Oratoria salezjańskie to owoc pracy duszpasterskiej św. Jana Bosko, jego oddania się młodzieży, szczególnie tej biednej, opuszczonej i zaniedbanej. To dla niej stworzył na Valdocco w Turynie oratorium, miejsce, które było dla młodych domem i rodziną, szkołą, podwórkiem i kościołem. Mimo że tamto oratorium działało ponad 150 lat temu, współczesne niewiele się od niego różnią.
To miejsce, gdzie młodzi mogą się spotykać, rozwijać, bawić się, uczyć i modlić. Gdzie mogą poznać przyjaciół, otrzymają pomoc w nauce, gdzie mogą przyjść z każdym problemem. Gdzie mogą po prostu dobrze się czuć.
Oratorium Dobrego Pasterza
Reklama
Przy salezjańskiej parafii św. Michała Archanioła we Wrocławiu działa Oratorium Dobrego Pasterza. Księża salezjanie starają się oddziaływać na młodzież w duchu ks. Bosko: - Oratorium szeroko pojęte, to wszystko co z młodymi robimy - i spotkania z bierzmowanymi, i z ministrantami, i spotkania formacyjne animatorów, plus duszpasterstwo studentów. W ramach oratorium działa także świetlica środowiskowa dla dzieci. Spotykają się one od poniedziałku do piątku, w godzinach od 16 do 18. Na początku jest modlitwa, później odrabianie lekcji, posiłek i czas na zajęcia tematyczne: plastyczne, teatralne, muzyczne, językowe, są również wychowawcze zajęcia z pedagogiem - opowiada ks. Artur Rzepecki, kierownik oratorium. - Przychodzą do nas głównie dzieci z naszej parafii, z naszego osiedla. Szczególnie te biedniejsze, bo tak naprawdę nie mają się gdzie podziać, na podwórkach nie jest za ciekawie, a wszystkie zajęcia dodatkowe są płatne. U nas mają szanse się rozwijać, znajdują dobre środowisko do wzrostu, uczą się tutaj wzajemnego szacunku, odpowiedzialności, współżycia w społeczeństwie. Pokazujemy im Boga, przybliżamy im Jego miłość, staramy się przyciągnąć je do Kościoła. Chcemy uchronić te dzieci od zła i zmotywować do dobra. Chcemy dać im szansę, wyrównać niedociągnięcia, braki, szczególnie u dzieci z rodzin patologicznych. Wychowawcze jest też samo bycie w grupie. Tutaj trzeba się razem bawić, modlić, a więc trzeba wziąć pod uwagę, że ktoś jest obok mnie, że nie mogę myśleć tylko o sobie. Tego się uczą, właśnie bycia z innymi.
Zazwyczaj, gdy jakieś dziecko trafi do Oratorium Dobrego Pasterza, zostaje tu już na lata. Podoba im się panująca tu atmosfera, czują się akceptowane. Ela z klasy szóstej Szkoły Podstawowej nr 107 przychodzi do oratorium już czwarty rok: - Pierwszy raz wysłała mnie tutaj mama - przyszłam, zobaczyłam i spodobało mi się. W oratorium czuje się, jakby wszyscy byli moimi przyjaciółmi, spędzam czas z innymi dziećmi. Mamy posiłek, gramy, wspólnie się bawimy i odrabiamy lekcje. Podczas ferii i wakacji są wyjazdy, ostatnio byliśmy w górach. Chodzimy też razem do kościoła na Msze św., w Wielkim Poście w piątki na Drogę Krzyżową, w pierwsze piątki miesiąca mamy spowiedź. Dzieci bardzo lubią swoich wychowawców i animatorów: - Opiekują się nami animatorzy. To bardzo fajne osoby, które wszystkim pomagają, gdy czegoś nie rozumiemy, to tłumaczą, są z nami przy odrabianiu lekcji. A jak się coś stanie, to zawsze wysłuchają, spróbują razem z nami rozwiązać problem. Nikt nie jest tutaj sam, wszyscy się ze sobą bawią, modlą, pomagają sobie - wyjaśnia Manuela, również szóstoklasistka ze Szkoły Podstawowej nr 107.
Młodzi wychowawcy
A kim są animatorzy? To młodzi wolontariusze, studenci, uczniowie liceum i gimnazjum, którzy pragną twórczo przeżyć młodość. Oratorium to dla nich szansa, by dać coś z siebie, spotkać się z drugim człowiekiem, rozwinąć się duchowo: - Pomaganie w oratorium sprawia mi dużo radości, mogę dać tym dzieciom coś z siebie. Nawet po tygodniu widać efekty naszych starań, więcej uśmiechów na dziecięcych twarzach, systematyka i poprawa w ich nauce, to, że nie krzyczą, a proszą, dzielą się zabawkami, razem się bawią. Takie proste rzeczy, ale bardzo ważne. Tutaj uczę się pokory, patrzenia na potrzeby bliźnich - opowiada Magda Rossa, absolwentka Politechniki Wrocławskiej, która od października pomaga w Oratorium Dobrego Pasterza.
Praca dla młodych
Dla ks. Artura Rzepeckiego praca z młodymi to realizacja jego powołania: - Zostałem salezjaninem, aby być z młodymi i pomagać im, by pokazywać im miłość Jezusa. To wielka radość i satysfakcja, kiedy dzieci wzrastają, zamieniają się, rozwijają swoje zdolności, pogłębiają wiarę. Sam wyszedłem z oratorium i myślę, że właśnie dzięki temu zrodziło się powołanie, aby innych prowadzić do Boga. Wiem, co mi oratorium dało, wiem jak może pomóc. Dlatego tak bardzo chciałbym pomóc dzieciom uboższym, tym, którymi rodzice mniej się zajmują. Chociaż dziś jest tak, że nawet dzieci z tzw. dobrych rodzin też potrzebują tej rzeczywistości, jaką jest oratorium. Często brakuje w tych rodzinach prawdziwej wiary, rodzice nie opowiadają swoim dzieciom o Bogu i niestety mają dla swoich pociech bardzo mało czasu. Oratorium jest więc dla wszystkich dzieci - mówi ks. Artur.
Aby oratorium mogło funkcjonować, potrzeba pomocy młodych wolontariuszy, którzy chcieliby się zaangażować w pracę z dziećmi. Potrzeba również wsparcia materialnego ze strony ludzi dobrej woli, podzielenia się tym, co mamy z uboższymi dziećmi. Ks. Artur Rzepecki czeka na wszystkich pragnących zaangażować się w działalność oratorium, wspomóc je materialnie. A przed wszystkim czeka na dzieci szukające dla siebie miejsca. Kontakt: parafia św. Michała Archanioła, ul. Bolesława Prusa 78, 50-318 Wrocław, tel: 071/321-11-47, 372-08-84, arzepecki@salezjanie.pl
Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy
świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę -
czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt
wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii.
Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze
odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene
nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane
i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”.
Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia
jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia
i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy
jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość,
nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala
Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji
kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi
jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia.
Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny
do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy
wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale
cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu.
Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie.
Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by
je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała
sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło.
Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu,
albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim
życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości.
Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask
na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii
św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że
i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością.
Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie
jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec
osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę,
że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
Po zakończeniu Mszy św. wierni podchodzili do trumny śp. ks. kan. Wojciecha Draba, by dotknąć jej i w ciszy oddać zmarłemu kapłanowi ostatni znak pożegnania.
Ta księga się nie zamknęła. Ona cały czas jest otwarta – powiedział podczas pożegnania ks. kan. Wojciecha Draba dziekan dekanatu Wałbrzych-Północ. 30 września w kościele św. Barbary w Wałbrzychu biskupi, blisko 50 kapłanów, rodzina, parafianie i przyjaciele dziękowali za życie kapłana, który przez lata prowadził innych przez słowo Boże, sakramenty i osobiste spotkanie.
Liturgii przewodniczył bp Ignacy Dec. Przy ołtarzu stanął również bp Adam Bałabuch oraz blisko 50 kapłanów. W pierwszych ławkach zasiedli najbliżsi ks. Wojciecha, wśród nich jego mama Elżbieta, brat Maciej z rodziną, a świątynię wypełnili wierni z Wałbrzycha, Doboszowic i wielu innych miejsc związanych z jego ponad 24-letnią posługą kapłańską.
Prezydent Karol Nawrocki powiedział w orędziu, że zdecydował się podpisać ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, która ma sfinansować obniżkę cen paliw. Nawrocki dodał, że oczekuje natychmiastowych obniżek cen na stacjach paliw.
na progu jesieni w polskich domach, pojawia się pytanie: Czy damy radę? Czy zapłacimy wszystkie rachunki? Czy będzie nas stać, żeby zatankować samochód? Czy wystarczy na prąd? Czy zimą wystarczy na gaz, na węgiel, na pellet? Takie pytania zadaje sobie wielu obywateli: pracownik jadący do pracy i właściciel firmy transportowej, który musi zatankować samochód. Zadaje je mama odwożąca dzieci do szkoły i rolnik, który jest w trakcie jesiennych prac polowych.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.