Reklama

Polityka

Prawa zachowania

O przyczynach i skutkach nietwórczej niezgody w polskim środowisku akademickim z prof. Lucjanem Pielą rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 10/2016, str. 36-37

[ TEMATY ]

Polska

Grzegorz Boguszewski

Prof. Lucjan Piela

Prof. Lucjan Piela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Czy nauka i polityka to dwa różne i naprawdę odległe światy, Panie Profesorze?

PROF. LUCJAN PIELA: – Pierwotne i właściwe znaczenie słowa „polityka” to troska o dobro wspólne. O dobro wspólne uczelnie wyższe powinny się troszczyć, nie powinny jednak mieć nic wspólnego z partyjniactwem, które ma w pogardzie dobro wspólne.

– Od pewnego czasu słyszymy zarzuty wobec polskich uczonych – a nawet wzajemne oskarżenia – że wykorzystują swą wiedzę do celów politycznych, uczestnicząc w badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Dla średnio inteligentnego obywatela było oczywiste, już w 2010 r., że z niezrozumiałych powodów w sprawie tej nie było prowadzone żadne poważne badanie. Później okazało się, że nie wolno tego tematu rozważać, a podana do wierzenia prawda zawiera się w jednym zdaniu o pilotach, i tyle. Zacytuję tu byłą minister nauki Barbarę Kudrycką, która w 2013 r. na stronie internetowej ministerstwa napisała: „... pojawiają się apostołowie rozmaitych prawd objawionych, zdarzają się fizycy gotowi przysiąc, że tupolew został zestrzelony rosyjską rakietą, w sztucznej mgle”. Takich fizyków nie było, a mimo to w konkluzji pani minister Kudrycka domagała się od uczelni surowego ścigania uczonych, którzy ośmieliliby się mieć inne niż ona zdanie. To była deklaracja „czasów nowej demokracji”.

– Co na to społeczność uczonych?

– Blisko 500 z nich napisało list protestacyjny do Komisji ds. Etyki w Nauce PAN. Byliśmy niemal pewni, że kto jak kto, ale Komisja Etyki ujmie się za elementarną wolnością nauki. A tymczasem komisja pod przewodnictwem profesora prawa Andrzeja Zolla z UJ bardzo się z powodu naszego listu... oburzyła. Myślę, że i min. Kudrycka – specjalizująca się w dziedzinie etyki, i przewodniczący Komisji Etyki (!) PAN prof. Andrzej Zoll dostaną się w ten sposób do księgi historii nauki (do ostatniego jej rozdziału).

– Jakie są, zdaniem Pana Profesora, źródła wzajemnych niechęci w świecie akademickim, które od kilku lat tak ostro się objawiają?

– Moim zdaniem, da się tu wyodrębnić dwa „jądra”, z których wypływają te nasze dzisiejsze „polityczne” nieporozumienia w świecie nauki. Pierwszym jest bez wątpienia lustracja, która ponad miarę zaniepokoiła środowisko akademickie.

– Do tego stopnia, że niemal cały swój autorytet zaczęło angażować w walkę z lustratorami, czyli z ówczesnym rządem PiS, a późniejszą opozycją?

Reklama

– Była to sprawa pilna do tego stopnia, że Senat Uniwersytetu Warszawskiego zebrał się – chyba po raz pierwszy w historii UW – w sam dzień Nowego Roku 2007, żeby specjalną uchwałą wyrazić najpierw obywatelskie zaniepokojenie zagrożeniem demokracji w Polsce. Zaraz potem uchwała przechodzi jednak do sedna sprawy – do lustracji.

– Czy ten lustracyjny strach, zdaniem Pana Profesora, bardzo rozstroił środowisko akademickie?

– Faktem jest, że naukowcy byli, obok księży i dziennikarzy, na głównym celowniku służb. Nie sądzę jednak, żeby w środowisku akademickim było dużo przypadków poważnej i groźnej dla Polski współpracy. Rozsądna procedura szybko wyczyściłaby olbrzymią większość małych przewinień. Ale takiej procedury nie było. Ten strach środowiska akademickiego przed lustracją pozostał i stał się przyczyną wielu złych zjawisk w świecie polskiej nauki. Pozornie irracjonalne działania, które obserwujemy dzisiaj, mogą mieć źródło właśnie w tym. I właśnie tym można by tłumaczyć to niezwykle chętne podporządkowywanie się narzuconej z góry poprawności politycznej, a zwłaszcza wspieranie – i to w każdej sprawie – tych polityków, którzy walczyli z lustracją i którzy... akurat dają pieniądze na badania.

– Czy nie z tego właśnie strachu wynika to drugie „jądro” niezgody w środowisku akademickim – kwestia badania przyczyn katastrofy smoleńskiej?

– To jest ta druga osobliwość, wokół której wszystko zaczyna wirować.

– Większość środowiska naukowego jak zwykle wiruje zgodnie z narzuconym politycznie ruchem wskazówek?

Reklama

– Większość nie chce się „w to mieszać”, ma gotową formułkę w postaci sławnego zdania wytrychu o „zejściu poniżej 100 m” i chce spokojnie prowadzić swoje badania. Czasem są to najlepsi specjaliści światowej sławy, którzy tzw. prawa zachowania w fizyce mają w jednym palcu. Uczą o nich studentów, ale nie interesuje ich, jak to było z tymi prawami w Smoleńsku. A przecież prawa zachowania to potężne narzędzie, bo są spełnione zawsze i ściśle, niezależnie od tego, co się stało. To oznacza, że prawa zachowania potrafią natychmiast wyeliminować scenariusze sprzeczne w sposób oczywisty z prawami fizyki. Chodzi np. o prawo zachowania masy (czy na płycie poskładano 54 t?), energii (czy energia kinetyczna samolotu wystarczała, aby rozerwać samolot na 60 tys. kawałków?), pędu (zmiana kierunku ruchu w punkcie TAWS#38).

– Jak powstawał ruch naukowej niezgody na oficjalną narrację, oficjalne wyniki badań?

– Pod koniec 2010 r. obywatel musiał dojść do wniosku, że tak się badań katastrofy nie prowadzi i że medialne pranie mózgów jest wysoce zastanawiające przez swoją obezwładniającą brutalność. Wraz z grupą 16 profesorów z różnych wydziałów UW opublikowaliśmy artykuł w czasopiśmie uniwersyteckim o konieczności niezależnych badań. Napisaliśmy: „Jeśli nie będzie w nas woli do odpowiedzi na pytanie, co się stało, to przyszłości Polski po prostu nie będzie. Wygląda na to, że nie ma komu nas w tym wyręczyć, a nie wątpimy, że przyszłe pokolenia wszystkich z tego rozliczą jako bezpośrednich świadków historii”. Potem z publikacjami było już gorzej.

– To znaczy?

Reklama

– Dalsze nasze próby publikowania w UW zdławiono. Na skargę do Ministra Nauki uzyskaliśmy odpowiedź (pani wiceminister dr hab. Darii Lipińskiej-Nałęcz) – wspartą opinią Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich (!) – że ta odmowa była słuszna. Działo się to wtedy, kiedy ponoć mieliśmy w Polsce tę wspaniałą demokrację, do której tak dziś tęsknią działacze KOD. A dziś zapytałbym jeszcze: gdzie wtedy, w 2010 r., byli ci profesorowie prawa, którzy teraz tak obcesowo i prymitywnie atakują pana prezydenta Dudę? Dlaczego milczeli wtedy, kiedy to prosty obywatel widział, że narodowi funduje się parodię śledztwa? Prosty człowiek widział, a profesorowie prawa nie widzieli i milczeli?! Jak wiarygodny teraz jest ich głos?

– Ci nieliczni uczeni, którzy nie bali się wspierać badań nad przyczynami katastrofy, zostali uznani za gorszych, podważano ich kompetencje, poniżano. Było to trudne i przykre?

– Nie odczuwałem tego w ten sposób. Po prostu chciałem być w porządku przede wszystkim w stosunku do siebie, a także do Polski. Jeśli adwersarz zamiast argumentów naukowych przedstawia wyłącznie rechot z parówek czy puszek po red bullu, budzi to tylko politowanie i świadczy o tym, że kiepsko było u niego ze świadectwem ukończenia szkoły podstawowej. Gdyby zasłużył na to świadectwo, wiedziałby, co to są modele zjawisk w fizyce. Bardzo żenująca była ignorancja dziennikarzy, którzy mówili, że parówka to nie samolot. Rzeczywiście to nie samolot, ale model, który pokazywał, jak może działać wewnętrzne ciśnienie na przedmiot w kształcie cylindra, bez względu na jego wielkość, a więc niezależnie od tego, czy to parówka, naczynie krwionośne, czy kadłub samolotu. Pęka wzdłuż, a powód jest do bólu prosty: siła rozrywająca wzdłuż jest dwa razy większa niż siła rozrywająca w poprzek. To, że kadłub samolotu pękł wzdłuż, świadczy o tym, że musiały działać duże siły wewnętrzne.

– Dziennikarze, zamiast to tłumaczyć, naigrawali się z niekompetencji „smoleńskich uczonych”, a „poprawni uczeni” po prostu milczeli…

Reklama

– Media tzw. głównego nurtu jakby usilnie odwracały uwagę od istoty rzeczy i przy każdej okazji starały się pomniejszać dokonania konferencji smoleńskich. Nawet kosztem objawienia własnej głupoty lub zakłamania. Do chwili obecnej nie przedstawiono ani jednej merytorycznej krytyki w stosunku do istotnych, przedstawionych przez nas raportów. Jak wobec tego mogą mnie obrażać inwektywy ze strony gazety albo pani minister Barbary Kudryckiej, albo pana profesora przewodniczącego Andrzeja Zolla, albo pani wiceminister Darii Lipińskiej-Nałęcz? Traktuję to jako cenne świadectwo. Dla historii opisującej nasze czasy będzie ciekawe, że pani minister Kudrycka i pan profesor Zoll występowali jako etycy, a w Zespole ds. Dobrych Praktyk Akademickich był sam profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Hartman. Czego chcieć więcej?

– I faktem pozostanie, że w Polsce przez kilka lat wyśmiewano te jakoby zbyt daleko idące spekulacje badaczy teoretyków i przeciwstawiano je tym jedynie słusznym, prowadzonym przez „wybitnych specjalistów od wypadków lotniczych”.

– Cóż, warto by się w takim razie przyjrzeć ich fachowości. Nie rozpowszechniano w mediach informacji, że ci specjaliści nie zrobili na miejscu katastrofy nawet takiego szkicu, jaki jest wymagany przy zwykłej stłuczce samochodowej. Opinia publiczna nie wie także, że nie sporządzili oni w Smoleńsku żadnego innego dokumentu. Pierwszym i jedynym dokumentem, który powstał w Smoleńsku, był raport polskich archeologów – którzy natychmiast zgłosili się sami i czekali na możliwość przeprowadzenia badań aż pół roku! – niezwykle solidna, drobiazgowa praca, która... w ogóle nie została wzięta pod uwagę w raporcie Komisji Millera. Godzono się na niszczenie dowodów przez stronę rosyjską, a ostatnio dowiadujemy się też o zniszczeniu w Polsce „nieważnych” dokumentów dotyczących 10 kwietnia 2010 r. Choćby nawet w tym dzienniku z 10 kwietnia 2010 r. był tylko wpis, że „trawa jest zielona” albo po prostu puste miejsce, że nic się nie zdarzyło – to ma, moim zdaniem, znaczenie, i to wielkie. Jakże tu nie domyślać się co najmniej ignorancji, a może nawet działania ze złych pobudek!

Reklama

– Czy, zdaniem Pana Profesora, można liczyć dziś na to, że polskie środowisko naukowe otworzy się szerzej, chętniej i odważniej na badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej?

– Nie jestem tego pewien. Mam nadzieję, że koledzy zechcą zacząć przynajmniej rozmawiać na ten do niedawna zakazany i niepoprawny temat. Może zechcą wysłuchać argumentów, zastanowić się. Może ci z moich naprawdę wybitnych młodych kolegów, którzy potrafią dokonywać tak wysublimowanych obliczeń, jakich dziś nikt na świecie nie potrafi zrobić, kiedyś jednak odpowiedzą sobie na proste pytania... Dziś odmawiają. Dlaczego? Nie wiem i nie rozumiem. Kiedyś odmawiali z obawy o granty na badania, co można było jeszcze jakoś wybaczyć. Najbardziej dziwi mnie jednak, że nie robi na nich wrażenia tragiczna śmierć kilkudziesięciu osób.

– Czy po sześciu latach na nowo podjęte badania mogą jeszcze doprowadzić do poznania prawdy, skoro tak wiele dowodów już zniszczono?

– Wierzę w potęgę nauki i nie mam wątpliwości, że do prawdy dojdziemy. Dzisiejsza fałszywa hipoteza powinna przecież wytłumaczyć tysiące szczegółów powiązanych ze sobą w czasie i przestrzeni, a to jest dla takiej hipotezy niemożliwe. Każda hipoteza fałszywa upadnie. Czasem wystarczy jeden ślad, który nie da się niczym innym wytłumaczyć, jak tylko jedną konkretną przyczyną. O tym drobiazgu niektórzy zapominają. A jeszcze dziś śladów smoleńskich widać wiele, a będzie więcej. Trzeba się im tylko dokładniej przyjrzeć.

* * *

Prof. Lucjan Piela
Profesor nauk chemicznych (w zakresie chemii kwantowej i teoretycznej), wykładowca akademicki, członek zagraniczny Belgijskiej Akademii Królewskiej oraz Europejskiej Akademii Nauk. Członek prezydium komitetu naukowego konferencji smoleńskich, poświęconych badaniom katastrofy polskiego Tu-154M w Smoleńsku metodami nauk ścisłych

2016-03-02 08:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

My wszyscy z tej ziemi

Niedziela Ogólnopolska 26/2015, str. 42

[ TEMATY ]

Polska

Bożena Sztajner/Niedziela

Zawsze, gdy wyjeżdżam z Warszawy i mam możliwość przebywania wśród pięknych pejzaży czerwcowych, łąk, sadów, pól uprawionych, przychodzi radość i niezwykła siła, wiara, że z pomocą Boga – Stwórcy tego piękna niepojętego – człowiek szlachetnieje, staje się zdolny do wielkich czynów. Czerwiec to miesiąc wyjątkowy w całym roku – zieleń i kwiaty pól, ptaki, strumyki i rzeki, drzewa prezentują się najpiękniej, niewypalone słońcem letnim barwy, zapachy zachwycają i zatrzymują pędzącego człowieka, któremu wydaje się, że wszystko może, że jest najważniejszy i najmądrzejszy. Tu, wśród chabrów, maków, zbóż kwitnących, przychodzą myśli, co zrobić, aby ocalić całe to dziedzictwo, aby było jak najmniej ugorów, zdewastowanych domostw, biedy i wszelkich zaniedbań i zniszczeń. Jak pomóc i zachęcić młodych, by śladami swoich praojców byli dumni, że mogą uprawiać swoją ziemię, utrzymać rodzinę i żywić zdrowo Polaków? Jan Paweł II mówił wielokrotnie do polskich rolników i jednocześnie stawiał zadanie przed władzą, polskim rządem, aby nie zapominali o „podstawie istnienia państwa polskiego, o ziemi ojczystej, o rolnikach, o ludziach, którzy nas żywią i Polskę stanowią.” Swoją ciężką pracą, przywiązaniem do ziemi, tradycją, silną wiarą w Boga oparli się różnym wrogom, rodzimym i obcym, nie dali się skołchozować, nie oddali ziemi obcym, a więc obronili Polskę. A ostatnio wybrali właściwego prezydenta. Dzisiaj musimy zrobić wszystko, aby ta wielka siła, wyrastająca z przywiązania do rodzinnej ziemi, nie została zabita tzw. europejskością, współczesnością, ale jeszcze ze zdwojoną siłą, jak niegdyś w czasach zagrożenia, wzmogła się, by nie zbywać polskiej ziemi w obce ręce, by młodzi, dzieci rolników, mieli szansę zdobywania wiedzy, kształcenia się tak, by nowocześnie, mądrze gospodarzyć, co nie znaczy: truć i niszczyć chemią, sztucznymi hodowlami. Polska jest bogata różnorodnością krajobrazów, gleb, możliwościami wszystkich upraw i hodowli różnych zwierząt. Możemy być spichlerzem Europy, wzorem produkcji zdrowej żywności, tylko musimy iść własną drogą, opartą na dobrej tradycji, oczywiście korzystając z osiągnięć techniki, ułatwiającej prace i zwiększającej wydajność. Nie może jednak zaniknąć etos i duma z pracy na własnej ziemi. Nie może zabraknąć staropolskiego „Szczęść Boże”, pacierza, pieśni na powitanie i zakończenie dnia („Kiedy ranne wstają zorze”, „Wszystkie nasze dzienne sprawy”), o czym niejednokrotnie przypominał nam wielki miłośnik polskiej ziemi Jan Paweł II – „Kraj nasz ziemią ojczystą stoi. My wszyscy z niej”. Obecna władza zajęta jest własnymi sprawami: kto, z kim, ile, jak ukraść, okłamać, aby się nie wydało, ukryć prawdę, utrzymać się na stanowisku, brać wielkie pieniądze, nie robiąc nic dla dobra Polski. To musi się zmienić. Muszą przyjść ludzie, którzy pomyślą o polskiej ziemi, o ludziach wsi, szczególnie młodych, którzy zagubieni między wsią a miastem szukają swojego miejsca, możliwości życia. Po wygranych wyborach prezydenckich i nadziei na zmianę rządu Polska musi zacząć szanować i ratować ziemię ojczystą, ludzi na niej pracujących, w imię naszego narodowego samostanowienia i istnienia na mapie świata.
CZYTAJ DALEJ

Ks. dr Andrzej Sikorski, kapelan parlamentarzystów: Czas oktawy Wielkanocnej z modlitwą za Ojczyznę

2026-04-06 21:35

[ TEMATY ]

modlitwa za ojczyznę

Duszpasterstwo

W przeżywanym czasie Zmartwychwstanie Pańskie Kościół przypomina, że zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią jest nie tylko wydarzeniem historycznym, ale żywym źródłem nadziei i odnowy dla każdego człowieka oraz całych narodów. Dlatego tak pilna i potrzebna staje się dziś modlitwa za naszą Ojczyznę. To główne przesłanie z homilii ks. dr Andrzeja Sikorskiego, kapelana kaplicy sejmowej duszpasterza parlamentarzystów.

W czasie porannej mszy świętej połączonej z procesją rezurekcyjną w parafii Najczystszego Serca Maryi na Grochowie w Warszawie, ks. Sikorski powiedział: Modlitwa za Polskę nie jest jedynie pobożnym zwyczajem, ale konkretnym wyrazem odpowiedzialności za jej duchowy i moralny kształt. W świecie pełnym napięć, podziałów i niepewności, to właśnie modlitwa otwiera serca na Boże działanie, które prowadzi do zgody, pojednania i prawdziwej jedności. Każdy człowiek – niezależnie od wieku, powołania czy miejsca życia – ma w tej misji swoje niezastąpione miejsce.
CZYTAJ DALEJ

Przewodniczący Episkopatu apeluje o modlitwę o pokój w jedności z Papieżem

2026-04-07 12:42

[ TEMATY ]

abp Tadeusz Wojda

BP KEP

Przewodniczący Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC zaapelował do duszpasterzy oraz wiernych Kościoła katolickiego w Polsce, aby dzień 11 kwietnia 2026 r., stał się szczególnym czasem modlitwy o pokój w jedności z Ojcem Świętym Leonem XIV.

Warszawa, dnia 7 kwietnia 2026 r.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję