Reklama

Polska

Dlaczego poszedłem na Marsz

Przez centrum polskiej stolicy przeszło wczoraj tysiące ludzi, by świętować Narodowy Dzień Niepodległości. Według szacunków podległego warszawskiemu ratuszowi Centrum Bezpieczeństwa wzięło w nim udział około 100 tys. osób, organizatorzy ocenili frekwencję na 300 tys.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sam byłem na Marszu Niepodległości i bliższa rzeczywistości zdaje się liczba, jaką podali organizatorzy, ale nie o dokładną liczbę się rozchodzi, a o masowość, powszechność i popularność tego wydarzenia. Sam wziąłem w nim udział, choć jako polski obywatel posiadający dwie narodowości nie zareagowałem z entuzjazmem na hasło Marszu: „Jeden Naród - silna Polska”. Rozumiem założenie ludzi z którymi wczoraj świętowaliśmy, w końcu współczesna historia Europy pokazuje, że rozwodnienie narodowościowe w forsowanej dziś wersji to nie jest siła, ale słabość kontynentu i krajów narodowych. Zgodnie z definicją języka polskiego, naród to „zbiorowość ludzi wyróżniająca się wspólną świadomością narodową, czyli poczuciem przynależności do wspólnoty definiowanej aktualnie jako naród”.

Reklama

Czym jest polski naród? To wspólnota ludzi utworzona w procesie dziejowym na podstawie języka, religii, terytorium, życia społecznego i gospodarczego, przejawiająca się w kulturze i świadomości swych członków. Nie oznacza to, że Polakiem nie może być człowiek, którego rodzice lub jeden z nich ma inną narodowość, ale obywatel, członek wspólnoty, związany z wszystkimi innymi poprzez więzi, które stanowią właśnie definicję „narodu”. Dziś lansowany jest inny wzorzec, gdzie nie tylko przyjezdni mogą, a wręcz powinni czuć się wyobcowani, ale nawet obywatele, rdzenni Polacy powinni czuć co najmniej dystans do polskości. To jest podejście nie tylko obce europejskiemu dziedzictwu, ale i szkodliwe – zarówno dla obywateli z tożsamym do innych narodowym pochodzeniem, jak i dla tych, którzy są najpierw gośćmi, a później w naturalny sposób stają się również gospodarzami w SWOIM kraju.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Taka konstrukcja ma sens i jest dla wszystkich nie tylko optymalna, ale bezpieczna (nie prowadzi do antagonizmów i wrogości) i ubogacająca, bo poprzez wspólnotę i obecny w niej dialog, możemy budować coś, co się nazywa dobrem wspólnym, a czego jednostka sama stworzyć nie jest w stanie: dla siebie i swojej rodziny. Tego właśnie ducha pokoju, wolności, radości i miłości do Ojczyzny czuć było wczoraj na Marszu Niepodległości. Widziałem kilka osób z zagranicy, które wyróżniały się wyglądem, flagami, czy kolorem skóry i żadna z nich ani nie była atakowana, czy w jakikolwiek sposób negatywnie wyróżniana, ani też nie czuła się tam źle. Inaczej niż mogliby się tam poczuć rdzenni Polacy, politycy, którzy jednak w swojej agendzie nie polskie, a obce interesy stawiają na szczycie priorytetów.

Reklama

W tym tkwi klucz do zrozumienia czym był ten Marsz i co można znaleźć w głowach i sercach jego uczestników. To przywiązanie do polskości, jej symboli, historii, tradycji i wyjątkowości daje siłę („silna Polska”), która pozwala nie tyle wrogo patrzeć na innych, co przyjaźnie, a wręcz (nie bójmy się tego słowa) z miłością i szczególnym przywiązaniem widzieć swój kraj. Czy Polak nie może czuć się najlepiej w domu, a jednocześnie z ciekawością, a nawet dobrymi emocjami ruszać poznawać świat i czerpać z tego co dobre za granicą? Przecież dokładnie tak działa człowiek jako taki, stąd tak trafne powiedzenie „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. A jeśli ktoś jest Polakiem, rdzennym, czy nie, a w Polsce czuje się źle, to nie jest to kwestia szkodliwości patriotyzmu, ale jego osobistego podejście, uczuć i wyborów. Szacunek do kraju w którym się mieszka, pracuje, rozwija i spędza czas, to obowiązek nie wynikający z rasy, tylko właśnie tożsamości narodowej. Obowiązuje, a przynajmniej powinno każdego, kto jest obywatelem państwa, w którym żyje. To naturalne, a kto działa wbrew temu co naturalne, a jednocześnie dobre – ten szkodzi sam sobie i innym.

Z braku zrozumienia tych prostych prawd wynika cały kryzys migracyjny, bo przecież Europie nie działo się nic złego z powodu mieszanek narodowościowych, które dla naszego kontynentu od wieków były normą do czasu, aż migracja nabrała charakteru masowego, nagłego i niekontrolowanego, przez co poziom asymilacji był na tyle niski, że doprowadził do wszystkiego co szkodliwego może z takiego stanu rzeczy wynikać. Nie ma się też oszukiwać, że integracja między narodami w ramach jednego kontynentu, czy po prostu obszaru cywilizacyjnego jest dużo prostsza, a wręcz naturalna, w przeciwieństwie do nagłego napływu ogromnej liczby ludzi z krajów całkowicie innego kręgu kulturowego i religijnego niż nasz. Fetysz równości paradoksalnie podniósł w Europie poziom nierówności, alienacji, a w najostrzejszej formie – wyizolowanych i wrogich względem całej reszty gett.

Między innymi dlatego poszedłem na Marsz. Nie po to, by przeciw komuś demonstrować, lecz by potwierdzić, że wciąż jest w Polsce większość ludzi, którzy wiedzą, skąd są, dokąd zmierzają i co to znaczy „mieć dom” i ja do nich należę. Nie dlatego, że jestem lepszy, czy gorszy, ani też że jesteśmy równi. Jesteśmy różni, wyjątkowi każdy na swój sposób, a jednocześnie mamy to jedno duże COŚ co nas łączy i sprawia, że rozumiemy się bez słów. To widziałem i to odczułem, bo miałem przyjemność spotkać się z wieloma ciepłymi i pozytywnymi reakcjami na wczorajszym Marszu. Widziałem tam rodziny z dziećmi, starszych i młodych, ludzi z różnych regionów i środowisk, którzy — mimo różnic — czuli, że to ich wspólne święto. Nie było tam nienawiści, była duma i wdzięczność. To nie jest marsz przeciw Europie ani światu, ale w obronie tego co jest na naszym kontynencie i planecie dobre, a jednocześnie to marsz za Polską, która chce być sobą. Polską gościnną, ale bez kompleksów i nie naiwną. Polską nowoczesną, ale zakorzenioną. Polską, która nie wstydzi się swojej tożsamości i nie musi nikomu jej tłumaczyć. Bo kto zna wartość swojego domu, ten potrafi z szacunkiem odwiedzać inne. A kto naprawdę kocha swój kraj, ten nie musi się z tym kryć i może iść z biało-czerwoną w dłoni i spokojem w sercu.

2025-11-12 08:17

Oceń: +25 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pamięć o męczeństwie

Niedziela zamojsko-lubaczowska 46/2021, str. II

[ TEMATY ]

Narodowe Święto Niepodległości

Narodowy Dzień Pamięci Kapłanów Niezłomnych

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy tablicy upamiętniającej bł. ks. Jerzego

Złożenie kwiatów przy tablicy upamiętniającej bł. ks. Jerzego

Biłgoraj Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych i 37. rocznica śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki zostały upamiętnione.

Uroczystości patriotyczno-religijne rozpoczęły się od Mszy św. sprawowanej w kościele św. Jerzego. Zebranych powitał ks. proboszcz Roman Sawic, który zwrócił uwagę na ofiarę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego. – Znakiem krzyża świętego rozpoczynamy misterium prostych znaków, w których Bóg dla nas umiera i zmartwychwstaje. Stajemy przy ołtarzu eucharystycznym, który dla nas dziś jest ołtarzem Ojczyzny, na którym nie zawahał się złożyć swego życia błogosławiony kapłan, ks. Jerzy Popiełuszko. To już 37 lat. Dużo się zmieniło, ofiara jego krwi wydała owoce. Ale mamy na pewno dużo pracy do wykonania w sobie i wokół siebie, by zło dobrem zwyciężać. Niech ofiara męczeńskiej śmierci ks. Jerzego motywuje nas także do sięgania po różaniec, to była ostatnia modlitwa, jaką odmawiał. Niech różaniec, który wnosi ducha pokoju, jednoczy nasze serca wokół wspólnego dobra i pomyślności Polski, naszej Ojczyzny – zaznaczał.
CZYTAJ DALEJ

Patron harcerstwa polskiego

Niedziela Ogólnopolska 8/2022, str. VIII

[ TEMATY ]

bł. ks. Stefan Frelichowski

frelichowski.pl

Bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik

Bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter
i męczennik

Przez całe życie, także w kapłaństwie, był wierny ideałom harcerstwa. Niósł pomoc innym do końca. Zmarł na tyfus w obozie koncentracyjnym Dachau.

Błogosławiony Stefan Wincenty Frelichowski już w latach szkolnych związał się z harcerstwem. Działał w 24. Pomorskiej Drużynie Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego, do której wstąpił w marcu 1927 r. Jako uczeń męskiego Gimnazjum Humanistycznego w Chełmży należał też do Sodalicji Mariańskiej i w 1930 r. został jej prezesem. Kiedy zdecydował się wstąpić na drogę kapłaństwa, tak to uzasadnił: „Wiem, że to najlepsza droga. Ufam, że Jezus mi dopomoże, bo dla Niego ta ofiara. Wiem, że niegodny jej jestem, ale chcę być kapłanem wedle Serca Bożego. Tylko takim. Innym nie”. Jeszcze jako diakon został kapelanem i sekretarzem bp. Stanisława Okoniewskiego. Święcenia kapłańskie otrzymał 14 marca 1937 r. Pracował jako wikariusz w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu. Angażował się szczególnie w pracę z dziećmi, prowadził apostolstwo chorych, pełnił również funkcję kapelana Chorągwi Pomorskiej ZHP i redaktora Wiadomości Kościelnych.
CZYTAJ DALEJ

Ks. Maciej Będziński został ponownie dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce

Watykańska Dykasteria ds. Ewangelizacji mianowała ks. dr. Macieja Będzińskiego z diecezji radomskiej dyrektorem krajowym Papieskich Dzieł Misyjnych (PDM) w Polsce na drugą, pięcioletnią kadencję.

Dr Maciej Będziński jest księdzem diecezji radomskiej. Urodził się 29 stycznia 1981 r. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk abpa Zygmunta Zimowskiego 27 maja 2006 r. W latach 2014-2021 był sekretarzem krajowym Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła w Polsce. W 2021 r. został dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję