Reklama

Niedziela w Warszawie

Jak modlili się dziadkowie

Przyszłotygodniowa pielgrzymka na Jasną Górę to ważne wydarzenie dla warszawskich tradycjonalistów. Odbędzie się po kilkuletnie przerwie i będzie okazją do spotkania ze środowiskami z innych miast – a niewiele jest takich okazji

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ksiądz stojący przodem do ołtarza, a tyłem do wiernych, tradycyjny krój szat i łacina. To, na pierwszy rzut oka, wyróżnia Mszę łacińską, nazywaną też tradycyjną, trydencką i przedpoborową. Jednak różnice – podkreśla redemptorysta o. Krzysztof Stępowski, duszpasterz warszawskich tradycjonalistów – są głębsze. Inne jest nawet to, czego… nie słychać, czyli cisza. Sporo jej jest, nacisk kładzie się bardziej na symbolikę niż na słowo.

Właśnie to przyciąga wielu do udziału w tradycyjnych Mszach św. Innych, jak mówią, przyciąga śpiew gregoriański, oracja, pełne znaczeń zachowanie duchownego. – Wszystko to zdaje się duchowo bardzo zbliżać do Boga, daje się wyczuć prawdziwą bliskość Najwyższego. W tej liturgii jest miejsce na spokojną modlitwę – tłumaczy o. Krzysztof Stępowski. – Posoborowa Msza św. dla niektórych jest zbyt dynamiczna, tam tej bliskości nie czują, nie mają poczucia sacrum. Tu mają to poczucie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Trzeba polubić

Reklama

Msze łacińskie celebrowane są regularnie w kilkunastu miejscach w Polsce. W Warszawie – i jej okolicach – w kilku. Gdy przed dwoma laty kard. Kazimierz Nycz powoływał w archidiecezji warszawskiej duszpasterstwo wiernych tradycji łacińskiej, jako miejsce jego działania wskazał kościół św. Klemensa przy ul. Karolkowej na Woli. Wcześniej Msze łacińskie odbywały się – i tam też gromadziła się warszawska wspólnota tradycjonalistów – w kościele św. Benona na Nowym Mieście.

Podniesienie wspólnoty do rangi duszpasterstwa nie spowodowało lawinowego napływu wiernych na tradycyjne Msze. Z różnych powodów, także praktycznych. Informacja o duszpasterstwie powoli dociera do wiernych, poza tym poprzeczka jest zawieszona wyżej. Nie każdy jest gotów np. na coniedzielne podróże na ul. Karolkową, niektórzy mają bliżej do innych świątyń, gdzie odprawia się Msze w tym rycie.

Nie każdemu odpowiada godzina Mszy. Niedzielna jest zawsze o godz. 14, gdy w wielu domach przygotowuje się niedzielny, rodzinny obiad. O. Stępowski tłumaczy, że wielkiego wyboru godziny nie mieli, wszak weszli w życie parafii, musieli się dostosować do tego, co zastali. Poza tym, ten ryt trzeba… polubić.

Ludzie dowiadują się od kogoś, że istnieją albo szukając sami, z wewnętrznej potrzeby, znajdują informację i przychodzą. Niektórych wiedzie ciekawość, innych nimb tajemniczości, działający na wyobraźnię, a otaczający Msze w tym rycie. W końcu oceniają, czy jest to dla nich czy nie. I zostają albo nie. Nawet gdy nie zostaną, dowiedzą się, jak ich pradziadkowie czy dziadkowie, a może nawet rodzice modlili się. Tylko taką liturgię przecież mieli, tylko tak swoją wiarę wypowiadali.

Blisko sacrum

Reklama

Na początku Mszy celebrans dokonuje aspersji, czyli pokropienia święconą wodą wszystkich zebranych. Następuje Ofertorium – modlitwy wstępne, następnie Kanon, czyli zasadnicza część Mszy, w której dokonuje się Przeistoczenie i Komunia. Po błogosławieństwie kończącym Mszę kapłan w ciszy odczytuje fragment Ewangelii…

Msza łacińska, to w pewnym sensie nadal nowość we współczesnym Kościele – przyznaje o. Stępowski – choć dla Kościoła to przecież żadna nowinka. – Jesteśmy zauroczeni tym, co nowe, ale kto się zainteresuje historią Kościoła, liturgią, odkryje, że ta Msza towarzyszyła naszym braciom w wierze jeszcze 50 lat temu w sposób powszechny – zaznacza redemptorysta. I – jak podkreśla – jako celebrujący „nową” i „starą” Mszę jest zafascynowany liturgią tej drugiej.

– Nie da się jej zbyć. Kapłan jest sługą tej liturgii. Celebrując, powinienem zrobić to, co ona ode mnie wymaga. I nic nad to. Ja – pasterz, wchodzę w nią razem z wiernymi – owcami, ona nas prowadzi. Wpatrzeni w krzyż, idziemy drogą swojego życia, przez ten sakrament, do Pana Boga – opowiada redemptorysta. – Gest, słowo, zachowanie, śpiew, tekst, oracja, Pismo Święte – to wszystko nas do sacrum zbliża.

Sprawdzona liturgia

Tradycjonaliści podkreślają często, że nowa liturgia wciąż jest na etapie eksperymentu. Tymczasem Msza łacińska jest już… sprawdzona. A oni poszukują stabilności, stateczności, ciszy w rozgardiaszu naszej cywilizacji, który zdaje się wchodzić nawet w nową liturgię.

Reklama

– Dziś, gdy w czasie liturgii mamy ciszę, wierni niekiedy nie wiedzą, co mają czynić, jak ją zagospodarować. Czy to wina księdza, czy może ktoś zasłabł, co robić? – mówi o. Stępowski. – A my jesteśmy przyzwyczajeni, że cisza jest integralną częścią liturgii, łączymy się w tej ciszy, w chwaleniu Pana Boga. Serce Mszy tradycyjnej – Konsekracja i Podniesienie – wypowiadane są szeptem przez kapłana.

Sam Kanon – czyli modlitwa eucharystyczna rzymska, podczas której następuje Ofiarowanie chleba i wina, Przeistoczenie i Podniesienie – jest wykonywany w ciszy; ta trwa kilka minut. – Wierny patrzy na to, co czyni kapłan, śledzi w modlitewniku słowa kapłana i uczestniczy aktywnie, rozmyślając. Najświętszy ze świętych momentów Mszy nie jest zagłuszany czymkolwiek, nawet ludzki głos musi ustąpić wobec obecności Pana Boga – mówi redemptorysta.

Na Msze łacińskie przy ul. Karolkowej na ogół nie trafiają ludzie z sentymentalnego powrotu do „starej” liturgii, np. ci, którzy pamiętają, jak to drzewiej bywało, jak niegdyś liturgię sprawowano (osób starszych jest niewiele), raczej ci, którzy poszukują głębi w Kościele, poszukują przeżywanego sacrum, spokoju w liturgii. Nie da się ukryć, że – szczególnych młodych, niepokornych – pociąga coś „innego”, coś, co nie jest powszechne.

Na głęboką wodę

Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby celebrować takie Msze? Po pierwsze trzeba znać łacinę. – Czytamy mszalik ze zrozumieniem, ze zrozumieniem śpiewamy – mówi o. Stępowski. Liturgia może być jednak zrozumiała nawet dla kogoś mającego niewielką znajomość łaciny. Wielu uczestników korzysta z mszalików, gdzie obok łacińskich tekstów umieszczone jest ich tłumaczenie.

Reklama

Łacina to jednak dla kapłana nie największa trudność. Większą jest to, że trzeba poznać reguły liturgicznego sprawowania Mszy łacińskiej. Reguły liturgii są – zaznacza o. Stępowski – konkretnie określone, nie ma momentów improwizacji. Nie ma tak, jak w nowej liturgii, gdzie zawsze można wnieść coś osobistego, indywidualnego, a nawet zauroczyć wiernych jakąś formą zachowania liturgicznego. Poznanym regułom trzeba być wiernym. Nie ma tu pola do liturgicznej twórczości. Nie jest to łatwe dla duchownych przyzwyczajonych do nowej liturgii.

– Celebracji można uczyć się samodzielnie przez lekturę mszału i tzw. rubryk, oglądanie, słuchanie dostępnych już nagrań, ale przede wszystkim od innych duchownych, biegłych w tej liturgii – mówi o. Stępowski. Sam miał kontakt ze „starą” liturgią niegdyś jako ministrant, a po latach jako rektor kościoła św. Benona, gdzie mógł obserwować celebracje sprawowana przez poprzedniego opiekuna Mszy łacińskich ks. Jana Szymborskiego.

Gdy kiedyś ks. Szymborski szukając następcy, zapytał o. Stępowskiego, czy chce się uczyć tej liturgii, pomagać, nie odpowiedział „nie”, zaczął się uczyć. Gdy kiedyś ks. Szymborski nie mógł przyjechać, ks. Stępowski został rzucony na głęboką wodę. I – jak mówi – nie utonął. Został opiekunem wspólnoty po ks. Szymborskim. Dziś podkreśla, że opieka nad duszpasterstwem jest głównym kierunkiem jego kapłańskiej posługi.

Po latach przerwy

Duszpasterstwo o. Stępowskiego jest dość aktywne. Najważniejsza dla wspólnoty jest niedzielna Msza św., Msze celebrowane zwykle w tygodniu (o różnych, niestety, godzinach), ale ważne są także wydarzenia takie jak pielgrzymki. Do Częstochowy – w sierpniu i wrześniu-październiku. Do Gietrzwałdu – w lipcu. Wiosenna, tuż przed Niedzielą Palmową, do grobu bł. Jerzego Popiełuszki, na Żoliborz (trud jest ofiarowany za prześladowanych chrześcijan na całym globie).

Reklama

Ale ważne są także spotkania scholi gregoriańskiej, służby liturgicznej. Od dwóch lat duszpasterstwo współdziała z Centrum Kultury i Tradycji, organizując Akademię Tradycji i Przyszłości (jej tegoroczne zajęcia rozpoczęły się na początku października). Oprócz Mszy w niedzielę, starają się celebrować je także codziennie, choć to nie zawsze się udaje.

Kilkanaście działających w Polsce środowisk tradycjonalistów nie ma zbyt wiele okazji, żeby się spotkać. Okazja pojawi się 25 i 26 października, podczas pielgrzymki tych środowisk na Jasną Górę. Odbędzie się po kilku latach przerwy i po raz pierwszy będzie dwudniowa. O. Krzysztof Stępowski, współorganizator pielgrzymki, będzie na Jasnej Górze celebrował Mszę św. przy ikonie Matki Bożej Częstochowskiej, a potem poprowadzi Drogę Krzyżową na jasnogórskich wałach.

– Chcemy, żeby od przyszłego roku nasza pielgrzymka odbywała się we wrześniu, po święcie Podniesienia Krzyża, dla uczczenia Summorum Pontificum Benedykta XVI, który jasno określił możliwość celebracji Mszy łacińskiej w życiu Kościoła – mówi.

2013-10-18 11:01

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nadchodzą czasy świadectwa

Chrześcijanin ma być zawsze, w każdych czasach, świadkiem Chrystusa. Zdarzają się czasy, w których dawanie świadectwa może być nagradzane oklaskami, ale są i takie, w których w świadectwie nie ma ani krzty przyjemności. Teraz idą te drugie

Niedawno ks. Andrzej, proboszcz parafii, w której mieszkam, poprosił mnie, abym we wrześniu powiedział kazanie nawiązujące do osoby bł. ks. Jerzego Popiełuszki. To w ramach przygotowania parafii, a właściwie parafian, do uroczystości wprowadzenia relikwii kapłana męczennika i poświęcenia jego figury, która ma stanąć na kościelnym cmentarzu. (Dla wyjaśnienia, słowa „cmentarz” używam w starym znaczeniu – w czasach mojej młodości tak mówiło się o placu kościelnym). Mimo że do samego kazania jest jeszcze daleko, zaraz zacząłem z tym chodzić lub, mówiąc bardziej nowocześnie, korporacyjnie – zaczęła się w mojej głowie burza mózgu. Co tu powiedzieć? Od czego zacząć? Wraz z kolejnymi myślami, które przelatywały mi przez głowę, coraz bardziej wyraźnie stawała mi przed oczami wielkość ofiary ks. Jerzego – gdy go bestialsko męczyli, byłem na pierwszym roku w seminarium – oraz jednocześnie narzucające się pytanie: Czy ja sam byłbym zdolny do takiej ofiary dla Boga i Kościoła? Boję się tego pytania, zresztą tak jak chyba każdy, ale przecież podobnej sytuacji, która wymagałaby radykalnego wyboru, nie można wykluczyć. Wydaje się nawet, że dziś staje się ona całkiem realna, coraz bardziej.
CZYTAJ DALEJ

Meksyk w strachu: Księża udzielają błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem na... dachu

2026-02-26 21:09

[ TEMATY ]

Meksyk

Ksiądz Ricardo López Díaz/FB

„W niedzielę napięć, kiedy ludzie nie mogli wyjść ze swych domów, z wysokości dzwonnicy udzielone zostało błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem” – napisał ksiądz Ricardo López Díaz z parafii pw. Świętego Krzyża w El Salto w meksykańskim stanie Jalisco. Kapłan modlił się o zakończenie przemocy wywołanej zastrzeleniem bosa meksykańskiej mafii.

W niedzielę 22 lutego meksykańskie siły bezpieczeństwa śmiertelnie postrzeliły Nemesio „El Mencho” Oseguerę Cervantesa, szefa Cártel Jalisco Nueva Generación (Kartel [stanu] Jalisco Nowe Pokolenie, CJNG). El Mencho został zraniony czasie operacji wojskowej przeprowadzonej w Tapalapie w stanie Jalisco i zmarł, gdy był transportowany do szpitala. Należał do najgłośniejszych baronów narkotykowych, który przez wiele lat szefował CJNG – organizacji określanej w USA jako terrorystyczna.
CZYTAJ DALEJ

Pierwsze wspomnienie liturgiczne bł. Stanisława Streicha

2026-02-27 12:51

[ TEMATY ]

bł. ks. Stanisław Streich

BP Episkopatu

Bł. Stanisław Streich

Bł. Stanisław Streich

27 lutego 2026 r. po raz pierwszy przeżywamy wspomnienie liturgiczne Błogosławionego Stanisława Kostki Streicha.

Urodził się 27 sierpnia 1902 r. w Bydgoszczy w pobożnej, chrześcijańskiej rodzinie. Święcenia prezbiteratu przyjął 6 czerwca 1925 r. Pracował jako wikariusz w Poznaniu i kontynuował studia. Był również kapelanem zgromadzeń zakonnych oraz nauczycielem religii. W roku 1933 objął parafię pw. św. Barbary w Żabikowie, a dwa lata później został proboszczem w nowoutworzonej parafii pw. św. Jana Bosko w Luboniu, z zadaniem wybudowania kościoła. Wszędzie dał się poznać jako gorliwy i sumienny duszpasterz, wspierający potrzebujących i odważnie głoszący Ewangelię. Zatroskany o zbawienie swoich parafian, poświęcał się im bez reszty, czerpiąc siły ze sprawowanych sakramentów św. 27 lutego 1938 r. został zamordowany w czasie Mszy św., w lubońskim kościele, przez zagorzałego komunistę.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję