Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Dobry plan Jezusa

O wiarygodności w miłości, wątpliwościach i środkach potrzebnych do zbawienia z biskupem zamojsko-lubaczowskim Marianem Rojkiem rozmawiają Małgorzata Godzisz i Szymon Chrześcijan

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – „Jeżeli w sercu swoim uwierzysz i ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem – osiągniesz zbawienie” (Rz 10, 10). Od czego trzeba zacząć, by zdobyć ten cel?

BP MARIAN ROJEK: – Pierwsza sprawa to trzeba uwierzyć w Boże słowo, w to, że Bóg do nas mówi i nas kocha oraz zależy Mu na nas. Wówczas inaczej czytamy to słowo. Mocniej je przyjmujemy. Wtedy przejmujemy się tym, co do nas dociera. Dajemy pewną przestrzeń, wolność temu słowu, by ono w nas pracowało, przemieniało, owocowało. To nie jest tak, że owe treści wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim, bo nas nie interesuje ani temat, ani osoba, która to do nas mówi. Jeżeli kochamy Pana Boga, wierzymy Mu, to wtedy inaczej, głębiej przyjmujemy te słowa. Jezus mówi, że do zbawienia potrzebna jest wiara. To o tą wiarę powinniśmy się modlić. Tej łaski Pan Bóg nikomu nie skąpi i gdy już ją otrzymaliśmy, to trzeba nad nią pracować, o nią trzeba dbać i przede wszystkim z nią współpracować. To są jakby zasadnicze kierunki, formy działania i te obszary, które zapewnią nam potem spodziewany owoc, zapowiadany w usłyszanym Bożym słowie.

SZYMON CHRZEŚCIJAN: - Jak taki młody człowiek jak ja może rozpoznać drogę, którą zaplanował dla mnie Pan?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- To są jakby dwie płaszczyzny. Pierwsza sprawa to samemu trzeba pracować nad tym, żeby ową drogę rozpoznać i ku temu mamy łaskę. Najpierw sakrament chrztu świętego, bierzmowania, poszczególne dary, jakie otrzymujemy. W tym pomaga nam codzienna modlitwa, sakramenty Kościoła, słuchanie i czytanie Bożego słowa, adoracja eucharystyczna, rozmowa z Bogiem. Ten wymiar jest niezwykle ważny, ponieważ to jest moja osobista decyzja, moja dojrzałość. Drugim obszarem są przede wszystkim ludzie, wspólnota, bo zbawiamy się wspólnie, w Kościele. To jest ta wymiana darów. Dlatego też Bóg dał nam rodziców, wychowawców, prawdziwych duchowych mistrzów, kapłanów, katechetów, dobrych spowiedników, świętych. Święci nie są tylko po to, żeby ich podziwiać, zachwycać się nimi, ale ich należy naśladować i ich wzorem żyć. Popatrzeć, że jak oni mogli, to ja też mogę, odwzorować to ich życie w moim osobistym konkrecie, przyglądać się, w jaki sposób oni pokonywali pewne trudności, dochodzili do swojej świętości i być przekonanym o tym, że w tej wymianie darów duchowych oni również o nas pamiętają, wspierają i podpowiadają nam, którędy iść. Jeszcze jest Anioł Stróż, tylko trzeba dobrze słuchać, co do nas mówi. Umieć rozróżnić jego głos. Przecież od dziecka przez ich wstawiennictwo się modlimy. Myślę, że ci młodzi z Exodusu, jakbym ich tak zapytał, kto z nich pamięta modlitwę „Aniele Boży, Stróżu mój”, jestem przekonany, że wszyscy odpowiedzieliby pozytywnie, znają ją. Może by się krępowali przyznać, że mówią... Ależ nie, na pewno by wszyscy powiedzieli, że mówią codziennie, rano i wieczorem „Aniele Boży, Stróżu mój”. Bo ja ją mówię. Także i Anioł jest po to nam dany, aby był pomocny ku naszemu zbawieniu. Jest to jeszcze dodatek do tych wspomnianych dwóch możliwości, powinniśmy o nim pamiętać i z tego trzeba nam zawsze korzystać.

MG: – My jednak buntujemy się i układamy życie po swojemu. Co zrobić, by uwierzyć w sercu, że Bóg wie lepiej, że ma dla nas lepszy plan, dla mnie, dla Szymona i każdego exodusowicza?

Reklama

- Problem polega na tym, że to wszystko zaczyna się od wątpliwości co do miłości. Proszę zauważyć, jak mocno i istotnie uderzył w ten punkt szatan u pierwszych rodziców. Podważył ich zaufanie i pewność, że Pan Bóg kocha i proponuje właściwe wybory dla człowieka. Szatan podpowiada, żeby się zrodziła w człowieku pewna wątpliwość, co do wiarygodności tej miłości, jaką Pan Bóg ma w stosunku do nas. Jesteśmy tym zakażeni, liznęliśmy to, zasmakowaliśmy i to gdzieś za nami cały czas idzie. Ciągle ta pokusa wątpliwości, czy rzeczywiście to jest droga Boża, czy tak Pan Bóg chce. Mnie się wydaje, że to jest inaczej. Jakby ta pretensja, iż to jest ograniczenie mojej woli, a przecież Pan Bóg, stwarzając mnie, dając mi środki do zbawienia, pokazując tę drogę, wie lepiej, co dla mnie jest dobre, potrzebne w wymiarze wiecznym. Tak trudno jest nam w to uwierzyć, że On nas kocha, ale wiarygodnością tej miłości i tym przekonaniem jest przecież krzyż Chrystusa. Kto dotknął krzyża Chrystusowego, kto go zrozumiał, przyjął, nim żyje, ten będzie starał się w swoim życiu iść wolą Bożą, odkrywać ją i być jej całkowicie posłusznym. To jest możliwe poprzez drogę krzyża, cierpienia i dotknięcie Tego, który do końca nas umiłował oraz wiarygodnie potwierdził, do czego jest zdolny Boży Syn, żeby człowieka przekonać o tym, iż Pan Bóg rzeczywiście w pełni kocha człowieka i chce tego wszystkiego, co dla człowieka jest najlepsze. Choć my czasem tego nie rozumiemy, mamy za krótki umysł, słabe oczy, nam się wydaje, że na skróty będzie nam lepiej, a potem się okazuje, iż skrót się nagle kończy i jesteśmy zgubieni.

SC: – Księże Biskupie, może istnieje prosty przepis dla młodego człowieka jak zaufać Panu Bogu i gdzie odnaleźć odwagę, żeby zrezygnować z własnych planów i marzeń?

Reklama

- Zacznę od tyłu. Rezygnować z własnych planów i marzeń. Tu trzeba zawsze stawiać sobie pytania: „Panie Boże, czego Ty chcesz dla mnie? Co jest dla mnie dobre? Co jest zgodne z Twoją wolą?”. Jeżeli my potrafimy przyłożyć swoją wolę do woli Bożej, to Pan Bóg tak to pokieruje, że z tego wyjdzie takie dobro, jakie Pan Bóg dla nas przygotował i zamierzył. Potrzeba pokory, tego przekonania, że Pan Bóg mnie kocha. Tego też musimy się uczyć w relacjach do drugiego człowieka. Dzisiaj młodzi ludzie mówią o miłości, ale rozumieją to jako przelotne uczucie, doznanie, kiedy miłość trzeba zweryfikować, sprawdzić ją poprzez trudność zmienienia swojego zdania, gdy moje stanowisko okaże się nieprawdziwe, przez rezygnację z mojego egoistycznego punktu widzenia, żeby iść razem, nie obok siebie czy przeciwko sobie. Wtedy doświadczamy, jakie to jest trudne i na czym polega prawdziwa miłość. Za bardzo jesteśmy nastawieni na to nasze ego, naszą wolność, samorealizację. A autentyczna Boża miłość to umiejętność pokory, prawdy o sobie i innych, popatrzenia na to, gdzie jest moje miejsce w tym świecie. Jeżeli umiem to zobaczyć, potrafię zająć właściwe miejsce, to wtedy łatwiej jest mi przyjąć ten Boży plan. Jak to robić? Trzeba zacząć od samego początku, od codziennego rachunku sumienia. Kiedy kończymy dzień, robimy rachunek sumienia, by zobaczyć owoce naszych myśli, słów, czynów i zaniedbań. Zobaczyć, gdzie poprowadziła mnie moja wola, która sprzeciwiła się Bożej woli, ta własna pycha, co nie odpowiedziała na Boże przykazanie. Trzeba wyciągać z tego wnioski, umieć potem tę mądrość dostosować do swojego życia. My zapominamy o tym, że historia ukazująca fakty z mojej osobistej przeszłości jest nauczycielką naszego życia i dlatego w naszej codzienności ciągle powtarzamy te same błędy.

MG: – Szukamy świadków, autorytetów, świętych ludzi, którzy powiedzieli „tak” Jezusowi. Gdzie znaleźć tych – jak powiedział papież Franciszek – przekonanych i przekonujących, że Jezus jest Panem i Zbawicielem?

- Trzeba iść do okulisty, żeby dobrze widzieć. A kto ma czyste serce, to widzi wszystko czyste. Kto ma dobrą wolę, pozytywne nastawienie do drugiego, to widzi to całkiem inaczej, spostrzega piękniej, szlachetniej. Przecież to jest stara rzecz, mówiąca o tym, iż na jedną i tę samą sprawę mogą pojawiać się dwa odmienne zdania. Pesymista widzi zawsze fatalnie, bo będzie mu brakowało pół szklanki wody i z tego jest niezadowolony. Optymista się cieszy, że jest połowa wody w tej szklance, a więc pojawia się nadzieja. Skoro Pan Bóg mnie stworzył, to mnie kocha, daje odpowiednie środki dla mojej świętości i wiecznego szczęścia oraz troszczy się o mnie. Nie jestem zostawiony gdzieś sobie samemu i przeciwko sobie. To ja majstruję przy moim życiu. Ciągle coś psuję mojemu Panu Bogu. On to naprawia, jak ogrodnik, podkopuje, przycina, sadzi, przewiązuje. A ja, ciągle zapatrzony w siebie, próbuję znajdywać swoje własne wyjścia z sytuacji i przecież wiem, że to nie są szczęśliwe rozwiązania, aż dopiero do momentu, gdy przyznam się i stanę się, jak mówiła bł. Matka Teresa z Kalkuty, jak ten ołówek w ręku Pana Boga, że On mną zapisze pięknie moje życie.

Reklama

SC: - Kiedy Ksiądz Biskup powiedział Jezusowi „tak” i co wtedy się zmieniło?

Reklama

- „Tak” dotyczące drogi kapłańskiej we mnie wciąż dojrzewało. Proces nie był taki zdecydowany, że to było jak jedno cięcie. Ja ciągle do tego dochodziłem poprzez wspólnotę życia w rodzinnym domu, potem zaangażowanie w ruch ministrancki, posługę lektora, ruch oazowy. Ta świadomość oraz pragnienie kapłaństwa stawały się coraz żywsze i piękniejsze, a także coraz mocniejsze przekonanie, iż właśnie to jest ta moja droga. Potem mogłem palcem dotknąć autentyczności Chrystusowego kapłaństwa, bo miałem wspaniałe przykłady księży, prawdziwie świętych. Gdzie ich znaleźć? Oni są wszędzie. Dobrze popatrzcie wokół siebie, o, tu jest osoba święta, tam jest święty, tylko wy musicie w to uwierzyć i pomyśleć, iż chcecie nimi być i że od waszego sakramentu chrztu jesteście święci. Tak sobie myślimy: ja kiedyś to będę święty. Świętego się ogłasza potem, ale on z nieba nie spadnie. Świętość wypracowuje się od samego początku. Teraz się szlifuje, a potem jest ten ostatni blask owej polerki na blasku świętości życia człowieka, ale to jest wypracowane codziennie poprzez uczciwą pracę, solidne życie, modlitwę, pokonywanie własnych słabości, oddawanie tego wszystkiego Panu Bogu. To jest zwyczajna, prosta droga do świętości. Mały problem jednak polega na tym, że każdy ma swoją ścieżkę do świętości. Jak przystawimy ślady świętości innych do nas samych, to nam nie pasuje, bo ten ma w życiu wszystko inaczej, tamten też jest tak daleki dla moich sytuacji. Święci są trudni do współżycia. Bardzo trudni. Proszę poczytać trochę ich prawdziwych życiorysów, nie tych cukierkowatych. Trzeba zobaczyć, jakie były problemy z tymi wielkimi świętymi. Tak samo my jesteśmy trudni. Nie zgadzamy się, coś nam nie wychodzi, ale to wcale nie oznacza, że nie jesteśmy święci. To jest pewna okoliczność dana nam po to, żebyśmy się docierali, jak te kamienie w rzece, żeby potem były piękne, gładkie, ale dopiero jak przejdą drogę od gór aż po Bałtyk.

SC: - Co zrobić, gdy młody człowiek rozeznał swoją drogę i nagle spadają mu kłody pod nogi, zaczynają się pewne trudności i pojawia się myśl: a może to nie to, a może Pan Bóg coś innego dla mnie przygotował?

- Dlaczego ta myśl taka pesymistyczna? Właśnie wtedy niech będzie przekonany, że to musi być dobra droga, skoro pojawiają się trudności. Gdyby wszystko u mnie było złe, niezgodne z wolą Bożą, to szatan nie będzie mi podkładał kłód pod nogi, bo po co, jak jemu właśnie o to chodzi. Człowiek idzie w kierunku, w którym chce, ale jak się zaczynają problemy z jakąś sprawą, to trzeba się zastanowić, dlaczego się pojawiają. To może być dobry kierunek. Zły duch lepiej wie od nas i dlatego będzie próbował nam przeszkodzić, zniszczyć, popchnie nas w nasz egoizm, w pychę, coś kłopotliwego dla nas zadziała, kogoś podkusi, na nas jakąś śmierdzącą sprawę wyleje, żebyśmy się tym zajęli, a nie troszczyli się o całkowitą świętość, o duchowy pokój, o wieczne szczęście. Myślę, że warto także to w ten sposób dostrzec. Człowiek nie jest naiwny, żeby, patrząc na życie, nie widział pewnych realiów, bo może być i odwrotnie, że się gapi, a nie widzi nic i nic nie pojmuje. Trzeba rozeznać właściwie, bo jak sam zawiniłem, to należy później z tego wyciągać odpowiednie wnioski.

Reklama

MG: – Podpowiedział nasz pasterz podczas VI Exodusu Młodych, by Bogu mówić „tak”, szatanowi „nie”. Mówić Bogu potrójnie: w myślach, słowach i czynach. Jak powiedzieć, że chcemy iść za Jezusem, a potem w czynach to realizować?

- A skąd ja wiem, w szczegółach jak? Po prostu normalnie po chrześcijańsku żyć. Mówię Panu Jezusowi, że „tak” i to realizuję. Powiedziałem wam, że zrobimy ten wywiad dzisiaj po Mszy św. i go właśnie realizujemy. To jest ta zgodność pomiędzy słowem i czynem. A my robimy różnorakie kombinacje, a to jest takie prościutkie i stoimy zdziwieni, iż to tak prosto wygląda. Taka jest miłość. Taki jest Chrystus, nieskomplikowany.

MG: – Dziękujemy za tę miłość i spotkanie.

- Dziękuję. Niech to owocuje z przesłaniem tej troski o świętość, zaangażowanie i umiejętność rozeznawania duchów, które są dobre, ale też i na nas działają złe. Czyli to, co mówiłem podczas spotkania z młodymi, ważna jest dla nas taka szkoła maryjna, od Niej uczyć się tego „fiat”, zgody, tego „tak”, wypowiadanego Bogu. Ona, jak każda matka, potrafi dotrzeć swojego syna, córkę, wie, gdzie Jej dzieci mają jakieś słabości. Ona nas wyćwiczy dobrze w tej wierności, „tak” dla Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła.

2015-08-27 12:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rodzice wciąż mają wpływ

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 11/2015, str. 6

[ TEMATY ]

rozmowa

Aleksandra Bielecka

Agnieszka Domowicz – pedagog, doradca rodzinny, od wielu lat realizuje projekty dotyczące profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych, współpracuje z Fundacją Światło-Życie

Agnieszka Domowicz – pedagog, doradca rodzinny, od wielu lat realizuje
projekty dotyczące profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych,
współpracuje z Fundacją Światło-Życie
KATARZYNA JASKÓLSKA: – Diecezjalny oddział Fundacji Światło-Życie włączył się w akcję „STOP seksualizacji naszych dzieci”. O co w tym chodzi?
CZYTAJ DALEJ

Pierwsza ofiara wojny Izraela z Iranem jest katoliczką

2026-03-03 07:09

[ TEMATY ]

śmierć

Portal X

Mary Ann Velasquez de Vera

Mary Ann Velasquez de Vera

Mary Ann Velasquez de Vera, 32‑letnia pochodząca z Filipin katolicka opiekunka osób starszych, została pierwszą zgłoszoną ofiarą irańskiego ataku rakietowego na Tel Awiw. Zginęła podczas próby ewakuacji swojej podopiecznej, kobiety, którą się opiekowała - według lokalnych źródeł izraelskich podopieczna została wydobyta żywa spod gruzów, choć odniosła obrażenia. Mary Ann mieszkała w Tel Awiwie od 2019 roku i była aktywna w lokalnej katolickiej wspólnocie w Tel Awiwie. Jej mąż również pracuje w Izraelu.

W sobotę 1 marca podczas alarmu rakietowego Mary Ann próbowała ewakuować swoją podopieczną do schronu. Ze względu na stan zdrowia pacjentki nie udało im się dotrzeć na czas do bezpiecznego miejsca. W momencie wybuchu rakiety Mary Ann została trafiona odłamkami i odniosła obrażenia śmiertelne, zmarła w drodze do szpitala. Pierwsze informacje mówiły również o śmierci podopiecznej, ale została ona wydobyta spod gruzów żywa, choć odniosła obrażenia.
CZYTAJ DALEJ

Przesłanie do każdego, kto słucha dzisiejszej Ewangelii: mamy oddawać Bogu cześć swoim życiem!

2026-03-03 16:37

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Ewangelista pisze, że Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle, tzn. usiadł przy studni. Zazwyczaj jest w drodze, przemieszcza się z miasta do miasta, z wioski do wioski. Tym razem usiadł.

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej». Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie». Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko». Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię». Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję