Reklama

Bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski patronem kapłanów diecezji toruńskiej (VI)

Patron życia codziennego

2018-04-11 14:49

Dk. Waldemar Rozynkowski
Edycja toruńska 15/2018, str. VI

Archiwum Toruńskiego Wydawnictwa Diecezjalnego
Bł. ks. Stefan wrażliwości na ludzki los nauczył się w rodzinnym domu. Na zdjęciu dom rodzinny Frelichowskich w Chełmży

Z krótkiego okresu wikariuszowskiego ks. Stefana w parafii Mariackiej w Toruniu zachowało się kilka interesujących źródeł. Jednym z nich są pisane przez błogosławionego krótkie artykuły do tygodnika parafialnego „Wiadomości Kościelne parafii Najświętszej Marii Panny w Toruniu”.

Ks. Stefan napisał w sumie 32 teksty, tzw. wstępniaki, które otwierały każdy numer parafialnego czasopisma. Ukazywały się one w okresie od 8 stycznia do 3 września 1939 r. To właśnie m.in. dzięki tym tekstom poznajemy tego młodego kapłana, który przed kilkoma miesiącami rozpoczął swoją pracę duszpasterską w Toruniu. Możemy powiedzieć, że dzięki tym źródłom, do pewnego stopnia, dotykamy jego postawy i wrażliwości kapłańskiej.

Owoc kolędy

Pierwszy artykuł napisany przez ks. Stefana został opublikowany 8 stycznia 1939 r. Był on pokłosiem kolędy. Dodajmy, że była to pierwsza jego wizyta duszpasterska, jak się miało po kilku miesiącach okazać, i ostatnia w parafii Mariackiej. Jakimi spostrzeżeniami dzielił się młody ksiądz? Artykuł zatytułował: „Pan się objawia”. Ks. Stefan napisze m.in. tak: „I jakże cudownie Pan się objawia, jak bogaty i wspaniały się pokazuje! A w dziwny sposób i ledwo dostrzegalny to nieraz się dzieje”.

Reklama

Spotkanie z dwiema rodzinami

W artykule ks. Stefan podzielił się z czytelnikami spotkaniami kolędowymi z dwiema rodzinami.

„Ciemne schody prowadzą w głąb piwnicy, gdzie z jednej przegrody zrobiono mieszkanie: jedno małe okienko osłonięte czystą firanką, ceglana podłoga przykryta przemyślnie zrobionymi «dywanikami», skromne urządzenie. Wszystko starannie i z wyczuciem piękna poustawiane. Mały piecyk żelazny ogrzewa (czy zawsze?) nisko sklepione pomieszczenie, ale wilgoć w powietrzu wyczuwa się wyraźnie. Mąż odbywa służbę w wojsku, młoda matka sama utrzymuje teraz rodzinę z «doraźnej». Najmłodsze dziecko jest u babki, dwóch chłopczyków schludnie ubranych tuli się do matki, na której twarzy maluje się troska i zmęczenie, ale i wielka wiara, że «Bóg nie opuści»”.

O wizycie w kolejnej rodzinie tak napisał: „W innej suterenie, trochę wygodniejszej i pewno zdrowszej, pięcioro dzieci. Co prawda ojciec pracuje i jako tako zarobi, ale matka jakże wielkoduszna i wierząca! Opowiada, że przyjście każdego dziecka na świat odchorowała ciężko, były nawet operacje. Radzili jej, żeby więcej nie narażała swego życia, że tak nie można, powiedziała im jednak za każdym razem, że choćby miało być coraz gorzej, nic jej nie powstrzyma od tego, by nowemu człowiekowi życie dała, by nową duszę Panu oddała na chwałę, a dziecku na szczęście”.

Bóg się objawia w codzienności

Przytoczone wyżej fragmenty ukazują nam perspektywę, w której ks. Stefan dotykał obecności Boga. Wyraźnie wskazał, że chodzi mu o zwyczajne życie codzienne. Kończąc swój artykuł, napisał zresztą następujące słowa: „Rośnie królestwo Boże i objawia się w tak zwyczajnych, a wielkich zdarzeniach życia szarego, w walkach i zmaganiach, w trudach i cierpieniach, w drobnych radościach i małych wzruszeniach…”.

Jestem głęboko przekonany, że perspektywa odczytywania objawiania się Boga, którą przypomniał bł. ks. Stefan, daje nam światło na zrozumienie jego całej posługi kapłańskiej. Ale to nie wszystko. Jako szczególny patron kapłanów naszej diecezji może być dla nich punktem odniesienia w ich codziennych zmaganiach oraz trudnościach w odczytywaniu obecności Boga w najdrobniejszych wydarzeniach.

Tagi:
bł. Stefan Frelichowski

Na co zwracał uwagę Błogosławiony?

2018-04-04 10:34

Dk. Waldemar Rozynkowski
Edycja toruńska 14/2018, str. VI

Biuletyn parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu
Obraz autorstwa Krzysztofa Burgharda podarowany św. Janowi Pawłowi II podczas wizyty apostolskiej w Toruniu 7 czerwca 1999 r.

Ksiądz Stefan Frelichowski przez pierwsze miesiące po święceniach kapłańskich pełnił najpierw funkcje kapelana i sekretarza biskupa chełmińskiego Stanisława Wojciecha Okoniewskiego. Od stycznia 1938 r. posługiwał jako wikariusz w parafii pw. Trójcy Świętej w Wejherowie, a od 1 lipca tegoż roku był wikariuszem parafii Mariackiej w Toruniu. Najdłuższa, bo ponad 5-letnia, jego posługa kapłańska miała miejsce w więzieniach oraz obozach. To przede wszystkim w tamtych ekstremalnych warunkach realizowało się jego powołanie kapłańskie.

Zatroszcz się o spotkanie przy stole

Ze wspomnień najmłodszej siostry ks. Stefana Marcjanny dowiadujemy się, że bratu brakowało ważnego aspektu wspólnych spotkań kapłanów w parafii Mariackiej w Toruniu. Podzieliła się tym przy okazji przywołania genezy ich obecności w Toruniu. Przez lata związani byli bowiem z Chełmżą. Oddajmy jej głos: „Wydaje mi się, że o przeprowadzce do Torunia zadecydował mocno jeszcze jeden fakt. Wikarzy przy kościele Najświętszej Maryi Panny nie stołowali się w parafii. Wicek był z tego bardzo niezadowolony, brakowało mu wspólnego stołu, przy którym spędzało się czas. Biorąc to wszystko pod uwagę, rodzice, za namową Wicka, przeprowadzili się do Torunia. Przeżywali jednak bardzo wyjazd z Chełmży, w której spędzili tyle lat i pozostawili rodzinę. Przeprowadziliśmy się w maju 1939 r. Zamieszkaliśmy przy ul. Fosa Staromiejska 24. Była to wielka wygoda dla brata. Z tego domu prowadziła długa klatka schodowa do ul. Franciszkańskiej, a stamtąd do Rynku Staromiejskiego. W ten sposób Wicek bardzo szybko docierał do domu i do kościoła. Do domu przychodził najczęściej na posiłki”.

O co się upominał ks. Stefan? O wspólny kapłański stół. Wrażliwość, którą wyniósł z domu, dopominała się spotkania przy stole.

Nie myśl tak często o sobie

Współwięzień ks. Stanisław Biedrzycki tak po wojnie przywoływał postać ks. Stefana: „Na tle tej ogólnej atmosfery myślenia tylko o sobie, aby przetrwać, czasem za wszelką cenę, postać śp. ks. Stefana jaśniała wspaniałym blaskiem miłości dla braci.

Patrząc na niego w tych trzech obozach, odnosiłem wrażenie, że zachowuje się tak, jakby biskup przydzielił mu tu placówkę duszpasterską.

Swoją gorliwością duszpasterską obejmował najpierw nas, kapłanów. Zastanawiające było dla mnie jako dla neoprezbitera w 1939 r., że On, młody kapłan, potrafił przez swą wielką pobożność kapłańską zasłużyć sobie na miano ojca duchownego. Byli tam przecież kapłani starsi, profesorowie, były wyższe godności kościelne, ale w modlitwach, rozmyślaniach, przewodniczył nam śp. ks. Stefan”.

Przywołane słowa można odnieść do każdego z nas, w tym także do kapłanów i zapytać o postrzeganie innych ludzi na osobistej drodze wiary i powołania kapłańskiego. Jaką oni odgrywają rolę? Czy ja o nich zabiegam? Co chcę im dać?

Szukaj tych, którzy są zagubieni

Współwięzień ks. Tadeusz Sukiennik po wojnie wspominał: „Z ks. Wincentym Frelichowskim zetknąłem się bezpośrednio na I sztubie bloku 28. Szare, smutne życie wypełniało każdy dzień obozu. Więźniowie zmęczeni pracą, zgłodniali chciwie spożywali lichą strawę obozową i wyczekiwali na schyłek dnia, by złożyć zbolałe kości na pryczę obozową. Każdy był zajęty sobą, myślał tylko o zaspokojeniu głodu. Dzień tu przeżyć było wielką rzeczą. Ks. Wincenty umiał się wznieść wyżej, ponad to szare życie obozowe.

Na środku izby stał duży piec, za nim można było się ukryć. I tutaj jeden z kapłanów, przeważnie ks. Wincenty, sprawował ofiarę Nowego Zakonu. Reszta kolegów, przeważnie kapłanów, siedziała przy stołach, mając przed sobą menażki i kubki – na wszelki wypadek kontroli władz, lecz w skupieniu i duchu katakumbowym uczestniczyła w ofierze Mszy św.

Ks. Wincenty obóz uważał za swoją parafię, pamiętał, że dobry pasterz idzie szukać owieczek”. W tej specyficznej sytuacji szukał, a może lepiej powiedzieć, walczył o drugiego człowieka. Rodzą się pytania: Czym my sami, czym kapłani, jesteśmy tak zajęci, że myślimy często przede wszystkim o sobie? Dlaczego tak trudno wyjść ze swojego ułożonego świata i pójść szukać tych, którzy żyją w lęku i cierpią?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sercański jubileusz

2018-07-04 11:10

Izabela Fac
Edycja przemyska 27/2018, str. I-II

Archiwum Zgromadzenia
Jubileuszowej Eucharystii w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa przewodniczy abp Adam Szal

Ten wyjazd, ta uroczystość były jak podróż w przeszłość, nie tak dawną, ale jednak. Kiedy koperta ze znaczkiem Citta Del Vaticano znalazła się w moich rękach, a w niej zaproszenie do Krakowa na jubileusz 25-lecia profesji zakonnej jednej z sióstr ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego to nie było wątpliwości – 16 czerwca trzeba koniecznie stawić się na ul. Gancarskiej 24 w Krakowie. Piękna, wzruszająca uroczystość z mnóstwem wspomnień.

Jubileuszowej Eucharystii sprawowanej w intencji Jubilatek: s. Zefiryny Bąk, s. Beatryksy Kastelik, s. Nazarii Bryndal, s. Sebastiany Choroś i s. Bogny Stolarczyk w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie przewodniczył abp Adam Szal. Podczas homilii mówił o dobroci i miłości Serca Jezusowego. Przywołał także słowa modlitwy św. Józefa Sebastiana Pelczara, zawarte w jednym z jego listów pasterskich z 1920 r., którymi zawierzył całe Zgromadzenie Sióstr Sercanek Najświętszemu Sercu Jezusowemu: – Wolą moją nieodwołalną jest należeć całkowicie do tego Serca i czynić wszystko z miłości ku Niemu, wyrzekając się z całego serca tego, co by Mu się mogło nie podobać. Oby to Najświętsze Serce było jedynym przedmiotem mojej miłości, Opiekunem mego życia i Obrońcą mego zbawienia – mówił. Po zakończeniu homilii Siostry Jubilatki, z wiankami z białych róż na welonach, trzymając w ręku zapalone świece wspólnie odmówiły modlitwę jubileuszową i ponowiły swoje śluby zakonne, oddając się na nowo Sercu Bożemu.

„Jego Świątobliwość papież Franciszek łączy się duchowo w radosnym «Te Deum» Sióstr ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, które w dniu 16 czerwca 2018 r. obchodzą jubileusz 25-lecia profesji zakonnej. Zawierzając je opiece Matki Kościoła z serca udziela apostolskiego błogosławieństwa” – te słowa Papieża skierowane do Sióstr Jubilatek odczytał na rozpoczęcie uroczystości ks. prał. Paweł

Ptasznik, rektor kościoła św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie, duszpasterz polskiej emigracji w tym mieście oraz kierownik Sekcji Polskiej watykańskiego Sekretariatu Stanu. W uroczystości uczestniczyła matka generalna Olga Podsadnia wraz z zarządem generalnym, matki prowincjalne polskich prowincji, siostry ze wspólnot Sióstr Jubilatek, w tym także delegacje sióstr z Rzymu, Francji i Ukrainy oraz siostry z krakowskich wspólnot oraz rodziny i przyjaciele Sióstr Jubilatek.

Na zakończenie można było zobaczyć fascynujące muzeum z licznymi pamiątkami po założycielach Zgromadzenia – św. Józefie Sebastianie Pelczarze i bł. M. Klarze Szczęsnej oraz niezwykle wzruszające pamiątki związane z Janem Pawłem II, któremu siostry sercanki miały zaszczyt posługiwać w Krakowie i na Watykanie.

Siostry sercanki pracują w kurii i Domu Biskupim w Przemyślu i Rzeszowie, w Watykanie, prowadzą m.in. Dom Księży Seniorów „Emaus” i Dom św. Józefa w Korczynie, Dom Samotnej Matki w Rzeszowie i sprawują opiekę nad znajdującym się tam „Oknem życia”, przez kilka lat pracowały w Radio VIA Rzeszów.

To właśnie od Radia VIA rozpoczęła się moja trwająca już kilkanaście lat znajomość z siostrami sercankami, niezapomniane wyjazdy w Tatry, które były swoistymi rekolekcjami na górskich szlakach, pobyty w Domu Zgromadzenia w Zakopanem, rozmowy w radiu i poza nim, w Rzeszowie, Rzymie i Krakowie, wspólne audycje o bł. M. Klarze Szczęsnej. Uroczystość w Krakowie to kolejny element tej znajomości. Piękny i niezapomniany.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Jordania: na pustyni archeolodzy znaleźli chleb sprzed 14 tys. lat

2018-07-19 17:08

ts (KAI) / Amman

Międzynarodowa grupa archeologów podczas prac wykopaliskowych w Jordanii odkryła „pieczywo przypominające chleb”, co upoważnia do stwierdzenia, że ten „podpłomyk” o całe wieki wyprzedził rozwój gospodarki rolnej. Poinformował o tym izraelski dziennik „Haaretz”.

Mahmood Salam / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Według tych danych naukowcy w Szubajqa na Czarnej Pustyni znaleźli 24 kawałki pieczywa przypominającego chleb, z czego 22 w palenisku liczącym 14 400 lat. Badanie wykazało, że ciasto z mąki i wody pieczono w otwartym ogniu. Stwierdzono ponadto, że w czasach prehistorycznych wykorzystywano 95 różnych roślin, w tym przede wszystkim latorośle, korzenie i orzechy, ale także pszenicę, jęczmień i owies.

Nie wiadomo, czy pradawne ludy zamieszkujące południowe wybrzeża Morza Śródziemnego uprawiały zboża czy tylko zbierano je jako jadalne zielsko. Możliwe, że do uprawy przyciągnął ich smak glutenu, a to z kolei doprowadziło do rewolucji rolnej w czasach neolitu, czytamy w „Haaretz”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem