Reklama

Edukacja

Z książkami na Kresy

Żyjący Polacy na Wschodzie na widok biało-czerwonej flagi na samochodzie oraz zwykłej ludzkiej życzliwości swoich rodaków niejednokrotnie ronią łzy.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

O Polonii na Zachodzie słyszy się wiele. Inaczej jest w przypadku licznej grupy Polaków na Kresach, którzy zamieszkują dawne wschodnie ziemie Rzeczypospolitej. Nasi rodacy z tamtych terenów przyznają, że nigdy nie opuścili Polski. Ciągle czują się Polakami i kochają naszą Ojczyznę. To oni są nauczycielami prawdziwego patriotyzmu. Wyprawa z książkami dla polskich uczniów z Litwy i Łotwy może okazać się niezwykłą podróżą, która pokazuje, jak bardzo Polacy na Kresach potrzebują kontaktu z Polską. Kilkudniowy wyjazd za naszą wschodnią granicę stanowi prawdziwą lekcję polskości. Na Litwie i Łotwie Polacy walczą o nią z dziada pradziada. I nikt nie ma wątpliwości, że tam, gdzie znajdują się polski Kościół i polska szkoła, tworzą się małe ojczyzny, które są gwarancją przetrwania polskości.

Nie stracić kontaktu z ojczystym językiem

Pod Sejmem w Warszawie wsiadamy do dwóch busów z blisko toną książek. Na samochodach powiewają biało-czerwone flagi. Jedziemy nie tylko spotkać się z Polakami na Wschodzie, ale także szukać śladów polskości.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Dyneburg na Łotwie, miasto będące dawną stolicą Inflant Polskich. To nasz pierwszy przystanek z transportem książek. Literaturę piękną, lektury szkolne i bajki dla dzieci przekazujemy Domowi Polskiemu, który stanowi jedyną własność Polaków na Łotwie. Jego historia sięga lat 30. XX wieku. Wówczas żyjąca tam polska mniejszość wykupiła od łotewskiej władzy budynek przy ul. Warszawskiej, w którym obecnie mieści się siedziba Domu Polskiego.

- Własność oznacza odpowiedzialność za to, aby nasze dzieci, które przychodzą tutaj po szkole, w przyszłości potrafiły przejąć naszą działalność - wyznaje Żanna Stankiewicz, dyrektorka Centrum Kultury Polskiej, która nie kryje łez wzruszenia. Są to łzy radości nie tylko z przywiezionych książek, ale przede wszystkim z możliwości spotkania się z 16-osobową grupą Polaków oraz poczucia bliskości Ojczyzny. - Po polsku mówią babcie i ich wnukowie. O kolejnych Polakach mówi się jako o pokoleniu straconym. Dlatego dzieci tak chętnie posyłane są do polskich szkół, żeby nie stracić kontaktu z ojczystym językiem - tłumaczy Stankiewicz. - Tutaj, na ziemiach Stefana Batorego, Polacy żyją już ponad 450 lat. Dla nas jest najważniejsze, abyście pamiętali o nas - wyznaje Ryszard Stankiewicz, prezes Związku Polaków na Łotwie, dodając, że na tamtejszych terenach nasi rodacy przeżyli 123 lata niewoli, a potem straszliwe sowieckie czasy. Jednak mimo trudnej historii potrafili zachować polski język, kulturę i tradycję. - Gdy pytają mnie, jak się mamy, odpowiadam: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!” - opowiada z radością Ryszard Stankiewicz. W Domu Polskim podtrzymywane są polskie tradycje. Polskie dzieci na Łotwie uczą się naszego dziedzictwa narodowego m.in. dzięki konkursom recytatorskim, wokalnym czy tanecznym. To właśnie tutaj z dumą i radością Polacy obchodzą narodowe święta.

Reklama

Kolejnym przystankiem jest niewielka miejscowość usytuowana we wschodniej części Łotwy, nieopodal białoruskiej granicy. W Polskiej Szkole Podstawowej im. Hrabiów Platerów w Krasławiu, istniejącej od 1991 r., uczy się w sumie w dziewięciu klasach 70 uczniów. W tym miejscu mieści się również polskie przedszkole. Zwiedzamy z zaciekawieniem budynek. Nieśmiało obserwują nas polskie dzieci, które biegle posługują się językiem łotewskim i rosyjskim. Gdy pytam, ilu uczniów liczy jedna klasa, w odpowiedzi słyszę, że najwięcej uczy się w niej dziewięć osób. Niż demograficzny daje się we znaki nawet na Łotwie. Potwierdza to dyrektorka tej szkoły Czesława Kozłowska: - Każdego roku jest coraz mniej uczniów. Młodzież wyjeżdża za granicę i zazwyczaj do nas nie wraca.

Szkoła jak rodzina

Raisa Janowicz, absolwentka Polskiej Szkoły Podstawowej im. Hrabiów Platerów, chce z rodzicami na stałe zamieszkać w Polsce. Jednak z wielkim zaangażowaniem i entuzjazmem opowiada o szkole w Krasławiu. - Za każdym razem, gdy przychodzę na wokalne próby, czuję się, jakby był to dla mnie drugi dom. Tutaj zawsze panowała taka atmosfera, że dzieciom nie było spieszno do domu. Mała szkoła jest jak mała rodzina. A Pani Dyrektor była dla mnie jak druga matka.

Reklama

Raisa jest jedną z osób, które tworzą szkolny zespół „Kropelki”, który w ubiegłym roku gościł w Warszawie. W podziękowaniu za przywiezioną literaturę młodzież przygotowała specjalnie dla naszej grupy wokalny występ. Stojąc obok polskiej i litewskiej flagi, śpiewano polskie piosenki, a my nie kryliśmy wzruszenia. Ze znajomością języka polskiego tutaj jest różnie. Starsze dzieci mówią płynnie, młodsze ledwie składają polskie zdania. Jednak nauczyciele odnoszą duży sukces w nauczaniu języka polskiego, mimo że nie jest łatwo nauczyć dzieci biegłej polskiej mowy, gdy zdecydowana większość z nich pochodzi z mieszanych rodzin. - Ta szkoła doskonale uczy. Podobają mi się nauczyciele, którzy zawsze mi pomagają - wyznaje Raimond Czyżewski, ósmoklasista w Polskiej Szkole Podstawowej im. Hrabiów Platerów, który planuje wyjechać na pewien czas do Polski, a potem wrócić do Krasławia. Chciałby zostać programistą i pracować w szkole, którą wkrótce skończy. Przyznaje, że chce kontynuować to wielkie polskie dzieło w maleńkiej łotewskiej miejscowości.

Brak pieniędzy na polską flagę

Z Łotwy wyruszamy na Litwę. Zwiedzając po drodze Turgiele i pozostałości po Rzeczypospolitej Pawłowskiej, docieramy do południowo-wschodniej części Litwy, terenu z trzech stron otoczonego białoruską ziemią. Jedziemy przez malownicze litewskie, ubogie wioski. Zastanawiamy się, gdzie widać Unię Europejską, o której tak głośno jest w naszym państwie. Jak nam jawi się Litwa? Bieda w niektórych wsiach aż piszczy. Mamy wrażenie, że czas tutaj zatrzymał się. Gdzieniegdzie widzimy zawalone dachy. Wydaje się, że ziemi do uprawy jest w bród. Pytam jednego z Polaków, dlaczego nie są uprawiane. Odpowiada krótko: - Przyjeżdżajcie i uprawiajcie.

Wjeżdżamy w przygraniczną białoruską strefę. Przechodzimy kontrolę dokumentów, mimo że nie przekraczamy granicy. - Zobaczcie, jak Białoruś odgrodziła się od reszty Europy - zauważa operator kamery, wskazując na metalowe ogrodzenie.

Reklama

Do Dziewieniszek w rejonie solecznickim dojeżdżamy jedyną drogą, zwaną drogą życia, która stanowi swoiste okno na świat. Łączy ona najbardziej wysunięty teren, otoczony niemal z każdej strony białoruskim sąsiadem, z pozostałą częścią Litwy. Tutaj ubóstwo daje się szczególnie we znaki. Polacy przyznają, że panuje wysokie bezrobocie, brak jest jakiegokolwiek przemysłu, a młodzież nie ma żadnych perspektyw. Jak wyrażają się, sporo jest „hultajów”, a to oznacza, że nie brakuje różnych patologii. Docieramy do Szkoły Średniej im. A. Mickiewicza w Dziewieniszkach, do której uczęszcza 150 polskich dzieci. Podziękowaniom za przywiezione książki ze strony dyrekcji i nauczycieli nie ma końca.

- Niektórych tytułów u siebie nie możemy zdobyć w dużej ilości. Poza tym książki są bardzo drogie. Na jednego ucznia możemy przeznaczyć ok. 10 litów, a poezja, o którą poprosiliśmy Was o przywiezienie, kosztuje ok. 80 litów - wyznaje Danuta Anichowska, dyrektorka tej szkoły. Przyznaje, że pieniędzy brakuje nawet na polską flagę. Szkoła ciągle potrzebuje również środków na wymianę mebli oraz wyposażenie sali przeznaczonej do nauczania religii.

Zachować polskość

Reklama

Ostatnią szkołą, którą odwiedzamy, jest Gimnazjum w Ejszyszkach. Ta miejscowość liczy ok. 4 tys. mieszkańców, z czego 90 proc. stanowią Polacy. Tutaj również spotykamy się z wielką serdecznością dyrekcji szkoły, która cieszy się długotrwałą tradycją i historią, sięgającą czasów Marszałka Józefa Piłsudskiego. - Wszystkim trzeba pomagać, ale tam, na Kresach, z Polakami trzeba współpracować, ponieważ inaczej nie przetrwa polskość - tłumaczy Cezary Jurkiewicz z Fundacji „Kresy w potrzebie - Polacy Polakom”, która to wraz z Katolickim Zespołem Edukacyjnym im. Księdza Piotra Skargi włączyła się w Warszawie w zbiórkę książek. Akcję „Podziel się książką z Polakami na Kresach” zorganizowały: młodzież z otwockiego klubu „Gazety Polskiej”, Stowarzyszenie Solidarni2010 oraz biuro poselskie Artura Górskiego. Wśród zawiezionych książek znalazły się m.in. podręczniki do nauki języka polskiego i historii, lektury, literatura piękna oraz twórczość takich polskich poetów, jak Zbigniew Herbert czy Tadeusz Różewicz.

Dzięki zaangażowaniu Katolickiego Zespołu Edukacyjnego warszawscy uczniowie w ramach projektu „Mały Patriota”, kształtującego postawy miłości do swojej Ojczyzny, mogli włączyć się w pomoc Polakom na Kresach. - Patriotyzm to doświadczenie. Dlatego mali patrioci z Warszawy stanęli na wysokości zadania i zbierali książki dla naszych rodaków - tłumaczy Katarzyna Kaczyńska, nauczycielka historii w tej szkole, która również wzięła udział w wyprawie na Wschód.

Opuszczając Kresy i mieszkających tam od wielu pokoleń Polaków, do kraju powracamy zarażeni ich historią i wspaniałym świadectwem patriotyzmu. Łzy Polaków żyjących na Wschodzie są wyrazem ciągłej tęsknoty za Polską. Żyjący tam rodacy potrzebują z nami stałego kontaktu.

2013-07-30 09:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Świątniki – stolica Wołyniaków

Niedziela wrocławska 37/2015, str. 6-7

[ TEMATY ]

kresy

Archiwum Kresowiaków

Spotkanie w Świątnikach

Spotkanie w Świątnikach

Wiele dolnośląskich miejscowości – w tym sam Wrocław – to ośrodki kresowej kultury. Jednak od czterech lat w szczególny sposób Kresowiaków z całego świata przyciągają Świątniki w gminie Sobótka, leżące na terenie parafii Nasławice. Proboszcz parafii ks. Zbigniew Słobodecki twierdzi z przekonaniem, że to Matka Boża Bolesna, czczona w wizerunku przywiezionym przez przesiedlonych z Wołynia mieszkańców Niewirkowa, przywołuje tu swoich wiernych

Kiedy 1945 r. przyjeżdżały tu tysiące wagonów kolejowych z osadnikami z kresów wschodnich II Rzeczpospolitej, dolnośląskie miejscowości zapełniały się nowymi mieszkańcami. Uciekali – lub byli zmuszeni do opuszczenia ukochanych rodzinnych stron i tu zajmowali puste domostwa i gospodarstwa. Przywozili ze sobą wszystko, co mieli, bądź niewiele – tyle, ile udało im się uratować. Przywozili to, co uważali za najcenniejsze – i tak na Dolnym Śląsku znalazło się wiele cennych relikwii, w tym wizerunków Matki Bożej, do której modlono się o ocalenie i opiekę. Otaczane czcią i kultem obrazy czy figury są nie tylko cennymi pamiątkami religijnymi – stanowią dowód tożsamości narodowej i kulturowej, są dziedzictwem, przeniesionymi do nowej Ziemi Obiecanej.
CZYTAJ DALEJ

Figura Matki Bożej z Konotopia przebija bańki medialne i skłania do refleksji

2026-08-21 07:25

[ TEMATY ]

Matka Boża

Konotopie

Autorstwa Pko - Praca własna/commons.wikimedia.org

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu

Monumentalna figura Matki Bożej z Konotopia jest próbą zaakcentowania miejsca religii w przestrzeni publicznej - powiedział PAP dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego dr hab. Marcin Jewdokimow. Dodał, że statua swoim rozmiarem przebija bańki medialne i skłania do refleksji.

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej o wysokości 55,6 m został 15 sierpnia poświęcony w Konotopiu (woj. kujawsko-pomorskie) przez ordynariusza diecezji włocławskiej bp. Krzysztofa Wętkowskiego. Monument stanął na polu przy drodze krajowej nr 10, na trasie między Szczecinem a Warszawą. Jego inicjatorami i fundatorami są Grażyna i Roman Karkosikowie, którzy ofiarowali go jako „osobiste wotum wdzięczności za powrót do zdrowia i życia”.
CZYTAJ DALEJ

Bałam się mistyki - ona i tak mnie znalazła. O filmie „Mistyczka” i kobiecie, której historii nie chciałam opisać

2026-08-22 22:19

[ TEMATY ]

felieton

Alicja Lenczewska

Mat.prasowy

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Jest w „Mistyczce” - filmie zrealizowanym przez Rafael Film o Alicji Lenczewskiej - jedna scena, po której nie sposób wyjść z kina obojętnym. Alicja zamawia Mszę świętą i wypowiada: „Chcę ofiarować swoje życie za życie mojego brata”.

Kilkanaście lat temu otrzymałam propozycję od jednego z wydawnictw, bym napisała biografię Alicji Lenczewskiej. Odmówiłam. Bałam się, i mówię to bez wstydu, że nie mam kompetencji, żeby pisać o kimś, kto rozmawia z Jezusem. Historię potrafię zweryfikować w archiwum, relację świadka mogę nagrać i opisać, medialne studium przypadku mogę przygotować, ale mistyka? Ona nie zostawia po sobie akt. Zostawia tylko zeszyty, w których ktoś zapisuje zasłyszane z Góry słowa. Gdy odmówiłam wydawcy, miałam poczucie, że w ten sposób zamknęłam ten temat na zawsze.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję