Rozpoczęły się wakacje, czas urlopów, wytchnienia, relaksu. Czas, w którym można zrealizować śmiałe plany, przeżyć przygody, ruszyć w nieznane! Znów poczuć się małym dzieckiem, które każdego dnia dokonuje ciekawych odkryć. Wakacje mogą nam również służyć do ponownego zachwytu faktem, że jesteśmy stworzeni przez Boga: Ktoś się o nas troszczy, zaradza naszym potrzebom, zadziwia swoim dziełem.
Tymczasem, gdy rozmawiam z niektórymi ludźmi oraz obserwuję osoby na ulicy, zauważam deficyty, kompleksy, niedostateczne poczucie własnej wartości, godności. W piosence „Sen o przyszłości” wokalistka młodego pokolenia Sylwia Grzeszczak śpiewa: „Umiera świat na brak miłości”, a dalej: „Nasza łódź wpływa na coraz szybszy nurt. Coraz mniej mamy chwil, by pogadać - spójrz cały nasz dialog to gigabajty bzdur. Szum, brak zasięgu. (…) Cały ten świat, opada z sił, kiedy się kończy miłość”.
Tak, świat umiera na brak miłości! Dlatego w dzisiejszej Ewangelii tak mocno wybrzmiewają słowa Jezusa, który wysyła uczniów „do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał”. Kluczem powodzenia tej misji jest …miłość. Nie ta abstrakcyjna, ale ta konkretna. Na naszych wakacyjnych szlakach spotkamy ludzi głodnych rozmowy, ciepłego spojrzenia, uśmiechu, potrzebujących do pomocy np. przy wymianie koła w samochodzie… Warto jednak przede wszystkim rozglądnąć się, czy nasi najbliżsi nie mają deficytów, w których zaradzaniu możemy mieć swój udział.
Nie uczynimy tego jednak bez Boga, od którego słyszymy zapewnienie: „Ty jesteś mój syn, kocham cię. Żyjesz, bo upodobałem sobie w tobie. Jesteś moją ukochaną córką, wybrałem ciebie, kocham cię do szaleństwa. Umarłem za ciebie. Kto tego nie usłyszy, nie nadaje się do ewangelizacji. Kluczem, by pójść ewangelizować, jest to, że słyszę od Boga: „jesteś kimś”. Co może być piękniejszego, niż bycie wybranym przez Boga? To, że Bóg mnie posyła - to mnie osobiście prostuje, Bóg mówi: „Nadajesz się do czegoś”. Sercem przyjęta wiara prowadzi do tego, że ją wypowiesz…” - to słowa z homilii, którą bp Grzegorz Ryś wygłosił w lutym tego roku, podczas podziękowania za ubiegłoroczną, październikową ewangelizację Krakowa. W najnowszej „Niedzieli Małopolskiej” można przeczytać m.in. o dalszych inicjatywach Sekretariatu ds. Nowej Ewangelizacji.
W rodzinie miłość ma potrójny wymiar: po pierwsze – miłość między małżonkami, po drugie – miłość rodziców do dzieci, a po trzecie – miłość do najstarszych członków rodziny. Te trzy oblicza miłości rodzinnej chciałbym wam teraz przybliżyć. Zacznijmy od miłości pomiędzy samymi małżonkami, bo ona jest najważniejsza, ona jest fundamentem.
W jednej z parafii, w czasie wizytacji biskupiej, poznałem kiedyś rodzinę, w której chory mąż od lat był przykuty do łóżka, a przy nim stale obecna była jego żona, która nie tylko nie przestała go kochać, gdy stał się dla niej ciężarem w codzienności, nawet przez myśl jej nie przeszło, aby mieć pretensje do losu, zazdrościć przyjaciółkom, że mają lżej w życiu: ona to właśnie była ciągle uśmiechnięta, pogodna i szczęśliwa, że może służyć swojemu mężowi, który dźwigał krzyż choroby. Byłem naprawdę zbudowany tym obrazem!
Drodzy małżonkowie tu obecni, miłość małżeńska na początku jest taka żywiołowa, zmysłowa – i bardzo dobrze, bo ona też jest darem Najwyższego – ale nie można się jedynie tutaj zatrzymać; trzeba pozwolić, aby ta miłość przeobraziła się w miłość-przyjaźń; trzeba także ograniczać w sobie własne „ja”, wyniszczać egoizm, aby coraz więcej serca było dla męża, dla żony. Ale nie tylko trzeba wykorzeniać w sobie egoizm, w jego miejsce trzeba wprowadzać i pielęgnować ofiarną bezinteresowną miłość między małżonkami, którzy ślubując sobie przy ołtarzu miłość, od samego Boga otrzymują wielkie wsparcie w jej realizacji.
Drugim obliczem miłości w rodzinie jest miłość rodziców do dzieci. I powiedzmy to od razu: najpierw chodzi o miłość do dziecka poczętego, które jest absolutnie bezbronne, którego życie jest w rękach matki i ojca. Jest to wielka, przeogromna tragedia, że w latach powojennych miliony nienarodzonych dzieci zostały zamordowane, że nie pozwolono im się narodzić. Człowiek dorosły, znajdując się w potrzebie, może wzywać pomocy, wołać, krzyczeć, natomiast dziecko w łonie matki nawet tego nie może uczynić. Kochani, zobaczcie, żaden dziki zwierz nie wydrapuje sobie płodu ze swego łona, a ludzie – wolni i rozumni – czynią coś takiego! Czynią to wbrew Bożemu prawu i wbrew naturze. Kościół nigdy nie zgodzi się z opinią, że dziecko w łonie matki jest jak ręka czy jak noga, to nie jest część matki, to jest nowy człowiek z duszą nieśmiertelną i nie wolno go zabijać, w żadnym przypadku!
Człowieka nie wolno zabijać, w żadnym przypadku! Kościół z tej prawdy nie rezygnuje, chociaż wielu dzisiaj snuje mrzonki o jakiejś rzekomej reformie w tej sprawie. Papież nigdy nie zgodzi się na aborcję, na antykoncepcję, na narażenie rzeszy istnień na zamrożoną wegetację w klinikach zapłodnienia in vitro! Nie wolno nikogo zabijać, ani na początku istnienia w łonie matki, ani potem na końcu życia. Nasz wielki Papież Polak tak bardzo bronił życia, powtarzał na polskiej ziemi wielokrotnie słowa: „Naród, który zabija swoje dzieci, jest narodem bez przyszłości”. Mówił także, że cywilizacja, która pozwala na zabijanie dzieci przed narodzeniem, zasługuje na miano barbarzyńskiej. To były mocne słowa, ale prawdziwe!
„Boże Miłosierdzie spowodowało, że z bycia świeckim, światowym Amerykaninem, który dbał tylko o swoją dziewczynę i biznes, stałem się katolickim księdzem” – mówi ks. Chris Alar.
Dzienniczek św. Siostry Faustyny oraz orędzie Jezusa przekazane polskiej zakonnicy zainspirowały jego drogę do kapłaństwa. 10 listopada 2025 r. na instagramie Parousia Media marianin opublikował historię cudu eucharystycznego, którego był świadkiem w Kanadzie.
Opowiadanie pokazuje, jak uznanie tłumu staje się próbą serca władcy. Po zwycięstwie nad Filistynami kobiety wychodzą z miast z bębenkami i śpiewem. Taki pochód dziękczynny zna Biblia już w pieśni Miriam po przejściu przez morze. Refren przypisuje Saulowi „tysiące”, a Dawidowi „dziesiątki tysięcy”. W pieśni słychać paralelizm, typowy dla hebrajskiej poezji, gdzie drugi człon wzmacnia pierwszy. Saul słyszy jednak w tych słowach podważenie tronu. W jego wnętrzu rodzi się myśl: brakuje Dawidowi tylko królestwa. Tekst notuje, że od tej chwili Saul patrzył podejrzliwie na Dawida. „Oko” w Biblii bywa nazwą pragnienia i intencji. Zazdrość zaczyna kierować spojrzeniem i pamięcią. Władza traci wtedy prostotę i staje się zakładnikiem własnego lęku.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.