i należy mu się intensywniej przyjrzeć. Oczywiście, mam to w nosie, w czasach bowiem, gdy płaciłem za swoje poglądy zakazem druku, zakazem zatrudniania mnie gdziekolwiek lub nawet aresztem, większość tych mędrków chodziła wyprostowana pod stołem albo cichutko siedziała w kącie, mając takim jak ja za złe, że głośno mówią to, co myślą.

Pamiętam jednego z dzisiejszych odważniaków, gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku łajał mnie publicznie za to, że byłem zbyt awanturny, że zbyt głośno mówiłem to, co myślę, zatem byłem szkodliwym awanturnikiem. A takie awanturnictwo prowadzi jedynie do złych rzeczy. Kiedy potem krytykowałem rząd Mazowieckiego – wyłamując się ze swojego środowiska (a tkwiłem wtedy w kręgach bliskich „Tygodnikowi Powszechnemu”) – także słyszałem, że nie wolno tak postępować, że jestem rozbijaczem i że służę złej sprawie. Dziś ta sama osoba i jej podobni mądrale krytykują mnie za to, że jestem niedostatecznie patriotyczny, że nie ma we mnie, potrzebnej w tych czasach, dozy radykalizmu.

Ze wstydem wyznam, że moje poglądy nie zmieniają się od ponad trzech dekad. Może to, oczywiście, świadczyć o sztywności, prymitywności i uparciuchostwu. Cóż począć... Piszę o sobie bowiem w takiej dziedzinie, jaką jest wolność słowa, należy jednak opisywać przypadki, które zna się najlepiej.

Reklama

Wyrzucano mnie już z wielu redakcji, krytykowano, ustawiano do pionu. Znam zatem wszelkie niedole chodzenia własnymi ścieżkami. Teraz wiele osób pyta mnie, dlaczego nie antyszambruję na salonach władzy, dlaczego nie staram się o intratne posady – przecież kto jak kto, ale pan, z takim życiorysem – mawiają owi komentatorzy. Ja jednak zyskałem sobie najlepsze z możliwych posadę i zajęcie. Mianowicie zależę sam od siebie i sam sobie jestem przełożonym. Jeśli coś zawalę, mogę mieć pretensje wyłącznie do siebie, jeśli coś się uda, wiem, dzięki komu takie zdarzenie miało miejsce.

Robię to, co lubię, i to, w co wierzę, i jeszcze okazuje się, że są czytelnicy, którzy chcą to czytać, i widzowie, którzy chcą to oglądać. Oni są moimi pracodawcami i dalibóg – wyznam Państwu – są to najlepsi na świecie pracodawcy. Szybko prostują mnie, gdy nadmiernie uderza mi do głowy woda sodowa, i nagradzają za uczciwą pracę. Mogę im się tylko grzecznie ukłonić do pasa.

Piszę o tym wszystkim nie z powodu tego, że w Polsce z wolnością słowa jest tak źle. Jak już na wstępie napisałem, z tą sprawą jest w naszym kraju całkiem przyzwoicie. Mówię o wolności słowa, bo... właśnie jest dobrze i nie chciałbym, aby nagle zaczęło się to zmieniać. Brutalizujące się życie publiczne, twarda walka polityczna mogą ten drogocenny polski fenomen wolności zdmuchnąć jak świeczkę.

Dlatego wolę dmuchać na zimne i już dziś oświadczam, że do żadnej bandy się nie zapisuję, z żadną grupą kiboli nie będę maszerował. Jestem gotów dostawać po głowie, także od „swoich”, byleby tylko głos wolny ubezpieczać. Po co komu bowiem publicysta, komentator, dziennikarz, który pokornie maszeruje w szyku i karny jest jak – nie przymierzając – pruski rekrut? Ile warte są opinie takiego indywiduum?

Reklama

Proszę Was, strzeżcie się układnych dziennikarzy, strzeżcie się kiboli przebranych w dziennikarskie szatki, choćby recytowali najbliższe Waszemu sercu opinie. Oni albo są do wynajęcia, albo też są propagandystami chwilowo „oddelegowanymi” na dziennikarską niwę. Nie wierzcie ani jednemu słowu, które wypowiadają. Po pierwsze – w konsekwencji – zwiodą Was na manowce, a po drugie – zduszą wolność słowa tak, że za jakiś czas niczego prawdziwego z mediów się nie dowiecie.

Prawda nie lubi funkcjonariuszy ani kiboli, nie lubi także celebrytów. W każdym z tych przypadków brak bowiem otwartości na rzeczywistość, zastępują ją ideologiczne schematy, które zaburzają ogląd spraw. Rzeczą jednak ważniejszą jest fakt, że w każdym z tych przypadków zachodzi zaburzenie najbardziej szkodliwe dla dziennikarstwa: brak pokory wobec życia, świata, ludzi.

Kiedy dziennikarz traci pokorę i chęć nieustannego uczenia się, przestaje być dziennikarzem, a staje się szkodliwym twórcą zamieszania. Z takiego wiru nigdy nie wychodzi prawda, zawsze wypierają ją z niego podróbki, niskogatunkowe produkty udające dziennikarskie rzemiosło.

Niektórzy czytelnicy zastanawiają się, w jakim celu piszę te, oczywiste przecież, rzeczy.

Przyjmijcie zatem ten tekst jako, nieco osobisty, rozrachunek z dzisiejszą rzeczywistością. Niech on będzie także odpowiedzią na setki pytań, które otrzymuję, a w których przejawia się pytanie: dlaczego pan nie robi kariery (w rozumieniu większości dzisiejszych dziennikarzy), dlaczego nie udziela się pan w TVP?

Telewizja publiczna to odrębny problem polskiego dziennikarstwa, a jeszcze większe problemy niosą jej komercyjne siostry. Tam dramatycznie kurczy się miejsce na uczciwe rzemiosło. To jednak oddzielny temat, którym – mam nadzieję – zajmę się niebawem, także na tym poletku, które szczodrze oddał mi do dyspozycji tygodnik „Niedziela”.

Reklama

Pragnę Państwa pocieszyć: we wszystkich badaniach na temat kierunku rozwoju dzisiejszych mediów podkreśla się, że przyszłością mediów, a co za tym idzie – przekazu informacji, opinii i poglądów w ogóle, jest Internet.

A w Internecie rośnie nowa, zupełnie inna klasa współczesnych dziennikarzy. Pomimo zaawansowanej metryki staram się za tym nadążyć.

Ostatecznie – mam taką wielką nadzieję – redaktorem naszego życia jest Sam Najwyższy, a więc... przyjmij, Panie, i moją pokraczną, i mało ważną służbę.

2018-01-17 10:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy Filipiny rozbudzą nadzieję Azji?

Zadaniem Kongresów Eucharystycznych jest pogłębianie wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w znakach chleba i wina. Tegoroczne, styczniowe spotkanie katolików na Filipinach stawia sobie dodatkowy cel, którym jest wzmocnienie nadziei

Jak podaje Radio Watykańskie, arcybiskup Cebu na Filipinach Jose Palma zapewnia, że wszystko jest tam już gotowe na rozpoczęcie 51. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego. Odbędzie się on w dniach 24-31 stycznia 2016 r. Do udziału zapisało się już kilkanaście tysięcy delegatów z kilkudziesięciu krajów. Hasłem kongresu są słowa św. Pawła z Listu do Kolosan: „Chrystus pośród was – nadzieja chwały”. Według ordynariusza Cebu, będzie to dla katolików okazja do „ożywienia nadziei w tych, którzy ją tracą”.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV błogosławi historycznej peregrynacji w Świdnicy

2026-08-26 16:21

[ TEMATY ]

peregrynacja

Świdnica

historyczna

Leon XIV

Ikona Jasnogórska

błogosławi

Vatican Media

Papież Leon XIV uda się w sobotę do San Marino i Rimini

Papież Leon XIV uda się w sobotę do San Marino i Rimini

Pierwsza w historii diecezji świdnickiej peregrynacja Ikony Jasnogórskiej rozpoczyna się dziś, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. Leon XIV zapewnił wiernych o modlitwie i udzielił im Apostolskiego Błogosławieństwa. Papież zachęcił, by wpatrując się w „poranione oblicze Matki Najświętszej”, otworzyli się na dary Chrystusa.

Przesłanie Ojca Świętego zostało przekazane na ręce biskupa świdnickiego Marka Mendyka przez Sekretariat Stanu. Leon XIV kieruje swoje pozdrowienie do biskupów, kapłanów, diakonów, osób konsekrowanych, seminarzystów i wszystkich wiernych diecezji.
CZYTAJ DALEJ

Rok działalności Szkoły Podstawowej Specjalnej „Bonum” we Wrocławiu. Są jeszcze wolne miejsca.

2026-08-27 12:33

Adobe Stock

Już w przyszłym tygodniu zabrzmi pierwszy dzwonek w roku szkolnym 2026/2027. Swój pierwszy rok działalności ma za sobą Szkoły Podstawowej Specjalnej „Bonum” we Wrocławiu.

- Był to rok piękny, ale był to też bardzo rok trudny, dlatego że zaczynaliśmy od początku. Był to czas troski o skompletowanie kadry pedagogicznej i specjalistycznej, która będzie w stanie pracować dziećmi z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego. To też była ogromna troska o pomieszczenia, które zostały dostosowane do ostatniego dnia. To była też troska o wyposażenie gabinetów terapeutycznych, które muszą być w naszej szkole i mamy kilka gabinetów wyposażonych i w pomoc terapeutyczna, i w pomoc edukacyjna – zaznacza s. Rachela, dodając: - Obchodzimy pierwszą rocznicę i radością dla nas jest to, że od 1 września podwajamy ilość klas, co wiąże się z tym, że podwaja się liczba uczniów, ale także podwaja się liczba naszej kadry, ponieważ tyle osób, specjalistów potrzebujemy do pracy z dziećmi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję